Przejdź do komentarzyKamieniec Podolski
Tekst 8 z 33 ze zbioru: Kresy przywracanie pamięci
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2011-03-21
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń2800

KAMIENIEC PODOLSKI


Rano  z Czortkowa  udajemy się przez Skałę Podolską  szlakiem dawnych polskich twierdz przygranicznych, znanych i zapisanych znacząco  w historii naszego kraju – do Kamieńca Podolskiego, Chocimia i Okopów Świętej Trójcy.

Skała Podolska, zwana kiedyś Jagielnicą,  senne, kilkutysięczne miasteczko o bogatej i burzliwej historii, w 1393 zdobyte przez Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda, w 1430 włączone do Korony, gdzie starostami byli między innymi przedstawiciele książęcego rodu Lanckorońskich, leżała na przedwojennej granicy z Rosją. Miała znaczenie strategiczne, gdy  dawny szlak handlowy z Krymu przez Kamieniec do Lwowa i Krakowa tu przekraczał rzekę Zbrucz. Nasz pojazd zatrzymuje policjant przypominający wyglądem filmowego sierżanta Garciję z serialu „Zorro”. Policja ukraińska nosi aktualnie ciemnogranatowe mundury i czaka bardzo przypominające wzory francuskie. W ciągu trzech dni pobytu na Ukrainie dopiero drugi raz  zatrzymują nas na drodze miejscowi stróże porządku. Trzeba stwierdzić, że nie dawali nam się we znaki, a gdy z rzadka poddawali autobus rutynowej kontroli, zachowywali się  kulturalnie i życzliwie. Z ruin leżącego na skalnym cyplu zamku z XIV wieku podziwiamy malownicze urwiska i zakola Zbrucza, płynącego dołem w głębokim jarze. Oglądamy też kościół p.w. Wniebowzięcia NMP z 1719 roku, o grubych murach i niewielkich oknach, swego czasu mający charakter obronny. Po wypędzeniu stąd Polaków najpierw zamieniony na magazyn, potem zdewastowany, został w 1989 roku odzyskany i wyremontowany przez garstkę pozostałych, cudem ocalałych rodaków. Nad portalem wejściowym widzimy tablicę pamiątkową przypominającą setną rocznicę urodzin Adama Mickiewicza.

