Przejdź do komentarzyPulchniatek
Tekst 5 z 5 ze zbioru: Aha
Autor
Gatuneksatyra / groteska
Formaproza
Data dodania2012-05-22
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1684

Pulchniatek usiadł na krześle i pogłaskał się po brzuszku. Mlasnął z zadowoleniem, przewrócił błogo oczkami, po czym przywołał w pamięci delikatny posmak wisiulców na języku. Mmmm... Jakież one były cudowne! Miały wprawdzie również swoje złe strony - wiły się pomiędzy zębami i popiskiwały cichutko podczas przegryzania, ale za to ich smak... Ich smak nie miał sobie równych! Pulchnaitek nigdy w życiu nie jadł czegoś równie pysznego. Misztuszki w sosie miodowo-grzybowym mogły przy nich spłonąć wstydliwym rumieńcem. Kwaśno-słodkawe wnętrze w pikantnej oprawie meszkowatych łusek to było coś, o czym niełatwo można zapomnieć. Na samą myśl o ich pancerzykach maleńki skrzacik dostał wypieków na twarzy.

Dlaczego zdecydował się właśnie na nie, tego nie wiedział. Był pewien, że zostanie to źle odebrane. Epoka, kiedy każdy lubił różnorodność i koniecznie chciał mieć coś innego niż wszyscy, już dawno odeszła w zapomnienie. Teraz liczyła się tylko jednakowość. Skrzaciki nosiły takie same czapeczki, takie same kubraczki i spodenki, nawet buciki wdziewały jednorodne... Skoro już jednak zdecydował - trudno!

Przystąpił do Konkursu Mistrza Patelni pod wpływem impulsu. Ot, tak sobie. Nie sądził wcale, że jest najlepszym kucharzem w Mechatkowie. Miał wprawdzie własną restaurację i nie mógł narzekać na brak klienteli, ale w miasteczku były także trzy inne, równie popularne co i jego, lokale gastronomiczne. O owej szlachetnej rywalizacji przeczytał w Internecie. Trzy dni zastanawiał się i zbierał na odwagę, aby odesłać ankietę zgłoszeniową. Wreszcie, pod wpływem intensywnych namów koleżanki Bławatki, powziął konkretną decyzję. Pomyślał, że przecież raz rogaciance śmierć. Co mu tam? Do odważnych należało Mechatkowo!

A teraz siedział pośród kilkudziesięciu kucharzy i z napięciem w duszy oczekiwał na werdykt jury. Niewielu spośród mistrzów patelni zdecydowało się na przyrządzenie innej potrawy niż bukietniki zakrapiane cynobryczkowi olejkami astrycznymi. Ci, którzy wykazali się aż taką odwagą, trwali obecnie w równie wielkim podekscytowaniu. Przestępowali z nóżki na nóżkę w swoich skrzacikowych bucikach, zagryzali skrzacikowe usteczka i zaciskali skrzacikowe rączki w piąstki. Napięcie sięgnęło zenitu.

Już kilkanaście minut temu każdy spośród członków jury poznał smak wszystkich konkursowych dań i już od kilkunastu minut trwała pośród nich nadzwyczaj burzliwa narada. Chyba nie było jednego, zdecydowanego faworyta, ponieważ dyskusja zdawała się ciągnąć się w nieskończoność.

Pulchniatek westchnął głęboko! Nie zrobił niczego, aby zapewnić sobie zwycięstwo. Odrobinę teraz tego żałował. Inne skrzaciki dosypywały do potraw konkurentów soli lub pieprzu, dolewały octu albo olejku różanego, podkradały co niektóre składniki i podkręcały ogień, aby przypalić danie. Sposobów na zepsucie smaku posiłku było naprawdę wiele. Niestety! Biedulek, nie dość, że był staroświecki, to jeszcze na dodatek cechowała go przesadna prawość charakteru. Mamusia próbowała wprawdzie wpoić mu zasady życia w Mechatkowie, ale nieszczęśnik okazał się idealnie odporny na tego typu wiedzę.

- Synusiu! - mawiała kobieta. - Żeby przeżyć, musisz oszukiwać, kłamać i kraść. W żadnym wypadku nie obdarzaj nikogo zaufaniem. Skrzaty są samolubne. Wykorzystają cię i zostawią. Uczciwość jest niewygodna. Powiem więcej, ona jest wyniszczająca! Nie ważne, kim jesteś. Ważne, jaki potrafisz wykreować sobie wizerunek. Jak widzą cię inni!...

Słowa pani Rozumatki głęboko wryły się w pamięć młodzieńca. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie postępuje w swoim życiu tak, jak życzyłaby sobie tego jego matka. Niestety, nie potrafił nic na to poradzić. Jedyny podstęp, do jakiego się posunął, to całkowite niedoprawienie konkursowego dania. Skoro już i tak inne skrzaciki miały dodać za jego plecami wszystko, czego potrzeba, a nawet i więcej, nie było sensu, aby się w jakiś sposób wysilać...

- Yhm! Yhm! - odchrząknął przewodniczący jury, aby zwrócić na siebie uwagę. - Szanowni Mechatkowiczanie! Mam ogromny zaszczyt przedstawić państwu werdykt, jaki ostatecznie zapadł. Po długich i burzliwych naradach uznaliśmy, że być może nie wszystkim przypadnie to do gustu, ponieważ potrawa, jaką nagrodziliśmy, nie należy do powszechnie uznanych, ale trudno. Danie, które okazało się najsmaczniejsze ze wszystkich, jest zdecydowanie bezkonkurencyjne. Otóż! Zwycięzcą konkursu został Pulchniatek Wszędobylski!

Maleńki skrzacik otwarł szeroko ze zdumienia usteczka. Przez dłuższą chwilę nie potrafił uwierzyć w to, co usłyszał. Z jego oczek trysnęła fontanna łez wzruszenia, a z gardełka wydobył się szloch. `A jednak mamusia miała rację. - Pomyślał melancholijnie. - Nieuczciwość popłaca. Gdybym doprawił wisiulce tak, jak trzeba, i nie posunął się do niewielkiego podstępu, nigdy w życiu nie zdobyłbym głównej nagrody...`

  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Przewrotnie i mądrze o kolejnym konkursie na wagę całego ŻYCIA - tym razem o konkursie kulinarnym - w Mechatkowie.

Zwycięża Pulchniatek Wszędobylski.

Brawo on!
avatar
Epoka, kiedy każdy cenił różnorodność i koniecznie chciał mieć to, czego nie posiadali inni, dawno odeszła w cień. Teraz liczyła się tylko jednakowoś

(patrz 2. akapit)

To co prawda tylko tekst o pogubionych /także moralnie/ skrzacikach w Mechatkowie, ale jego przesłanie nadzwyczaj uniwersalne.

Więcej takich konkursów stylizacyjnych, kucharskich, fryzjerskich, dekoratorskich, tatuażowo-liposukcyjnych itp., itp.- i możemy już odlecieć.

Na San Escobar
© 2010-2016 by Creative Media
×