Przejdź do komentarzyDysk czy Kula
Tekst 6 z 6 ze zbioru: opowiadania SF i fantasy
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaproza
Data dodania2026-02-09
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń19

Dysk Czy Kula?


Delfina przeglądała magiczne magazyny. Deszcz, niemiłosiernie, kosił złote i srebrne kwiaty. Myszańce suszyły swoje skrzydełka w podcieniach dachu.

Druk powoli ujawniał stronice magazynu dla kobiet, artykuł zalewał szklano-papierową stronicę.

Nasza planeta jest okrągła! Czy wierzenia naszych przodków na temat okrągłej Planety są prawdziwe? Tak wykazała sześć lat temu grupa naukowców z Drugiego Uniwersytetu Karuzelarii. Wyniki ich badań dowodzą, że nasza planeta jest wypełniona gorącą materią i jądrem, a Kopuła nie istnieje. Andja nie jest ostateczną granicą lecz kontynentem zamieszkałym przez wiele gatunków istot, jak bezlotne ptaki i morskie stwory.

Otworzyła usta, czytając o planowanej misji załogowej do Niebios. Pojazd ma za zadanie przewiercić się przez Kopułę i przepłynąć Górny Ocean.

Deszcz ustał, myszańce kichały, upiwszy się zbytnio nektarem.

W jej oczach odbijało się niebo. Mawiano, że osoby z tęczowymi oczami są wybrańcami boga. Rodziło się ich niewiele, uchodzili za mądrych i skupionych na służbie społeczeństwu.

Król rządzący Państwem Zjednoczonych Nenufarii, miedzianooki Sirgurd. Następca tronu, Mirtad, jedno oko miał tęczowe, a drugie złote. Plotkowano, że Królowa w młodości romansowała z pewnym poetą, a Mirtad to pamiątka po tym związku.

Przez miasto przejeżdżał dziwny pojazd, zatrzymał się za pobliskim, korzeniastym chwastem.

Czytając ponownie artykuł, poderwała się, słysząc pukanie do okna. Zza szyby wychylał się złotooki staruszek. Delfina poszła do toalety, by przeczekać odejście intruza. Gdy wyszła, zauważyła, że spokojnie stoi na suficie.

-I co, panno Delfino? Podobał się artykulik, nieprawdaż?!- Zaśmiał się ironicznie.-Tęcza w oczach, na wyprawę idealna!- Krzyknął do jakiegoś urządzenia.

-Ale ja jestem....tylko zwykłą antropolożką kulturową i nauczycielką.- Wyznała.

-Nie ma problemu to projekt obyw...- Delfina, jednym ciosem, zrzuciła go z sufitu. Mężczyzna jojczył, trzymajac się pleców.

-Ale mnie panienka potraktowała. !- Jęknął.

Zdenerwowana, krzyknęła czy nie jest przypadkiem płatnym mordercą i kto ga nasłał.

-Nazywam się Dammi Interto, koordynator projektu Przejście do Niebios na Królestwo Zjednoczonych Nenufarii. Została panienka wybrana dzięki informacjom Królewskiego Stowarzyszenia Idei i Innowacji jako perfekcyjna kandydatka.-

Zaskoczona, otwarła usta.

-Jak to?!- Zapytała.

-Zadaniem antropologa jest zbadanie czy opisy Niebios są prawdziwe czy fikcyjne.-

Patrzyła na niego jak na głupka.

Mężczyzna zniknął tak szybko, jak się pojawił.

Postanowiła udać się do Stowarzyszenia, by potwierdzić, że nie jest nabierana. W pomalowanej w wielki chwast szopie stał pojazd mechaniczny. Wypowiedziała zaklęcie, koła rozpędzały się powoli. Przez drogę przebiegały wielkie płazy, by przejść paść się od stawu do stawu. Wpadała w trans od migającej feerii barw. Otrzeźwił ją wjazd na rogatki miasta.


