Przejdź do komentarzyNina i Czarna Herbata - Rozdział piętnasty.
Tekst 15 z 24 ze zbioru: Nina i czarna herbata
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2022-12-16
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń364

Czy dowiedziałam się czegoś nowego? Znów nie jestem w stanie tego obiektywnie stwierdzić. Na pewno nie było nudno. Nie przedłużajmy więc. 

 

Niedziela, jedenastego grudnia. 

Rozkoszowałam się widokiem padającego śniegu. Powoli, aczkolwiek sukcesywnie odgradzał nasz dom od reszty świata. Droga stawała się coraz bardziej nieprzejezdna. Marzyłam o jeszcze paru dniach wolnych od szkoły, tym razem ze względu na pogodę. Nie pomyślałam, że jeśli moje życzenie się spełni, to nie będę w stanie dostać się również na rehabilitację. Mniejsza z tym. 

Całą idyllę przerwał Oskar, który wbiegł do mojego pokoju. Po jego wyrazie twarzy wiedziałam, że jest wściekły, a jego wizyta nie jest bynajmniej kurtuazyjnym zaproszeniem na herbatkę. 

- Dlaczego grzebałaś w moim pokoju?! 

Zesztywniałam. Jakim cudem się zorientował? Przecież zostawiłam wszystko, tak jak było! 

- Nie grzebałam! Zamknęłam tylko drzwi, bo były niedomknięte! 

Oskar zaśmiał się ironicznie. Niby był opanowany, lecz jego oczy błyskały gniewem. 

- Nie ściemniaj. Od jakiegoś czasu niezdrowo interesujesz się sprawą Pawła! 

- Za to ty nie interesujesz się wcale, to nieludzkie! 

- Nieludzkie? Jakbym miał ciągle o tym myśleć, to już dawno ubraliby mnie w kaftan! 

Nie chciałam bezsensownie się kłócić, to nic nie da. Postanowiłam blefować. 

- Daj spokój. Dobrze wiem, że Paweł nie utonął nad jeziorem. Wiem też, że znasz prawdę. 

Trafiłam. Oczy brata wielkością przypominały pięciozłotówki. 

- Skąd wiesz? 

- To nieistotne, po prostu wiem. Wiem też, że wiesz, co naprawdę zaszło. Ja też mam prawo wiedzieć. Zobacz, jak rodzice nas traktują od czasu śmierci Pawła. Przecież tylko on się dla nich liczy! - Mój ton głosu wbrew intencjom był już bardzo płaczliwy. 

-Ninuś... – Aż zadrżałam, gdy tak się do mnie zwrócił. Po raz ostatni zdrabniał moje imię jeszcze przed wypadkiem Pawła. Usiadł obok mnie na łóżku. - Może ty tego nie pamiętasz, ale oni zawsze tacy byli. To nie są ludzie, którzy powinni mieć dzieci. I to nie tak, że ja wiem wszystko. Wiem po prostu więcej, ale ta wiedza naprawdę w niczym ci nie pomoże. 

Byłam innego zdania, ale nie chciałam się sprzeczać. 

- A te papiery...? Czy jesteś jakoś zaburzony? 

Oskar westchnął głęboko. 

- Nie mam pojęcia. Dziś chętnie bym się tego dowiedział, ale wtedy byłem wściekły, że biorą mnie za wariata. Poczułem ulgę, gdy w końcu przestali mnie ciągać po psychiatrach. Nie pytałem nawet o powód. A teraz chyba nie mam odwagi cywilnej, by zacząć to wszystko od nowa. Tak mnie wkurza własne tchórzostwo, że aż chciałem porwać te papiery. Opamiętałem się jednak. Chciałem to posprzątać, ale byłem spóźniony do roboty. - Brat uśmiechnął się do mnie smutno. 

Coś we mnie pękło. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ale wtedy po prostu go przytuliłam. Owszem, wiedziałam, że nadal będę starała się wyciągnąć z niego informacje o Pawle, ale nie dziś. Dziś było mi go strasznie żal. Wyglądał tak, jakby trzymał w sobie zbyt ciężką tajemnicę. Oskar o dziwo pozwolił się przytulić. Tkwiliśmy tak chwilę. W końcu się od siebie odkleiliśmy. Oskar po krótkiej, kurtuazyjnej rozmowie przeprosił za wybuch gniewu i wrócił do siebie. 

