Przejdź do komentarzyFantom wspólnoty /4/ A. Sołżenicyn - Rosja na dnie, 1998
Tekst 95 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2018-12-18
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń318

Dzisiaj na amorficznych posiedzeniach WKN kierownictwo Rosji nie znajduje w sobie śladu męstwa, by wyraźnie mówić także o gwarancjach dla naszych rodaków w tych nowych wyzwolonych państwach, o gwarancjach dla tych, którzy odwiecznie tam u nich żyjąc, w jednej sekundzie stali się ni z gruszki *obcokrajowcami*. W tym samym czasie władze większości tych odseparowanych republik natychmiast przyswoiły sobie typowo nacjonalistyczną ideologię i narrację, w wyniku czego nasi stali się u nich kategorią zdecydowanie gorszego sortu lub, jak np. w Uzbekistanie, natychmiast zaczęli podlegać brutalnym prześladowaniom.


Przeciwnie - wierchuszka Rosji wszelkimi wysiłkami stara się `nie wdepnąć` w jakiekolwiek ustępstwo na rzecz swoich ziomali, skrzętnie omijając nawet sam przymiotnik/rzeczownik *rosyjski/rosyjscy* = *Rosjanin/Rosjanie` /jak wszystkie nacje świata w tamtejszej ortografii pisani z małej litery


i dalej od tłumacza: russkij, russkije - to po naszemu przymiotnik rosyjski, rosyjskie, ale także rzeczownik Rosjanin, Rosjanie; u nas mamy podobnie z naszymi chorymi, którzy w zależności od kontekstu mogą być i tym, i tym jednocześnie/


Demonstracyjnie wręcz cały nasz naród nie został w ogóle wzięty pod uwagę jako podmiot obrad i fundament wsparcia dla interesów Rosji.


Być może istniejące jeszcze w  latach 1992-1993 żywe więzi między dawnymi republikami związkowymi mogłyby się dalej rozwinąć w jakieś formy ściślejszego bloku, np. we wszystkich tych przedtem `naszych` południowych krajach wyraźnie czuło się, że tamtejsza struktura cywilizacyjna przyszła tam do nich właśnie ze strony Rosji (dzięki karmieniu tych ich procesów gospodarczych z naszego budżetu oraz dzięki wysokokwalifikowanej naszej kadrze wszelkiej maści ekspertów, delegowanych tam w celu zainicjowania ichniejszej industrializacji czy technicyzacji zacofanego wtedy bardzo rolnictwa).


Wrażenie to jednak szybko się ulatniało na sam widok irracjonalności tak piorunującego u nas samorozpadu, dlatego wszystkie te byłe republiki radzieckie migiem się od nas odwracały albo w kierunku Zachodu, albo ku bogatemu islamskiemu Wschodowi. Już w 1994 r. WKN wyraźnie sygnalizowało swoją efemeryczność i bardzo marne nadzieje na dłuższe trwanie, na realne istnienie. Rosja nieubłaganie traciła w jego strukturach swoje pozycje, sam Prezydent tej Wspólnoty monotonnie klepał swoje mantry jak nie o *naszym strategicznym kursie na WKN*, to o *wspaniałych warunkach dla integracji w WKN* albo (w 1996 r.) o tym, że *być może także republiki nadbałtycke zechcą się do nas przyłączyć*, tylko pytanie, na czyje tępe głowy słuchaczy mogły liczyć podobne zapewnienia?


Czym faktycznie jest WKN i minione jego 6-lecie?


/od tłumacza: przypominam - Sołżenicyn pisał to wszystko w 1998 r., a zatem mowa tu o zdarzeniach sprzed ćwierci wieku/


