Przejdź do komentarzyOglądalność 2
Tekst 236 z 255 ze zbioru: Arcydzieło
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaproza
Data dodania2022-06-08
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń486

W tym samym czasie siedziałem w przydroznym barze, bo znowu udało mi się nieco zjechać, tylko że nie w przenośni. Po prostu jakoś tak się działo, że błądziłem. A błądzeniem swym chciałem, być może podświadomie, dać sobie czas na podjęcie włąściwej decyzji.

Oglądałem telewizję.

- A więc Lilianna Malina Grzmiel - Obserwowałem jak na ekranie daje popis elokwencji i dziennikarskiego kunsztu.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to już się staje nudne. To ciągłe przebywanie, tudzież podążanie, ciągłe jak na magnes przyciąganie w stronę baru. Ale taka już moja uroda. Czym skorupka za młodu nasiąknie... Ja po prostu w barze czyję się bezpiecznie. Bar jest jak oaza, ze swoimi światłami, światełkami, szkiełkami i refleksami światełek majstujących pośród niezliczonych kileliszków, zanurzających się i określających swoim migotaniem formę. Bar jest jak ostoja, z dobrodusznym barmanem. Doświadczonym kimś, kto zna się na życiu i zawsze tam możesz zaczerpnąć porady. W każdym razie nie kosztuje cię to więcej niż wizyta u psychoanalityka, a może być bardziej kojąca. Zależy co zamówisz.

W telewizji pokazywano ten garnek, w którym się rozbił kosmita. Muszę przyznać, że nie każdy rozpoznałby w nim pojazd kosmiczny. Ja miałem tą przewagę, że wiedziałem. A inni? Każdy mógł do tego dopasować własną teorię.

- Sezon ogórkowy - Mruknął barman, brodacz z kieliszkiem po którym przesuwał szmatką, doprowadzając go do lśnienia.

- Nie wierzy pan w UFO? - Łyknąłem Blue Curacao, co wyglądało jak denaturat.

Spojrzał na mnie spode łba.

- Nie.

Odwrócił się i zawiesił kieliszek w próżni nad barem.

- Coś jeszcze podać?

Czułem się jakby mnie kto wsadził w wielki wór. Wielki worek zawiązany na kokardkę, której nie mogłem sięgnąć. Działałem już od dłuższego czasu po omacku. I przydały by się nożyczki.

- Podaj pan jeszcze Blue Curacao. Przypomina mi lata młodości. Wczesne łąki i klif zawieszony w pobliżu kopalni. A także szyny, po których nie przejeżdżały pociągi.

- Pan jesteś stąd? - Zagaił.

- Znaczy, z Sosnowca? - Wolałem się upewnić, czy pyta o miasto czy planetę.

Podał jeszcze jedno Blue, zamieszane w koktajl, ze słomką, z cytryną, parasolką, a wszystko to pływało w długim jak świetlówka naczyniu.

- Panie. W tym mieście się dzieją cuda. To miasto cudów - Przysunął się łypiąc jeziorem błekitnych oczu.

I znowu nie potrafiłęm ocenić czy ten odcień jest rzeczywisty, czy też tak tutaj działa światło.

Wiadomo - bar.





  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×