Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych rozdz. VI - Na wymarciu/14
Tekst 212 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-07-05
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń92

- Wiem, wiem, i nawet bardzo dobrze to rozumiem! Jednak nie trzeba było tego robić, nie należało! Dom zapłacony 12 tysiącami sreberkiem - i gdzież ta cała forsa jest? Ot, tutaj właśnie tych 12 tysięcy żal do łez! A Goriuszkino ciotuni Warwary na 15 tysięcy wycenić mało... Toż razem tych pieniędzy kupa cała i wyjdzie!

- Oj, wystarczy! przestań już! nie gniewaj się, dla boga!

- Ja, mamuniu, się nie gniewam, ja tylko wedle sprawiedliwości powiadam... a co prawda - to prawda! ja łgarstwa nie ścierpię! z prawdą żem się narodził, w prawdzie żyłem, z prawdą też i pomrę! Prawdę sam bóg miłuje - a i nam nakazuje, byśmy ją kochali. Albo choćby i taka Pogoriełka; zawsze to powiem, że wiele, ach wiele-ście wtedy tych rubelków na jej urządzenie przepuścili...

- Toż sama tam przecież z sierotami mieszkałam...


Judaszek wyraźnie czyta po minie mamuni jej pomstowanie: ty krwiopijco niedorzeczny! - lecz udaje, że tego nie zauważa.


- Nie o to idzie, żeście tam mieszkali, ale mimo wszystko... Taki ołtarzyk na przykład - do dzisiaj w Pogoriełce stoi, a czyj on? Źrebaczek malutki - też; szkatułeczka na herbatę... sam na własne oczy żem ją widział jeszcze za życia tatunia w Gołowliowie! a rzecz to piękna!

- No, cóż...

- Nie, mamuniu, nie powiadajcie! pewnie na pierwszy rzut oka tego wszystkiego nie widać, ale jak tutaj grosz, gdzieś indziej - półtora, a owdzie jeszcze - ćwierć grosza, to zbierze się z groszy pół kosza... Jak tak popatrzysz a się przyjrzysz... Zresztą, pozwólcie, już ja lepiej wszystko na liczbach wam dokażę! Liczba - rzecz święta; ta już nie oszuka!


Porfiry Władimirycz znowu zmierza do biurka, aby do końca w pełni wyjaśnić, jakie to niepowetowane straty poniósł przez tę mamunię. Stuka liczydłem, wyprowadza na papierze armie liczb - słowem, robi wszystko, by zdemaskować Arinę Pietrowną. Jednak, szczęśliwie dla niej, rozkołysane jego myśli nie potrafią zbyt długo utrzymać się na jednym przedmiocie. Niepostrzeżenie dla niego samego zakrada się ku niemu nowy obiekt jego zachłanności i jak za dotknięciem magicznej różdżki daje jego arytmetycznym działaniem całkowicie inny kierunek. Postać zmarłej matki, jeszcze przed chwilą tak żywo majacząca przed jego oczami, nagle zanurzyła się w odmęty niepamięci. Liczby zmieszały się...


Krwiopijca od dawna nosił się z zamiarem wyliczenia, jakie też jeszcze inne dodatkowe zyski mogłaby mu przynieść wieś, i oto teraz nastał najodpowiedniejszy po temu moment. Wie, że chłopkowie zawsze są w potrzebie, wciąż szukają sposobu, by coś pożyczyć, i zawsze wszystko oddają rzetelnie, bez oszukaństwa, z naddatkiem. Szczególnie szczodrzy są, jeśli chodzi o swój trud, który *nic nie kosztuje*, i na tej podstawie przy naliczaniu każdej należności ni praca ich rąk, ni ich czas nigdy nie są brane pod uwagę - ot, nic nie znaczące zwykłe dowody ich przywiązania. Wielu jest w narodzie w Mateczce Rosji potrzebujących, ach, jak wielu! Masy całe takich, którzy dzisiaj nie potrafią powiedzieć, co czeka ich jutro, rzesze całe tych, co dokądkolwiek nie zwróciliby oczu - wszędzie widzą jedną tylko beznadzieję, wszędzie słyszą jedno tylko: daj! oddaj! I oto wokół tych właśnie pozbawionych wszystkiego ludzi, wokół tej całej wiatrem gonionej ludzkiej nędzy tka nieskończoną swoją pajęczynę Judaszek, od czasu do czasu popadając wręcz w jakąś fantastyczną, zapamiętałą orgię.


W imaginacji Porfirego Władimirycza na dworze już kwiecień, i chłop, jak zwykle, nie ma co jeść.


*Przeliczyliście się z tym swoim obżarstwem, gołąbeczki! zimę przeświętowaliście, a teraz wam brzuchy do krzyża przyrosły!* - rozmyśla w pustce gabinetu Pijawka; tymczasem on sam, szczęśliwym trafem, dopiero co wszystkie akuratne rachunki za swoje ubiegłoroczne plony doprowadził do pełnego rozeznania. W lutym wymłócono ostatnie sterty zboża, w marcu ziarno leżało już poważone i zsypane w spichlerzach, a ostatnimi dniami wszystkie te dane wniesione były do ksiąg w odpowiednie rubryki.


Judaszek stoi przy oknie zza zasłony i czyha. Oto w oddali na drewnianym moście ukazał się na biednym wozie chłopek Foka. Na zakręcie do Gołowliowa jakoś tak śpiesznie targnął lejcami i, że nie miał bata, pięścią postraszył konia - a ten ledwo włóczy nogami.


- Tutaj! - szepcze Krwiopijca. - Patrzcie tylko, co za szkapa! cud, że jeszcze zipie! a jakby tak przez miesiąc-dwa podkarmić ją owsem - całkiem niczego sobie brzuszko by miała! Rubelków ze 25 albo i całe 30 za taką kobyłkę oddasz.


Tymczasem Foka podjechał do czeladnej, przywiązał szkapinę do zagrody, podrzucił jej wiązkę wyleniałego siana i już po chwili przestępuje z nogi na nogę w pokoju dla dziewcząt służebnych, gdzie pan ma zwyczaj przyjmować podobnych petentów.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×