Przejdź do komentarzyWoda dobra na wszystko
Tekst 24 z 71 ze zbioru: Opowieści o ludziach i miejscach
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2018-06-09
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1628

Mam takie pieskie szczęście, że gdy włączam telewizor, to zawsze trafiam na bloki reklamowe. Przeważnie zachwalają one ziółka na trawienie i schudnięcie dla kobiet, tabletki na stanie dla mężczyzn, maści na stawy dla wszystkich i tym podobne medykamenty.

Oglądając je, myślę, że koncerny farmaceutyczne niepotrzebnie wymyślają rożne nowości, a potem wywalają pieniądze na ich reklamę. Jest bowiem u nas łatwo dostępna woda dobra na wszystko.

Nie jest to żadna cudowna woda z Lourdes, ale zwykła mineralna z Polski i aż dziwne, że w dobie powszechnej informatyzacji owe koncerny jeszcze jej nie odkryły. A może i odkryły, tylko milczą, bo musiałyby pozamykać swoje fabryki i powyrzucać to wszystko, co do tej pory naprodukowały. Tak czy inaczej, taka woda jest, a świat nadal wierzy w cuda reklamowane w telewizji.

Prawie w całych polskich Beskidach co krok tryskają z ziemi rożne Ustronianki, Piwniczanki, Muszynianki i inne „anki”. Jedne z nich można nabyć w każdym sklepie, inne są wyłącznie w aptekach, a jeszcze inne znają tylko miejscowi smakosze.

Taką wodą była swego czasu „kwaśna” ciurkająca w kilku miejscach do potoku Łomniczanka w Łomnicy Zdroju. Czerpano ją wtedy, gdy zapowiadało się jakieś większe picie. Była faktycznie kwaskawa i doskonale nadawała się na popitkę do wódki. Teraz brzegi Łomniczanki obetonowano i kwaśnej pewnie już nie ma. Aż strach pomyśleć, że tamtejsi mieszkańcy muszą dzisiaj przepijać gorzałkę herbatą lub colą.

Nie wiadomo, dlaczego owa woda na wszystko – mimo niezaprzeczalnych walorów – jest znana i powszechnie używana tylko na obszarze wielkości przeciętnego powiatu. Jednakże tam bije na głowę wszystkie napoje – chyba z piwem włącznie – i w żadnym innym regionie nie spotkałem się z taką dominacją. Króluje na stołach na co dzień i nie obejdzie się bez niej żadne wesele ani przyjęcie. Gospodynie domowe dodają jej do ciasta na naleśniki lub racuchy, żeby były pulchniejsze. Kiszą też w niej ogórki, by były twarde oraz podlewają bigos dla poprawienia smaku.

Pija się ją przy wszelakich dolegliwościach gastrycznych i nerkowych. Podobno dobrze też jest wypić jej nieco wieczorem na uspokojenie i dobry sen, oraz rano na pobudzenie. Słyszałem też, że niektórzy moczą w niej schorowane stopy.

Summa summarum można nią z powodzeniem zastąpić wszystkie wspomniane wyżej ziółka i maści reklamowane w telewizji. Nie wiem niestety, jak sprawuje się jako środek na potencję, bo przecież żaden mężczyzna nie przyzna się, że ma takie problemy.

Z tą wodą spotkałem się po raz pierwszy – bo jakżeby inaczej – przy alkoholu. Miejscowi przepijali nią wódkę, więc i ja – nowy w tamtych stronach – też przepijałem. Nie smakowała mi i ów pierwszy dzień znajomości z nią zakończył się dla mnie źle.

Niedługo potem zamieszkałem w tamtych stronach i – jak wszyscy – zasmakowałem w niej, i stała się ona również moją wodą, choć używaną jedynie do picia.

Pochodzi z małej wioski w zachodniej części Beskidu Niskiego, gdzie bije chyba ze siedem jej źródeł. Z każdego płynie inna woda – od prawie zwykłej, do śmierdzącej zgniłymi jajami. Śmierdzącą nikt się nie interesuje, ale tę dobrą na wszystko czerpano od zawsze za darmo i do woli. Jest tam co prawda rozlewnia, ale zaraz za jej płotem ciurkała z rurki taka sama woda i każdy mógł nabrać jej ile chciał – nawet do beczki na ogórki.

Z czasem wybudowano pijalnię, rurki pozamykano i teraz tę cudowną wodę można pić tylko z pijałek lub z butelek. Nie wpłynęło to na jej popularność w regionie. Są co prawda i tacy, którzy jej nie lubią, ale to ludzie przyjezdni i o niewyrobionych smakach.

By jej spróbować, wystarczy odwiedzić powiat gorlicki, wejść do pierwszej z brzegu restauracji i zamówić wodę mineralną.

Stawiam sto do jednego, że kelner bez pytania poda… Wysowiankę.



  Spis treści zbioru
Komentarze (10)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Marianie, lubię Twoje opowiadania :)
avatar
Dziękuję Piórko za odwiedziny i miłe słowa.
avatar
Takie cudowne wody bywają w różnych regionach kraju, ale mnie najbardziej smakowała woda na poligonie wojskowym w pobliżu Karlovych Varów. Zażywałem jej smaków w lipcu 1978 roku.
Bardzo ciekawe opowiadanko. Drobne potknięcia poprawnościowe. Różne, a nie rożne. Brakuje przecinków przed: niestety, ile chciał; zbędny przecinek przed: oraz rano.
avatar
Z łomniczanką spotkałam się w dzieciństwie, tylko że w tych okolicach panowała jeszcze ogromna bieda.

:)
avatar
Dziękuję Janko za przeczytanie mojego tekstu i wytknięcie błędów.
A cóż Ty robiłeś z wojskiem w bratniej Czechosłowacji?
avatar
Befano, właśnie w czasach tej biedy chodzono do potoku po "kwaśną", bo kto wtedy kupował mineralne wody w sklepach.
avatar
Wszystkie wody źródlane, konfekcjonowane w plastikowe butelki, tracą swoje bezcenne unikalne wartości.

Tak mi mówił jeden stary baca. Hej!
avatar
Dzięki Emilio za wizytę i komentarz.
Baca miał rację.
avatar
Dobra woda to wciąż niedoceniany skarb. Mamy taką w Kielcach w kranach, a jeśli ktoś bardziej jest wybredny to w okolicy jest kilka źródeł.
Przez 2 dekady z okladem pracowałem w NSK. Fabryka ma swoją studnię głębinową, kiedyś korzystała z niej zakładowa saturatornia - piliśmy to wszyscy. Po wydzieleniu prywatnych spółeczek jedna z nich przejęła saturatornię i jej wytwory w różnych smakach można było nabyć w różnych sklepach. A potem okazało się, że woda z tej studni zawiera takie ilości tri, którym przez lata nasiąkała ziemia w fabryce, że... Ale przez kilka lat piło tą wodę kilka tysięcy pracowników fabryki.
avatar
Dzięki Branimirze za odwiedziny i komentarz.
Tak to z tymi "zdrowymi" wodami bywa.
© 2010-2016 by Creative Media
×