Przejdź do komentarzyBylina o Awdotii z Riazania /2
Tekst 21 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekproza poetycka
Formawiersz / poemat
Data dodania2017-06-27
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń985

Jak nie zapłacze Awdotia,

Jak się łzami nie zaleje.

Trzy dni po zgliszczach chodziła,

Ręce załamując, strasznie zawodziła,

Męża i brata przyzywała,

Po synku strasznie szlochała.

Wypłakała swoje oczy,

Wykrzyczała żale.


I twardo rzekła:

- Pójdę w ślad za Siną Hordą,

W ślad za tatarską.

Pójdę po zwęglonych kościach,

Po grodach zniszczonych.

Dotrę do Hordy przeklętej,

Znajdę i męża, i brata,

Znajdę synka najmilszego!


Wrzeszczą trzy staruchy:

- Nie dojdziesz tam i za trzy lata.

Zginiesz, żonko, w drodze;

Kości twoje zwierz rozwlecze,

Ptacy rozniosą po świecie.


Awdotia na to tylko:

- To i dobrze! To tym lepiej!

Deszcz kosteczki zmyje,

Bujne wichry osuszą,

Słonko zaś ogrzeje.


A staruchy krzyczą:

- Głowę ci Tatary zniosą,

Knutem wygarbują plecy.


- Dwóch śmierci nie będzie,

A jednej nie miniesz!

I poszła Awdotia z Riazania:

W chłopskim kaftanie,

Na nogach łapcie.

Trzy pasy kolorowe,

Trzy białe koszule

Swoim w darze niesie:

- Żywych czy martwych znajdę,

W czyste koszule odzieję.


Szła Awdotia z Riazania,

Szła, pałką swą sękatą podpierając.

Minęło cudne lato,

Brnęła przez słotną jesień,

Szła po śniegach po mrozie.

Deszcze ją smagają,

Zimowe zamiecie sieką.

W cichych borach straszno:

W lasach ni drogi, ni ścieżyny,

Ślizga się Awdotia po gołych lodach,

Przewraca, wstaje i przewraca.

Szła Awdotia z Riazania,

Szła ku wschodnim zorzom,

Szła w południa strony,

Skąd słoneczko wschodzi.

Niosła podarki najmilszym:

Trzy pasy kolorowe,

Trzy koszule białe.

Szła, synka wołając,

Męża i brata przyzywając.

Tylko wtedy o nich milczała,

Kiedy twardym snem sypiała.

Szła Awdotia blisko roku,

Jadła często liście,

Piła z bagien wodę.

Doszła do piasczanego morza:

Płyną piasczane rzeki,

Lecą z gór gorące skały,

Nie widać ni zwierza, ni ptaka.

Leżą tylko martwe kości,

Rade z wiecznego pokoju.

W palących promieniach,

W lutych nocnych chłodach

Martwieją ręce i nogi,

Usta słoną zapiekają krwią.


Aż tu ciche wiatry wieją.

Wiosna krasna woń rozwiewa,

Ziemia kwieciem rozkwita.

Żoneczka Awdotia Riazanka

Na wysoką górę wchodzi,

Brzegi niebywałe widzi:

Widzi sine morze szerokie,

Sina Horda tam koczuje.


Za sinymi dymów kłębami

Skaczą konie tabunami,

Chodzą mur/zy-tatarzy,

Składają swoje ułusy-tabory.

Spostrzegli już Awdotię,

W popłochu uciekają:

- Ałaj-bułaj, Baba-Jaga!

Ałaj-bułaj, mary miraż! -

Zawołała wielkim głosem Awdotia:

- Stójcie, mur/zowie-Tatarzy!

Ja - człowiek z rosyjskiego narodu,

Idę do was już rok prawie

Spojrzeć waszemu carowi w oczy. -


I prowadzą Awdotię

Przed oblicze Chana.

Błyszczą świetne złote namioty,

Na klęczkach głowy kłonią mur/zowie,

Grzmią trąby, werble w bębny biją,

Żałośnie w rogi uderzają,

Cara Chana wszystkim pocieszając.


cdn.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×