Przejdź do komentarzyKrzyżem i chlebem
Tekst 8 z 10 ze zbioru: strefa bólu
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2018-04-21
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń875


Uwaga! Tekst zawiera elementy profetyczne.




Krzyżem i chlebem


Prolog


Rok dwa tysiące osiemnasty był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały nadzwyczajne zdarzenia. Z jego początkiem przyszło całkowite zaćmienie sumień, wiosną usunięto niezależnych od władzy sędziów. Wreszcie sondaże wyborcze rozszalały się tak, że ludzie kpić zaczęli z rozumu i wiedzy, które zdawały się zdychać w narodzie na oczach całego świata. Toteż wszyscy w Rzeczpospolitej zwracali niespokojny umysł i oczy ku dobrej zmianie, która przyćmiła rozum i rozpaliła w sercach Polaków uczucia tak gorące, że nie sposób już było zasiąść im razem do jednego stołu. Ludzie podzielili się na godnych i niegodnych. Upadła wspólnota narodowa, nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą.


Styropian


Za zamkniętymi drzwiami odbywał się proces przeciwko Styropianom. Dyspozycyjni ławnicy ściśle trzymali się instrukcji płynących od wyrazicieli woli suwerena. Wyroki były przesądzone. Na zewnątrz trwała histeria. Policjanci spisywali wszystkich protestujących przeciwników dobrej zmiany. Wreszcie w ruch poszły policyjne pałki, armatki wodne, gaz pieprzowy i gumowe kule. Pośród tumultu i wrzasków dało się słyszeć rozdzierający krzyk szczekaczki:

- Nie wiecie, kogo sądzicie! To jest nasza krew! To sól tej ziemi!

Wkrótce człowiek od megafonu został wyłuskany z tłumu przez służby. Teraz jego twarz spływała krwią. Upadł na ziemię rażony impulsem elektrycznym z tasera. Dwa kroki od niego leżała roztrzaskana szczekaczka. Coś podobnego do śliwki potoczyło się po bruku, by po chwili strzelić szklistą mazią pod policyjnym butem. W pobliżu starsza kobieta na czworakach, z ohydną dziurą w miejscu oka, wymiotowała, dławiąc się własną treścią.


Chleb powszedni


- Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom! - grzmiał ojciec zakonny zwany Grzybem. Tłum wiernych zgodnie wtórował jego modlitwie. Potem grzmoty spadły na niegodnych miana obywateli wspaniałej ojczyzny, którzy już samym światopoglądem przeczyli zasadności idei równości współobywateli. Litania ich win i wszelkich niegodziwości, których się dopuścili oraz których mogli się jeszcze dopuścić zawisła nad głowami owczarni niczym czarna, gradowa chmura. Przesłoniła błękit nieba i odcięła lud boży od promieni słonecznych. Zrazu nieśmiało, z pewną pokorą, zaczęto wznosić pięści ku złowieszczej chmurze. A kiedy ojciec Grzyb zakończył stwierdzeniem, że więcej win już nie pamięta, wówczas wszystkie pięści, blade i wymierzone we wroga zjednoczyły się we wspólnym pragnieniu zwycięstwa. - Alleluja i do przodu! - zdążył jeszcze wykrzyknąć kapłan, po czym na głowy ludu spadł rzęsisty, krwawy deszcz.


Nie mam siostry, nie mam brata!


Czerstwa, choć przekwitająca kobieta z kolorowym wachlarzem godnie odpierała ataki zdradzieckich dziennikarzy.

- Ja nie mam siostry... – wysyczała przez zaciśnięte zęby, będąc nagabywaną o członków najbliższej   rodziny.

- Ja nie mam brata! – warknął szef wolnych mediów narodowych przepytywany na okoliczność zbieżności nazwisk.

- Zamordowaliście mojego brata! – wrzeszczał uzurpator zwany Zbawicielem – jesteście kanaliami!


Dobrobyt


Dobrobyt zbliżał się wielkimi krokami. Świadczyły o tym doskonałe wyniki państwowych spółek i festiwal plusów: pięćset plus na dziecko, trzysta plus na wyprawki, dwieście plus dla emerytów, trzysta plus dla rezydentów, czy sto pięćdziesiąt razy pięćset plus dla każdego z najciężej pracujących. Całkiem zniknęła niedawna dziura budżetowa szacowana przez ludowych ekspertów na bilion złotych, a sam budżet mimo wypłacanych plusów pękał w szwach. Niewątpliwie była to zasługa rządu. Żydzi na całym świecie skręcali się ze złości i bezsilnie zgrzytali zębami. Strumienie pieniędzy przestały płynąć w ich kierunku, zaś żydowscy posługacze szkalowali dobre imię kraju, gdzie tylko mogli. A to, nie powinno ujść im płazem. I nie uszło. Szmalcowników czekało pokłosie zgodnie z listami hańby, na których umieszczono gros piśmiennych filosemitów. Pęczniała duma narodowa i nikt już nie klęczał poza wyznaczonymi do tego porami. Chyba że przy grobie.


