Przejdź do komentarzyPies jako pretekst, pies jako przyczyna
Tekst 11 z 51 ze zbioru: poważne historie
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2016-02-08
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1695

PIES JAKO PRETEKST ALBO PIES JAKO PRZYCZYNA

Widzimy wszyscy jak wiele osób posiada psy. Chodzą z nimi na spacery. A jednocześnie tak wiele osób mówi, że trzymanie psa w bloku jest tak kłopotliwe. To rodzi wiele problemów, bo psy szczekają zza drzwi, kiedy idzie się klatką schodową, i te psie odchody na trawnikach i chodnikach. Wiele problemów, otwartych pól konfliktów, wojen sąsiedzkich, potencjalnych kar porządkowych – z drugiej zaś strony mimo tych wszystkich uciążliwości skoro rośnie psia populacja w blokowiskach, to takie zwierzę w mieszkaniu musi dostarczać wielorakich korzyści ich posiadaczom. Bo tylko perwersi trzymaliby psa, gdyby był on jedynie źródłem problemów i sąsiedzkich niesnasek. Psa w bloku trzymałby ktoś, kto chciałby zrobić na złość sąsiadom i postawić na swoim. A tak nie jest.

Ja psów nie lubię. Dla mnie to głupie stworzenia – w większości populacji. To, że dają się wykorzystywać do różnych działań, do różnych celów przez człowieka, bynajmniej nie świadczy o ich mądrości. Owszem, są plastyczne, praktyczne i funkcjonalne – wielofunkcyjne narzędzia. Mądrość, inteligencja widoczna jest u kotów – podobnie jak psy trzymamy je w domach, ale spróbuj wytresować kota do wykonania jakiegoś zadania. Pies i kot to koegzystencja z człowiekiem, ale pies plus człowiek to korzyści głównie dla człowieka, a kot plus człowiek to już relacja oparta na kompromisie wymagającym ustępstw z obu stron. I nawet jeśli ktoś trzyma w domu kota, to tego nie widać. Bo kota nie trzeba wyprowadzać na spacer. Jeśli istnieje dla kota konieczność wychodzenia, to kot załatwia to sam, bez konieczności ludzkiego towarzystwa na spacerze. Pies, i są do tego liczne regulacje prawne, na spacer wychodzi w towarzystwie człowieka, w określonym oporządzeniu. A jeśli w trakcie tego spaceru postawi klocka/ złamie się/ wygoni kreta, na właścicielu psa ciąży odpowiedzialność za posprzątanie fekaliów.  Jest to pośrednie przyznanie, że pies jest na takim poziomie intelektualnym, który zwalnia go z osobistej odpowiedzialności za efekty własnych procesów fizjologicznych. Kot, a inaczej postępuje  kocur gdy zaznacza swoje terytorium, ma to w swoim oprogramowaniu:: ukrywa odchody. Pies na swoje odchody leje i ma je ... za sobą na spacerze. Psów nie lubię, ale żyję obok nich, nie przeciw. Psy z sąsiedztwa znam – nie przypominam sobie takiego, któryby na mnie warczał, więc nie uznają mnie za wroga. Ja ich także nie postrzegam jako elementu otoczenia, który chciałbym wyeliminować, choć do zachwytu ich obecnością obok jest mi daleko. Do czego taki pies służy?

Taki pies może być pretekstem dla. Może być też powodem do. To skrajności, a między nimi jest olbrzymia przestrzeń.

Bo z psem wyjść można, albo trzeba. I wychodząc zabiera się psa, albo bierze się ze sobą psa, by wyjść.

Jest pies, więc trzeba z nim wyjść trzy, cztery razy dziennie. To milsze niż zbieranie psich odchodów z mieszkania. To zdrowsze, bo zmusza do ruchu w różnych warunkach atmosferycznych – psu się chce niezależnie od tego, czy słońce, czy deszcz, czy mróz, czy upał. Efektem jest spacer, czyli ruch, wystawianie się na różnorodne zjawiska atmosferyczne, a więc wzmacnianie swojego układu odpornościowego. Ruch. A idąc z psem wchodzi się w interakcje z właścicielami innych psów. I, co zmuszające do myślenia na innym poziomie, do dogadania albo załatwienia sprawy inaczej z takim luźnym psem, który się przyczepia. Jesteś nowy na osiedlu? Wyjdź z psem na spacer. Po pół roku będziesz znał wszystkich, prawie. Z tej dobrej, i z tej złej strony. Człowiek bez psa, ale pijący piwo i zawierający znajomości na osiedlu nie pozna tak wielu osób. Pies jest wielkim socjalizującym, kotwiczącym w miejscu – i to jest coś, co buduje relacje, swego rodzaju wspólnotę. Ludzie z psami niejako muszą się znać z uwagi na to, że ich psy  komunikują się ze sobą na innym poziomie. Psim poziomie. A jeśli nasze futrzaki się nie lubią, to się omijamy na spacerze z nimi – po co się stresować, niektórzy właściciele psów omawiają potem te sytuacje przy kasie w sklepie, bez psów. Inni , znudzeni, znajdują w tym pożywkę dla prowadzenia sąsiedzkich wojenek.

