Przejdź do komentarzyRozdział 23. Serce szofera /5
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2022-01-21
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń458

- Przyjeżdżam ja do hotelu, - krzykliwie relacjonował facet z głową owiniętą gazą, - a tam mi mówią, że wybył. Pytam się, jakim cudem wybył, skoro dopiero wczoraj wieczorem przybył i zgodnie z kontraktem miał u nas pracować cały rok?! A oni na to, że z dwiema walizami wybył do Kazania. Jużem myślał, że wszystko przepadło, i znowu trzeba będzie szukać specjalisty, ale Bogu dziękować w ostatniej chwili go tutaj dopadłem. Widzą państwo: siedzi i papieroska sobie kurzy. Pan jesteś latający Holender, inżynierze Talmudowskij! Pan nam niszczysz produkcję!


Inżynier zeskoczył z walizy i z krzykiem: *To pan niszczysz produkcję!* - objął swego prześladowcę w pasie, odprowadził do wolnego kąta i tam jak trzmiel zabzyczał. Już po chwili zaczęły stamtąd dobiegać urywki fraz: *Przy takiej pensji...*, *Niech pan spróbuje i sobie poszuka...*, *A dodatek za delegacje?*. Człowiek z gazą na głowie patrzył na niego z wielkim rozczarowaniem.


Lektor już zakończył swój wykład, zademonstrowawszy na sam koniec, jak należy posługiwać się środkami neutralizującymi gaz, już rozwarły się wrota schronu, i staruszkowie w pikowanych kamizelkach, trzymając się jeden drugiego, hurmem żwawo podreptali do *FLORYDY*, już Talmudowskij, oderwawszy się od swojego gnębiciela, wyrwał się na wolność, na całe gardło przyzywając dorożkę, a nasz Wielki Kombinator wciąż wesoło paplał sobie z Zosią.


- Cóż za łabędzica! - z zazdrością powiedział Panikowskij, wychodząc z Bałaganowem na ulicę. - I czemu te odważniki nie były ze złota?! Słowo honoru, jakem uczciwy człowiek, ożeniłbym się z nią tak jak tu stoję!


Na samo wspomnienie tych nieszczęsnych odważników Bałaganow boleśnie kuksnął go łokciem. W samą zresztą porę, gdyż w wyjściu ze schronu pokazał się Bender z łabędzicą pod rękę. Długo żegnał się, wpatrzony w dziewczynę jak w tęczę, po czym Zosia po raz ostatni uśmiechnęła się i odeszła.


- O czym pan z nią gadał? - podejrzliwie spytał Panikowskij.

- Tak tylko sobie, o niczym, gadka-szmatka taka. Ano, złota moja roto - do roboty! Idziemy szukać podsądnego.


Panikowskiego wysłano do *HERKULESA*, zaś Bałaganowa do domu, gdzie żył Koriejko. Sam Ostap pobiegł na oba dworce kolejowe. Niestety, milioner przepadł jak kamień w wodę. Okazało się, że uciekinier w *HERKULESIE* w ogóle nie podbił swojej karty pracownika, do mieszkania wcale nie wrócił, a w czasie gazowego ataku bojowego z peronów w międzyczasie odjechało osiem pociągów dalekobieżnych. Bender zresztą innego rezultatu nie oczekiwał.


- Koniec końców, - rzekł niewesoło, - to nic strasznego. W Chinach odnaleźć człowieka dużo trudniej: mieszka tam ponad 400 milionów ludności, nie to, co u nas, gdzie jest nas zaledwie 160 milionów, trzy razy mniej niż u nich. Byle tylko były pieniądze, które przecież mamy.


Jednakowoż, kiedy wyszedł z banku, okazało się, że wydano mu tam jedynie ostatnie 34 ruble.


- To wszystko, co zostało z 10 tysięcy, - powiedział z niewysłowionym żalem. - A ja myślałem, że na koncie bieżącym jest jeszcze 6-7 tysięcy... Jakim cudem zostało tak mało? Wszystko działo się tak wesoło, założyliśmy skup rogów i kopyt, życie było upojne, kula ziemska wirowała specjalnie dla nas - i raptem... Ach, już rozumiem! Koszta administracyjne! Aparat pochłonął wszystkie środki.




1931

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Tak, koszta administracyjne zawsze kryły w sobie głębokie tajemnice.
© 2010-2016 by Creative Media
×