Przejdź do komentarzyPrzepis na bimber
Tekst 55 z 56 ze zbioru: Pozostało w pamięci
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2020-02-20
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń112

(fragment nowych wspomnień)


(...)

Znajomość o bitwie okazała się powszechna, co mnie mile zaskoczyło. Kiedy tylko zapytałem:

– Kto słyszał o Grunwaldzie?

W odpowiedzi podniósł się las junackich rąk.

– A coś bliżej o tej bitwie? Kto coś wie?

Las rąk się przerzedził, ale dalej wiele z nich wystawało ponad głowy junaków. „To już coś. Nie jest tak źle, trochę im ze szkoły jednak zostało. Pewnie to jedno z niewielu z historii, ale zawsze więcej niż nic” – skonstatowałem w myśli z małą satysfakcją. – „Moje zadanie to choć trochę dołożyć, jedną czy dwie cegiełki do ich wiedzy. Więcej niż zero to zawsze jest na plus”.

– Dobrze. Ty. – Wskazałem na siedzącego w środkowym rzędzie, który aż podskakiwał i machał w powietrzu ręką. „Żeby tak zawsze byli zaangażowani na zajęciach. Ale teraz muszę kuć żelazo…”. – Co powiesz o tej bitwie?

Wstał, obciągnął mundur i energicznie wyrecytował:

– Nasi się napierdalali z Krzyżakami i wygraliśmy. Daliśmy im w dupę!

Triumfalnie potoczył wzrokiem po swoich kolegach, którzy wszyscy, jak jeden mąż, zarechotali głośno. W pierwszej chwili chciałem ich szybko uciszyć, ale się powstrzymałem. „Niech się wyśmieją, przynajmniej nie będą podsypiać”. Po kilkunastu sekundach, kiedy rechot zaczynał słabnąć, dopytałem tego wybitnego znawcę historii wojen:

– Tak, dobrze. Świetnie. Chociaż bardziej nasi rycerze dawali im od przodu, a nie od zadka strony…

Nie zdążyłem zadać pytania. Gromki, chóralny śmiech mało nie rozsadził mi bębenków usznych. Ledwie to wypowiedziałem, zaśmiałem się razem z junakami z mojego mimowolnego żartu.

– Dobra, ciszej, no już. – Rozłożyłem ręce, machając nimi, aby uspokoić wesołe towarzystwo. – Przejęzyczyłem się, ale wiecie, o co chodzi.

– O dawanie od przodu – odkrzyknął któryś z junaków. W odpowiedzi znowu ściany sali odbiły kilkakrotnie chóralny śmiech junaków.

– No dobra, coś w tym sensie, ale… – przerwałem na chwilę, gdyż głos mój ugrzązł w hałasie wywołanym przez trwający jeszcze rechot. Odczekałem i dokończyłem: – Chodziło mi o to, że Krzyżacy dostali od naszych rycerzy łupnia, którzy bili w nich kopiami i mieczami od przodu.

– My też bijemy kopiami. Ale baby, jak którą się trafi! – To znów ten śmiałek od „dawania od przodu” wszedł mi w słowo, wywołując ponowny paroksyzm chóralnego śmiechu.

Wyciągnąłem otwartą dłoń do przodu, aby uspokoić już zbyt rozweselony pluton.

– Spokój! Junaku, kiedy przełożony mówi, to się podwładny nie wcina niepytany. Zrozumiane? No! – Leciutko mrugnąłem powieką dla złagodzenia efektu mrożącego, gdyż indagowany odruchowo wyprostował się na ławce. – O babach porozmawiamy może kiedy indziej, gdyż w samej bitwie nie brały udziału. Wracamy do bitwy. Coś jeszcze o niej wiesz? – Zwróciłem się do wciąż stojącego junaka, który przed dwiema minutami błysnął swoją ponadprzeciętną wiedzą „o napierdalaniu Krzyżaków przez naszych”. – Kiedy to było? Kto był wtedy królem Polski?

Zamilkł nagle i skrzywił się na twarzy. Rzucił okiem w lewo, potem w prawo, ale naraz wszyscy w pobliżu zaczęli patrzeć w różne strony, tylko nie na swojego kolegę. Stał więc chwilkę milcząc. Czekałem cierpliwie. Usłyszałem szept dochodzący z tylnych ławek; dosłyszał go też „znawca historii”, gdyż nagle rozjaśnił się na twarzy i pewnym głosem odpowiedział:

– Jagiełło!

– Bardzo dobrze! – Pokiwałem z uznaniem głową. – Władysław Jagiełło. Dopowiem, że był z pochodzenia Litwinem, władcą Litwy, a naszym królem został przez małżeństwo z polską królową Jadwigą.

