Przejdź do komentarzyDwa różne światy
Tekst 1 z 2 ze zbioru: Opowiastki z przesłaniem
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-11-16
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń73

Kręta asfaltowa droga wiła się zakrętami jak wstęga i przecinała pola i małe osiedla jednorodzinnych domków. Czasem od tych pól oddzielały ją drzewa. Wydawałoby się, że z pobliskiego miasteczka do jednej z otaczających je wsi jest dość daleko, ale są tacy, którym to nie przeszkadza, zwłaszcza, że tego dnia pogoda też dodawała chęci na spacer. Trochę spokoju...o niczym teraz Angelika tak nie marzyła. Znów w szkole spotkała ją przykrość. Jak zwykle... Jej rodzice byli bogatymi ludźmi, toteż mieszkała w wielkim domu, miała duży pokój, kieszonkowe i co tylko jej dusza zapragnie. Zaczynało ją już to męczyć. Zamiast tego wszystkiego wolałaby mieć choć jedną, prawdziwą przyjaciółkę. Tymczasem nie cieszyła się w szkole sympatią. Dzieciaki dodatkowo podpuszczane przez rodziców nie chciały z nią rozmawiać, a wręcz jej dokuczały. Panowało przekonanie, że bogata to próżniak i skąpiec. Choć ma to niczym się nie podzieli. Fakt, jej rodzice woleli sami cieszyć się tym co mają. Ona jednak była inna, ale kto by w to uwierzył...

Szła powoli, nie śpieszyło jej się. Chciała jak najmniej przebywać w tym „pałacu”. Wcześniej cieszyła się, że ma duży dom i niczego jej nie brakuje. Kiedyś przerzucając kanały dużego telewizora w salonie natknęła się na reportaż o jakiejś biednej rodzinie. Była przerażona tym, że są ludzie, którzy żyją w takich warunkach. Wiedziała, że ta rodzina jest tylko przykładem. Tacy ludzie mogą żyć nawet tuż obok. Odtąd zaczęła inaczej patrzeć na swoje życie. Nowoczesność, przepych, wszystko podawane pod nos... miała już tego dość. Wiedziała, że z rodzicami nie ma co rozmawiać. Powiedzą tylko, że powinna się cieszyć, bo są tacy co nic nie mają. Z jednej strony cieszyła się, owszem, ale z drugiej była przekonana, że są też tacy co mają trochę za dużo i jej rodzice właśnie do takich należą.

Odrobiła lekcje i zagłębiła się w lekturze. Pani ponaglała z czytaniem, bo chciała zacząć przerabiać ją na lekcjach. Podobała jej się ta książka. Pomagała jej uciec od tej codzienności. Zagłębienie się w niej sprawiało, że nie musiała patrzeć na swój wielki pokój i na szufladę, w której leżał nie używany przez nią nowoczesny Smartfon, który dostała niedawno na urodziny. Wolała używać swojej komórki. Nie potrzebowała w szkole internetu. Wystarczyło jej zajrzenie raz w tygodniu podczas lekcji informatyki. Wieczorem niezbyt chętnie poszła do łazienki, jak zwykle. Jakoś nie mogła patrzeć na tą wannę z hydromasażem, którą rodzice sprawili sobie na rocznicę ślubu. Korzystała szybko z prysznica. Toaleta na szczęście była oddzielna. Kładąc się spać szybko przykrywała się kołdrą i zamykała oczy marząc, by gdy je otworzy był już poranek. Mimo wszystko wolała siedzieć w szkole niż w tym domu. Należała do nielicznego grona osób nie przepadających za weekendami, zwłaszcza deszczowymi, bo w te pogodne rodzice często ją gdzieś zabierali i to już najbardziej ją z tego wszystkiego cieszyło, choć jechała z nimi nowoczesnym mercedesem. Tej nocy przyśniło jej się, że biegnie gdzieś w las, nad strumień. Wysoką trawę przed nią przeciął zając, a ptaki śpiewały wesoło. Było cudownie. Wreszcie z dala od tego bogactwa. Najlepsze w tym śnie jednak było to, że nie była sama. Była z nią tam inna dziewczynka. Kiedy miały złapać się za ręce i przebiec razem przez mostek na strumyku usłyszała jakąś znajomą melodię i nagle się obudziła. Za oknem już jaśniało, a ową melodią był budzik z komórki. To był pierwszy raz kiedy nie cieszyła się, że już ranek. Zła zwlokła się z łóżka. Taki piękny sen...