*

Letni pałac królewski na Nenufarii Pierwszej iskrzył się bielą. Na tarasie, księżniczka Minda, czytała w magicznej książce o kulistości Planety. Ciężki chód jej starszej siostry, Karetty przerwał lekturę. Karetta wyrwała jej książkę z rąk.

-Ale Ci idioci mącą Ci w głowie! Opłacili ojca, mówiąc o jakiś badaniach naukowych obalających płaskość Planety!- Jej złote oczy płynęły burzą innego świata.

Speszona Minda patrzyła na nią gniewnie.

-Naszego ojca wrobiono! Pewnie o tym nie wie ale ty go nienawidzisz, bo nie chce Ci przyznać sukcesji, za to, że spotykasz się z treserem motylosmoków!- Wygarnęła młodsza siostra.

Karetta stanęła jak wryta, z jej oczu popłynęły łzy, wydała zwierzęcy krzyk, rozdzielający okolicę.


*

Dziwne odgłosy przykuły uwagę Delfiny, która właśnie zatrzymała się przed gmachem Stowarzyszenia Idei i Innowacji. Choć budynek był skromny, ozdabiał go złoto-fioletowy kwiatowy fryz.

Drzwi otwarły się same. Za biurkiem siedział poważny, długowłosy, mężczyzna z brodą.

-Widzę, Pani Delfino Kastrioti, że została Pani wyznaczona poważna misja.- Uśmiechnął się.

-Ale dlaczego wybrano akurat mnie?!- Zapytała speszona.

-Wie Pani doskonale, że nasz Pan i Władca Zjednoczonych Nenufarii jest przychylny każdym nowinkom naukowym. Oczywiście złe języki plotą, że ten projekt to czysty szwindel.- Pstryknął palcami. Obok stanęła tak piękna kobieta, że i sama Królowa by jej zazdrościła urody, nie wspominając już monarszych córek. Blond włosy, choć rozpuszczone, opadały jak udrapowana szata koronacyjna. Przez oczy w barwach zielonej tęczy, miała wrażenie, że otacza ją rześki staw. Pod pachą trzymała plik dokumentów, które podała Delfinie.

-Oto wszystkie źródła na temat tego, co znajduje się nad Kopułą. Ci, którzy tam zajrzeli, mówili o tchnącym oceanie w kolorze oczu naszej pracownicy- Astry Perenja- Rzekł mężczyzn.

-Ach, te oczy...- Westchnęła Delfina.

-Ja, Pani, pochodzić z Księstwo Narjana, robić za archiwistka i być antropologia jak Pania   Kaleczyła nenufariański tak, że Delfinie więdły uszy od tego akcentu na tylnych samogłoskach.

O Narajanach mówiono, że mają oczy we wszystkich barwach tęcz. Ich kraj słynął z Uniwersytetu Nauk Wszelakich. Pomyślała, że Interto mógł być jego absolwentem.

W tym momencie zjawił się on, usiadł na stołku, co chwila wystukując szpicrutą kod Ziemi rozmawiał z Astrą telepatycznie, ciągle rechotali nie wiadomo z czego. W końcu wręczył jej miękką w dotyku skrzynię i pokazał wyjście.

Zauważyła siły rządowe otaczające pałac królewski. Co chwila dochodziły do niej szepty o tym jak księżniczkę Karettę zabiła jej młodsza siostra. Minda, w kordonie magów i katów, zmierzała ku lochom.

Wszelkie plotki o życiu prywatnym rodziny królewskiej nudziły ją. Mieli za dużo czasu, to knuli intrygi. Delfina należała do grona zwolenników reformy monarchii. Nie chciała, by jej podatki szły cały Dwór i jego znajomków.


*

Wróciła po zmroku, wszędzie słychać było ćwierkot ćmosmoczków, które przysiadły na gałęziach. Mimo późnej nocy, studiowała dokumenty, magiczne formuły, protokoły kontraktowe. W środku było mniejsze pudełko z zaklęciem symulacyjnym pilotażu. Nie spała, stawiając pierwsze próby w startowaniu.


