Przejdź do komentarzy1939 - nieco inna perspektywa
Tekst 13 z 16 ze zbioru: kryl
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2020-09-10
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń85

Telewizja publiczna pokazała znów – przy okazji rocznicy – „Gdziekolwiek jesteś panie prezydencie…’, obrzydliwą, komunistyczną produkcję. Brzydką nie dlatego, co widzimy, ale dla perspektywy z jakiej to jest czynione. Przy okazji jednak zwróciłem uwagę na jeden z detali tej historii. Bo tuż obok obejrzałem fabularyzowany dokument o lądowej obronie polskiego wybrzeża dowodzonej przez płk. Jerzego Dąbka. Detal w tle głównej intrygi. Komisarz rządowy miasta. Stefan Starzyński jest komisarzem Warszawy od 1934 roku. Franciszek Sokół jest komisarzem Gdyni od 1933. Rozejrzałem się. Tych komisarzy rządowych było całe mnóstwo. Ludność miejscowa wybierała tak, a nie inaczej, ale rządowi się to nie podobało, nie pasowało i komisarzy rządowych mianował. Niekoniecznie dlatego, że zwyciężali panowie z PPS albo ludowcy. To równie dobrze mogli być endecy albo Żydzi. Nie BBWR albo inna sanacyjna emanacja. Tak było w Białymstoku. Przez tyle lat komisarze rządowi rządzili polskimi miastami. Jeżeli wziąć w nawias demokrację, to przyglądając się ich działaniom, raczej jednak należy ich chwalić – uzdrawiali finanse samorządowe, prowadzili inwestycje, miasta piękniały, stawały się bardziej funkcjonalne. Mam nadzieję, że nie będzie sięgania po te wzorce i na miejsce Trzaskowskiego nie będzie mianowany komisarz, a sam Rafał się ogarnie, bo wydaje się, że ma ku temu potencjał. Bo w Kielcach nie mam takiej nadziei i liczę na to, że bumelanta Wentę ruszy sumienie i odejdzie. W 1939 władza decydowała pomimo ludzi – to opozycja wyciągała ręce do władzy, ta zaś udawała, że nie widzi, a potem, kiedy proces decyzyjny spadł na funkcjonariuszy średniego szczebla o wielu rzeczach dało się negocjować. Jak w Warszawie ( BROW) czy Gdyni.


Wbrew oficjalnej propagandzie Polska nie stanęła przeciw Niemcom razem, zjednoczona. Bo to społeczeństwo jednością nie było. Ukraińców od wielu lat traktowano negatywnymi bodźcami i na przykład dla traktujących nas z wyższością Czechów frajdą musiało być to, że w Pradze były studia z wykładowym ukraińskim ( gdy w Czechosłowacji było ich mało), a w Polsce, gdzie ta mniejszość była liczna, nie dano im takiej możliwości. Szkoły średnie funkcjonujące w systemie utrakwistycznym były tu promowane – nie ukraińskie szkolnictwo, ale polonizujące. Białorusini stali jeszcze niżej, nie traktowano ich jako naród – w spisach powszechnych liczono ich przy okazji wyznawanej religii ( prawosławny – Rosjanin, katolik – Polak).  Żydzi stali obok, choć trudno nie zauważyć tendencji do polonizowania się – większość żydowskich szkół średnich za język wykładowy przyjęła polski, a nie jidysz. Niemcy – a do nich najdelikatniej podchodziły polskie władze – byli podzieleni.

Mimo tego chłodu, który wiał od państwa polskiego, zmobilizowani członkowie mniejszości narodowych stanęli po stronie państwa polskiego.  Świadectwa mówią, że walczyli dzielnie. Dezercje Niemców się zdarzały. Bandycki terror na terenach białoruskich to efekt biedy i sowieckiej dywersji. Zaś Ukraina, owszem, wystawiła bojówki, które sprawiały trudności oddziałom wojska operującym na tych terenach, ale nie aż tak jak na Polesiu.

Oni wszyscy walczyli dzielnie.  Pomyślmy o tym w związku z tym, że przed akcją wymordowania Polaków w ZSRR w 1940 Niemcy wyciągają z sowieckich obozów około 500 oficerów polskich narodowości niemieckiej. Ci zaś, którzy przeżyli rok 1940, nie są Polakami, ale obywatelami wschodnich województw Polski, są rdzeniem II korpusu dowodzonego przez gen. Andersa. Oni wszyscy do tej niewdzięcznej ojczyzny mówią: matko. Pomimo wszystko.

Można krytykować, ale to i tak była najlepsza oferta na rynku. Było źle – to pamiętali – ale czy fajniej było w ZSRR albo w III Rzeszy?


