Przejdź do komentarzyTATUŃCIO
Tekst 1 z 1 ze zbioru: opowiadania
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2012-06-02
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1981

                                                               TATUŃCIO


                      Rozdział I

  Narodziny


Zimna szpitalna sala, zielone ściany. Maria właśnie przyjechała do szpitala. Poczuła się źle . Z obawy o zdrowie dziecka wolała przyjechać i sprawdzić czy wszystko w porządku. Położna niespiesznie zajęła się pacjentką. Oceniła, że nic złego się nie dzieje ale Maria instynktownie czuła że coś jest nie tak – tętno słabnie to znowu serce nie bije równo. Zaniepokojona domagała się konsultacji położnika. Na próżno. Pan doktor chwilowo nieobecny, ma przyjechać za godzinkę lub dwie. Zrozpaczona kobieta modliła się i czekała wsłuchując się w rytm serduszka małej istotki w jej brzuchu. Wreszcie nadeszła pomoc. W ostatniej chwili. Urodziła się Ania. Maleńką słabą siną istotkę oddzielono od matki i zabrano do inkubatora. Maria płakała. Koszmar jeszcze się nie skończył. Nie może przytulić córeczki. Jest oszołomiona nie wie co się dzieje, dlaczego nie przynoszą małej do karmienia. Wreszcie zjawia się pediatra i informuje zrozpaczoną matkę, że dziecko urodziło się niedotlenione  ale wszystko będzie dobrze. Muszą zostać obie dłużej w szpitalu. Po prostu. Wreszcie mała Ania wraca do zdrowia. Mogą wracać do domu. Uwagę personelu przykuwa stan psychiczny  młodej mamy. Nikt o nią nie pyta. W historii choroby stan cywilny- mężatka a jednak nie widziano tu męża. Nikt poza bratem i matką nie interesował się nimi. Maria zapewnia, że mąż na pewno po nie przyjedzie i zabierze do domu. Sama bardzo chce w to wierzyć ale z każdym dniem sama traci wiarę. Od dawna między nią a mężem nie układało się najlepiej. Zgrabna szczupła dziewczyna w ciąży straciła swój czar. Mąż szukał pocieszenia w ramionach innej kobiety. Idąc do szpitala zabrała ze sobą dokumenty aby mąż nie mógł zarejestrować córki pod imieniem swojej ostatniej kochanki. Sama wybrała imię dla córki. Nie chciała, żeby

miała na imię Basia. Bała się że za każdym razem kiedy będzie wymawiała to imię będzie miała przed oczyma tamtą kobietę i to osłabi jej miłość do córki. Nadchodzi dzień powrotu do domu. Marię i Anię odbiera brat z mamą i jadą do rodzinnego domu.


                        

                              Rozdział II


                     KOCHANY TATA


Mijają dni tygodnie i miesiące , pierwsze lata życia małej Ani. Niedotlenienie przy porodzie dało o sobie znać.  Mama, babcia i gosposia troskliwie opiekują się dziewczynką , która wymaga rehabilitacji z powodu swojej niesprawności.  Ania rośnie i rozwija się umysłowo prawidłowo. Już wie kim jest jej tatuś. Na widok żołnierza w parku czy na ulicy wyrywa małą rączkę z ręki mamy lub babci i biegnie niezdarnie w stronę mężczyzny w mundurze. Po chwili wraca zawiedziona, że to nie tatuś. Bardzo tęskni za tatą. Czeka na jego wizyty. Wie że nie może go często widywać bo mieszka w innym mieście . Ania bardzo lubi przebywać u babci bo w tym samym mieście mieszka jej tatuś i może częściej go widywać. Bardzo lubi spotkania z tatą. Dostaje wtedy prezenty i może liczyć na jego pomoc w drobnych dziecięcych sprawach. Pewnego dnia niedobry wujek postawił Anię w kącie za karę za to, że nie chciała sprzątnąć zabawek. Na szczęście zjawił się tatuś i uwolnił zapłakaną dziewczynkę.  Następnym razem gdy tatuś przyszedł ją odwiedzić przyniósł jej w prezencie dziecięcy komplet do sprzątania. Dziewczynka nie ucieszyła się z prezentu. Była zawiedziona. Wolałaby lalkę lub misia od taty żeby mogła przytulić się do maskotki gdy go przy niej nie będzie.

Niestety życie dorosłych jest bardziej skomplikowane niż życie małej dziewczynki. Tatuś chciał ułożyć sobie życie na nowo. Wystąpił o rozwód. Maria świadoma potrzeb córki starała się ratować swój związek. Na próżno. Tadeusz wyjechał na południe Polski . Dostał tam prestiżowe stanowisko. Teraz mógł się wykazać, że jest dobrym ojcem. Zorganizował oddział rehabilitacji dla swojej córeńki. Ania miała zapewnioną rehabilitację pod okiem ojca. Jednak dziewczynka niechętnie rozstawała się z mamą. W sanatorium czuła się rozdrażniona i podenerwowana mimo, że zawsze oprócz ojca miała babcię lub nianię –osoby które znała i kochała. Podwładni Tadeusza byli pod wrażeniem , że ich szef jest takim dobrym troskliwym ojcem i tak zajmuje się córką. Tadeusz przez cały czas trwania sprawy rozwodowej zapraszał Anię na leczenie do swojego uzdrowiska. Strofował jej matkę, żeby pamiętała, że dziecko aby móc się leczyć w sanatorium musi mieć aktualne badania bo inaczej on mimo szczerych chęci nic nie będzie mógł pomóc jeśli ona tego nie dopilnuje. Marii było przykro, że mąż oskarża ją, że nie jest wystarczająco czujną i troskliwą matką. Coraz mniej wierzyła w to że stworzy córce pełną rodzinę. Wiedziała, że musi ustąpić.