*


Tydzień mijał od pogrzebu księżniczki Karetty i skandalicznego ułaskawienia jej siostry, po problemy ze startem w symulacji. Za każdą próbą, start zaczynał się zygzakiem.

Pewnego dnia w domu pojawiła się Astra, mówiąc coś o jakiś afirmacjach i pomagając w ćwiczeniach.

Delfina czuła, że zaniedbuje swojego narzeczonego-Anota. Nie byli dogadani w sprawie ceremonii ślubnej, oboje byli z różnych płaszczyzn duchowych, ona wierzyła w Boga Świata Przyczynowego, on w Bogów Świata Bezprzyczynowego. Jedno było pewne, znali już miejsce- Łąka Istot na Nenufarii Piątej.


*

Postanowiła zaprosić go na namiętny wieczór, już miała pomysł na rozwiązanie tej sytuacji. Żyrandol udekorowała girlandami papierowych kwiatów, przyozdobiła je złotymi łezkami, używszy magii ceremonialnej.

Usłyszała pukanie, była pewna ,że to Anot  lecz zaskoczył ją widok Astry, Interty i trzech mundurowych.

-Start projektu rozpocznie się za dziesięć dni, proszę spakować walizki!- Rzekł jeden z żołnierzy.

Oszołomiona, nie była w stanie wydobyć słowa.

-Ale dzisiaj... mój...narzeczony...ślub chcemy brać...-Rozkleiła się.

-Proszę zachować spokój. Udzielę wam ślubu, a wesele wyprawicie, gdziekolwiek chcecie...- Odezwał się kolejny z żołnierzy.

-Już mamy miejsce, Łąka Istot!-

-Łąka została zamknięta pięć dni temu ze względu na chorobę kwiatów. Nie wiemy, co jest przyczyną.- Zasmucił się.

Delfina ukryła twarz w dłoniach, refleksy latarek prześwitywały przez palce.

Poczuła szarpnięcie. Szła z zamkniętymi oczami do pojazdu. Jej myśli krążyły wokół śmierci Anota, po prostu utopił się w rzece! Łączyła wszystko w całość. Jacyś idioci przekupili rządy wszystkich krajów na Planecie. Może Karetta wiedziała o czymś więcej?


*

W czasie przygotowań do lotu, rozpacz zmieniła się w skupienie na pracy, wszystko, co złe, nachodziło ją nocą. Z drugiej strony, lot do Niebios napawał ją optymizmem spotkania z narzeczonym. Powoli poznawała załogantów, bylli mili, przynajmniej można było przy kimś ponarzekać na Króla.


*

Tego, pięknegho dnia, stanęli przed złotą rakietą. Widziała jak Astra przygląda się wszystkiemu. Witał ją ten długowłosy, ze Stowarzyszenia Idei i Innowacji, w tle, cała śmietanka Planety. Mówili coś o jedności, gdy załoganci udawali się na statek.

Silniki zapalały się z wolna, pojazd nabierał szybkości, za chwilę mieli osiągnąć Kopułę. Pojazd, zamiast wwiercać się, płynął. Wszystko lśniło otaczającym wszysatko złotym blaskiem.

Widziała kłótnie w rodzinie królweskiej, koronacje lecz w tym prześwicie wszystko się rozpływało. Nie było niczego, tylko blask zmieniający się w srebrno-złotą gęstość, z której wyłaniały się, od czasu do czasu, jakieś postaci.

Nie czuła strachu, nie było już obok niej załogantów. Była lekka, nie ważyła nic. Czuła się złączona  ze wszystkimi i wszystkim, była częścią zbiorowego umysłu, nie było ani królestw ani republik. Tęcze i flary przebłyskiwały pomiędzy. Powoli pozbywała się swoich utrapień i myśli, zanim porzuciła je ostatecznie, zapytała jakiego kształtu jest Planeta? Obejrzała się za siebie z uśmiechem...







  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×