I nawet to Wojsko Polskie w 1939 nie wypadło sroce spod ogona. Kawaleria i tabory, trakcja konna? Każda armia miała swoją kolumnę zaopatrzeniową, zmotoryzowaną. A że taką mieliśmy sieć dróg? Gdyby srało żabami Niemcy mogliby się bardzo zdziwić. No tak, było nadspodziewanie sucho, efekt cieplarniany…  Dlatego te czołgi i samochody nie miały problemu z poruszaniem się na tych polskich drogach.

Nasza broń była lepsza, tylko było jej mało. Ruszała produkcja nowych modeli. Kb. Ur bił na głowę niemieckie produkcje – ichnie rusznice nie dość uważnemu operatorowi łamały obojczyk. Niemcy, mając z tyłu głowy poprzednie kampanie, tak sobie przygotowali zapasy. Stąd ich nerwowe apele do Sowietów: kiedy ruszacie? Bo po 10 września nagle okazało się, że kończy się paliwo, amunicja, a do 17 września zajęli tylko trzecią część Polski, zaś przed nimi ta bardziej  rustykalna jej część, gdzie koń albo łódka, a nie czołg czy samochód jest bardziej funkcjonalny. Nie spodziewali się, że tyle będzie to trwać i tak będzie to energochłonne.

Moje spotkanie z członkami grupy rekonstrukcyjnej: przeciętny ( PRZECIĘTNY -!) wzrost poborowego w świętokrzyskim w 1939 wynosił 155 centymetrów. Podkreślam jeszcze raz: przeciętny.

Koncepcja, jaka przyjęta została w tej wojnie obronnej i dziś krytykowana to kordon, rozlokowanie wojsk wzdłuż granicy. Można było zrobić to lepiej, ale chodziło o polityczne rozwiązanie: zmusić sojuszników do działania przy minimalnych własnych ustępstwach terytorialnych.  Początek od strony militarnej był niezły. Nie przewidziano nowego myślenia ze strony przeciwnika.

No i w związku z tym, mimo, ze żołnierz „polski:” działał świetnie – Polak da radę – to dowódcy byli mierni. Jako naród nie mamy szczęścia do tych, którzy stoją na czele.

A już czytając opisy ofensywy sowieckiej to mam takie wrażenie, że spójne dowodzenie tego co mieliśmy na flance wschodniej skutecznie by ją powstrzymało.  Te wielkie pancerno motorowe uderzenia załamywały się pod własnym ciężarem. Nie ma paliwa, nie ma części, nikt nad tym nie panuje, jeden wielki bajzel – do tego sprowadzają się opisy działań obu frontów.


Nie odczuwam wstydu, za sposób w jaki załamało się państwo polskie w 1939 roku. Ci, którzy byli za nie odpowiedzialni, uciekli. Społeczeństwo wytrwało. Pomimo tego, co z nim robiono wcześniej. Chybione projekty społeczne jednak zdały egzamin. Bo jaka oferta była do wyboru?


  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Pragnę dodać parę słów. Te zarządy komisaryczne, wtedy w Polsce była "miękka" dyktatura, ale zdaje się trend w kierunku dyktatury panował w większej części Europy. Co od traktowania mniejszości. Coś z tymi Białorusinami się nie zgadza. Mój śp. wujek był z końcem lat 20-tych nauczycielem na dzisiejszej Białorusi w polskojęzycznej szkole. W sąsiedniej wsi była szkoła z językiem białoruskim i nigdy wujek o niej inaczej nie mówił niż "białoruska". Jaka była oficjalna nazwa, nie wiem. W każdym razie w sanacyjnej Polsce na ziemiach, które po wojnie znalazły się w Białoruskiej SRR, było więcej szkół powszechnych z językiem białoruskim niż potem W Związku Radzieckim.
avatar
To była szkoła utrakwistyczna - część przedmiotów była wykładana po białorusku ( albo w języku innej mniejszości narodowej). W tej polskiej wszystko było tylko po polsku. A mniejszości narodowe oczekiwały raczej tego, by wszystko było po ichniemu, a skoro to Polska, to oprócz innych przedmiotów także by był wykładany polski.
Po 1939 ( do 1941) ZSRR utrzymało granicę z 1939 - "zachodniacy" nie mieli prawa wyjeżdżać na sowiecką stronę i pilnowały tego służby. A paradoksalnie najwięcej dla rozwoju kultury białoruskiej zrobili Niemcy w latach 1941 -4, dzięki Kubemu, który tam rządził. RSHu, po przeprowadzonych badaniach, stwierdziło, że ludność Białorusi wykazuje więcej cech nordyckich niż rodowici Niemcy!
Oczywiście trzeba też pamiętać, że to tam von dem Bach robił takie rzeczy, że w Norymberdze powinien dostać kaesa, a nie status świadka.
© 2010-2016 by Creative Media
×