Usiadła w swojej ławce, ostatniej pod ścianą i czekała na dzwonek. Siedziała w ławce sama, podobnie jak Iga, ale ta nie chciała jej znać choć nawet pani namawiała je by razem usiadły. Pierwsza lekcja była z wychowawczynią. Pani Stocka, dość wysoka kobieta z brązowymi, zawsze upiętymi z tyłu włosami nie przyszła dzisiaj sama. Przyprowadziła ze sobą jakąś dziewczynkę, która natychmiast została obrzucona spojrzeniami i to niezbyt przychylnymi. Dały się słyszeć złośliwe poszeptywania. Owa dziewczynka dawała powody do szeptów swoim wyglądem. Była drobna, szczupła, a po ubraniu widać było, że dość długo je nosi i to być może nawet w domu. Plecak wisiał jej na ramionach jakby był prawie pusty. Pani słysząc szepty natychmiast klasę uciszyła.

- Kochani, od dziś będziecie mieć w klasie nową koleżankę. To jest Eliza. – Odpowiedzią na te słowa była głucha cisza. Iga nawet nie sięgnęła po plecak, który trzymała na krześle obok, by zrobić miejsce dla nowej. Angelika też lubiła trzymać w ten sposób plecak, ale natychmiast go zdjęła. Dziewczynka widząc to nieśmiało skierowała tam swoje kroki.

- Mogę? – Spytała grzecznie.

- Po to zdjęłam plecak. – Rzekła Angelika. Jak tylko zobaczyła Elizę wiedziała, że to członek takiej rodziny jak z owego reportażu. Eliza wyjęła zeszyt, długopis, ołówek i linijkę. Nie miała nic więcej. Pani sprawdziła obecność i dopisała Elizę na koniec listy w dzienniku.

- Dobrze, musimy wreszcie zaczynać. Otwórzcie książki na stronie dwunastej. Zacznie czytać Mateusz. – Pani często pytała chłopców, którzy najmniej uważali na lekcji. Zwykle czytali wiersze lub opowiadania z książki na głos, bo miała fioła na punkcie wymowy i jeśli ktoś czytał źle potrafiła wpisać dwóję i zagrozić, że jeśli do następnego dnia się porządnie czytać nie nauczy, dostanie kolejną. Po chłopcu przyszła kolej na Martę, dziewczynkę z dwoma kucykami, siedzącą pod oknem z rudowłosą i piegowatą Basią. Pani przerwała dziewczynce podobnie jak chłopcu.

- Dokończy może... Eliza. Miło będzie usłyszeć jak czytasz.

- Ale... – Dziewczynka podniosła się nieśmiało. – Ja nie mam jeszcze książek... nie wiedziałam jakie będą potrzebne. – To fakt, pomyślała Angelika, ale wiedziała, że Eliza się nie przyzna, że jej nie stać. W dzisiejszych czasach książki do szkoły to niemały koszt. Bez słowa podsunęła koleżance swoją książkę, którą i tak wcześniej położyła na środku ławki.

- Ano tak, fakt...

- Ale mogę przeczytać z książki koleżanki.

- No i to mi się podoba. – Rzekła pani i Eliza zaczęła czytać. Czytała płynnie i wyraźnie z niemal nienaganną dykcją. –Eliza, czy któreś z twoich rodziców ma zawód, do którego wykonywania potrzebna jest odpowiednia wymowa i dykcja?

- Nie. – Odparła zdziwiona.

- Aha, myślałam, że masz to po kimś... radzę brać przykład z koleżanki, zwłaszcza chłopcom. – Taka pochwała od wychowawczyni była raczej rzadkością toteż wszyscy zaraz poczuli ukłucie zazdrości. Kolejną lekcją była przyroda. W pewnym momencie ucząca tego przedmiotu nauczycielka podyktowała do zeszytu kilka definicji.

