Przejdź do komentarzyCafe UFO 51
Tekst 151 z 255 ze zbioru: Arcydzieło
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaproza
Data dodania2022-03-24
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń530

Coś tam za mną plusnęło głośno. Szalupa. Płynę do brzegu. Teraz, gdy opowiadam tę historię, nie jestem już taki młody. Ale wtedy byłem młody. Mogłem dopłynąć bez problemu. Byle by mnie ta szalupa nie dopadła. Co pewnie na niej Wioletta Krokus, musiała mieć w kombinacie niezłe układy. Nie wiadomo, co jej tam obiecali, za sprowadzenie strzałowego. Światło latarki szukało mnie. Trochę podświetlało to, co się na onej szalupie działo. Otóż Wioletta miała na sobie kostium, a na głowie zwichną czapeczkę, prawdopodobnie z krokodylej skóry. Z daszkiem. Lukała też przez lornetkę. Żabką sobie płynąłem.

Aż dopłynąłem do brzegu. Nie wiem jak długo płynąłem. Znosiły mnie prądy, toteż na kontynent dotarłem jakby od dupy strony. Nie było tu strzech wieśniaczych, nie wspominając o mieście. Goły brzeg. Widziałem dokładnie, bo już świtało. Wody były spokojne. Chlupało trochę przy nogawkach, i tyle. Spojrzałem po horyzontach - Zgubiłem Wiolettę jak nic.

Wylazłem na piach. Dżungla wołała świergotami. A nad brzegiem dżungli czaiło się stado goryli. Kudłate stwory.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×