Przejdź do komentarzyLicheń. Przewodnik alternatywny
Tekst 2 z 2 ze zbioru: Sama widziałam
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2018-06-03
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń444

Zmierzch  zapada nad Licheniem. Jarzy się złotym blaskiem wielgachna kopuła z anodowanego  aluminium. Tu jest Polska.




Wprowadzenie mogłaby brzmieć tak: witamy w Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej. Tu rezyduje Najświętsza Maryja Panna, Królowa Polski, wicepremierka ds. społecznych, czwarta w hierarchii zaraz po Chrystusie Królu, Ojcu Dyrektorze i Panu Prezesie. Najświętsza Panienka na co dzień przebywa w Licheniu nieosobiście w postaci świętego obrazu Matki Boskiej Bolesnej. I jest to, trzeba powiedzieć, obecność nienarzucająca się – dokładnie 15,5 na 9,5 cm. Znane w historii są przypadki osobistych odwiedzin Królowej Polski w Licheniu, nazywane objawieniami. Szczególnie często Najświętsza Panienka objawiać się miała w okolicznych lasach miejscowemu pasterzowi Sikatce. Podczas odwiedzin wielokrotnie zapewniała o swoim poparciu dla sprawy polskiej, zwracała również uwagę na konieczność budowy czegoś godniejszego jej rangi aniżeli przydrożna kapliczka w jakiejś dziczy. Postawę obywatelską Panienki opisać można jako wzorową – posługiwała się nienaganną polszczyzną i Orła Białego miała na piersi. Odchyleń proniemieckich brak. Mówiąc krótko, zwyczajnie należało jej się to Sanktuarium. No, niestety, osobiście jeszcze go nie odwiedziła. Może jej się podoba.


Duchowy Ogrom Narodu


Nie wiadomo czy sama Panienka widziała swój kościół tak ogromnym, na pewno zobaczyli go takim ks. Eugeniusz Makulski ze Zgromadzenia Zakonnego Marianów, pierwszy kustosz Bazyliki  i Barbara Bielecka, architektka. W ciągu 10 lat  przy hojnym wsparciu wiernych stworzyli „dzieło na miarę ogromu duchowego naszego Narodu”.

Pojęcie ogromu potraktowali dosłownie. Licheńska Bazylika to, według Wikipedii, największa tego typu budowla w Polsce, ósma w Europie i dwunasta na świecie. Długość – 139 metrów, wysokość 64,8 metrów, wysokość wieży – 141,50 metrów. Największy dzwon w Polsce, największe organy. Dalej: 52 wejścia i 365 okien, po jednym, odpowiednio na każdy tydzień i dzień roku. 33 schody do wejścia głównego symbolizują lata życia Chrystusa. Ogrom to również przepych. W Licheniu rozumieją go jako dużo marmuru, dużo złota i dużo witraży. Bazylika jawić się miała niczym falujące łany zboża otaczające wieś.

Przedstawienie Narodu także nie pozostawia wiele wyobraźni. Wejścia strzegą dwa orły, w środku na ławkach przysiadła husaria, wśród obrazów dominują sceny z polskiej historii, a nad wszystkim czuwa Nasz Papież. Komu mało, niech uda się na jedną z kilku historycznych ścieżek dydaktycznych znajdujących się na terenie Sanktuarium. Słowa klucze to „Solidarność”, „Katyń”, „Sybiracy”, „Maksymilian Kolbe” i „Polonia amerykańska”. „Gusto pollaco” - mówiła architektka z satysfakcją o stylu, w jakim została zbudowana Bazylika. Polacy, jak to Polacy, natychmiast się podzielili się ocenie tego „gusto”. Jedni nazwali Bazylikę „architektonicznym maszkaronem”, inni  uznali, że kościół jest „duży, piękny i pełen przepychu”.  Jedni i drudzy obrzucają się błotem. Nieliczni obcokrajowcy – jak Esther z Hiszpanii – myślą, że trafili do meczetu. Sami gospodarze tego miejsca – Zakon Marianów – skrupulatnie odżegnują się od dyskusji estetycznych. Oglądam Sanktuarium 11 lat po pamiętnym wywiadzie, udzielonym przez Bielecką Gazecie Wyborczej.  Żelbetonowa konstrukcja stoi, jak stała. I tylko z bliska widać, że plastik wygina się tu i ówdzie, silikon trzeba uzupełniać, obłazi anodowane aluminium udające złoto, a jedne ze schodów nadają się do remontu. I tylko łany zboża otaczające Bazylikę pozostały z grubsza takie same. „My tym kościołem pokazujemy niedowiarkom – tekstami niczym z Barei mówiła Bielecka -  jesteśmy spójni i jesteśmy skuteczni”. Aż się prosi, żeby Bareją dokończyć: „jesteśmy, spójni, jesteśmy skuteczni i to nie jest nasze ostatnie słowo”.