– To nie był Polak?! – Wyrwało się jednemu z junaków.

– Tak – odpowiedziałem spokojnie. – W tamtych czasach, w średniowieczu, władcy krajów często zawierali małżeństwa z królowymi lub córkami królów innych państw, aby władać też innymi ziemiami, albo zawrzeć sojusz przeciwko komuś. Dla Polski i Litwy śmiertelnym wrogiem byli wtedy Krzyżacy i ich państwo. Pojedynczo byliśmy słabsi, ale razem zwyciężyliśmy ich pod Grunwaldem. W Polsce przez kilkaset lat panowali władcy z rodu Piastów, a od Władysława Jagiełło przez następne dwieście lat panowali Jagiellonowie.

Przerwałem, odkaszlnąłem i popiłem wody ze szklanki. Spojrzałem ukradkiem na zegarek. „No tak, jak zwykle się rozgaduję, zbaczając trochę z tematu, a czas zajęć ucieka”. – Sam siebie lekko zganiłem w myśli.

– A pamiętasz może datę tej bitwy? – Ponownie zwróciłem się do junaka. – Albo chociaż mniej więcej kiedy to było?

Przygryzł zębami dolną wargę i zmarszczył czoło. Potem usta ustawił w dzióbek i głośno westchnął. Nie przerywałem dodatkowym ponagleniem czy podpowiedzią; odczuwałem prawie fizycznie, jak w jego głowie zakotłowały się intensywne procesy myślowe. Po chwili, poświęconej pewnie na rozplątanie tych myśli, jeszcze głębiej westchnął i wydukał:

– Noo… dawno. To było dawno.

– A jak dawno? – Musiał odebrać to jako złośliwość z mojej strony, chociaż zapytałem spokojnie, gdyż znowu się skrzywił na twarzy.

– Noo… bardzo dawno. Bardzo, bardzo.

Korciło mnie, aby junaka jeszcze trochę pomęczyć, ale czas zakończenia zajęć zbliżał się do punktu granicznego. Musiałem przyspieszyć, jeżeli chciałem zdążyć z przekazaniem tego, co zamierzałem.

– Tak, to było dawno. Siadaj, trochę jednak pamiętasz. – Kiwnąłem mu głową i i zwróciłem się do plutonu: – Kto pamięta tę datę?

Jeden z junaków podniósł rękę. Spojrzałem na niego i uniosłem brwi. Wstał.

– To byłoo… – zaczął i przeciągnął odpowiedź – to było chyba w czternastym albo piętnastym wieku.

– Tak, bardzo dobrze. – Pokiwałem z uznaniem głową. – Dokładnie w roku… – Zamilkłem na sekundę, gdyż przypomniałem sobie, jak ją zapamiętywaliśmy w moich szkolnych czasach. „To jest myśl”! Dokończyłem: – Abyście łatwiej zapamiętali. Kto zna, jak się robi… bimber? Ile czego potrzeba?

Znowu rozległ się prawie chóralny śmiech.

– Przecież to wszyscy wiedzą – odkrzyknął junak Nowak.

„O, coś wie. I to Nowak. Chyba pierwszy raz odezwał się niepytany. To już mój sukces” – przypomniałem sobie, jak go kiedyś męczyłem ze znajomości państw, sąsiadujących z Polską.

– Wiedzą, nie wiedzą. Wiesz, to wstań i się chwal.

Podniósł się, wzruszył ramionami i prychnął: – No, woda, drożdże, ziemniaki albo żyto…

– Poczekaj – przerwałem mu. – A jak zamiast ziemniaków czy zboża weźmiesz cukier? Ile czego wtedy trzeba?

– Pewnie, że wiem – odpowiedział zadowolony. – Ojciec przecie… – i nagle zamilkł, jakby się przestraszył, że za dużo powie.

– Nie pytam się, kto i co. Nie jesteśmy na milicji. – uspokoiłem go. – Więc?

– No to potrzeba kilo cukru – odetchnął z ulgą – dziesięć litrów wody i cztery deka drożdży. I wtedy…

– W porządku. Chodziło mi tylko o składniki. Dziękuję, możesz usiąść. Znamy więc ile czego potrzeba – zwróciłem się do wszystkich. – Powtarzam we właściwej kolejności. Kilo cukru, znaczy jeden. – Wziąłem kredę i zapisałem cyfrę na tablicy. – Do tego cztery deka drożdży. – Dopisałem kolejną. – Oraz dziesięć litrów wody. – Uzupełniłem o liczbę „10”. – Co nam wyszło? Jaka data?

