Przejdź do komentarzyRozdział 35. Kochały go gospodynie domowe, służące, wdowy, a nawet pewna pani - technik dentystyczny /7
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2022-03-09
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń348

- Człowieku, my nie zwracamy paczek.


Bender obejrzał się, szukając wsparcia. Za nim stał ogonek, milczący i surowy, znający wszelkie zasady, w tej liczbie także to, że co wysłane - to już wysłane na amen.


- Tylko włożyć słoik... - wybełkotał komandor, - rajskie jabłuszka...

- To sobie ten słoik wyślijcie osobną paczką, - poradził obsługant, wyraźnie mięknąc. - Nic się waszemu wujaszkowi nie stanie.

- Nie znasz pan mojego wujaszka! - gorąco zaprzeczył Ostap. - Ja jestem biedny student, i nie mam pieniędzy. Ja proszę pana jako społecznika.

- No, i sam pan widzisz, - powiedział płaczącym głosem facet za okienkiem. - Gdzie ja teraz w tych trzech tonach znajdę pańską cholerną paczkę!


Tu jednak Wielki Kombinator zaczął klepać tak żałosne brednie, że pracownik poczty w końcu poszedł do sąsiedniej sali szukać tej jego walizki. Milcząca dotychczas kolejka od razu podniosła wrzask, mieszając z błotem biednego studenta za to, że nie zna pocztowych reguł, a jedna obywatelka nawet go w swoim świętym gniewie uszczypnęła.


- I więcej proszę tego nie robić, - surowo przykazał gościu, wyrzucając Benderowi jego paczkę.

- Nigdy już to się nie powtórzy! - obiecywał komandor. - Słowo honoru studenta!


Wicher łomotał dachówkami, kołysał lampą latarni, po ziemi biegły cienie, i deszcz zacinał w światłach kolejnych samochodów.


- Wystarczy tych ekscesów! - radośnie zawołał Ostap, - dosyć tych zbędnych emocji i kopania samego siebie. Czas zacząć pracowite burżuazyjne życie. Jedziemy do Rio de Janeiro! Kupię tam plantację i jako małpę zabiorę ze sobą Bałaganowa. Będzie dla mnie zrywał banany!




ROZDZIAŁ  OSTATNI,  36.  KAWALER  ORDERU  ZŁOTEGO  RUNA



Jakiś dziwaczny człowiek szedł nocą w stronę zalewanego wzbierającą wodą płaskiego brzegu Dniestru. Był ogromny i nieforemnie gruby. Opinała go ciasna brezentowa kapota z podniesionym kapturem. Przechodząc obok porosłych sitowiem działek, pod rozkraczonymi drzewami owocowymi dziwak ten poruszał się na paluszkach, jakby to robił w sypialni. Czasami zatrzymywał się i ciężko łapał powietrze, a wtedy wewnątrz kapoty słychać było szczęk, jaki zwykle wydają zderzające się ze sobą metalowe przedmioty. I za każdym razem w powietrzu zawisał cienki, nadzwyczaj delikatny ton. Raz nawet zaczepił nogami o mokry korzeń i upadł na brzuch, a wówczas rozległ się tak gromki brzęk, jakby na parkiet zwalił się rycerz w zbroi. Długo tak leżał dziwny ten człowiek, nie wstając z ziemi i wpatrując się w ciemności.


Marcowa noc szumiała. Z drzew kapały i rozbijały się o ziemię aptekarskie pełnowodne krople.


- Przeklęta taca! - wyszeptał mężczyzna.


W końcu się pozbierał, wstał i nad samą rzekę dotarł już bez przygód. Tam uniósł swe poły do góry, spełzł z brzegu i, tracąc równowagę na topniejącym lodzie, pobiegł w stronę Rumunii.


Wielki Kombinator przygotowywał się przez całą zimę. Kupował północnoamerykańskie dolary z portretami prezydentów w białych perukach, złote zegarki i papierośnice, obrączki, brylanty i inne drogocenności.



1931

  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
A ile to wielcy prominenci współczesnej polityki mają swoich małp?
avatar
Posiadanie wielkich pieniędzy -

patrz przykład chociażby króla Midasa, Harpagona, babochłopa Pliuszkina czy innego jeszcze cesarza Haile Selassi`ego - Zwycięskiego Lwa -

od tysiącleci wiąże się z posiadaniem haremu kobiet, licznej służby pałacowej i tych goryli, wiadomo, ale

zawsze może się też skończyć zadławieniem własnym złotem.

Wielki Kombinator na klęczkach panu Bogu niech podziękuje, że wyszedł z tym swoim /Koriejki/ złotym cielcem z życiem
© 2010-2016 by Creative Media
×