I tylko w kwestii Ducha zdania są podzielone. Nawet wśród katolików – „Czy w takim pomniku pychy, jakim jest cały ten kompleks, możliwa jest duchowa obecność Boga?” – dyskutują na internetowych forach wierzący. Może coś jest na rzeczy, skoro Panienka się nie pojawia? Ale tak po prawdzie, może się nie pojawiać. Ważne, że blisko 1 mln odwiedzających co roku Licheń jest innego zdania. A przecież milion pielgrzymów nie może się mylić. I papież przyjechał. Nasz papież. Ojciec święty. Ważniejszy może od Chrystusa Króla, a od Najświętszej Panienki to już na pewno.


Polska all inclusive


Z nieistniejącego przewodnika: Drodzy Pielgrzymi. Licheń składa się z części właściwej, czyli Bazyliki, części rekreacyjnej, czyli terenu Sanktuarium. I przyległej do Sanktuarium wsi, ale kto by tam zajmował się wsią. Wszystkie Wasze potrzeby duchowe i cielesne zaspokoi bowiem nasz kompleks religijno – wypoczynkowy. To prawda. Na zwiedzających czeka parada atrakcji:  największa w Polsce Bazylika, najwyższy w okolicy punkt widokowy – widok z niego rozciąga się na 35 km, (winda – 5 zł, schody – 2 zł) sztuczna Golgota, cudowne źródełko, ścieżki dydaktyczne o tematyce historycznej oraz Muzeum. A także:  restauracja, kawiarnia, lodziarnia, sklepy z pamiątkami, grill oraz ogród francuski  i plac zabaw Dla zwolenników minimalizmu jest kościół św. Doroty. Miejsce przyjazne jest osobom z niepełnoprawnościami, rodzinom z dziećmi, rowerzystom oraz wędkarzom. Na przyjezdnych czeka 1605 miejsc noclegowych w trzech Domach Pielgrzyma (Arka – 747, Betania – 570, Betlejem – 288), a także parking pielgrzyma. Płatny, co łaska. Darmowe wi-fi znajduje się w Domu Pielgrzyma Arka.

Z Marianami można właściwie podróżować przez całe życie: wyprawić ślub w Domu Pielgrzyma Arka, leczyć się z bezpłodności w katolickim Centrum NaProTechnologii, potem  z alkoholizmu i innych nieszczęść w Centrum Uzależnień, a kiedy już nie ma czego leczyć, to czekają hospicjum i cmentarz.

A wszystko to jest polskie. Obowiązująca tu religia to polski katolicyzm, najważniejszy papież to polski papież, jedyna historia to polska historia, styl architektoniczny to styl polski, odtwarzana muzyka to polska muzyka, serwowane jedzenie też jest polskie, lody są polskie nie włoskie ani amerykańskie i nawet tulipany kwitną tu biało – czerwono. W jednej z kaplic chór śpiewa Mazurka Dąbrowskiego. A po tym wielkim parku rozrywki spacerują polskie rodziny. I słusznie mówi tablica pod krzyżem na wzgórzu Golgoty: tylko pod tym znakiem Polska jest Polską a Polak Polakiem.

O Polkach ani słowa, chociaż najczęściej to one wdrapują się tutaj na kolanach. W dodatku  nowe technologie szkodliwie zaciemniły przekaz – tablica znajduje się bezpośrednio nie pod krzyżem, a pod kamerą, która podgląda czy każdy z odwiedzających zachowuje się, jak na prawdziwego Polaka przystało.

Jest też wieś Licheń Stary. 1,5 tysiąca mieszkańców. Trzy ulice, kilkadziesiąt domków mniej lub bardziej zamożnych, kilka budek typu kebab, przystanek autobusy, sklep Polo i stragany z dewocjonaliami. Jest biblioteka i OSP. Dwa Hotele, jeden czterogwiazdkowy. Jezioro Licheńskie.

