Przejdź do komentarzyŁatka
Tekst 8 z 11 ze zbioru: Przyjaciele z dzieciństwa
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2011-03-01
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń3064

Łatka


Wszyscy tak na nią mówili. Nikt nigdy nawet nie zastanawiał się, 

kiedy zaczęto tak ją nazywać. Było rzeczą oczywistą, że skoro miała białe i 

czarne łaty, to musi być Łatką. Nie mogła przecież być Łaciatą, gdyż tak 

nazywano tylko krowy. A świnia to nie krowa i musi mieć inne imię. Łatka 

była z własnego chowu. Wszystkie pozostałe prosięta były białe, jeżeli w 

ogóle świnie mogą być dosłownie białe, tylko ona urodziła się takim 

odmieńcem. Nikogo to nie dziwiło, bo takie prosięta pojawiały się dość 

często. Wuj Kamieniecki, który zawsze wszystko wiedział najlepiej, a 

krótkotrwałą edukację odbył również w więzieniu, ze znawstwem rzeczy 

oznajmił, że jakimś przodkiem Łatki z pewnością musiał być dzik. 

Zaintrygowało mnie to bardzo, gdyż w żaden sposób nie mogłem pojąć, jak 

to możliwe, żeby prosię wychowane w chlewie może mieć przodka dzika, 

który hasa po lasach i odległych łąkach. - Na pewno wuj Kamieniecki 

kłamie jak zwykle - pomyślałem i więcej nie zaprzątałem sobie tym głowy. 

Wszystkie prosięta rosły szybko, tylko Łatka jakoś od nich odstawała, 

ale na to też znalazłem wytłumaczenie. No bo przecież Janek Wróblak, 

chociaż starszy o cały rok, też był sporo niższy nie tylko ode mnie, ale 

również od innych pierwszoklasistów; więc Łatka także nie musiała tak 

szybko rosnąć jak pozostałe prosięta. 

Z czasem część prosiąt wywieziono do Wyszkowa i sprzedano na 

jarmarku, pozostałe tuczono na własny ubój. A Łatki nie zakwalifikowano 

ani do jednej grupy, ani do drugiej. Może była tego świadoma, bo od 

początku jakoś stroniła od świńskiego towarzystwa. Szybko zaprzyjaźniła 

się z Mruczkiem i pieskiem Pankiem. Z nimi spędzała wiele czasu, tylko na 

karmienie i nocleg wracała do chlewa. Razem bawili się na podwórku, 

razem przeciskali między sztachetami płotu i baraszkowali na łączce lub w 

zbożu. Sąsiadów dziwiły te igraszki. Kiedyś to nawet podsłuchałem, jak 

wuj Kamieniecki w wielkim sekrecie mówił mojej mamusi, że widział 

naszą Łatkę i Panka, jak parzyły się w życie. Mamusia fuknęła na tę wieść, 

szybko odwróciła się i odeszła. Nie wiedziałem, co to znaczyło, ale 

domyślałem się, że musiało to być coś bardzo złego, więc też odrzuciłem tę 

wiadomość. Bo przecież Łatka i Panek byli moimi przyjaciółmi, dlatego 

nic złego robić nie mogli. 

Łatka bardzo lubiła przeglądać się w wodzie, gdy ta stała na podwórku 

w balii, wannie lub szafliku. Mogła to robić niemal całymi godzinami. Nikt 

nie mógł zrozumieć tego nietypowego upodobania, dlatego ja na własny 

użytek znalazłem jego wytłumaczenie. Łatka z pewnością musiała 

podejrzeć moją siostrę Wandę, gdyż ta bez przerwy mizdrzyła się do 

lusterka i czymś podmalowywała sobie usta i policzki. Kiedyś Łatka tak 

bardzo zapragnęła patrzenia w swoje odbicie, że oparła się przednimi 

nóżkami o niski krąg otwartej studni i długo wpatrywała w lustro wody. 

Pech chciał, że w tym czasie pojawił się na podwórku wuj Kamieniecki. A 

jego bały się nie tylko wszystkie okoliczne psy, ale również inne zwierzęta 

oraz dzieci i niektórzy dorośli. Kiedy więc usłyszała jego głos, na oślep 

ruszyła przed siebie i wpadła do studni. Na szczęście była ona głęboka 

tylko na cztery kręgi. Podbiegłem wystraszony i zdumiony stwierdziłem, że 

Łatka bez problemów utrzymuje się na powierzchni wody. Kiedy wuj 

zanosił się ze śmiechu, przyciągnąłem drabinę, z trudem wpuściłem ją do 

studni i wyjąłem z niej wystraszone prosię. 

Mijały kolejne tygodnie i miesiące, ostatnia jej rówieśnica została 

zabita i ćwiartkami sprzedana sąsiadom, a ona wciąż wyglądała jak 

kilkutygodniowe prosię. Nie tylko nie rosła i nie tyła, ale nie było też widać 

objawów starzenia. Coś jednak trzeba było z nią zrobić. Wówczas sąsiedzi 

podpowiedzieli, że trzeba ją sprzedać na jarmarku jako półtoramiesięczne 

prosię. Stanowczo protestowałem, ale nikt na to nie zważał. W piątkowy 

ranek ze smutkiem patrzyłem na oddalającą się furmankę i ukradkiem 

ocierałem łzy, chociaż miałem nadzieję, że nikt jej nie kupi. Modliłem się 

nawet o to. Wczesnym popołudniem dostrzegłem wracającą furmankę. 

Kiedy wybiegłem na spotkanie, z daleka usłyszałem cieszącego się brata, 

że Łatka sprzedała się dobrze. Szybko zawróciłem do domu i mocno 

utuliłem smutnego Panka.

  Spis treści zbioru
Komentarze (4)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Wychowanie na wsi lepiej przygotowuje na odejścia, co nie znaczy, że mniej boli.
Kasia
avatar
Myślę, że to wyższa szkoła jazdy napisać tekst, w którym narratorem jest dziecko. Uchwycić tę dziecięcą wrażliwość i intensywność postrzegania świata, a nie zagubić się i popaść w intantylizm. Udało się.
avatar
Dziękuję za komentarz i za trafne spostrzeżenie, że narratorem jest dziecko, a konkretnie ja jako siedmio- lub ośmiolatek, bowiem są to moje autentyczne wspomnienia. Ale taki charakter mają wszystkie teksty z tego cyklu, czyli siedem wcześniejszych i trzy późniejsze.
avatar
wzruszający tekst...
© 2010-2016 by Creative Media
×