- To bardzo ważne, zakreślcie to w ramkę i macie to umieć, bo będę pytać. To podstawa, więc jak ktoś tego nie będzie umiał wróci do ławki z jedynką w dzienniku. – Zrobił się ruch. Wszyscy sięgali do piórników po kolorowe długopisy i linijki. Eliza bała się o wszystko prosić Angelikę, ale nie musiała tego robić. Angelika wyjęła wszystkie kolorowe długopisy i położyła na środku ławki.

- Bierz, śmiało. – Rzekła, by dodać jej otuchy. Gdy zakreśliła ramkę w swoim zeszycie spojrzała na rozgardiasz na ławce. – A co tam... – Powkładała wszystkie długopisy do piórnika i położyła go na środku. – Pasuje nie mieć bałaganu na ławce. – Puściła Elizie oko. – Bierz co ci trzeba. Śmiało możesz grzebać.

- Dziękuję. – Wyjąkała dziewczynka zaskoczona hojnością i dobrocią bijącą od koleżanki.

Na długiej przerwie razem zostały w klasie. Obie miały podobne powody, dla których nie chciało im się ruszyć. Angelika wyjęła z plecaka kanapki. Zobaczyła, że Eliza nieco znów posmutniała. Też była głodna, a nie miała nawet suchej bułki. Angelika otworzyła zawiniątko, w którym były dwie kanapki. Wzięła jedną do ręki, a drugą podsunęła przyjaciółce.

- Częstuj się.

- Nie mogę... – Rzekła cicho Eliza. – Nie mogę tak wszystkiego od ciebie brać. Głupio mi... nawet cię nie znam.

- Oj przestań. Jak daję to bierz. Hmm, przecież wiesz już jak mam na imię.

- No niby tak, imiona swoje już znamy, ale...

- Słuchaj, nawet nie wiesz jak się cieszę, że wreszcie mogę się z kimś podzielić tym co mam. – Westchnęła. Eliza wybałuszyła oczy. – Moi rodzice są bogaci. Mam wielki dom, pokój, nowoczesne rzeczy w domu, pieniądze i serdecznie tego dość, bo wiem, że obok są tacy jak ty, którzy choć nie proszą, ucieszą się z wszystkiego czym się bogaty podzieli. Widziałaś, że siedziałam sama. Nie jestem tu lubiana. Bogaty jest zawsze uważany za sknerę i samoluba. Nikt nie chciał jednak się dowiedzieć jaka naprawdę jestem. Wolą traktować mnie jak powietrze, albo mi dokuczać. Trudno, ich sprawa, a mi pośród tego wszystkiego co mam brakuje jednego... czegoś, za co gotowa jestem oddać większość tego co mam... przyjaźni. Dla mnie jest cenniejsza niż wszystko inne, dlatego wolę się podzielić czyli oddawać choć część tego co mam w imię przyjaźni. – Eliza słuchała tych słów jak urzeczona.

- Ja przeniosłam się tu z innej szkoły. Bardzo mi dokuczano. Wracałam do domu z płaczem. Tutaj też nie zostałam obdarzona sympatią. Pewnie też będą mi dokuczać, ale nie zmienię już szkoły. Wystarczy mi jedna dobra koleżanka.

- Tak różne, a jednak bratnie dusze. – Uśmiechnęła się Angelika.

- Masz rodzeństwo?

- Nie... jestem jedynaczką, rozpieszczaną przez rodziców, ale się nie daję. Nigdy nie wiedziałam jak to jest musieć się wszystkim z kimś dzielić. Dziś wiem, że to jest wspaniałe i sprawia mi wielką radość. – Eliza uśmiechnęła się lekko.

- Ja mam dwoje. Starsza siostra jest w liceum, dość daleko stąd w internacie. Młodszy brat właśnie poszedł do pierwszej klasy. Rodzice nie pracują. Mieszkamy w małym domku z niewielkim ogródkiem, jak na działce, tu na obrzeżach miasta. Nie mam daleko do szkoły. Tata nie może znaleźć pracy, mama jest na rencie. Żyjemy za kilkaset złotych miesięcznie co wystarcza praktycznie tylko na rachunki. Ja zajmuję się ręcznymi robótkami. Robię różne rzeczy z czego się da i sprzedaję. Przez wakacje trochę zarobiłam, ale oddałam dla brata, bo trzeba było mu kupić strój na rozpoczęcie roku. Mama pomogła siostrze z wyprawką, co było w domu dało się bratu, a ja zostałam praktycznie z niczym. Nie mam książek i nie mam za co kupić...