Z każdego z tych miejsc doskonale widać Bazylikę.


Ma być ładnie


Wycieczkę, a właściwie nawiedzenie, można zacząć na przykład tak, jak Monika ze wsi pod Głogowem. W sobotę Monika wstała chwilę przed szóstą rano. Za piętnaście siódma była już przed plebanią. Trzy i pół godziny autokarem plus krótka przerwa na siku i chwilę przed 11.00 pielgrzymi  z Głogowa wysypują się z autokaru na parkingu naprzeciw głównego wejścia do Kościoła św. Doroty. Maszerują raźno, bo 12.00 rozpoczyna się msza dla pielgrzymów, a do Bazyliki jeszcze dobry kilometr. Monice niespecjalnie na tej mszy zależy, więc ona i jej koleżanki nie zostaną do końca, tyle żeby poświęcić różaniec, a zamiast tego pospacerują po ogrodach, żeby pooglądać kwiaty – wiosną wszystko takie piękne! Po mszy godzina czasu wolnego i trzeba zdecydować – czy wieża widokowa czy może lodziarnia? Na wszystko nie starczy czasu, a trzeba jeszcze kupić pamiątki. Wrócić do domu z pustymi rękami jednak głupio, chociaż jej budżet na tę wycieczkę jest raczej niewielki. Trafiamy na siebie jakiś czas później przy wejściu na Golgotę. Dziewczyny szczęśliwe, że jednak udało się z tą wieżą widokową. Dlaczego Licheń? Tłumaczenie jest proste – ksiądz organizował, było tanio, dlaczego miałyby nie przyjechać? Dzieci odchowane, mąż niczego nie potrzebuje, lepsze to, niż siedzenie w domu. W przyszłym roku pojadą do Częstochowy, za dwa lata znowu pewnie tutaj. Zawsze to jakaś odmiana.

Odwiedzających, takich jak Monika i jej koleżanki jest w Licheniu najwięcej. Parafie całego kraju za punkt honoru stawiają sobie zorganizowanie, przynajmniej raz na dwa, trzy lata, wycieczki do Lichenia. Przytłaczającą większość uczestników tych wycieczek stanowią kobiety w wieku średnio starszym. Takim, co to już ani dzieci ich nie potrzebują, ani mąż, ani państwo. Maszerują licheńską promenadą samotnie i z koleżankami. Modlą się o zdrowie dla siebie i dla dzieci, narzekają na starość, przysiadają na ławkach i rozpakowują z folii aluminiowej kanapki – przygotowane – może po raz pierwszy? - wyłącznie dla siebie. W odruchu nieuświadomionego buntu, a może zwyczajnie przez nieuwagę, palą papierosy na ławkach tuż obok tablicy z napisem „palenie jest grzechem”. Ale na promenadzie widać też rodziny wielopokoleniowe: rodzice, dwójka dzieci, babcia, czasem dziadek. Te rodziny idą z większą pewnością siebie i bez kompleksów zajmują całą szerokość promenady prowadzącej do Bazyliki. Są młodzi ludzie, z pewnym zakłopotaniem zarzekający się, że przyjechali dla przyrody i tego pięknego placu zabaw. Sanktuarium podoba się wszystkim. I kościół, i ogrody,  i przepych, i ta potęga, co tak bije po oczach. Atmosfera niedzielna. Wszyscy bardziej świąteczni, ubrani wyjściowo, spacerują, oglądają i kupują. Jedzą, modlą się, jak to w niedzielę. I robią zdjęcia. Starsi zbiorowe – od razu na kilku telefonach, młodsi selfie. W tle obowiązkowo Brama Jubileuszowa i Bazylika. Zdjęcia trafiają na Fejsbuki. Gdyby chcieli mogliby nawet Sanktuarium oznaczyć - @SanktuariumLichen. Lubi to prawie 16 tys. użytkowników.

