Przejdź do komentarzyRozdział 29. Grzmiący Klucz /4
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2022-02-21
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń203

- O, widzę, że ma pan trójgraniastą czapkę jak u Napoleona. - dokazywał w najlepsze rozochocony Ostap. -  A gdzież ten pański szary frak z bitwy pod Borodino*)? Nie uwierzysz pan, jak ja się bez pana nudziłem! No, witam, witam kordialnie! To może zrobimy misia? Nie? Albo lepiej od razu może chodźmy do pańskiego Sezamu, tej jaskini rozbójnika Leichtweisa**), w której pan ukrywasz te swoje kazachskie tugryki.

- Najpierw obiad, - odparł Koriejko, którego język tak wysechł z pragnienia, że był szorstki jak raszpla.

- Może być i obiad. Tylko tym razem bez figli. Zresztą, sam pan wiesz, że nie masz żadnych szans. Za tymi wzgórzami już czuwają moje zuchy, - skłamał na wszelki wypadek Bender.


I na wspomnienie o tych zuchach posmutniał.


Obiad dla budowniczych oraz ich gości był podany w euroazjatyckim stylu. Kazachowie rozłożyli się na swoich dywanach jak to na Wschodzie, zaś na Zachodzie, w pozycji o nazwie *kwiat lotosu*, robią to tylko krawcy. Tubylcy jedli swój płow w białych miseczkach, popijając posiłek lemoniadą. Europejczycy zasiedli przy stołach.


Wiele ciężkiego trudu i problemów przeżyli  nasi budowniczowie Magistrali przez te dwa lata. Niemało też kłopotów sprawiła im organizacja uroczystego obiadu na środku pustynnego bezludzia. Długo roztrząsano kwestię menu tak zachodniego, jak i wschodniego. Sporą dyskusję wywołała też sprawa napojów wyskokowych. Przez kilka ładnych dni zarząd budowy przypominał Stany Zjednoczone przed wyborami na prezydenta. Entuzjaści *suchego* i zwolennicy *mokrego* rozwiązania weszli nawet w fazę wzajemnej naparzanki. W końcowym efekcie kolektyw podjął decyzję zakazu wszelkich spirytualiów. Ale wówczas wypalił nowy kłopot: co wobec tego z obcokrajowcami, z dyplomatami, z mieszkańcami Moskwy?! Czym ich uraczyć możliwie jak najwytworniej? Przecież oni tam u siebie w tych ich Londynach i Nowych Jorkach przywykli do różnych kulinarnych ekscesów. Z Taszkientu więc do Grzmiącego Klucza sprowadzono starego specjalistę Iwana Osipowicza, który kiedyś-kiedyś za carskich czasów był maitre d`hotel`em***) u samego znakomitego Martjanycza w Moskwie, zaś dzisiaj dożywał swoich dni jako kierownik jadalni przy Kurzym Bazarze.


- Tylko niech pan pamięta, Iwanie Osipowiczu, - mówiono mu w zarządzie kolei, - żebyś pan nie nawalił. To będą cudzoziemcy. Trzeba to zorganizować jakoś tak światowo, z fasonem i naprawdę ekstra.

- Proszę wierzyć memu słowu, - mamrotał staruszek z oczami we łzach, - przecie ja karmiłem samych wielkich Wielkich! Księcia Wirtemberskiego karmiłem! Nie trzeba mi nawet płacić. Jakżebym ja, już nad tym grobem stojąc, ludzi nie potrafił nakarmić? Nakarmię - i do piachu!


Iwan Osipowicz strasznie się wszystkim tym przejął. Kiedy dowiedział się o zdecydowanym zakazie alkoholu, mało się nie rozchorował, jednak zostawić Europę bez należytego obiadu nie mógł. Przedstawiony mu kosztorys mocno został okrojony, więc dziadziuś, szepcząc sobie pod nosem: *Nakarmię - i do piachu* - dodał do niego swoje własne zaoszczędzone 60 rubli.


W dniu wspaniałych uroczystości oddania magistrali do użytku przyszedł w swoim starym, zalatującym naftaliną fraku. Kiedy zmierzał na mityng, bardzo się denerwował, spoglądał na słońce i pokrzykiwał na koczowników, którzy z samej tylko ciekawości próbowali wjechać konno do ogromnej stołówki. Staruszek, pilnując wejścia, robił na nich zamach serwetką i wciąż jazgotał:


- Zjeżdżaj stąd, Mamaj! Nie widzisz, co tu się dzieje! Ach, święty mocny Boże! Sous pikante się zepsuje! I consome z pasztetem jeszcze nie gotowe!


Na stołach stały już zakąski. Wszystko serwowano nadzwyczaj pięknie, z wielką starannością i kunsztem. Serwetki sterczały jak nakrochmalone, na szklanych talerzykach leżało w kostkach lodu masło, skręcone w rolmopsy śledziki trzymały w pyszczkach ziarnko cebuli albo śmietanki, były kwiaty, nawet zwykły szary chleb prezentował się zjawiskowo.


Wreszcie goście pojawili się u stołów. Wszyscy byli zakurzeni, czerwoni od upału i bardzo głodni - niestety, żaden z nich nie przypominał księcia Wirtemberskiego. Iwan Ospipowicz raptem poczuł, że zbliża się katastrofa.




1931



.....................................................................


*) bitwa pod Borodino - słynna krwawo wygrana przez Francuzów trzydniowa bitwa cesarza Bonapartego z Rosjanami nad rzeką Moskwa jesienią 1812 r.; początek końca Napoleona;



**) jaskinia Leichtweisa - grota w górach Taunus w Hesji, gdzie w końcu XVIII stulecia przez 3 lata ukrywał się niemiecki bandyta o nazwisku Leichtweis;


***) maitre d`hotel - z franc. gospodarz, zarządca hotelu

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×