- Nie martw się coś wymyślimy. Parę książek trzymam w szatni w worku z butami, żeby nie dźwigać tyle naraz. Chcesz je? Mogę ci dać. Będziemy korzystać z nich razem, a jak trzeba będzie się nauczyć to najwyżej jedna od drugiej sobie skseruje, co?

- Zaskoczyłaś mnie... no nie wiem czy mogę się zgodzić.

- Przestań. Tylko ćwiczenia musisz sobie kupić. Tylko do polskiego, do matmy i do angielskiego są zeszyty ćwiczeń. Pani w bibliotece ma. Chodź. – Angelika wyciągnęła Elizę do biblioteki. Przy okazji założyły Elizie kartę i pożyczyła sobie lekturę. – Chcesz coś ze sklepiku? – Spytała gdy przechodziły niedaleko. Sklepik był blisko ich klasy.

- Nie, dzięki. – Bąknęła Eliza, ale Angelika już szła w kierunku sklepiku. Kupiła paczkę herbatników i wodę mineralną. Do końca przerwy siedziały w klasie i rozmawiały chrupiąc ciasteczka.

Już pierwszego dnia dziewczynki mocno się zaprzyjaźniły. Stały się wręcz nierozłączne. Poza szkołą jednak rzadko mogły się widzieć. Angelika była bardzo szczęśliwa. Wreszcie miała z kim porozmawiać, ćwiczyć na WF-ie, pracować w parze na lekcjach. Zdążyły poznać daty swoich urodzin i Eliza przyniosła Angelice prezent. Wyszywany obrazek na ścianę z ich wizerunkami. Angelika bardzo się z niego cieszyła. Przyjaciółka miała wielki talent. Angelika trochę jej nawet zazdrościła tych umiejętności, ale sama nie była bez zdolności. Śpiewała w chórze, obie pisywały wiersze. Lubiły słuchać podobnej muzyki. Bawiły się razem świetnie. Angelika pracowała na przerwach w sklepiku, na zmianę z inną dziewczynką i postanowiła odstąpić miejsce dla Elizy. Całe przerwy jednak sterczała przy sklepiku i przyjaciółce. Eliza bardzo cieszyła się, że może zarobić te parę groszy. W końcu w sklepiku znalazła się i półka na ręczne wyroby dziewczynki. Angelika zrobiła dla Elizy paczkę na Boże Narodzenie. Jej mama dość mocno wstydziła się tego, że córka zbiera datki od kogoś, bo Eliza wciąż coś przynosiła do domu. Kiedyś pod nieobecność rodziców Angelice udało się ściągnąć Elizę do siebie. Dziewczynka z zachwytem wpatrywała się w piękne wnętrze domu przyjaciółki. Bawiły się razem w pokoju Angeliki. Zachciało im się spaceru. Angelika chcąc się przebrać znalazła nieco za małą na siebie bluzkę.

- No nie, już za mała. Coś za szybko rosnę. Chcesz ją? – Spytała przyjaciółki dając jej bluzkę do rąk.

- Jest śliczna, Angela, dziękuję. – Odpowiedziała.

- Wiesz co, Lizka,  mam tu trochę ciuchów za małych na mnie. Drobniejsza jesteś, może coś na ciebie spasuje. Przejrzyj sobie. – Eliza była tak zaskoczona, że nie mogła nic powiedzieć. Angelika otworzyła worek z ubraniami i zaczęły je przeglądać. Tym sposobem Eliza wróciła do domu z siatką nowych ubrań.

Pod koniec zimy na jednej z lekcji wychowawczych pani Stocka podjęła temat wiosennej wycieczki w góry.