Po przejechaniu około trzydziestu kilometrów pagórkowatą okolicą urozmaiconą głębokimi jarami i dolinami, zbliżamy się do Kamieńca Podolskiego, dawnej stolicy województwa podolskiego, dziś miasta rejonowego w obwodzie chmielnickim, liczącego około 130 tys. mieszkańców. To żenujące, myślę, gdy uświadamiam sobie, jak wielu ludzi z którymi rozmawiałem i czasem nadal rozmawiam o Kresach Południowo Wschodnich RP, myli Kamieniec Podolski z Krzemieńcem. Sam opis bogatej i burzliwej historii tego ważnego i słynnego kiedyś grodu  mógłby zająć kilkadziesiąt stron. Jeśli chodzi o ilość i  rangę zabytków, jest on wśród zachodnioukraińkich miast  sytuowany zaraz po Lwowie. Zespół architektoniczny Starego Kamieńca, dzieło dawnych polskich architektów i budowniczych, ma szansę wpisania na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Odkryto tu ślady osadnictwa z neolitu. Tutejsi mieszkańcy utrzymywali handel z czarnomorskimi prowincjami starożytnego Rzymu, o czym świadczą wykopywane monety z czasów antycznych. Miejscowość była prawdopodobnie zaznaczona na słynnej starożytnej  mapie Ptolemeusza jako Pertridava lub Klepidava. Obecne miasto założono w XI w. Leżało na ważnym szlaku handlowym z Krymu i Wołoszczyzny do Lwowa i dalej w kierunku miast nad Wisłą. Ścierały się tu wpływy Polski, Rusi i Węgier, przerywane przez częste i zabójcze zawirowania tatarskie. Zdobyli je i spustoszyli w 1240 i 1241 roku Tatarzy. W 1352 roku zdobył je Kazimierz Wielki i oddał w lenno władcom Litwy. W 1434 r. włączone zostało do Korony i stało się stolicą województwa podolskiego do 1793 roku, po którym z rąk zaborczej Rosji już nie wróciło do Polski. Dokumenty potwierdzające lokację miasta na prawie magdeburskim z roku 1432 wydzielały trzy jego części – lacką(polską), ruską i ormiańską, z których każda miała swego wójta, sąd i pieczęć. Antypolskie powstania kozaków pod wodzą Bohdana Chmielnickiego w latach  1648-1654, wstrząsnęły podstawami Rzeczypospolitej. Polska zmuszona została do  prowadzenia wieloletnich  wojen z kozakami, Moskwą, Szwecją, Mołdawią i Turcją, w wyniku których bezpowrotnie utraciła Ukrainę Lewobrzeżną(tereny na wschod od Dniepru) w 1667 roku, po pokoju z Rosją w Andruszowie. Był to początek procesu, który doprowadził do utraty przez Polskę dawnej świetności. Najbardziej dramatycznym i głośnym w historii Kamieńca jest jego zdobycie przez Turków w sierpniu 1672 roku, stanowiące kolejny wielki wstrząs dla Polski z tej racji, że twierdza miała opinię najważniejszej w przedmurzu chrześcijaństwa twierdzy nie do zdobycia, na której umacnianie przeznaczało środki również papiestwo. Nagle jak uderzenie gromu stało się  realne śmiertelne zagrożenie Rzeczpospolitej ze strony Turcji. W  sierpniu 1685 roku w Kamieńcu Podolskim Turcy stracili współpracującego z nimi Jerzego Chmielnickiego, gdy przestał być im potrzebny. Był on  najmłodszym synem Bohdana Chmielnickiego. Gdy tureckie zagrożenie zostało w końcu zażegnane i Kamieniec odzyskany w 1699 roku po pokoju w Karłowicach, zwiększyło się imperialne parcie rosyjskie i pruskie, przynosząc w końcu tragiczny upadek Rzeczypospolitej i rozbiory. Kamieniec dostał się w 1793 roku pod panowanie rosyjskie i już nie wrócił do Polski, nawet po odzyskaniu niepodległości po 1920 r. Spadek znaczenia militarnego twierdzy sprawił, że od 1812 r. Rosjanie zamienili ją w ciężkie więzienie. W czasie II wojny światowej w latach 1941-44 pod okupacją niemiecką ludność polska została w znacznej części wyniszczona wskutek represji władz hitlerowskich. Podczas działań wojennych i w czasach rządów sowieckich zburzono wiele obiektów, zwłaszcza sakralnych, takich jak katedra ormiańska, kościół i klasztor Karmelitów Bosych i inne. Jak się dowiaduję już po powrocie do kraju, z miastem Kamieniec Podolski współpracuje położony na Dolnym Śląsku, pięknie w ostatnich latach odrestaurowany, zwłaszcza w rejonie starego miasta i zamku, piastowski Głogów nad Odrą.

Już samo położenie zamku kamienieckiego z licznymi wieżami i basztami, które są jakby pospinane łańcuchami grubych i wysokich murów na szczycie wysokiego urwiska, oblanego z trzech stron wodami Smotrycza (dopływu Dniestru), czyni z daleka ogromne wrażenie. Szeroką aleją wśród starych drzew zbliżamy się do widocznej coraz lepiej twierdzy, jakby do olbrzymiego orlego gniazda (tak zresztą w „Panu Wołodyjowskim” Kamieniec nazwał Sienkiewicz, który nigdy w nim nie był) na niedostępnym wzniesieniu, do którego prowadzi tylko jeden wąski przesmyk i dwa mosty. Przejeżdżamy mostem nad przepaścią z widoczną w dole wstęgą rzeki i jesteśmy na Starym Mieście, w bezpośrednim otoczeniu twierdzy. Dalej pójdziemy już na piechotę. Zanim wejdziemy na teren twierdzy, mijamy i oglądamy z zewnątrz na Rynku Polskim dawny ratusz, katedrę z XIV w. p.w. Św. Piotra i Pawła, pałac biskupi, klasztor Franciszkanów. Wszędzie widzimy prowadzone na szeroką skalę prace renowacyjne lub rekonstrukcyjne. Przed katedrą do dziś stoi pamiątka po Turkach – wysoki, strzelisty minaret, wybudowany po zdobyciu przez nich Kamieńca.

