Przejdź do komentarzyDefideizm
Tekst 112 z 121 ze zbioru: Mioklonie
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz biały
Data dodania2020-07-31
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń35

tak wielu mijam. rozczapierzeni, wygięci

w pałąk

suche patyki. kostropaci

węgle i niedopalone szczapy


jest w nich coś brzydkiego

miękka i naiwna wiara-wiskozowa chmurka

wata cukrowa o smaku różanym

(nie do zjedzenia!)


nadzieja na mniej złe jutro

(myśląc o tym wyobrażam sobie kamień

nadziany gęstym farszem

- istny rarytas dla prostaczków

snobujących się na koneserów)


tak wielu zbywam milczeniem, innych

- próbuję nie dopuścić do głosu


palę ich archiwa, czyszczę pamięci laptopów

niektórym objawiam białą i czystą prawdę

- momentalnie umierają na ciężkie rozczarowanie


słyszycie? ciągle krzyczą

że zbawienie, że Pan Bozia chce mnie poznać

zakolegować się

puka do serduszka, szuka kontaktu


uśmiecham się. codziennie ich głos jest cichszy

(teraz - jakby zza gór)


mieszkam tam, gdzie zawsze

w zasadzie nie ruszam się z miejsca

jednak czuję, że dom się przesuwa

dzień, po dniu, milimetr, za milimetrem

(zaraz któryś powie

że pewnie w przepaść!)


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×