- Kochani, musimy powoli zacząć robić listę, kto jedzie, a kto nie. Później trzeba zebrać pieniążki, ale najpierw musimy wstępnie wiedzieć ile osób pojedzie, żeby zamówić autobusy, nocleg i wiedzieć dokładnie ile to będzie kosztowało od osoby. – Angelika zapisała się oczywiście na listę. Miała już jednak pewien plan. Niedługo zaczęło się zbieranie pieniędzy. Dwa dni wycieczki kosztowały sporo i Angela wiedziała, że Elizy nie będzie na to stać. Zapłaciła za swoje miejsce. Niedługo przed wycieczką, podczas lekcji, podeszła do wychowawczyni.

- Proszę pani...

- Słucham cię, Angelika.

- Mogłaby pani wykreślić mnie z listy?

- Dlaczego? Coś się stało, że nie możesz jechać?

- Nie...

- Nie musisz mówić. Dobrze, jutro oddam ci pieniądze.

- Nie trzeba. Proszę wpisać Elizę na moje miejsce. – Po tych słowach nauczycielkę zamurowało. Czegoś takiego się nie spodziewała choć wiedziała, że są dobrymi przyjaciółkami.

- Ja nie raz pewnie pojadę w góry, a ona... może kiedyś, dopiero jak już będzie dorosła. Niech coś dobrego się w końcu zdarzy w jej życiu. - Angelika wróciła do ławki. Cała klasa bacznie obserwowała ją co teraz zrobi. Byli ciekawi jak zareaguje na to Eliza. Wcześniej przed rezygnacją Angeliki każdy z jadących dostał do rąk program wycieczki. Angelika usiadła w ławce i powoli przesunęła swój w stronę Elizy. Ta spojrzała na nią zaskoczona. Już wiedziała co zrobiła przyjaciółka. Przytuliła się do niej ze łzami w oczach.

- Nie spodziewałam się tego po tobie. Jesteś najwspanialszą przyjaciółką, wiesz? – Szepnęła jej do ucha. Po dzwonku gdy wszyscy wyszli na przerwę, Eliza zaczęła rozmowę. – Przepraszam, ale... ja tak nie mogę. Nie mogę jechać za czyjeś pieniądze. Mama się na pewno nie zgodzi, a nawet zezłości.

- Nie zezłości się. Ja nie raz na pewno pojadę w góry, a ty. Jedź i baw się dobrze, Lizka.

- Angela, ja się nie będę dobrze bawiła na tej wycieczce.

- Niby dlaczego?

- Co to za zabawa bez najlepszej przyjaciółki. – O tym Angelika nie pomyślała. Fakt, inni tylko jej będą dokuczać. Przypomniała sobie o swoich małych oszczędnościach z kieszonkowego, które trzymała w małym pudełku pod łóżkiem. – Dziękuję ci bardzo za to co zrobiłaś, ale uważam, że przyjaciółki powinny być razem. Albo obie jedziemy, albo zostajemy.

- Mam trochę oszczędności z kieszonkowego. Wiesz, niewiele sama sobie kupuję, bo wszystko mam. Zobaczę ile mam i może jeszcze się dopiszę. Rodzice mi na pewno więcej nie dadzą, zwłaszcza, że Stocka tego tak nie zostawi i im wszystko wygada... – Od tej pory wszystko się zmieniło. Angelika zaimponowała całej klasie. Obie dziewczynki zaczęły być inaczej traktowane. Pani Stocka poinformowała ich na kolejnej wspólnej lekcji, że przeliczyła dokładnie wszystkie koszty i okazało się, że każdemu trzeba będzie zwrócić po kilka złotych. Zaproponowała więc, że zamiast zwrotu można by zapłacić za jeszcze jedną osobę i jeśli wszyscy się zgodzą, wpisze Angelikę z powrotem, a te pozostałe pieniądze pójdą na wycieczkę dla Elizy. Większość osób zgodziła się bez wahania. Eliza dziękowała przeszczęśliwa.

