Przejdź do komentarzyDrastyczna amputacja (tematów)
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz / poemat
Data dodania2013-10-14
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń2073

Drastyczna amputacja (tematów)




Poemat wyjątkowo nieautentyczny 2



Opowiem o tamponach krzyku, sączkach legowisk,

tamowaniu naczyń kuchennych.


Nie, nie chodzi mi o to, że można chodzić lżej,

nie stękać co krok i znieruchomieć

w kokonie przyzwyczajonych do wzwodu metafor,

nie o to, aby niefrasobliwie wywracać porządek

na suchą stronę zmiennej ogniskowej,

być niczym sznur, nawijający się na kołowrót szyi,

wreszcie nie o to, by drastycznie przeprowadzać

nieruchawą staruszkę przez ruchliwe skrzyżowanie,

rozjechaną przez samotność, dosłownie na wyciągnięcie ręki,

by bezpiecznie ominąć kolejny cmentarz.


Nie o to, aby oddać się w pełni powolnej alienacji postu,

siedząc przy szwedzkim stole, po brzegi nasyconym

platerem z krewetkami i kawiorem z Bieługi,

uznać, że wszystko jest na swoim miejscu,

kiedy (absolutnie) nie jest na swoim miejscu

w usystematyzowanej codzienności,

bo nawet nazwisko nie chce już wariować na tandetnej wizytówce.


Nie chodzi mi także, by zliczyć wszystko, do zera,

nie umiejąc do trzech zliczyć,

ocalić półwytrawną półprawdę,

która musi oddychać jak nigdy, odpędzając sen proroczy

na prawo i lewo, układać się

z kobietą w jednym legowisku,

by odkroić z biedy zabiedzony seks.


Być może chodzi mi o trudne do nawinięcia na kołowrót cele,

ostatnio latające nierówno pod sufitem zbyt szybko, zbyt wysoko

i klaszczące równie fałszywie, co dryfują po wszystkich zakamarkach

niewystarczających do pełnego wzwodu miłości własnej.


Nie, nie chodzi mi o zbliżenie ze ściśniętym gardłem

(wszak sznur wciąż wisi, kołowrót pęcznieje)

bo jestem coraz bardziej zbędny do rozwiązywania

wciąż tych samych zagadek o wielkości kikutów,

wciąż tych samych kodów kreskowych

na refundowanych lekach z NFZ.


Może chodzi mi o to, że już nie podołam wiedzy

o fakcie, który spotkał nieruchliwą staruszkę na ruchliwym skrzyżowaniu.

W piwnicy sąsiada destylacja metanolu śmierci,

niedobitki wraz z niedopitkami, bez których nijak się obejść smakiem.


Potem taniec świętego Wita, z różą w zębach.

Tańczą panowie, tańczą panie pod mostem Rocha w Poznaniu.


Zresztą sam nie wiem, o co mi chodzi w tym temacie.


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Wiem, Piotrze, o co Ci chodzi w tym temacie :) Aż nadto dobrze wiem, chociaż Ty, Poeto kołujący nad wersami jak śmiertelnie zmęczona pszczoła robotnica po pozyskaniu wrzosowego nektaru, sam zdajesz się nie orientować w tym, co utrwaliłeś w swoich wersach...

Utwór - dla mnie - rewelacyjny, mimo że b_d_c raczej ułożona podług symetrycznych reguł, pani, częstokroć - wbrew własnym zasadom - ucieka w Tobie podobne klimaty :)

Dwoista jestem :)))

Ogromnie serdecznie :)))
© 2010-2016 by Creative Media
×