Ja, jak już wspomniałem, postrzegam psa jako narzędzie. Pies może służyć do tego, by motywować do uprawiania aktywności ruchowej i ułatwiać nawiązywanie, podtrzymywanie znajomości towarzyskich. Bo z psem wyjść trzeba, aby nie napaskudził w mieszkaniu. Więc – mimo, że dzień wolny, zakupy zrobione, czyli można przeleżeć dzień na kanapie – jest pies, czyli trzeba wyjść na spacer. Siebie samego można zapuścić na weekend, ale skoro jest pies to trzeba o niego zadbać, bo swoje potrzeby można zawiesić na czas jakiś, a zwierzak tego nie potrafi. Pobiegać może w mieszkaniu – tak, i w mieszkaniu nasra – kto to potrafi zaakceptować? Więc wychodzimy z tym futrzakiem. To dobre dla zdrowia, samopoczucia, a w efekcie końcowym także dla otoczenia posiadacza zwierza. Pies w ten sposób staje się przyczyną.

A kiedy  w domu atmosfera gęstnieje i nie ma pretekstu by wyjść napić się piwa, trachnąć setkę – jest pies. Pies/ pretekst. Psu chyba coś się chce, więc go zabiorę na spacer. Pójdę z nim, niech się wybiega. Znam paru takich kolegów z psami i nie będę tu konfabulował, ale domyślam się, że wyjście z psem jest poprzedzone takim uzasadnieniem. Albo też świadomość tego, że w określonym momencie dnia musi nastąpić spacer ze zwierzęciem zarówno dla pana, jak i dla żywiny, łączy się z pokonaniem trasy dom- sklep. I na tej trasie oni wszyscy, psy i ludzie, spotykają się. Psy spotykają swoich znajomych i ich ślady zapachowe, panowie swoich i ich ślady śmieciowe. Psy i ludzie spotykają się na tych trasach, w tych punktach. I znów na tej płaszczyźnie pies jest elementem socjalizującym. Jest narzędziem służącym do wzmacniania więzi międzyludzkich, międzysąsiedzkich. Sam  z siebie jest chwastem biologicznym, do niczego konkretnego nie służy – nie pilnuje stada, ani domostwa – ale w połączeniu z człowiekiem staje się katalizatorem, czynnikiem inicjującym. Długo nie chciałem tego dostrzec, nie widziałem potrzeby jego funkcjonowania między nami, ale pies jest jak grzyb – bez wartości odżywczych,  ale o liczących się walorach smakowych. No i ten spacer z psem. Zadziwiające jak wielu to kręci. A pies pamięta i bywa w tej pamięci zdradziecki, ale zarazem rozróżnia jeśli wychodzi z nim kilkoro z domowników – z każdym jest inaczej.

Pies pamięta, jak wygląda spacer i potrafi zdradzić tajemne ścieżki innemu z wyprowadzaczy. Bo pies się przyzwyczaja do konkretnych tras i miejsc, gdzie należy szukać zapachów innych psów. I tu przytoczę dwie historie, jak dwa skwarki, żeby cała opowieść nie była nazbyt sucha. Oto żona znajomego, który puste zawsze miał kieszenie i szukał, na wysępione, gdy on leżał w szpitalu, wyszła z dużym psem na spacer. Pies jej nie szanował i poszedł swoją ścieżką ( którą zawsze chodził z panem), a jej pozostawało oplątywanie smyczy, gdy spotykali inne duże psy. I nie poszedł tam, gdzie ona chciała, ale oprowadził ją po wszystkich okolicznych sklepach z alkoholem. Tam, gdzie chadzał jego pan. Inna żona innego znajomego, gdy chciała znaleźć męża, wypuściła biegającego bez smyczy zwykle psa i poszła za nim. I trafiła w takie skryto plenerowe, o którym nawet policja nie wiedziała. I znalazła męża. I z tej perspektywy pies jest narzędziem, które programuje się tak: chodzimy tak i tak. I pies trzyma się programu.

Ja jeśli mam chęć wyjść po piwo, to idę. Słońce, czy plucha, deszcz czy zawierucha. Ale są tacy, co to „ wyjdę z psem, a przy okazji kupię sobie”. I są tacy, co to „co za okropność jest na dworze, ale wyjść trzeba na siku”. Pies dla niektórych  jest jak kula potrzebna do chodzenia. Bez niej nie potrafią, a nawet jeśli to nie czują się pewnie.