Angelika miała rację, że wychowawczyni tego tak nie zostawi. Pani Stocka przeczuwając, że dziewczynka w tajemnicy przed rodzicami tak hojnie się dzieli, postanowiła porozmawiać z jej mamą na zbliżającej się wywiadówce. Na zebraniu pojawiła się też mama Elizy. Była trochę skrępowana. Nieśmiało zajęła miejsce obok modnie i elegancko ubranej damy, w wyrazistym makijażu, butach na wysokim obcasie, pachnącej ostro perfumami. Wiedziała, że wygląda przy niej jak Kopciuszek, ale jakoś nie było innego miejsca, a inni wyraźnie trzymali się od niej z daleka. Mama Angeliki łypnęła na nową sąsiadkę dyskretnie wzrokiem, maskując obrzydzenie. Żeby tylko wiedziała, który dzieciak jest jej to zaraz kazałaby córce trzymać się od niego z dala. Nauczycielka rozdała najpierw kartki z ocenami. Gdy mama Elizy usłyszała swoje nazwisko poderwała się z miejsca.

- A, to pani. Miło mi poznać. – Nauczycielka wręczyła jej kartkę i podała dłoń. – Wioletta Stocka, jestem wychowawczynią pani córki. Uczę języka polskiego.

- Mi też miło. Małgorzata Szczygieł. Mam nadzieję, że córka nie sprawia kłopotów.

- Ależ skąd. Obie z Angeliką Gawrych są najlepszymi uczennicami i przyjaciółkami. O, nawet właśnie mam kartkę dla pani Ewy pod ręką. – Owa dama podniosła się z miejsca i wzięła kartkę bez słowa. Była przerażona tym co właśnie usłyszała. Jej córka przyjaźni się z córką tej... nie, to nie może być prawda.

- Ojej, to pani jest mamą Angeliki. – Pani Małgosia zwróciła się do pani Ewy. – Eliza mi wiele o niej opowiadała. Ma pani cudowną córkę. Tak bardzo jej pomaga. Zupełnie nie wiem jak się jej odwdzięczyć. – Pani Ewa była kompletnie oszołomiona tymi słowami. Ku jej radości nauczycielka przerwała rozmowę.

- Można przejść do kolejnego tematu zebrania? – Obie kobiety zamilkły i nauczycielka zaczęła mówić o zachowaniu uczniów i paru innych sprawach, w tym o wycieczce. Całe zebranie trwało około 40 minut. – Pani Ewo, czy mogłaby pani zostać jeszcze na chwilę? – Zwróciła się pod koniec do mamy Angeliki nauczycielka.

- No dobrze. Angela narozrabiała?

- Nie, wręcz przeciwnie.

- Czy to będzie dotyczyło też mojej córki? – Spytała pani Małgosia.

- Tak, może pani zostać jeśli chce.

- Zostałabym, bo córka jest na zajęciach plastycznych. Chcę na nią zaczekać.

- Moja jest na chórze. – Rzekła chłodno pani Ewa.  - Też na nią sobie zaczekam. – Długo czekać nie musiały. Kiedy rodzice zaczęli opuszczać klasę, za drzwiami zastali małą grupkę dzieci, które właśnie skończyły zajęcia pozalekcyjne. Dzieci rozeszły się z rodzicami. Zostały tylko dwie dziewczynki, bo ich mamy nie wyszły z klasy. Weszły więc do środka.

- Dzień dobry. – Zawołały chórkiem.

- O, witajcie dziewczynki. Nie musicie panie już czekać. Chodźcie, siadajcie, właśnie chciałam o was porozmawiać z waszymi mamami. – Angelika przełknęła ślinę. Teraz wszystko się wyda.

- Pani Ewo, czy wiedziała pani o tym, że pani córka pomaga koleżance z klasy?

- Nie, nic o tym nie wiedziałam.

- Gdyby pani wiedziała to pewnie by pani na to nie pozwoliła.

- A jak. Przecież nie można tak rozdawać wszystkiego naokoło...- Burknęła mama Angeliki.

- Eliza przyszła do nas z innej szkoły. – Zaczęła nauczycielka.

- Tak, przepisałam ją tutaj... nie było innego wyboru, a do tamtej szkoły nie mogła chodzić, bo wszyscy jej dokuczali. Wracała do domu z płaczem. – Wyjaśniła jej mama.

- Tak. Jedyną osobą, która okazała jej zainteresowanie była Angelika. Zrobiła jej miejsce obok siebie w ławce, pozwoliła korzystać z podręczników, piórnika.

