Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - rozdz. VII Bilans - i wypłata/18
Tekst 231 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-07-24
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń68

Jedli w milczeniu.


- A więc powiadasz, że Liubusia zmarła? - opamiętał się w środku obiadu Krwiopijca.

- Umarła, wujku.

- Ano, królestwo niebieskie racz jej dać, Panie! Sprzeciwiać się woli Najwyższego - grzech, a zmarłych wspominać - nasz obowiązek. Będziemy wspominać?

- Wspominajmy, wujku.


Wypili jeszcze po jednym, po czym Judaszek znowu zamilkł: widać jeszcze nie całkiem doszedł do siebie po tak długim zdziczeniu. Dopiero po obiedzie, gdy Aniusia, spełniając rodzinny ceremoniał, podeszła doń podziękować całuskiem w policzek, poklepał ją po buzi i rzekł:


- To ty *taka*!


Wieczorem tego samego dnia w czasie herbatki, która tym razem ciągnęła się dłużej niż zazwyczaj, Pijawka z poprzednim zagadkowym uśmieszkiem popatrywał na nią, ale w końcu zaproponował:


- Może by tak zakąski jakiej kazać postawić?

- No, cóż... przykażcie.

- Otóż to, lepiej już przy wujku, aniżeli gdzieś po kątach... Przynajmniej choć wujek...


Judaszek nie skończył. Chciał pewnie powiedzieć, że ją *powstrzyma*, lecz słowo to jakoś nie dawało się wykrztusić.


Odtąd już każdego wieczoru w jadalni pojawiała się też zagrycha. Zewnętrzne okiennice były przez służbę zamykane, ludzie oddalali się na spoczynek, i siostrzenica i wujek zostawali sam na sam. Z początku Porfiry Władimirycz jakby nie nadążał, ale wystarczyło krótkiej praktyki, by w pełni zrównał się z Aniusią. Oboje siedzieli przy stole, nieśpiesznie wypijali i między kolejnymi kieliszkami biesiadowali i wspominali. Rozmowa, najpierw obojętna i bezbarwna, w miarę jak rozpalały się głowy, stawała się coraz żywsza i w końcu nieodmiennie przechodziła w chaotyczny spór, którego kanwą była pamięć wszystkich gołowliowskich ran i cierpień.


Inicjatorką tych kłótni zawsze była Aniusia. Z pijackim uporem rozgrzebywała całe to ich rodzinne archiwum i zwłaszcza lubiła drażnić Pijawkę, udowadniając mu, że główną rolę we wszystkich tych katastrofach odgrywał - obok nieboszczki babuni - właśnie on. Przy czym każde jej słowo dyszało tak cyniczną nienawiścią, że aż trudno było pojąć, jakim cudem w tym umęczonym, gasnącym ciele tyle ognia mogło się jeszcze uchować. Docinki jej śmiertelnie raniły Krwiopijcę, a ten bronił się słabo i bardziej się złościł, niż zbijał jej kolejne tezy, a kiedy Aniusia w swoim judzeniu zapędzała się zbyt daleko, tylko krzyczał i jęczał.


Podobne sceny powtarzały się dzień w dzień bez zmian. Chociaż wszelkie szczegóły tego ich rodzinnego żałobnego kalendarium zostały bardzo szybko wyczerpane, to stało ono tak nieodstępnie przed tymi dwoma stłamszonymi ofiarami, że wszelkie zdolności myślenia były do niego jak przykute. Każdy epizod, każde wspomnienie przeszłości rozpuszczały jakiś strup, i każdy taki strup otwierał nowy orszak kolejnych gołowliowskich ludzkich męczarni. Jakąś gorzką mściwą słodycz czuło się w wywlekaniu i ujawnianiu tych jadów, w ich ocenie, a nawet w ich wyolbrzymianiu. Ni w tamtej ich przeszłości, ni w teraźniejszości nie było ani jednego takiego moralnego oparcia, za który mogliby się jakoś przytrzymać. Nic prócz podłego ciułactwa z jednej strony - i bezmyślnej nicości wewnętrznej z drugiej... Zamiast chleba - kamień, zamiast rady - kije. I w charakterze innego wariantu paskudne przytyki pod adresem darmozjadów, żebraków, ukrytych gdzieś lepszych kąsków... Oto odpowiedź, jaką otrzymywało tutaj każde młode serce, łaknące odzewu, ciepła, miłości. I co?! Jakaż to gorzka ironia losu: efektem owej zimnej tresury okazał się u obu sióstr nie surowy stosunek do życia, a namiętne łaknienie nasycić się... jego truciznami. Młodość stworzyła cud zapomnienia, nie pozwoliła sercu skamienieć, nie dała szansy kiełkom nienawiści, a przeciwnie - upoiła bliźniaczki żądzą życia i użycia. Stąd ten bezpardonowy zakulisowy amok, który w ciągu tylu lat nie pozwolił otrzeźwieć i daleko w głąb niepamięci odsunął wszystko, co gołowliowskie.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×