  Spis treści zbioru
Komentarze (8)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
1) Interpunkcję trochę wygładzić ;)
2) Bardzo mądre studium psychologiczno-socjologiczne.
Nie przepadam za psami, nawet - po trosze - ich się boję.
A nie przepadam też i z tego względu, bowiem kiedyś jako dziecko zobaczyłam czyściutkiego, bielutkiego pudelka zjadającego z chodnika... nie wiem czyje... gówienka :]
Tata mi tłumaczył, iż potrzebuje on [pies] tego rodzaju jadła do utrzymania jelitowej flory bakteryjnej...

:)))
avatar
Dla psa człowiek jest bogiem. Ale trzeba na to zasłużyć.
avatar
A ja nie lubię "nikogo",bo tacy się zawsze doczepiają do człowieka jak zwierze.:))))a jak się człowiek czuje kimś to lubi wszystkich,więc nie można porównywać siebie do jakiegoś zwierzęcia.
avatar
Nic nie wiesz o psach ani kotach, dlatego Twoje uwagi o ich "charakterach" są bez sensu.
Sens natomiast mają Twoje uwagi o psach jako "pretekstach i przyczynach" niektórych postępowań ludzkich i z nimi się zgadzam.
avatar
Ooo, Marianie, z ukłonem, odkomentarz: Autor zna się (i to nawet nieźle) i na psach, i kotach.

Nie powiem, iż w tej sprawie jestem ekspertem, w każdym razie - co zauważyłam na przykładzie mojej Siostry - pies jest odzwierciedleniem oraz (poniekąd) alter ego własnego pana, w związku z czym:

a) u kogoś, kto jest łagodny i przyjazny, taki też będzie jego pies.
Owczarek alzacki mojej siostry miewał humory swojej pani, dlatego pewnego razu omal nie zagryzł mojej siostrzenicy. Ja również okropnie bałam się tej zarazy.
Z kolei sznaucerka Gaja nie jest przez moją siostrę specjalnie hołubiona; Ula wolała jej matkę - sukę dożartą.
Gaja tupocze za mną krok w krok.

b) Za to koty :-) Najbardziej płochliwe garną mi się do rąk; łebkami kiwają na powitanie (nawet nieznane mi dachowce) i miauczą przyjaźnie.

c) Pies kiedyś mnie ugryzł, jednak żaden kot przenigdy nie uczynił mi jakiejkolwiek krzywdy. Co najwyżej poprosił o spokój oddalając się majestatycznie na sobie wiadome ścieżki i ścieżynki :)))

:)))
avatar
Coś prawdy jest w tym co pisze befana.Kot to zwierzę chadzające własnymi drogami więc nigdy nie będzie tropił kogoś,a ten kto tropi zabija,chyba,że jest to piesek typu York,który jest mały i szczeka bo się boi.Owczarka nigdy nie kupiłam ze względu na dzieci,i nie jestem pewna czy tak jest jak pisze befana,ponieważ kiedyś mieliśmy w domu szkolonego owczarka milicyjnego.Poddany wykona każdy ruch,natomiast niepoddany musi być czysty,inaczej ujmując wolny od wad wrodzonych i tez wychowywany silną ale opiekuńczą ręką.Zresztą o psach można sobie poczytać,mam książkę na ten ciekawy temat,sama kupiłam kiedyś kundla.
avatar
Tu nie było produkcji seryjnej i każdy z nas jest inny, a co za tym podąża, ma inne spojrzenie na zwierzęta także. Mieszkam z psami i kotami - sprzątam po nich, a one po mnie nie. Ale gość o imieniu Rudolf ( 19 lat miał jak odszedł) był przegościem i dokładnie taki jak imię: lawstorant osiedlowy. A jak suka mieszkała na drugim końcu osiedla to jechał autobusem. I kot Pupa - jakie imię taki charakter. Jak futrzak jest charakterny to fajnie, ale większość z nich to ... Z pięciorga tych, z którymi żyję teraz trzymam sztamę z kotem Grafim, a o reszcie mam negatywne zdanie.
avatar
Doskonale podpatrzone RELACJE zwierz-człowiek - z naciskiem na CZŁOWIEK. Często w bardzo zakamuflowany finezyjny sposób... rządzą w domu psy - nie ludzie.

Prowadzone na smyczy jako gołym okiem widoczny atrybut MOJEJ siły - patrz amstafy, wilczury, dogi, rotwailery.

Zwierz jako oznaka MOJEGO statusu materialnego - wszelkie czworonogi "drogo cenne".

Pies/kot/"robak" jako MÓJ "chłopiec do bicia" - każda rasa i gatunek dobre.

Zwierz jako NASZ poprawiacz złych nastrojów, wyniesionych z pracy czy szkoły - złota rybka w akwarium, ara na drążku, kolekcja motyli na ścianie, chomik w złotej klatce.

Itd., itd.
© 2010-2016 by Creative Media
×