Krążymy potem jakby po olbrzymim wykutym w kamieniu i murowanym  labiryncie na wielu kondygnacjach zamkowych dziedzińców, krużganków, murów obronnych i  baszt, z których część jest w ruinie. Trasa prowadzi od Starego Zamku z XII-XIV wieku, po Nowy Zamek z 1621 roku,   od lochów, po wieże. Przez szczeliny strzelnicze sięgamy wzrokiem w głąb  przepaści, a ponad nimi oglądamy zachwycającą panoramę z zapierającymi dech w piersiach widokami z wszystkich stron i poziomów, gdzie przeplatają się w cudownej mozaice skalne urwiska, budowle, rzeka i fragmenty stepu. Chwilami  wczuwamy się w atmosferę dawnych walk. Na jednym z dziedzińców robimy sobie z Wackiem infantylnie urocze pamiątkowe zdjęcie w atrapach zbroi rycerskich. Zwiedzamy Basztę Batorego z 1585 roku, połączoną z Bastionem Tureckim, Bramę Polską, ruiny Starej Prochowni, schodzimy wąskimi schodami w dół na brzeg rzeki, gdzie jest mały cmentarz z pomnikiem płk Jerzego Wołodyjowskiego, przed którym zatrzymujemy się na chwilę zadumy i modlitwy.

Pominę szczegółowy opis zamku i miasta; zainteresowani mogą sięgnąć po specjalistyczne opracowania. Niedawno, gdy odwiedzałem wspólnotę „Arka” we Wrocławiu, gdzie jedną rodzinę duchową tworzy kilkanaścioro młodych ludzi pełnosprawnych, żyjących razem z niepełnosprawnymi na zasadach opracowanych przez Jeana Vanier, przeżyłem niespodziewanie miły moment związany z Kamieńcem. Dowiedziałem się, że pewna  para zakochanych pojechała specjalnie na kilka dni do Kamieńca Podolskiego, aby właśnie tam szukać wartości i inspiracji, również patriotycznych, które na całe życie scementują i ukierunkują ich związek. Jest to szczególnie cenne w sytuacji, gdy kresami jako miejscem  zakorzeniena naszej ojczyzny, poprzez sentyment do przodków i czasów swojej młodości,  interesują się dziś w zasadzie tylko nasi starsi rodacy.

Przy wjeździe i wyjeździe z parkingu, dzieci i starcy  niemal molestują nas prośbami o jałmużnę. Jest ich tak wielu, że nie wszystkim jesteśmy w stanie dać po hrwynie. Jacyś młodzieńcy obrzucają nas niechętnymi spojrzeniami, a po chwili docierają  do nas wypowiedziane w pogardliwym tonie słowa – wot, prijechali do nas polskije amerikańcy. Stare Miasto i twierdzę otacza wielkomiejska zabudowa w znanym stylu socrealistycznych bloków-sypialni z lat siedemdziesiątych. W okolicach wokół Kamieńca, z uwagi na ich walory archeologiczne, historyczne i przyrodnicze – malownicze jary, jaskinie, skały i unikalną roślinność -  został utworzony Park Przyrodniczy „Podolskie Towtry”,  który zasługuje na oddzielne zwiedzanie, na co nam niestety nie starczy czasu.

  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Gratuluję tego tekstu - jest znakomicie poprowadzony!
Pozdrawiam...
PP
avatar
Dzięki Piotrze za komentarz...Jest szczególnie cenny w sytuacji, gdy mało ambitne i głupawe teksty, spotykają się na portalu z większym zainteresowaniem... No cóż, takich mamy i "twórców` i czytelników i... może...czasy... pozdrawiam.
© 2010-2016 by Creative Media
×