Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych, rozdz. III - Bilans rodzinny/19
Tekst 160 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-05-12
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń120

- Ja, tatusiu, przegrałem rządowe pieniądze, - za jednym zamachem i jakoś tępo zakomunikował Pietieńka.

- Przegrałem trzy tysiące, - wyjaśniał dalej, - i jak pojutrze ich nie zwrócę, mogą zajść bardzo dla mnie nieprzyjemne wypadki.

- Ano, cóż, to je zwróć! - uprzejmie rzekł Porfiry Władimirycz.


Kilka tur ojciec i syn zrobili w milczeniu. Pietieńka chciał mówić dalej, lecz czuł, że coś zaciska mu krtań.


- Skąd wezmę pieniądze? - wreszcie  z siebie wydusił.

- Ja, drogi przyjacielu, twoich źródeł nie znam. Na co liczyłeś, kiedy przegrywałeś oficerską kasę, z tego też i zapłać.

- Sami dobrze wiecie, że w podobnych sytuacjach nikt o źródłach pieniędzy nie myśli!

- Niczego, mój drogi, nie wiem. W karty nigdy nie grywałem - chyba tylko w durnia z mamunią, żeby staruszkę ucieszyć. I bądź łaskaw nie mieszać mnie do swoich brudnych sprawek; lepiej chodźmy herbatki wypić. Popijemy, posiedzimy, może też porozmawiamy, tylko, na boga, nie o tym!


I Judaszek skierował się ku drzwiom, by prześlizgnąć do jadalni, lecz Pietieńka go zatrzymał.


- Jednakowoż pozwólcie, - powiedział, - ja przecież muszę z tego położenia jakoś wyjść!


Krwiopijca uśmiechnął się i spojrzał mu w twarz.


- Musisz, gołąbeczku! - zgodził się.

- To pomóżcie!

- A to... to już całkiem inna beczka. Że należy jakoś z tej sytuacji wyjść - to istotnie, prawdę mówisz. A jak wyjść - to już nie moja rzecz!

- Ale dlaczego nie chcecie pomóc?

- A dlatego, że po pierwsze, ja nie mam pieniędzy na pokrycie twoich niecnych sprawek, a po drugie, również dlatego, że to w ogóle mnie nie dotyczy. Sam poplątałeś - sam też to i rozplątuj. Lubisz jeździć na saneczkach - to je ciągaj też pod górkę. Tak to już jest, przyjacielu. Przecież od tego żem i zaczął, że jeśli prosisz sprawiedliwie...

- Wiem, wiem. Wiele słów u was na języku...

- No-no, uważaj, powściągnij swoje impertynencje, daj skończyć. Że nie są to tylko słowa - zaraz to udowodnię... A zatem, powiedziałem ci wszak: jak będziesz prosić należytego, prawidłowo - proszę bardzo, mój drogi! zawsze jestem gotów ci we wszystkim zadośćuczynić! Lecz jeśli przychodzisz z prośbą nie taką - wybacz, bracie! Na brudy pieniędzy nie mam, nie, nie, i nie! I nigdy nie będę miał - wiedz o tym! I nie waż się myśleć, że to tylko *słowa*, pojmij, że te słowa bardzo blisko sąsiadują z czynem.

- Ale pomyślcie, co będzie ze mną!

- A co się bogu spodoba, to i będzie, - odparł Judaszek, wznosząc do góry rozłożone ręce i z ukosa popatrując na ikonę.


Znowu zrobili kilka okrążeń po gabinecie. Pijawka szedł od niechcenia, jakby ubolewając, że syn go niewoli i więzi. Pietieńka, wziąwszy się pod boki, postępował w ślad za nim, gryząc wąsa i nerwowo się uśmiechając.


- Ostatnim jestem waszym dzieckiem, - powiedział, - nie zapominajcie o tym!

- Hiobowi, mój drogi, bóg wszystkich odebrał, i ten nie narzekał, a tylko rzekł: bóg dał - bóg wziął! dziej się wola twoja! Tak to, bracie, jest!

- To bóg wziął, wy zaś sami od siebie odtrącacie. Wołodia...

- Ty zdaje się zaczynasz prawić grubiaństwa!

- Nie, to nie grubiaństwa - to prawda. Wszyscy wiedzą, że Wołodia...

- Nie, nie, nie! Nie chcę słuchać tych paskudztw! I w ogóle - dosyć. Co trzeba było powiedzieć - toś już powiedział. Ja również dałem ci jasną odpowiedź. A teraz pójdziemy i wypijemy herbatę. Posiedzimy, pogadamy, potem pojemy, wypijemy strzemiennego*) - i z bogiem! Widzisz, jaki bóg dla ciebie łaskaw! I pogódka piękna, i drożynka wygładziła się. Pomaleńku, lekuteńko, truch-truch-truch - i nawet nie zauważysz, kiedy do stacji dojedziesz!

- Posłuchajcież w końcu! proszę was! jeżeli macie choć cień uczuć...

- Nie, nie, nie! o tym mówić nie będziemy! Chodźmy do jadalni: mamunia pewnie dawno znudziła się, czekając na nas. Nie godzi się tak traktować babci.


Judaszek zrobił ostry zwrot i prawie biegiem skierował się do wyjścia z gabinetu.


- Odchodzicie czy nie, ale ja tej rozmowy tak nie zostawię! - krzyknął w ślad za nim Pietieńka, - gorzej będzie, jak przy świadkach zaczniemy rozprawiać!

- Czegóż ty, niegodziwcze, ode mnie chcesz... mów! - spytał Pijawka udręczonym głosem.

- Potrzebuję, byście zapłacili te pieniądze, com je przegrał.

- Nigdy!!

- Tak więc to ostatnie wasze słowo?

- Widzisz? - tryumfalnie zawołał Judaszek, wskazując palcem święty obraz, wiszący w rogu, - widzisz to? To twego dziadka błogosławieństwo... I przy nim ci mówię: nigdy!!


I stanowczym krokiem opuścił gabinet.


- Zabójca! - rozległo się w pogoni za nim.


.......................................................

*) wypić strzemiennego - stary słowiański zwyczaj, poprzedzający daleką podróż; wypić kieliszek na drogę; strzemię to część ekwipunku konia



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×