Przejdź do komentarzyKwas solny w roli głównej, czyli Helka iluzjonistka
Tekst 8 z 15 ze zbioru: Różne
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2018-10-11
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń725

Kwas solny w roli głównej, czyli Helka iluzjonistka


Z tej przygody śmiejemy się do dziś wspominając z mamą, przerażenie w jej i moich oczach, kiedy po zdjęciu butów w przedpokoju i przemierzeniu odcinka 2 metrów, ujrzała swoje bose stopy, bo rajstopy w niewytłumaczalny sposób skurczyły się do wysokości łydek, odsłaniając gołe ciało.

Skąd takie cuda? Wróćmy do początku… Były lata 80-te. Mieliśmy auto – skodę i tata któregoś dnia przyniósł do domu akumulator, który położył był w łazience na szmacie do mycia podłóg. Wiadomo, że chodziło o bezpieczeństwo, coby resztki kwasu ściekły na ową szmatę. Nie przyszło tacie do głowy, że córcia chcąc być dobrą, przed wyjściem do szkoły, zetrze podłogę w przedpokoju ową szmatką, co też uczyniła w wielkim poświęceniu na kolanach w nowych dżinsach. Ponieważ szmatka była dość wilgna, a podłoga nie bardzo zabrudzona, specjalnie jej nie płukałam.

No i zadowolona z siebie, że taka dobra ze mnie córka, powędrowałam do szkoły. W domu byłam pierwsza przed mamą, niczego wtedy niepokojącego nie zauważyłam, no może dziwnie jaśniejące plamki na kolanach nowych dżinsów. Prawdziwy spektakl iluzjonistyczny rozegrał się po wejściu mamy do domu. Rodzicielka zdjęła buty, idzie w moim kierunku, ja stoję przy drzwiach do łazienki i na jeden moment patrzymy obie wybałuszonymi, ledwie trzymającymi się w oczodołach gałami, bo rajstopki hop w górę zwinęły się w sekundzie. Rodzicielka na mnie pytającym wzrokiem, ja takim samym łypię w jej stronę, w końcu wybuchłyśmy śmiechem. Po krótkiej wymianie zdań i upewnieniu się przez mamę, że umyłam podłogę szmatką spod akumulatora, wszystko się wyjaśniło.

Prawdziwe czary mary rozegrało się następnego dnia na moich nowych dżinsach. Poszłam do szkoły w całych, a wróciłam z dziurami na kolanach, kwas powoli wyżerał gruby materiał. Istne cuda, niestety dostało mi się za nieostrożność, bo trzeba było załatać dziury i chodzić pewnie jeszcze ze dwa sezony, jak to w onym czasie bywało. Ubrania miały bowiem swój termin ważności, a nie takie tam jak teraz, dziesięć par dżinów, ehhh.


  Spis treści zbioru
Komentarze (8)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Uśmiałam się zdrowo... Mało się kawą nie zachłysnęłam.
Popatrz, jakie to życie było kiedyś radosne, mimo dramatów. ;)
avatar
Dzisiaj nie byłoby potrzeby cerować dzinsów, byłyby trendy :)
avatar
b,zabawne bez cienia złości...:)
avatar
Kwas siarkowy, nie solny. Dokładnie kwas siarkowy(VI). H2SO4.
avatar
Michalszka, jak czytam te nasze przygody, to tak myślę sobie, że powinnyśmy być wyrozumiałe wobec pomysłów naszych dzieci:):) A tak serio, to wtedy zawsze się działo, nawet człowiek nie zdążył się znudzić, bo i kiedy.

Gruszko, faktycznie, dziś byłabym zachwycona tymi dziurami, ale wtedy:)


Mck48, naturalnie, że bez:)
avatar
A wiesz Leo, że sprawdzałam u dra google:) i ten mi podpowiedział, że dawniej były też w użyciu, akumulatory kadmowo-niklowe, zalewane ługiem, czyli wodnym roztworem kwasu solnego. Ale nie upieram się, bo być może ten efekt czary-mary mógł spowodować tylko siarkowy, serdecznie :)
avatar
Ługiem, to znaczy stężonym roztworem wodorotlenku sodu, lub potasu. NaOH, lub KOH. Zawsze możesz zapytać prywatnie o sprawy związane z chemią i nie odmówię pomocy.
avatar
O widzisz i to jest dowód, ze dr google jest niedouczony:) :) muszę sobie przypomnieć czy coś jeszcze nabroiłam w chemii, jeśli tak zgłoszę się o pomoc:-)
© 2010-2016 by Creative Media
×