Można jak Monika z własnymi kanapkami. Można też bardziej ekskluzywnie z noclegiem  w dwuosobowym pokoju z oknami z widokiem na Bazylikę, z przewodnikiem (cena od 150 do 240 złotych w zależności od rozbudowania usługi) i obiadem – dwudaniowy obiad z deserem – 50 zł od osoby. Można też zwiedzać jak pan Ryszard, który w Licheniu jest już po raz drugi. Przyjeżdża, bo lubi oglądać zabytki. Chciał też sprawdzić, ile się pozmieniało. Wypiękniało to wszystko, jednego dnia nie starczy, żeby wszystko zobaczyć – mówi. Ryszard z żoną zwiedzają kompleks szlakiem, nazwijmy go, historycznym. Szlak upamiętnia męczeństwo narodu polskiego, ale Marianie, niczym wytrawni biznesmeni, unikają kontrowersji. Dlatego w programie zwiedzania próżno szukać żołnierzy wyklętych, ONR-u i pomników smoleńskich. Są za AK-owcy, Treblinka, Katyń, Solidarność, Sybiracy i amerykańska Polonia. Zaplątana między nimi Armia Ludowa i Milicja Obywatelska. Maksymilian Kolbe w celi śmieci głodowej z sugestywnie upozowanymi figurami esesmana i św. Maksymiliana.

Dla siebie znajdą coś także miłośnicy przyrody. Bazylikę otacza ogromny, zadbany ogród w stylu francuskim. Trawniki są perfekcyjnie przystrzyżone. Kwiaty posadzone w klombach otoczonych bukszpanem. Alejki perfekcyjnie opisane. Oczka wodne ozdobione amorkami. Żadnych śmieci, żadnych zwierząt. Wszystko błyszczy malowanym złotem. Musi być ładnie, czy nie po to w końcu jeździmy na wczasy?


Prędzej już wielbłąd…


Na Bazylikę Licheńską zrzucił się prawie cały naród. Moja babcia regularnie wysyłała cegiełki po 20, czasem 50 złotych, jeśli miesiąc był lepszy. Drogą powrotną przychodziły podziękowania, zdjęcia z budowy, a raz nawet kaseta wideo z minireportażem. Niektórzy jednak zrzucili się bardziej niż inni. I właśnie ci ostatni mają swoje szczególne miejsce w podziemiach Bazyliki. W kilkunastu ogromnych salach znajdują się specjalne tablice – ich oglądanie i czytanie jest nieskończenie bardziej frapujące niż zwiedzanie muzeum czy podziwianie widoków. Na tablicach pojedynczy darczyńcy, częściej jednak rodziny, parafie, stowarzyszenia i zakłady pracy, które słały pieniądze na budowę Na tabliczkach wszystkie zakątki kraju: Gdańsk, Grudziądz, Inowrocław, Kostrzyn, Witkowo, Słupsk, Kobyłka, Chełmża, Poznań, Rabka, Żary, można by wymieniać godzinami. Silną reprezentację stanowią Polacy z USA i Australii. Wszystkich tablic jest ponad 23 tysiące, ma się rozumieć, najwięcej w kraju.

Nawet wśród samych katolików, którzy próbują rozstrzygnąć czy tabliczki są przejawem pychy czy ofiarą dla Boga, zdania na ich temat są podzielone.  Czy nauki Chrystusa nie mówią, żeby jałmużnę dawać w ukryciu? – pytają jedni. Czy należy wstydzić się tego, że naród sam sobie ufundował świątynię? – odpowiadają drudzy.  Każdy kto prawidłowo rozstrzygnie ten dylemat może sobie taką wywieszkę sprawić:  ceny zaczynają już od 1200 złotych za tabliczkę wielkości 20x40 cm (ciut większą niż sam przesławny obraz) i dochodzą do 12 tysięcy złotych za solidną tablicę wielkości nieco ponad metra kwadratowego. A że liczba miejsc, nawet w tak ogromnym kościele – jest ograniczona, już teraz warto pomyśleć o stałym abonamencie.

Temat pychy w kontekście Lichenia powraca nie tylko przy tablicach. Cały ten kościół jest przejawem pychy jednego narodu – twierdzą jedni i od razu dostają etykietę lewaków. Problem pychy nie daje jednak spokoju nawet części z tych wierzących. Zwłaszcza szczególny pomnik, znajdujący się nieco na lewo od wejścia do Bazyliki. Pomnik przestawia Jana Pawła II i mężczyznę, który klęcząc wręcza mu miniaturową kopię Bazyliki. Ten mężczyzna to ks. Eugeniusz Makulski MIC wspomniany już pierwszy kustosz Bazyliki, nadzwyczajny fundriser i nieprzeciętny specjalista ds. marketingu. Do tego organizator i logistyk. Każda agencja reklamowa marzyłaby, żeby mieć go dla siebie. Pomnik wydaje się być doprawy niewielką ceną za taki sukces. A komu się nie podoba, ten może nie przyjeżdżać. Zresztą problemy turystów zgłaszane na Trip Advisorze są znacznie bardziej przyziemne: głupio posadzone tuje zasłaniają widoki i utrudniają robienie zdjęć, za mało jest przewodników, a w stołówce oszukują na gramaturze.