Kiedy już byłam sama, otworzyłam laptopa i napisałam o wszystkim Tomkowi. Wiem, że zrobiłam dobrze, ale dręczyły mnie jakieś dziwne wyrzuty sumienia. Kalisz odpisał, że o wszystkim pogadamy na wtorkowych zajęciach, natomiast jutro przed lekcjami mamy stawić się u dyrektora po odbiór telefonów. Przyznam, jestem tym trochę zestresowana. 

 

Poniedziałek, Dwunastego grudnia. 

Tomek odebrał mnie ze szkolnego parkingu. Było to trudne, bo grzęzłam dość mocno w ciągle padającym śniegu. Fizjoterapeuta chciał mnie nawet wziąć na ręce, jednak odmówiłam. Ważę około sześćdziesięciu kilogramów przy niecałych stu pięćdziesięciu centymetrach wzrostu. Mam więc nadwagę co zawsze powtarzano mi w domu. Mama zawsze zabraniała moim fizjoterapeutom mnie dźwigać w trosce o ich kręgosłupy. Jak widać, takie gadanie zostaje w głowie na długo. Zresztą Kalisz jest dość niskiego wzrostu i drobnej jak na mężczyznę postury. Mógłby zwyczajnie nie dać rady. Tomek nie rozumiał mojej zawziętości, lecz uszanował moją wolę i jedynie mnie asekurował. Przekazał mi również dość ważną informację. 

- Umówiłem się z twoim wychowawcą. Pogadamy o pamiętnikach twojej mamy. Oficjalnie rozmowa będzie o tym, jakim dyrektorem był mój tata, aczkolwiek mam nadzieję, że powie coś o tych pamiętnikach. Udało mi się go tak podejść, że sam mi zaproponował spotkanie. - Uśmiechał się szeroko, był wyraźnie z siebie dumny. - Tylko wciąż pracuję nad tym, by pozwolił ci wziąć udział w tym spotkaniu. Oficjalnie chcę byś napisała o tacie wypracowanie, tak dla podciągnięcia ocen. 

Kiwnęłam głową. Właśnie wychodziliśmy z szatni na korytarz i byliśmy bardzo blisko gabinetu dyrektora. Nie byłam już w stanie rozmawiać. 

Poszło o wiele lepiej, niż przypuszczałam. Dyrektor upewniony, że nie mamy romansu, był o wiele milszy i zrelaksowany niż wcześniej. Oddał nam telefony z wyraźną ulgą. 

- Teoretycznie powinienem zrobić wam pogadankę na temat tego całego śledztwa, ale muszę przyznać, że sam czuję, iż Nowakowska ma coś na sumieniu, więc życzę wam powodzenia i liczę na relację, nawet jeśli nie jest to zbyt profesjonalne zachowanie z mojej strony. - Puścił do nas oczko. 

- Pan wybaczy, ale wcześniej pan również nie grzeszył profesjonalizmem. - Wypaliłam nagle. Tomek spojrzeniem dał mi wyraźnie do zrozumienia, że nie powinnam tego mówić. Dyrektor natomiast nie wydawał się oburzony. Wręcz przeciwnie, zaśmiał się niczym po usłyszeniu dobrego dowcipu i pogłaskał mnie po głowie, jakbym była dzieckiem. 

- Zawsze ceniłem twoją asertywność, panno Piotrowicz. Bardzo się cieszę, że plotki okazały się tylko plotkami. Przepraszam za to całe dochodzenie, ale chyba mnie rozumiecie, prawda? - Znowu puścił do nas oczko. - Oczywiście możecie już mieć razem zajęcia na terenie szkoły. 

Po krótkim pożegnaniu wyszliśmy z gabinetu. Muszę dodać, że podczas dzisiejszej rehabilitacji w szkole wręcz upajałam się miną Dagmary! Córeczka dyrektora zdecydowanie się mnie tam nie spodziewała. 

No i to koniec na dziś. Co do rozmów z Tomkiem podczas zajęć pozaszkolnych, to do nich nie doszło. Drogi były tak zasypane, że nigdzie nie dało się dojechać. Nawet lekcje w szkole zostały odwołane. 

Trzymajcie się!

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×