Przejdź do komentarzyPolacy kochają leki i pochłaniają je tonami. Czy to już choroba?
Tekst 30 z 35 ze zbioru: Z obserwacji życia
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2020-10-12
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń63

Polacy kochają leki i pochłaniają je tonami. Czy to już choroba?


Jak podają polskie media, Polacy bez opamiętania nadużywają leków. Skąd to się bierze? Czyżby edukacja zdrowotna społeczeństwa polskiego względem leków była niedostateczna? A może to postępująca hipochondria trawi Polaków?

Sytuacja w polskiej służbie zdrowia jest ciągle daleka od poprawnej, to fakt, ale jest też i druga strona medalu, też przerażająca — polscy pacjenci, którzy do przesady wykupują leki (nawet na zapas) i pochłaniają je w ogromnych ilościach. A przecież leki to nie cukierki. Przesadna miłość Polaków do leków jest obecnie aż nazbyt widoczna. W 2013 roku wydali na nie ponad 18 mld złotych.


W przypadku wielu dolegliwości trapiących nas na co dzień można przecież wykorzystać domowe sposoby. Jest wiele ziół, wiele substancji leczniczych pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, które w wielu przypadkach mogą zastąpić leki pochodzące z firm chemii farmaceutycznej. Po co napychać czyjeś przepastne kieszenie, jeśli w wielu przypadkach sami sobie możemy pomóc? Oczywiście chodzi tu o osoby relatywnie zdrowe. Poważnie chorzy niestety muszą się leczyć farmakologicznie, a tym samym, dawać zarobić coraz bardziej zachłannym korporacjom farmaceutycznym.


Z roku na rok rośnie ilość sprzedawanych w Polsce medykamentów. Polacy prześcignęli już przodujących dotąd w Europie Francuzów. Bardzo to niepokojące, zważywszy na fakt, że każde lekarstwo to także trucizna, tyle że spożywana w małej ilości. Chemia to chemia i pompowanie jej bez umiaru do organizmu tylko dlatego, że kupuje się ją w aptece kojarzonej ze zdrowiem — jest zwyczajnie szkodliwe. A wiele osób niestety zażywa leki choć nie jest to konieczne, ot tak, z przyzwyczajenia. Albo z byle powodu, często nie czytając nawet załączonej ulotki. Nie mogą więc, albo i nie chcą, zdać sobie sprawy z tego, jak szybko można się uzależnić od danego specyfiku. I to nie tylko psychicznie, bo z czasem też i fizycznie. Najwyraźniej edukacja zdrowotna społeczeństwa polskiego w tym względzie jest niedostateczna.


Myślę, że Polacy rzeczywiście bez opamiętania nadużywają leków. Przesadzam? Chyba nie. Wystarczy prześledzić badania CBOS-u, aby się przekonać. A z nich wynika, że aż 80% dorosłych Polaków zażywa leki. A spośród tych bez recepty najpopularniejsze są przeciwbólowe i przeciwzapalne, na przeziębienie oraz witaminy i minerały. I co gorsza, tendencja jest wzrostowa. Wymowne są także odpowiedzi na pytania CBOS-u. Otóż badani pytani o ocenę swojego stanu zdrowia w większości, bo 54%, określali go jako dobry. Niezadowolenie wyrażało 15 % ankietowanych, a prawie co trzeci, czyli 31 %, określało swoje zdrowie jako — ani dobre, ani złe. Kto więc zażywa te wszystkie leki? Odpowiedź nasuwa się sama.


Wielu lekarzy z kolei uważa, że jeśli pacjentom nie przepiszą jakiegoś leku, wychodzą z gabinetu lekarskiego zawiedzeni, ba, czasem wręcz obrażeni, więc im przepisują. (Czy mają w tym i swój interes, nie wspominają). I koło się zamyka. A dzięki temu firmy farmaceutyczne mają się świetnie. Tym bardziej, że na ich zyski wpływają także pochłaniane przez Polaków leki bez recepty, a także suplementy diety.


Mam w rodzinie jedną taką starszą osobę, która przez całe życie wciskała w siebie mnóstwo leków, chociaż w zasadzie nigdy poważnie nie chorowała. Nigdzie się też nie ruszała bez swojego haftowanego woreczka z tymi kolorowymi „cudeńkami”. Czasami sobie z niej żartowałam, że przez tę chemię, jaką przy sobie i w sobie nosi, dojdzie w niej kiedyś do reakcji chemicznej (zjawiska fluorescencji) i w nocy będzie świecić niczym robaczek świętojański. Żarty żartami, ale w sumie to jest mi jej bardzo żal, że przez tyle lat tak bardzo szkodziła swojemu zdrowiu. Bo czy teraz szkodzi, w wieku 80 lat? Sama już nie wiem. Teraz pewnie tę chemię zażywać już musi, teraz naprawdę poważnie choruje.


Osobiście mam awersję do leków pochodzenia chemicznego. Bo jakby nie patrzeć, mają one także skutki uboczne. Od dziecka czuję ogromną niechęć do tabletek i też rzadko je zażywam. Pamiętam, że jak moje dwie starsze siostry chorowały, zarażając się jedna od drugiej, Mama profilaktycznie także i mnie kładła do łóżka i faszerowała tabletkami. Właściwie to próbowała faszerować, bo kiedy się odwróciła, wypluwałam wszystkie do garści. I muszę przyznać, że rzadko kiedy byłam chora. Potem, jak już byłam dorosła, leczyłam swoje dzieci i siebie w większości ziołami. I tak jest do dziś. Moja domowa apteczka jest w zasadzie pusta. Czasami miałam w niej jakieś tam witaminy, czy minerały, ale od kiedy piję zrobione przez siebie green smoothie mam w niej tylko materiały opatrunkowe.