Ufajcie Bogu, bardziej niż lekarzowi


Golgota to serce Sanktuarium. Obowiązkowy punkt każdej wycieczki. A konkretnie 25-metrowa kamienna góra znajdująca się w centralnej części Sanktuarium, wyjątkowo nie największa, a tylko jedna z największych. Tworzą ją głazy z pobliskich kopali węgla brunatnego, bryły kolorowego szkła hutniczego oraz kamyki z Ziemi Świętej, wtopione w bryły szkła, pewnie po to, żeby pielgrzymi nie zabrali wszystkich ze sobą.  Na swojej stronie internetowej Marianie dyplomatycznie informują, że „nie jest to wyzwanie dla krytyków sztuki i nie należy oceniać jej pod względem artystycznej spójności”. Golgota powstała po to, „żeby przekazać prawdę o grzechu, odkupieniu, zdradzie i miłości”. Idę się przekonać, co to za prawda. Przy wejściu wita mnie napis: „ostrzegamy przed złodziejami”. Najwyraźniej nie wszyscy wchodzą tutaj z chrześcijańskimi intencjami. Przemierzam kolejne stacje drogi krzyżowej i widzę, że Marianie nie kłamali, a prawda została przedstawiona bardzo realistycznie, jeśli nie obcesowo. Licheńska Golgota dobrze pokazuje, co tak naprawdę zaprząta głowę polskiego kościoła katolickiego. Jest to – oczywiście – ochrona życia dzieci nienarodzonych. W kaplicy dedykowanej „milionom polskich dzieci zamordowanych przez najbliższych” nikt niczego nie owija w szczegóły. Dziecko w pozycji kwiatu lotosu unosi błagalnie ramiona. Na ścianach napisy: „mamusiu, tatusiu, siostrzyczko nie zabijajcie mnie”. Jest też apel do babci i dziadziusia oraz bardziej konkretnie  - do lekarzy i pielęgniarek. W grocie obok można zobaczyć sugestywne przedstawienie rodziców, którzy dopuścili się zabicia nienarodzonego – pogrążeni w rozpaczy klęczą nad trumną na cmentarzu. Trudno stwierdzić czy jest to bardziej przerażające czy groteskowe.

O tym, jak szczególną uwagę poświęca się w Licheniu ochronie nienarodzonych, mogą świadczyć jeszcze przynajmniej dwie rzeczy. Pierwsza to historia kustosza i twórcy Sanktuarium – ks. Eugeniusza Makulskiego, który w swojej autobiografii (do kupienia w sklepikach z pamiątkami na terenie Sanktuarium) pisze o tym, jak lekarze próbowali zmusić do aborcji  jego rodziców. „Ledwo się począłem i miałem zaledwie 2 miesiące, kiedy moja mama zachorowała na jakąś anemię (…). Wyrok lekarza był jednoznaczny: trzeba ratować matkę. Miałem jednak to wielkie szczęście – pisze ksiądz Makulski – że rodzicie bardziej uwierzyli Bogu niż lekarzowi. Urodziłem się 7 miesięcy później, a matka dożyła 81 lat”. Ufajcie Bogu bardziej, niż lekarzowi - powtarzają w Licheniu i zapraszają do znajdującego się nieopodal Golgoty Centrum NaProTechnologii, nazywanej metodą naturalnej prokreacji, co nie pozostawia złudzeń, że wszystkie inne metody są nienaturalne i nie podobają się Panu. NaProTechnologia to sposób planowania rodziny metodami dopuszczalnymi przez Kościół Katolicki. Rozpoznajcie swoją płodność w jednym takim Ośrodku w regionie, w pokoju dwuosobowym z widokiem na Bazylikę i błogosławieństwem Najświętszej Panienki. A jeśli Wam się nie powiedzie, to zawsze pozostaje jeszcze adopcja uznawana przez naprochotechnologów za ostatni etap leczenia.


