Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /22
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-02-01
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń188

Gdyby Połynin o tym wiedział, wietrząc jakąkolwiek nieprawdę, bez dalszych wyjaśnień i dodatkowego namysłu mógłby zerwać wszystko, co już między nimi zaistniało. Tymczasem ciągnęło ją do niego prawdziwie i mocno: podobało się jej w nim wszystko to, co tak ostro różniło go od mężczyzn, z którymi los łączył ją wcześniej. Podobało się to jego prostolinijne spojrzenie na świat i ufność człowieka, który wierzy ludziom nie dlatego, bo jest głupi, a dlatego, że nie chce żyć inaczej, i nawet ta jego chłopięca czujność, z jaką za każdym razem, kiedy do niego tam w szpitalu przychodziła, rozglądał się po sali, sprawdzając, czy nie ma na widoku czegoś, na co nie powinna patrzeć kobieta.


Podobał się jej też fizycznie, te jego błękitne, jednocześnie surowe i dobroduszne oczy, którymi poważnie w nią się wpatrywał, nawet kiedy bredziła coś bez większego sensu, byleby go choć trochę rozruszać.


Jako kobieta, mająca za sobą niezbyt udane życie, była przy tym wszystkim nieodrodną córą swego narodu, i gdyby zrządzeniem Opatrzności trafiła nie do brygady aktorów, a na pierwszą linię frontu, jako telefonistka czy sanitariuszka, bez wątpienia umiałaby tam zginąć nie gorzej niż inni. Jej Ojczyzna biła się o wolność, i była dumna z tego, że ten, kogo pokochała, to nie Witieńka Bałakiriew, a lotnik, ryzykujący swoim życiem każdego dnia, człowiek, za którego nigdy nie będzie musiała się wstydzić ni swojego uczucia do niego, ni tego, że jest jego kobietą, nawet gdyby przed nimi nie było żadnej przyszłości. W głębi serca jednak pragnęła z nim bliskości na całe życie. I nie tylko pragnęła tego, ale świadomie i nieświadomie robiła wszystko, żeby tak właśnie się stało. Zwykle chaotyczna w przejawianiu swoich uczuć, obecnie powstrzymywała się od wszystkiego, co mogłoby Połynina w czymkolwiek dotknąć i go do niej zrazić; chciała, by się z nią ożenił i żeby mieli dzieci, i - sama dziwiąc się temu swojemu nieznanemu przedtem wyrachowaniu - nie wiadomo dlaczego wcale się tego nie wstydziła.


Siedziała przy stole w ziemiance i czekała na powrót pułkownika, a ten wciąż nie wracał i nie wracał tak długo, że już nie wiedziała, co o tym myśleć. Wreszcie jednak przyszedł.


- Kantor aprowizacji zamknięty, niestety, - powiedział, otrzepując śnieg z siebie, - a jego obsługant gdzieś przepadł. Chcieliśmy z Gricko załatwić dla pani pościel - aleśmy go nie znaleźli! Proszę się położyć na mojej pryczy. Przed moim powrotem ze szpitala ordynans położył mi świeże nakrycie; spałem na nim dzisiaj w mundurze tylko ze dwie godziny na tym rozłożonym kocu...


I, jakby poprawiając swój błąd, naciągnął go na swoim i bez tego nienagannie zasłanym posłaniu.


*A więc to dlatego tak długo go nie było* - pomyślała Galina Pietrowna, i z jeszcze większą siłą zapragnęła powiedzieć mu, żeby nie odchodził.


Połynin nie był piękną dziewicą, lecz nie uznawał w swoim życiu żadnej dwuznaczności. Skoro ta kobieta sama wyznała mu miłość, po czym poprosiła, żeby jej dzisiaj już nie całował, zrozumiał jej pragnienie dokładnie tak, jak mu to powiedziała: jest po prostu zmęczona, nie chce jechać nocą w taki ziąb, boi się utknąć gdzieś w drodze - i z tego powodu została tutaj.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×