Przejdź do komentarzyPowrót do miasta cudów 13
Tekst 203 z 255 ze zbioru: Arcydzieło
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaproza
Data dodania2022-05-18
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń124

Weszlismy bocznymi drzwiami. Wydawały się ciężkie, metalowe, lśniły jakby były wykonane z litego brązu. Ale pod naciskiem ustępowały lekko. Kelner w kamizelce pchnął je, a one zahuśtały jak drzwi prowadzące do baru w klasychnym westernie.

Weszliśmy przez kuchnię. Skośnooki personel skupiony był na swoich zadaniach, ktoś tam tłukł kotleta, a ktoś zajmował się szatkowaniem. Tylko Murzyn stojący w kącie dumał nad tależami. Widać, takie było jego zadanie. Obcierał pot z czoła, liczył te tależe. Ktoś wniósł na tacy stertę kubków i też je zaczął przeliczać. A potem poukładał je równiutko, wsadził do zmywarki i puścił parę.

Gorąco było jak w tropikach. Nie zauważyłem ani jednej muchy. Gorące lepidło panujące w pomieszczeniu musiało by ją skleić ze ścianą. Nagle ujrzałem świński łeb. Dopiero po chwili uzmysłowiłem sobie, że to kucharz. Bo to by nie było normalne, gdyby po kuchni biegała świnia w białym, kucharskim uniformie, w białym, rozdymanym czymś na łbie. Nie wiem jak się nazywają te kucharskie kapelusze.

Biegał więc kucharz w kapeluszu, wywijając tasakiem, i szukał czegoś w co można by tym tasakiem przywalić. Albo zapomniał gdzie to jest, albo ktoś mu to odłożył na bok, o co oparła się dyskusja z Murzynem.

- Proszę tędy - Kelner wskazał kolejne drzwi. I te, tak jak wcześniej, także zahuśtały się.

Schodziliśmy po schodach. Owiał nas chłód. Wszędzie pracowała klimatyzacja. Szum wiatraków zagłuszał słowa. Oraz wszystko inne, toteż dopiero po chwili zauważyłem że ktoś się za nami skrada.

Dama, która wysiadła ze sportowego samochodu.

- To pańska znajoma? - Wskazał ją kciukiem.

- Można tak powiedzieć. Niech też sobie zobaczy kurę. Może to nie domieni jej życia w radykalny sposób, ale...

Szum wiatrakowych skrzydeł znowu nas zagłuszył. Podreptaliśmy pokonując ostatnie schody.

Na dole było już ciszej. Dotarliśmy do drzwi, które tym razem musiał otworzyć kluczem, a potem wbił w klepidło przymocowane do ściany pin. Wsunął się do środka i zaplił światło.

- Nie wolno jej zakłócać rytmu dobowego - Przestrzegł. Proszę, niech pan sobie popatrzy - Wpuścił mnie.

Kura siedziała na grzędzie jak królowa. Pod wpływem światła poruszyła się. Być może była już pora na składanie jaj. Przesunęła dziobem po piórach. Była piękna. Złote girlandy ozdabiające rozbudzony łeb, opadły trochę. Kura była mocno opierzona. wydawało się że nie jest zwyczajną kurą. Po pierwsze ze względu na rozmiar - Miała na sobie tyle pierza że mogła by nim przykryć 4 kury. A po drugie... Miała w sobie coś dostojnego. Może rzeczywiście pochodziła z Windstoru.

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Windsor - Siedziba królów Angielskich.
avatar
Toque - kapelusz szefa kuchni.
avatar
Złożyłbym jajo. Ale nie poświęcę. Sorry.
Weź się za prawdziwe pisanie, bo potrafisz.
© 2010-2016 by Creative Media
×