Przejdź do komentarzy'Monarcha, wielki niedźwiedź Tallacu'. Część dwunasta.
Tekst 28 z 28 ze zbioru: 'Opowiadania o zwierzętach'
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaproza
Data dodania2026-01-03
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń67

Część dwunasta


Nadszedł kwiecień. Ptaki śpiewały, jelenie skakały i bawiły się, zwierzęta wypełzły ze swych nor, strumyki ruszyły. „To czas, gdy niedźwiedź wyruszy ponownie...” - rzekł Lan do Bonamy`ego. Myśliwi wkrótce dowiedzieli się, że zima dla grizli się skończyła. Znaleźli jego ślady na śniegu ale wraz z nimi, na przedzie były ślady mniejszego niedźwiedzia. „Spójrz na to.” - powiedział Kellyan wskazując na mniejszy ślad - „To jest ślad jego kamrata”. Podążali śladem przez jakiś czas lecz myśliwi zauważyli podwójne ślady tylko raz – jeden wskazywał na ogromnego niedźwiedzia, a drugi na mniejszego niedźwiadka o futrze lśniącym w słońcu, brązowym i srebrnym światłem. „Czy to nie jest najpiękniejsze stworzenie, które kiedykolwiek żyło ?!” - wykrzyknął Bonamy. I w rzeczy samej było piękne. Ale oni nie widzieli ich ponownie. Później otrzymały nauczkę; pasterz widząc ich strzelił ku nim zabijając brązowo-srebrną niedźwiedzicę i raniąc grizli w nogę.

Dla grizli świat był pełny łowców, pułapek i strzelb. Wobec czego ruszył ku niższym wzgórzom, gdzie pasły się owce i utykając podążał za zapachem owiec. To zaprowadziło go ku małemu szałasowi. Gdy wielki niedźwiedź doszedł do niego, dwoje ludzi wybiegło tylnymi drzwiami. „Gdzie jest moja broń?” - krzyczał mężczyzna. „Wierzę w świętych...” - powiedziała przestraszona kobieta. „Tak,” - rzekł mężczyzna - „Gdybym miał działo albo gdyby to był kot. Ale to jest niedźwiedź górski więc będzie lepiej zaufać drzewu”. Wdrapali się na sosnę. Grizli rozglądał się po szałasie, potem poszedł do świńskiej zagrody i zabił największą świnię. Był to nowy rodzaj mięsa. Wziął je do swej jaskini; tym sposobem miał swój wieczorny posiłek. Przyszedł ponownie i jeszcze raz ku świńskiej zagrodzie; znajdował tam swoje posiłki, dopóki jego rana się nie zagoiła. Strzelali do niego ale za każdym razem chybiali.

Grizli Jack nauczył się, że człowieczy zapach był zapachem niebezpieczeństwa. Tak więc porzucił wzgórza i ruszył w dół, w kierunku równin. Którejś nocy przybył do domu. Na podwórzu znalazł wydrążoną rzecz o wybornym zapachu. To była mała baryłka na cukier, a na dnie było jeszcze trochę cukru. Gdy włożył swój ogromny łeb w baryłkę z gwoździami umieszczonymi wokół krawędzi, nie mógł wydostać swego łba z powrotem. Ryczał dopóki nie roztrzaskał baryłki na kawałki. Potem popędził dalej ścigany przez wystrzały z okien domu. Zaczął rozglądać się za swoim jedzeniem pośród drzew lub na równinach.




  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×