– Tysiąc czterysta dziesięć! – Kilkunastu junaków odezwało się jednocześnie.

– I to jest data bitwy pod Grunwaldem. Do zapamiętania. Nie interesuje mnie jak, macie znać.

Odpowiedzią był chóralny śmiech, który został zagłuszony przez donośny dźwięk dzwonka, kończącego zajęcia. „Zdążyłem, co do sekundy”!


  Spis treści zbioru
Komentarze (6)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Interesująca lekcja historii prowadzona metodami aktywnymi. Niesforni uczniowie, jak to bywa w szkołach.
Pewnie na długo zapamiętają kiedy była bitwa pod Grunwaldem-bimber do nich przemówił.
Pozdrowienia.
avatar
1410. W tymże roku Słońce spaliło imperatyw. Czy brały w tym udział kobiety? Były tam konie. I pewnie stado klaczy. Może niejedna kasztanka. Ale to już zupełnie inna historia.
avatar
Dobre, uśmiałam się. Ech, ta młodzież.
Ja wprawdzie nie wiem ile czego trzeba do produkcji bimbru, ale datę Bitwy pod Grunwaldem (15.07.1410)zapamiętałam używając łańcuchowej metody skojarzeń — z mojego życia. Myślę, że nauka przez skojarzenia jest najlepszą metodą zapamiętywania.
:D Bimber się przydał.
avatar
Jadwigo, to byli dorośli ludzie, tyle że "wybrani z tysięcy" ;)

Arcydzieło, klacze pewnie były, ale znana kasztanka pojawiła się dopiero pół tysiąca lat później ;)

Michalszko, oczywiście - zapamiętywanie przez skojarzenia jest bardzo efektywną metodą :)
avatar
Ciekawy i niezwykle zabawny opis zdarzeń. Wydaje mi się, że go już chyba czytałem. Opis ten skojarzył mi się ze zdarzeniem, które też chyba opisałem w komentarzu do tekstu. Przypomnę to zdarzenie. W latach osiemdziesiątych minionego wieku utworzono w wyższych szkołach oficerskich, ośrodkach szkolenia i w wielu jednostkach wojskowych szkoły podchorążych rezerwy, do których trafiali absolwenci wyższych uczelni. Nauka w nich trwała około pół roku, a drugie pół roku było praktyką w jednostkach wojskowych. Po rocznej służbie i końcowych egzaminach wszyscy otrzymywali stopień podporucznika. Taka szkoła była między innymi w 3. Brygadzie Artylerii Rakietowej (Jw 1549) w Biedrusku koło Poznania. Byliśmy na kontroli w tej jednostce i mnie przypadło przeprowadzenie egzaminu w grupie 20 podchorążych SPR z przedmiotów społeczno-politycznych. Na egzamin miałem jedną godzinę lekcyjną, więc postanowiłem, że go przeprowadzę metodą seminaryjną. Zajrzałem do dziennika lekcyjnego, by zorientować się, jakie problemy mają być przedmiotem egzaminu. I wtedy usłyszałem od podchorążych magistrów propozycję, by nie trzymać się przerabianej tematyki, a skupić się na Katyniu. Na propozycję przystałem, a tym bardziej, że problematykę tę znałem doskonale, a nawet miałem wszystkie książki na ten temat ukazujące się w nielegalnym obiegu, które nie tylko sam powielałem, ale też oprawiałem. Zadałem więc pierwsze pytanie i poprosiłem kolejno trzech podchorążych o odpowiedź. Żaden nie potrafił odpowiedzieć. Spytałem więc, czy ktoś jest w stanie odpowiedzieć. Nikt się nie zgłosił, więc wszystkim od góry do dołu wystawiłem dwójki (jedynek wtedy nie było). Podobnie było z drugim pytaniem. Trzeciego pytania już nie zadawałem. Średnia za egzamin wyszła więc 2,00.
Egzamin powtórzono, zmieniając egzaminatora.
avatar
"Egzamin powtórzono, zmieniając egzaminatora" :) Przypomina mi to, już klasyczne: "Masz temperaturę? Stłucz termometr" ;)
Tak, to te same czasy. Tam, gdzie opisuję, służyli podchorążacy po ukończonym prawie.

PS. Janko, tekst jest świeżutki, przedwczoraj w nocy napisany, jaklo fragment nowej książki. To, że wydaje Ci się, iż go już czytałeś - pewnie czytałeś "Pozycja sześć na dziewięć", która jest bardzo podobna w treści, ale dotyczy daty zawarcia unii lubelskiej. Publikowałem ją chyba w listopadzie ubr.
© 2010-2016 by Creative Media
×