Pielgrzym też człowiek


Sezon pielgrzymkowy trwa od maja do października. Według danych podawanych przez gospodarzy każdego roku przyjeżdża do Lichenia 1,5 miliona ludzi. Na zwiększenie ruchu korzystnie wpływają eventy. Wiadomo, wizyty Papieża z 1999 roku nie da się powtórzyć. Gospodarze starają się jednak, jak mogą. Przeglądy pieśni Maryjnych i Patriotycznych, plenery malarskie, ogólnopolskie sztafety różańcowe, ekstremalne drogi krzyżowe. Czasami uda się ściągnąć gwiazdę, jak na przykład charyzmatyka, ojca Bashoborę. Ugandyjski ksiądz jest wśród polskich katolików popularny niczym Dawid Kwiatkowski wśród nastolatek, a jego sukcesy są zdecydowanie bardziej imponujące. Bashobora ma uzdrawiać chorych i wskrzeszać zmarłych. Tych ostatnich przypadków miało być nawet 40. Ksiądz Bashobora znany jest również ze swojej krytyki homoseksualizmu oraz równouprawnienia kobiet. W licheńskich rekolekcjach dedykowanych – niespodzianka – małżeństwom borykającym się  z niepłodnością -  wzięło udział ponad 30 tys. wiernych, a wejściówki rozeszły na długo przed ich rozpoczęciem.

O uwagę i portfel pielgrzyma walczą też poza murami Sanktuarium. Klimat kurortowo nadmorski. Pokoje do wynajęcia. Gadżety do kupienia. Asortyment szeroki i na każdą kieszeń. Plastikowa Maryjka w kolorach różowym i niebieskim (dla dziewczynek i dla chłopców) już od 3 zł. Niewiele więcej kosztują drewniane różańce, magnesy na lodówkę, otwieracze do piwa czy plastikowa broń dla dzieci. Hitem sprzedaży są niebieskie buteleczki na cudowną wodę z odkręcaną głową Maryjki. W ofercie premium dostępne między innymi trójwymiarowe obrazy z Najświętszą Panienką i Naszym Papieżem. Sporo muzyki, głównie polskiej, ma się rozumieć. Z płyt zagranicznych znajduję All Saints – kogoś ewidentnie zmyliła nazwa zespołu. Zakupy robi się w rytm Oczu Zielonych i Czarnej Madonny.

Poza murami szuka się też czegoś innego. Na terenie Sanktuarium obowiązuje zakaz sprzedawania i spożywania alkoholu. Gdyby jakiś pielgrzym – w końcu też człowiek -  potrzebował jednak piwa, w sklepie Polo wystarczy poprosić o specjalną, nieprzezroczystą reklamówkę. A czasem to nawet i prosić nie trzeba –  sami dadzą. Nikt przecież nie musi wiedzieć.



Bibliografia



W części Ufajcie Bogu, bardziej niż lekarzowi zacytowany został fragment pamiętnika ks. Eugeniusza Makulskiego „Powołanie i służba”. Wydanie Licheń, 2004.

Wypowiedzi Barbary Bieleckiej przytoczone w części Duchowy Ogrom Narodu pochodzą z artykułu „Gusto Polacco”  Piotra Gołuchowskiego i Marcina Kowalskiego: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,4043349.html

Dane statystyczne na temat liczby pielgrzymów odwiedzających Sanktuarium Licheńskie zostały przytoczone na podstawie informacji znajdujących się na stronie internetowej: www.lichen.pl

  Spis treści zbioru
Komentarze (13)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
W tym tekście jest wszystko.Przerywałem lekturę chyba ze dwa razy, ale potem znowu wracałem.
Nie zamierzałem tam jechać, ale jak przeczytałem opis bazyliki, to chcę ją zobaczyć.
avatar
Autorka nie rozumie istoty tej bazyliki.
Sam swego czasu miałem podobne odczucia pod względem architektonicznym itp.
Teraz owszem żałuję że to dzieło nie jest nieco lepiej przemyślane - ALE !
Ma ono inny i bardzo ważny cel - jest nim odbudowanie duch polskiego. Kazania tam mówione często przez biskupów mają niezwykłą wartość intelektualną i moralną .
W Licheniu jest jeszcze muzeum polskości(nie wiem jak się nazywa)po Polonii - tam jest zupełnie inaczej .
By prawidłowo ocenić Licheń trzeba dojrzeć i parę spraw zrozumieć.
avatar
Kiedy dojeżdżałem do Sanktuarium, tez moim pierwszym skojarzeniem było: A co to jest? Meczet? Wtedy jeszcze nikt nie przewidywał takiego najazdu Islamu na Europę. Zdania co do estetyki budowli mogą być podzielone, ja zachwycony nie jestem, a niestety oddziałuje ona na architekturę w okolicy. W podobnym stylu powstają domy prywatne, kapliczki, wiejskie kościoły. Powaliły mnie szyldy na wielu przedsiębiorstwach "Betoniarstwo artystyczne". Idee, które przyświecały budowie rozumiem i podzielam. Tyle, że usiłowano to zrobić za szybko i zbyt pompatycznie. Ale, polski barok też powstawał szybko, a po trzystu latach zachwycamy się domalowanymi oknami, kolumnami rzeźbami. Duch sanktuarium musi się zestarzeć, żeby dojrzeć.
avatar
Licho wie, co tam jest. ale złoto odłazi? Bo chyba się zrzucali na złoto. Ta szopka mogłaby jeszcze zrobić karierę, ale trzeba by tam postawić diabelski młyn.
avatar
Cytat:

"Wprowadzenie mogłaby brzmieć tak: witamy w Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej. Tu rezyduje Najświętsza Maryja Panna, Królowa Polski, wicepremierka ds. społecznych, czwarta w hierarchii zaraz po Chrystusie Królu, Ojcu Dyrektorze i Panu Prezesie. Najświętsza Panienka na co dzień przebywa w Licheniu nieosobiście w postaci świętego obrazu Matki Boskiej Bolesnej. I jest to, trzeba powiedzieć, obecność nienarzucająca się – dokładnie 15,5 na 9,5 cm. Znane w historii są przypadki osobistych odwiedzin Królowej Polski w Licheniu, nazywane objawieniami. Szczególnie często Najświętsza Panienka objawiać się miała w okolicznych lasach miejscowemu pasterzowi Sikatce. Podczas odwiedzin wielokrotnie zapewniała o swoim poparciu dla sprawy polskiej, zwracała również uwagę na konieczność budowy czegoś godniejszego jej rangi aniżeli przydrożna kapliczka w jakiejś dziczy. Postawę obywatelską Panienki opisać można jako wzorową – posługiwała się nienaganną polszczyzną i Orła Białego miała na piersi. Odchyleń proniemieckich brak. Mówiąc krótko, zwyczajnie należało jej się to Sanktuarium. No, niestety, osobiście jeszcze go nie odwiedziła. Może jej się podoba."

Czy to "Fakty i Mity" względnie inne "Nie"? Co tu ma czynienia "Ojciec Dyrektor" lub inna "wicepremierka"?

Na temat estetyki sanktuarium można sobie podyskutować, gdyż jest to sprawa gustu. Misji samego Miejsca już nie, ponieważ każda "pielgrzymia" sprawa, to sprawa indywidualna. Autorka w swoim tekście pominęła kilka nader istotnych rzeczy jak m. in. w jaki sposób wykopana dla pątników studnia stała się źródełkiem cudownym, nie mówiąc o rozstrzelanym krucyfiksie...