POT


Łysy jegomość w szytym na miarę garniturze kilka razy klasnął w dłonie, po czym przemówił do uczestników szkolenia siedzących przy stole w kształcie podkowy:

- Niech każdy z państwa weźmie ze stołu czystą kartkę papieru. Wszyscy mają? Teraz, składamy kartkę na trzy części, tak by powstał rodzaj piramidy. Na jednym z boków piszemy swoje imię i stawiamy na stole tak, aby pozostali uczestnicy mogli widzieć nasze imię. Doskonale! Wobec tego, witam państwa bardzo serdecznie na pierwszej części szkolenia z tak zwanego czarnego public relations. Przypominam, że wszelka wiedza i materiały dostarczone państwu w trakcie szkolenia mają charakter poufny oraz są wyłączną własnością firmy Power of Truth, w skrócie POT. Ja, mam na imię Bogdan i jestem trenerem przypisanym dla kampanii, którą państwo będziecie realizować zgodnie z wytycznymi naszego zleceniodawcy. Zasadniczym narzędziem, którym będziemy posługiwać się w naszej pracy, będzie fejk. W tym momencie prowadzący przerwał na chwilę, by podejść do tablicy. Podniósł mazak ze stołu i napisał: „fake news”, a po naszemu po prostu fejk – dopowiedział. Jeszcze inaczej – fałszywa informacja. Są dwa rodzaje fejków: nasze, to znaczy takie, które są akceptowalne i pożądane przez naszego zleceniodawcę oraz złośliwe lub szkodliwe, czyli takie, które będziemy neutralizować. Dla przykładu: dobrym fejkiem jest słynny „dziadek z Wehrmachtu”, natomiast złośliwym fejkiem jest sformułowanie: „dyspozycyjne sądy”. Tak naprawdę nie jest łatwo wymyślić dobrego fejka, a uznać za taki możemy tylko ten, który się upowszechni i będzie powielany przez zwykłych użytkowników przestrzeni, w której będziecie generować fejki. W praktyce większość najgłośniejszych i najbardziej skutecznych tego rodzaju informacji, pojawia się spontanicznie. My musimy wyłowić, wychwycić te najbardziej rokujące z całego, tego w dużej mierze anonimowego bełkotu, jaki zalewa wirtualną rzeczywistość.

cdn...

  Spis treści zbioru
Komentarze (6)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Uchhhhh...

Tragiczne jest, że to może się spełnić.
avatar
Tak, tragiczna wizja, ale chyba realna. Też kiedyś wymieniałem pewnego duchownego, ale tamten zwał się Smardzyk.
Legionie, "w Rzeczypospolitej", a nie "w Rzeczpospolitej". Sprawdź "Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej". Gdyby chodziło o gazetę, należy pisać w "Rzeczpospolitej". Kilka drobnych potknięć interpunkcyjnych.
avatar
Oby zostało prawdą ekranu, a nie prawdą czasu. Znakomity tekst.
W zapisie tylko kilka drobnych potknięć, ale nie rzutują na moją ocenę; oprócz tych z komentarza Janko, sugerowałbym::
*zwany Zbawicielem – jesteście) - zwany Zbawicielem. - Jesteście)
*którym będziemy posługiwać się w naszej pracy, będzie fejk. - którym będziemy posługiwać się w naszej pracy, to fejk. (zbyt blisko siebie: będziemy - będzie)
avatar
Dziękuję za przeczytanie i korektę. Mam w wersji audio, jeśli ktoś chce usłyszeć Legiona. Zapraszam:

https://www.youtube.com/watch?v=iVxzLQmtlME
avatar
Czyli jak nie krzyżem ich w krzyże, to ich w mordę chlebem?? (porównaj nagłówek)

No, ładnie...
avatar
Kształtowanie naszego pozytywnego wizerunku zaczynamy od przylepienia sobie "życzliwego" uśmiechu i w trakcie gadki-nawijki potrząsania obu otwartymi dłońmi.

Potem mamy już całkiem z górki
© 2010-2016 by Creative Media
×