Przejdź do komentarzyBaśń o Sindbadzie Żeglarzu wg B. A. Anikina
Tekst 29 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekbajka
Formaproza
Data dodania2018-03-09
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń655

Dawno dawno temu w bogatym i pięknym Bagdadzie żył sobie kupiec imieniem Sindbad. Miał w swoich składach mnóstwo drogich towarów oraz złota, a jego statki pływały po wszystkich morzach świata. Kapitanowie tych statków po powrocie z egzotycznych stron opowiadali zdumiewające historie o swoich podróżach i krajach, jakie przy okazji dalekich rejsów zwiedzili.


Sindbad chętnie słuchał ich bajecznych opowieści i coraz bardziej pragnął sam na własne oczy ujrzeć wszystkie te cuda i dziwy. Któregoś dnia zdecydował się wyruszyć w świat. Wcześniej zaopatrzył się w mnóstwo towarów, wybrał spośród swoich statków ten najszybszy i najsolidniejszy - i puścił się z wiatrem w zawody na los szczęścia w nieznane. Razem z nim popłynęli też inni bagdadzcy kupcy ze swoimi arbuzami, dywanami i wszelkim na handel zamorski dobrem.


Długo płynął ich statek po wielu morzach i od portu do portu, gdzie zawsze zarzucano kotwicę i korzystnie wymieniano zabrane z Bagdadu towary.


Pewnego razu, kiedy już od wielu tygodni  nasi wędrowcy nie widzieli nic tylko wodę, majtek na bocianim gnieździe nagle zawołał:


- Ziemia! Widzę ziemię!


Kapitan skierował statek w stronę lądu i zacumował przy brzegu wielkiej zielonej wyspy. Rosły na niej cudne niebywałe kwiaty, a na gałęziach cienistych drzew śpiewały różnokolorowe nieznane ptaki.


Podróżnicy zeszli na plażę, aby wyprostować nogi i odetchnąć od męczącej huśtawki na falach. Jedni rozpalili ogniska i zaczęli w kociołkach warzyć strawę, inni zabrali się za pranie w korycie nad strumykiem brudnej bielizny, reszta poszła ot, tak sobie przejść się po wyspie.


Sindbad też wybrał się na spacer i niepostrzeżenie dla samego siebie oddalił się w głąb lądu. Raptem ziemia zakołysała się pod jego nogami, i usłyszał daleki na statku krzyk kapitana:


- Ratujcie się! Uciekajcie! Na statek! To nie wyspa! To wielki wieloryb!


O, Allahu! To rzeczywiście był wieloryb! Wichry naniosły na jego szorstki chropawy grzbiet piasek, na nim wyrosły krzaki, i potwór zamienił się w wyspę. Kiedy marynarze rozpalili na plaży swoje ogniska z kociołkami zupy, wieloryb poczuł piekące gorąco i gwałtownie się poruszył.


- Szybko! Szybko! - wołał kapitan. - On zaraz zanurkuje!


Ludzie rzucili swoje łyżki i pranie i w przerażeniu pobiegli w stronę statku, lecz tylko ci, co byli tuż nad brzegiem, zdążyli dobiec. Wieloryb zanurzył się w głąb morza, i wszyscy, którzy się spóźnili, poszli na dno. Ryczące morskie bałwany zamknęły się nad ich głowami.


Sindbad również nie zdążył. Potężne wiry zwaliły go z nóg, ale że był dobrym pływakiem, szybko wynurzył na powierzchnię. Obok niego przepływało porzucone koryto, w którym jeszcze chwilę temu marynarze prali swoje pranie. Sindbad pochwycił je i usiadł na nim wierzchem, próbując wiosłować nogami, ale fale miotały nim w prawo i w lewo, i nijak nie można było czymś takim sterować.


Kapitan rozkazał podnieść kotwicę, i rozkołysany statek odpłynął, nie oglądając się na tonących.


Sindbad długo patrzył na niknące na horyzoncie żagle, a kiedy w końcu skryły się w sinej mgle, gorzko zapłakał. Odtąd stracił wszelką nadzieję na jakikolwiek ratunek.


cdn.


........................................


Od tłumaczki: tekst z arabskiego wydania *Tysiąca i jednej nocy. Arabskie baśni*  w 1956 r. na język rosyjski przełożył M. Salje. Adaptacji literackiej dokonał i pięknymi swoimi ilustracjami książkę opatrzył Borys Anikin. Leningrad 1988

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×