- Podzieliłam się z nią kanapką na przerwie... – Dodała Angelika. Wiedziała, że sama musi to wszystko wyjaśnić. . – Pozwoliłam jej zabrać podręczniki, które trzymałam w szatni razem z butami i korzystamy z nich razem. Dałam jej trochę za małych na mnie ciuchów... nie zauważyłaś mamo nic nowego w moim pokoju? Wyszywanego obrazka na ścianie? To prezent od niej...

- Odstąpiła jej miejsce w sklepiku. Eliza nawet sprzedaje tam swoje wyroby.  – Mama Angeliki nie wierzyła w to co słyszy. Z jednej strony nie chciała już tego słuchać i miała ochotę złapać swoją dziesięciolatkę, jechać do domu i spuścić jej manto za tą hojność i jej ukrywanie. Jednak z drugiej strony słuchała z coraz większą ciekawością. Ciekawe co jeszcze wymyśliła. Pomysłowość córki jej się podobała. Wiedziała, że dziewczynka poradzi sobie w życiu. – Wiele tego, ale to co zrobiła ostatnio przeszło moje najśmielsze oczekiwania. – Po tych słowach pani Ewa poczuła ciarki na plecach. – Temat wycieczki został już poruszony. Jednak muszę powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Niedawno Angelika podeszła do mnie i poprosiła o skreślenie z listy. Zdziwiłam się, że nie chce jechać. Nie chciała powiedzieć dlaczego, co się stało. Powiedziała tylko, żebym wpisała Elizę na jej miejsce. Potem oddała jej kartkę z programem wycieczki. – Nastała chwila ciszy. Pani Małgosia uśmiechała się lekko spoglądając na Angelikę takim wzrokiem jakby miała się zerwać i przytulić ją najmocniej jak umie. Pani Ewa zaś nie mogła wydobyć z siebie słowa. Tego już za wiele, pomyślała na początku, ale coś ją tknęło. To przecież piękny czyn. Ona by tak nie potrafiła. Mąż też, więc po kim Angelika to ma? Wygląda na to, że zupełnie nie znają własnej córki. Przypomniała sobie nagle, że czasem się zastanawiała czemu Angelika się tak dziwnie zachowuje. Zauważyła, że dziewczynka woli być poza domem. – Zrobiło to wrażenie nie tylko na mnie, ale i na całej klasie. Ma pani w domu cudowne dziecko, więc proszę o nie dbać. – Dokończyła żartobliwie nauczycielka. – Obie panie macie wspaniałe córki. – Pani Ewa obdarzyła Elizę spojrzeniem. Po chwili przeniosła wzrok na swoją córkę. Angelika spojrzała jej wprost w oczy. Chłodne spojrzenie matki nie dodało jej otuchy. – Aha, gwoli wyjaśnienia. – Rzekła jeszcze pani Stocka. – Okazało się, że zebraliśmy trochę więcej pieniędzy niż potrzeba i każdemu trzeba by było oddać po pięć złotych. Klasa jednak zgodziła się sfinansować za te pieniądze wyjazd dla Elizy. Obie dziewczynki pojadą na tą wycieczkę. Przyjaciółki powinny być zawsze razem. – Uśmiechnęła się.

- Nie wiem jak mam dziękować, naprawdę... – Wyjąkała pani Małgosia. Pani Ewa i Angelika nie spuszczały z siebie wzroku.