A tak na marginesie: skoro rezyduje w swoim Wizerunku NMPanna, to komu oraz po co ma się Ona dodatkowo objawiać?
avatar
Niedowiarkom :-)
avatar
zawsze się znajdzie jakiś łobuz, który nie rozumie że "ino Maryja".
W Ameryce Południowej, gdzie onegdaj także stawiano bazylikę, trzeba było wysiedlić w ameno cały kontynent. A stamtąd już bliziutko do objawienia.
avatar
Przeczytałam z dużym zainteresowaniem. I moja babcia uiszczała miesięczne ofiary na to sanktuarium.
Bardzo drażni mnie gromadzenie i okazywanie bogactwa przez Kościół.
avatar
Doskonały i niezwykle rzeczowy reportaż. Barwny i bogaty język, świetna narracja. Niewiele błędów interpunkcyjnych oraz nieodróżnianie myślnika od łącznika" biało-czerwone, a nie biało - czerwone.
Przy okazji przytoczę mało znane słowa księdza prałata Eugeniusza Makulskiego, jakie wygłosił 6 października 1990 roku, kiedy witał gości, byłych uczniów gimnazjum księży Marianów na warszawskich Bielanach, a wśród nich generała Wojciecha Jaruzelskiego: Przez wieki wspominamy zwycięstwa pod Grunwaldem, pod Wiedniem, pod Warszawą. Ale te zwycięstwa i chwała okupione były tysiącami poległych rycerzy, wojowników i żołnierzy. W dziejach świata nikomu nie udało się odnieść pełnego zwycięstwa, armię całą zachować i życie swoich żołnierzy ocalić. Śmiem twierdzić, że takie zwycięstwo odniósł w naszej historii tylko jeden generał, tylko jeden wódz, przed którym dziś chylimy swoje czoła. Do takiego zwycięstwa i do pełnej wolności doprowadziłeś nasz naród Ty, Panie Prezydencie (Wór kamieni generała, Gabriel Zmarzliński, Zdzisław Rozbicki).
avatar
Można dodać,że niniejszy fragment przemówienia księdza Makulskiego zamieszczony został także w książce Jakuba Kopcia, Dossier Generala. Wyd.Interim 1991r.
Czy autorzy książki cytowanej przez janko a wydanej w 2017 r. posiłkowali się w/w pozycją nie jest mi wiadomo.Pewne jest natomiast,że autor generał był przez lata związany z PZPR natomiast drugi autor pułkownik napisał sławny obrazoburczy artykuł o pułkowniku Kuklińskim pod tytułem ,, Szpiegom nie stawia się pomników,,. Kim jest autor Jakub Kopeć -nie wiadomo.
avatar
Arsen, ja myślałem ze ty jesteś kopeć
avatar
Pomogę komentatorowi mojego komentarza, który podał prawdziwe stopnie wojskowe autorów książki. Zapomniał jednak napisać, że obydwaj autorzy są doktorami nauk społecznych oraz posiadają bardzo duży dorobek wydawniczy (książkowy i publicystyczny). Obydwaj też zostali uhonorowani złotymi odznakami "Zasłużony dla Województwa Dolnośląskiego".
Bardzo dobrze znam wspomnianą książkę, gdyż byłem jej korektorem oraz napisałem jej recenzję (O odbrązawianiu i uczłowieczaniu, Trybuna nr 251-252, 17-19 grudnia 2017 r., s.12).
O ile mi wiadomo, nikt nie podważył prawdziwości tych słów, nawet ich autor.
Przy dużym samozaparciu można znaleźć, kim jest Jakub Kopeć. Podpowiem tylko tyle, że jest mężczyzną.
avatar
Intrygujący reportaż.
Szczególną moja uwagę zwróciły opisy kultu i relacje otoczenia.
Lekkim, przyjemnym piórem stworzona aura wartości religijnych. Można dopatrywać się różnych przekazów z dziedziny struktur kościelnych, pogladów politycznych, ukierunkowania względem ustroju, relacji między ludzkich.
Polska, styl, wartości, religia i na tym wielobarwnym "wernisażu" kilka danych statystycznych...To urozmaicenie reportażu, które pozwala na przyjemny odbiór.

Kluczowe staje się zdanie:

"Na swojej stronie internetowej Marianie dyplomatycznie informują, że „nie jest to wyzwanie dla krytyków sztuki i nie należy oceniać jej pod względem artystycznej spójności”. Golgota powstała po to, „żeby przekazać prawdę o grzechu, odkupieniu, zdradzie i miłości”. Idę się przekonać, co to za prawda. Przy wejściu wita mnie napis: „ostrzegamy przed złodziejami”. Najwyraźniej nie wszyscy wchodzą tutaj z chrześcijańskimi intencjami."

Pozwala na chwilę zadumy.

Poza tym, pielgrzymki to indywidualna kwestia. Delikatna, szczególnie dla osób wierzących, godna tolerancji ze względu na wolność słowa i wyznania.

Ponieważ fascynują mnie zabytki sakralne, kapliczki, kościoły i związane z nimi kulty, chętnie przeczytałam (kilka razy), Pański reportaż.

Interesująca byłaby wiadomość, jakie kryteria uczyniły to miejsce istotnym dla ducha i samopoczucia tak wielu ludzi. Geneza mnie by interesowała. W istocie powodem jest często potrzeba przeżycia naturalnej ekstrawagancji, która odmieniłaby rzeczywistość.
Relewantnie sama architektura nie jest istotna, ale angaż, animacje, ekscytacja...to fascynacje, skupiające moją szczególną uwagę.

Kult i naturalność, to chyba entuzjastyczne połączenie.
Chętnie przeczytałam.
© 2010-2016 by Creative Media
×