Jak już wspominałam, jest wiele domowych sposobów, wiele ziół, wiele substancji leczniczych pochodzenia roślinnego i zwierzęcego, które przy różnych naszych dolegliwościach znakomicie mogą zastąpić chemiczne i syntetyczne środki farmakologiczne. Na przykład czosnek, tran, cebula, siemię lniane, goździki... etc. Zawarte w nich substancje czynne znakomicie wpływają na nasze zdrowie.


26.03.2014




***


Mamy rok 2020. Czy coś się zmieniło na lepsze? Czy Polacy są zdrowsi? Czy znaleźli już inną alternatywę dla swojego zdrowia niż leki? Niestety nie. Okazuje się, że jest jeszcze gorzej. Mówią o tym kolejne statystyki.

CBR BioStat po szeroko zakrojonych badaniach podaje, że Polacy już w samym miesiącu lutym br. wydali na zdrowie ca. 8 mld złotych.

Wczoraj słuchałam w TVP Info wypowiedzi pewnej pani magister farmacji jednej z warszawskich aptek, która twierdziła, że Polacy cierpią na chorobę stresową i z roku na rok wykupują coraz więcej leków, bez opamiętania i w przesadnych ilościach. Zwłaszcza na uspokojenie, redukujące stres, i przeciwbólowe. Młodzi dodatkowo jeszcze i na potencję. Wybierając przede wszystkim te, które są reklamowane w telewizji.

Przykro sprawa. Widać, że Polacy są zbyt podatni na reklamy i bardzo chętnie dają zarobić pazernym firmom farmaceutycznym, zamiast znaleźć dla swojego zdrowia jakąś inną alternatywę, taką jak np. aktywność sportowo-rekreacyjna.

Bezrefleksyjne, choć wygodne łykanie leków — nie jest dobrą metodą. Odbije się na zdrowiu prędzej czy później.



* Obrazek z Internetu


  Spis treści zbioru
Komentarze (7)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Sam tytuł już jest wymowny i wszystko mówi .
Lekomani i cykory - Jak się już zaczęło życie to i czas nauczyć się umierać.
I z takim nastawieniem znacznie łatwiej żyć :-)
avatar
Rozar, no niestety, wśród nas jest wiele takich osób (lekomanów), które uzależniły się od leków jak od używek. Ale nie brakuje też i hipochondryków, którzy wmawiają w siebie urojone choroby. A także takich, którzy z wygodnictwa, zamiast się ruszać, wolą pakować w siebie przeróżne suplementy diety, myśląc że dadzą im zdrowie... i moc. A to bardzo złudne myślenie.
Przede wszystkim regularna aktywność fizyczna (dozowana każdemu na jego miarę) jest gwarancją zdrowia fizycznego i psychicznego.
avatar
Ucieczka w leki, w shopping, w pracoholizm, w picie, w zależność od nikotyny, od telefonu, od internetu, w seksoholizm, w hazard itd., itd. to wciąż legalna dla Polaków forma ucieczki z matni realu... w uzależnienie.

Na prochach łatwiej znieść ten nasz nieustający cud nad Wisłą.

W 2019 r. statystyki pokazały, że w Polsce mamy 2,5 mln pracoholików i ponad milion zakupoholików.

RESZTA JEST MILCZENIEM
avatar
Nie jest winien Felek,
że także w niedziele
pali, pije,
daje w nozdrza,
stale tyje
i źle żyje.

To w takim razie kto za to odpowiada?? Państwo, które nic z tym nie robi??!
avatar
Szczęśliwy spełniony człowiek nie potrzebuje żadnych dopalaczy. To jałowość i nędza codziennego życia popychają ludzi po sięganie po tzw. nagrodę pocieszenia
avatar
Napisałam

DO SIĘGANIA
avatar
Emilio, dziękuję za trafne komentarze, fajny wierszyk i ocenę.
Wczoraj obejrzałam raz jeszcze film „Dzień świra“. Pierwszy raz widziałam go już 18 lat temu i pamiętam, że mnie wtedy śmieszył. Wczoraj niestety bardzo zasmucił. Doszłam do wniosku, że to jednak bardzo smutny film, ukazujący dramat Polaka, niby wykształconego, niby spełnionego, a jakże nieszczęśliwego, trującego się różnymi lekami, by tylko poczuć się nieco lepiej w tej chorej polskiej rzeczywistości.... i w chorym wnętrzu.

Co więc zrobić, by być szczęśliwym człowiekiem? Nauczyć się nim czuć. Wmówić to sobie. Nie jest to łatwe, ale możliwe. Wiem, co mówię, bo sama się tego nauczyłam. Trochę to trwało, ale od wielu już lat nie tylko czuję się szczęśliwa, ja nią jestem.

Uważam, że życie i szczęście człowieka zależą w DUŻEJ MIERZE od niego samego. Przysłowie: „Każdy człowiek jest kowalem własnego losu“ o tym mówi, a przysłowia są przecież mądrością narodu, wiele więc prawdy musi w nich być.
© 2010-2016 by Creative Media
×