- Mamo... – Zaczęła Angelika. – Mamo, przepraszam cię... przepraszam, że nic nie mówiłam. Bałam się, że nie pozwolisz, że będziesz zła... Mamo, ja mam już dość tego luksusu. Być bogatym nie znaczy być szczęśliwym... Mam dość odkąd obejrzałam w telewizji reportaż o biednej rodzinie. To tylko jeden przykład. Drugi masz tutaj. Takich ludzi jest dużo więcej i jeszcze muszą patrzeć jak bogacze się pysznią i jacy są szczęśliwi... Nie jest im łatwo, ale potrafią cieszyć się z każdej drobnej rzeczy. Każdy tak powinien umieć. Ta rodzina w tym reportażu straciła swój majątek przez burzę. Widzisz mamo, jak łatwo można stracić to co się ma.. Co byś wtedy zrobiła? Pewnie oczekiwała na pomoc od innych. Płacisz ubezpieczenie, więc dostaniesz trochę kasy. Jest jednak coś cenniejszego niż kasa. Drugi człowiek. Nie zapłacisz składki, nie masz ubezpieczenia. Nie oddasz części tego co masz innym, nie otrzymasz pomocy i wsparcia. Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie, niestety. Mamo, ja nie miałam tu przyjaciół. Wszystkie dzieciaki traktowały mnie jak powietrze, a niektóre dokuczały. Tego mi brakowało, przyjaźni. Oddałam trochę tego co mam i przyjaźń zyskałam. Teraz jestem szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa, rozumiesz? – Otarła łzy, które napłynęły jej do oczu. – Lizka, miałam kiedyś sen. – Zwróciła się do siedzącej obok przyjaciółki. – Śniło mi się, że jestem w lesie za domem, nie widzę tego domu i jestem szczęśliwa, bo nie jestem sama. Była w tym śnie dziewczynka. Wiesz, że była podobna do ciebie? Obudziłam się jak miałyśmy przebiec przez mostek na potoku trzymając się za ręce. Możemy spełnić ten sen. I to nie raz.  – Eliza uśmiechnęła się ocierając łzę wzruszenia, która pojawiła się w kąciku jej lewego oka.

- No pewnie, Angela. – Odrzekła i zwróciła się do swojej mamy. – Tutaj też mi dokuczają mamo, chociaż teraz już mniej, ale nie chcę się już przenosić. Chcę tu zostać. Jestem szczęśliwa. Zyskałam przyjaźń jednej osoby i to mi wystarczy. Wystarczy jedna prawdziwa przyjaciółka.

- Mi też wystarczy. – Dodała Angela obejmując przyjaciółkę.

- Widzi pani – Zwróciła się pani Małgosia do pani Ewy.

- Chodźcie tu do nas, chodźcie. – Powiedziała pani Małgosia z trudem powstrzymując wzruszenie. Przytuliła mocno obie dziewczynki. – Dziękuję ci bardzo jeszcze raz i daj się kiedyś Elizie do nas przyprowadzić. – Szepnęła jej do ucha.

- Dobrze, o ile mama pozwoli... – Odpowiedziała cicho Angelika. Jej mama to usłyszała.

- Pozwoli, pozwoli... – Westchnęła i mocno przytuliła córkę. – Jestem z ciebie dumna, wiesz? – Pocałowała ją. Dziewczynki oparły się o kolana mam.

- Widzi pani. – Rzekła do pani Ewy pani Małgosia. – Dwa różne światy, a tak łatwo się połączyły. – Pani Ewa spojrzała na panią Małgosię i uśmiechnęła się do niej.

- Przecież nie od dziś wiadomo, że przeciwności się przyciągają. – Powiedziała Angelika. Razem z mamą zaprosiła Elizę do siebie. Angelika miała sen i w końcu ten sen się spełnił.

Dziewczynki świetnie bawiły się na wycieczce, zyskały sobie sympatię wielu osób i spędziły potem razem cudowne wakacje. Rodzice Angeliki zabrali obie dziewczynki na cały miesiąc nad morze. Na początku września znów wróciło wspomnienie tego snu. Dokładnie 8 września minął rok od tego snu i dnia, który odmienił życie obu dziewczynek.


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Bardzo ładne opowiadanie, ale wydaje mi się nierealne. Odnoszę wrażenie, że opisywane zachowanie Angeliki wobec Elizy mogło być dla tej ostatniej obraźliwe. Wypowiedzi Angeliki i Elizy w czasie pierwszej rozmowy oraz Angeliki do mamy po wywiadówce są za bardzo rozbudowane i zbyt dojrzałe jak na dziesięciolatki. Ostrożny też byłbym z krytykowaniem zamożności. Musisz przeglądnąć interpunkcję. Sama konstrukcja opowiadania i temat ciekawy chociaż, jeśli miałoby to być opowiadanie dydaktyczne, to jest zdecydowanie za długie.
© 2010-2016 by Creative Media
×