Przejdź do komentarzyDziewczyna o niebieskich włosach
Tekst 17 z 17 ze zbioru: Prozaicznie
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2022-05-02
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń184

Dawno już zapomniałam o jej coming out. Prawie niezauważalnym, nieznanym nikomu… Ona też chyba nie czuła, że to wychodzenie z szafy w czymkolwiek pomoże. Być może dlatego ukrywała siebie nawet przed sobą. Zobaczyłam ją rok później… Była jeszcze bardziej przeźroczysta a smutek stopił się z jej wyrazem oczu jakby na wieki wieków. Mimo młodzieńczej urody twarz opowiadała historię przeżyć i precyzyjnie układała chronologię traumatycznych zdarzeń. Nie zabrakło w niej dwóch prób samobójczych, wydeptanej ścieżki u psychologa, trzęsących się rąk i nie wiem, czego jeszcze…

Spojrzała na mnie przelotnie. W oczach miała prośbę o ratunek przed czymś więcej niż tylko przed sobą. Zanim otworzyła usta, zdążyłam wystrzelić cała serią konwencjonalnych zdań, jakie zwykle wymieniałam na powitanie kogoś, kogo dawno nie widziałam. Tym razem odbijały się tylko od jej bladej twarzy i nie tworzyły nawet tła. Dlatego ucichłam i zaprosiłam ją skinieniem ręki do środka domu.

Dopiero gdy usiadła na kanapie i lekko przesunęła głowę, zobaczyłam w promieniach marcowego słońca, które wdzierało się do wnętrza pokoju, niebieskie włosy, właściwie ich pasma. Nie zauważyłam ich wcześniej, bo były ukryte między tymi naturalnymi kruczo czarnymi. Sprawiały wrażenie przypiętych na chwilę, jakby dla zabawy, odmiany czy z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu. Próbowałam ustalić odcienie niebieskości. Ale nie umiałam określić ich nazw, przez co czułam narastający niepokój. Afazja już wtedy pukała do moich drzwi.

- Cieszę się, że jesteś! - wydobyłem z siebie lekko świszczący głos.

Ja też… - powiedziała krucha jak torcik bezowy gościni. Cisza zawisła pomiędzy nami tylko na chwilę. A szkoła? Matura? - próbowałam mimo wszystko podtrzymać rozmowę.Nie przejmuję się… Już nie! Ocenami też się nie przejmuję, ani zdaniem innych, czasem nie liczę się też z moim własnym, żeby przetrwać…To dobrze, że odpuściłaś. No, można to tak nazwać… Po roku intensywnej terapii psychologicznej i kilku rodzajach tabletek. No i po… wie pani… - nie chciała jeszcze nazwać po imieniu prób unicestwienia siebie. Tak, wiem - wyręczyłam ją w tym nazywaniu. Chociaż właściwie nie chciałam słuchać, jak próbowała sobie podcinać żyły albo połykać kilka blistrów przeterminowanych tabletek. Słuchanie nie należało do moich mocnych stron, od kiedy sama miałam kłopoty. Strząsnęłam z ramienia dreszcz i pochyliłam się lekko do przodu. Mógł to być sygnał dla dziewczyny, że może zaczynać, ale ona milczała. Wbrew sobie zachęcałem jednak ją do wyznań. A za chwilę żałowałam już, że los obdarzył mnie wysoką wrażliwością, empatią i Bóg wie czym jeszcze.Jakieś dwa miesiące temu, miałam drugą próbę… - zaczęła. - W łazience… Przed lustrem… Tam mogłam się zamknąć… Bo dużo trzeba czasu, zanim się człowiek zabije…

Nie przerywałam jej. Pomyślałam, że to będzie dobry temat na lekcje wychowawczą w szkole albo na opowiadanie. To ostatnie zaczęłam już układać w głowie. Zacznę od obrazu, który kiedyś podarował mi kolega. Po latach dowiedziałam się, że odebrał sobie życie. Czy wszyscy artyści muszą nosić śmierć pod powiekami? Na rękach? Nawet w nosie czy na języku? Wszędzie się potrafi schować ten karzeł. Ugniata pierś, wysusza gardło, dławi krtań, drażni oczy do łez…

- Jak zza światów usłyszałam tupot nóżek Zosi i pomyślałam, że nie dostanie ode mnie prezentu na trzecie urodziny - słowa niedoszłej samobójczyni przywołały moją uwagę i zawisły bez odpowiedzi. Nie chodziło przecież o pocieszanie ani tłumaczenie. Chodziło o ciszę.


Wczoraj znalazłam nazwy wszystkich odcieni niebieskiego. Indygo, kobaltowy, turkusowy, szafirowy, jagodowy, chabrowy, fiołkowy, niezapominajkowy, atramentowy, morski, błękitny, petrol, gołębi, lazurowy, akwamaryna, siny. Nie rozpoznałam tylko petrolu. Teraz już wiem, że to kolor rozlanej na asfalcie benzyny. I choć już z tą plamą nie da się nic zrobić, błyszczy w słońcu szmaragdem jak włosy dziewczyny.


  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
No nie! "Gościni"??? Odkąd to autorka posługuje się nowomową dyszących aurą odmiennej mowy miłości, kobietonów?
Pisać każdy może, ale jednocześnie oceniać też każdy może. I to mi wolno.
avatar
Jak rozmawiać z kimś, kto choć słyszy, to w ogóle NIE SŁUCHA??

JAK UCZYĆ KOGOŚ, KTO I TAK WIE SWOJE?!

Czym wspierać tych, którzy stracili wszelkie nadzieje?

Jakie są w świętej naszej polszczyźnie słowa, którymi uleczysz k a ż d ą pogubioną głowę?


__________________________

I co czujesz, kiedy wszystkie twoje usilne starania i wsparcie idą na marne, a wspierany człowiek - na zatracenie...
avatar
Niezwykle ważny problem psychologiczny i społeczne przedstawiony fachowo w formie literackiej. Barwny i bogaty język oraz lekkie potknięcia poprawnościowe. Włosy "kruczoczarne", a nie "kruczo czarne". W trzecim wersie przed "a smutek" przydałby się przecinek. Zgubiona jedna spacja po kropce.
© 2010-2016 by Creative Media
×