W różnych formach dotacji, także przy sprzedaży tym byłym republikom ropy naftowej i gazu po cenach 3-  i  5-krotnie niższych niż te światowe, Rosja, mówiąc kolokwialnie, wzięła na swój garnuszek wszystkich acjonariuszy WKN (wraz z całą jego administracją). Przy okazji tego tematu podawano bardzo różne liczby, jednak wszystkie je wyliczano w niemałych miliardach dolarów USA; jeden z wielu naszych gwiazd-meteorów-ministrów finansów, Borys Fiodorow np. twierdził, że Rosja wydaje na rzecz WKN 21% swojego dochodu narodowego. (Dla porównania cała humanitarna pomoc Waszyngtonu na rzecz potrzebujących świata - to mniej niż 1 % dochodów Ameryki). Mimo to nawet po 6 latach na kiszyniowskim szczycie (październik 1997 r.) głośno protestowano, że *Rosja doprowadza do osłabienia więzi handlowych* w ramach WKN, a prezydent Kuczma po raz kolejny krytykował ówczesną naszą odmowę w sprawie cen ulgowych, nazywając to *wojną handlową* (jak w tym starym przysłowiu: *najpierw ty mnie pokołysz, a potem ja się na tobie pokołyszę*). Tylko że należało pomyśleć o tym dużo wcześniej, zanim tak wszyscyście na łeb, na szyję wyzwalali się i wyzwalali!


A tymczasem nasza Rosja wciąż biła się w pierś i podkreślała swoją *odpowiedzialność* za wszystko, co działo się już za jej granicami w państwach niepodległych WKN i za to, że kraje te leżały na terytorium byłego Sojuza (*strefa wpływów Rosji*). Ale dlaczego? Z jakiego paragrafu? Np. wtedy, gdy np. Gruzja ni z pietruszki odmówiła zgody na powrót swoich własnych przecież Gruzinów na ich ojcowiznę (chodzi o ich stalinowskie wysiedlenia wgłąb Rosji - i ich repatriacje do swoich na Kaukazie rodaków) - a było ich blisko 50 tysięcy - więc... pozostali u nas, i nadal mieszkają  w Rosji środkowej..


Również Ukraina z powodów czysto ekonomicznych korzyści kurczowo trzymała się klamki WKN.



  Spis treści zbioru
Komentarze (10)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
To wszystko było okropne... Dzisiaj wygląda jeszcze gorzej. Jestem pacyfistką i trudno mi zrozumieć, co w ludziach siedzi, że nie potrafią żyć w pokoju.

Nie lubię polityki... Ale, ale wiedzieć lubię. Dziękuję Ci za kolejny reportaż w tym "ruskim" temacie.
avatar
Zapomniałam, ale się zreflektowałam... ;)
avatar
Temat sprzed ćwierć wieku, ale wciąż aktualny.
Rosjanie zostali potraktowani, bo sami traktowali, więc traktują.
Tyle w skrócie.

To, co pozwoliło by zmienić temat przypomina polskie`ó`.
O, to koło historii. A kreseczka nad nim refleksję która pozwoliła by z niego wyjść. Nie miał jej car Mikołaj, nie miało wielu innych, co nie doczekali reformacji z ludzkim obliczem.
Jedno jest pewne.
Tygrysy są bardzo piękne i drapieżne. Lecz jest ich o wiele mniej niż mrówek. A jednak nie robią sobie kuku w tyglu zdarzeń.
avatar
Tak. Chyba dobrałyśmy się tutaj jak w tym korcu maku. Świat posadowiony na wojnach to nie nasza babska sprawka
avatar
A co do morałów na temat wojny, radzę się przyjrzeć własnej historii - Królowa Elzbieta, Emilia Plater, Wanda Wasilewska.
avatar
Myślałam nie o inicjatorach wojen - z Ateną i Heleną Trojańską włącznie - a o masie żołnierskiej, w swych 99 procentach stanowionej przez miłościwie nam panujących Panów
avatar
Ale, oczywiście, zgoda: kiedy nam faceci wymiękają, to Joanna D`Arc chwyta za miecz
avatar
Te 99% to ludziska, które były szkolone do potrzeb wojennych od dziecka. Pani prowadziła dom, a facet wojował. Taka hipokryzja. Mamusia brała taki sam udział w w wojnie. To ona karmi żołnierza i wplewia mu pogardy, musi iść.
A pani, pani Pieńkowska, niech sobie pani za przeproszeniem zbada karmę. Czy pani nie była przypadkiem Śmigły Rydz.
avatar
Racja. Wszyscy Europejczycy, zatopieni w tej narracji bla-bla-bla od czasów boga Aresa/Marsa - wszyscy my, baby i chłopy, jesteśmy dziećmi Bellony
avatar
Ja jestem śmiały rydz
Ten co zawsze hyc hyc hyc
Jak ów zając w kapustę
Po odpuście i przed odpustem
© 2010-2016 by Creative Media
×