Kolejne etapy w życiu Ani to przedszkole  i szkoła czyli życie w społeczności wśród dzieci które mają mamę i tatę  no i pierwsza komunia.  Na pytanie dziadków co chce dostać z okazji pierwszej komunii Ania odpowie, że nic, że jedynym jej marzeniem jest to żeby był tatuś. Maria ma mieszane uczucia. Z jednej strony chciałaby spełnić życzenia ukochanej córeczki a z drugiej rany po rozwodzie są tak świeże, że bolą, że jeszcze nie czas. Ostatecznie dobro córki bierze górę. Ania w krótszej niż inne dziewczynki sukience, żeby się nie przewróciła idzie w białym szpalerze, rozgląda się i nagle jej buzia rozpromienia się. Jest! Jest tatuś! I jeszcze jedna niespodzianka tego dnia- wspólne zdjęcie z mamą i tatą.

Mijają kolejne lata. Maria i Ania dostają mieszkanie. Powoli rany po rozwodzie goją się. Maria jest w stanie spokojnie rozmawiać z Tadeuszem. Przyjmuje go w nowym mieszkaniu. Ania cieszy się z wizyt ojca. Tatuś uczy ją jeździć na rowerze. Jednak zdaniem Marii Tadeusz za mało poświęca uwagi córce. Coraz rzadziej przynosi upominki i nie zauważa potrzeb córki. Maria zarzuca Ani że ta nie potrafi niczego wyegzekwować od ojca. Ania pod wpływem matki wyciąga ojca na zakupy. Wracają z kilkoma parami białych skarpet frote. Przydadzą się – na ćwiczenia i do szkoły.

Mijają kolejne lata. Ania i Maria przeprowadzają się znowu. Teraz będą mieszkać z ojcem Marii . Ania kończy szkołę średnią i wybiera się na studia takie jakie ukończyli rodzice. Ojciec jest przeciwny temu wyborowi ale  mama i córka trwają przy swoim. Maria pomaga córce w nauce. W końcu  udało się. Ania dokonała tego o czym marzyła- skończyła upragnione studia wbrew wszystkim i wszystkiemu. W terminie. Teraz chce odpocząć zająć się tym na co nie miała do tej pory czasu.




ROZDZIAŁ  III    


                             

Ania po nieco dłuższych wakacjach i rehabilitacji w sanatorium podejmuje pracę którą zaczyna od staży podyplomowych. Maria widząc, że córka nieźle radzi sobie w życiu planuje wyjazd do Stanów do przyjaciół. Ania zostaje sama i właśnie zaczyna ostatni staż podyplomowy. Niestety często choruje i większość stażu przebywa na zwolnieniu lekarskim. Tadeusz w tym czasie często odwiedza córkę. Jest niezadowolony, że Ania nie chodzi do pracy. Podejrzewa, że córce po prostu nie chce się pracować. Krytykuje jej wygląd zewnętrzny, uważa, że córka nie dba o siebie.  Ania spodziewając się kolejnej wizyty ojca postanawia zadbać o siebie żeby nie narazić się na jego uwagi. Właśnie wyzdrowiała po ostatniej infekcji. Postanawia umyć i ułożyć sobie włosy. Początkowo leci z kranu ciepła woda. Ania rozkoszuje się kąpielą i nagle koniec znowu lodowaty strumień wody spływa po jej włosach i ciele. No tak, znowu szwankuje terma ale włosy są już umyte czyste. Następnego dnia zimna kąpiel daje o sobie znać. Ma zatkany nos i boli ją  gardło.   Współpracownicy rozumieją problem Ani. Po prostu ma osłabioną odporność a dziecięce bakterie z którymi ma do czynienia w pracy są wyjątkowo zjadliwe. Znowu jest na zwolnieniu ale to nie problem. Ania już się wykazała w pracy podczas praktyk studenckich więc nie ma obaw, że nie zaliczy stażu. Niestety ojciec na ten temat ma inne zdanie. Córka wybrała sobie za trudne studia a teraz unika pracy. Jej matka będzie chciała wyegzekwować od niego dalsze płacenie alimentów na niezdolną do pracy córkę. Jest wściekły. Robi Ani wymówki a ona po raz pierwszy poznaje prawdziwe oblicze ojca. Jest jej przykro, zastanawia się a może ojciec ma racje, nie będzie nadawała się do pracy w zawodzie. Pamięta jeszcze koszmar pierwszych lat studiów. Koleżanki i koledzy tylko na to czekali kiedy zrezygnuje, podda się. Ale Ania nie poddała się wtedy i teraz też ma zamiar walczyć do końca. Wraca do pracy. Zgadza się choć niechętnie na pracę w laboratorium . Nie o taką pracę jej chodziło i nie tak uzgadniała wcześniej z profesorem no ale cóż skoro tylko do tego się nadaje to niech tak będzie. Wraca do domu niepocieszona- wkrótce będzie pracować w laboratorium.

Od początku następnego tygodnia Ania w białym fartuszku kieruje się w stronę laboratorium. Po drodze spotyka profesora który zdziwiony jest zmianą decyzji dziewczyny nie kryje rozczarowania. Ania tłumaczy , że ona bardzo chętnie, bardzo by chciała pracować z panem profesorem ale pan dyrektor zadecydował inaczej. Pan profesor zabiera Anię do siebie do pracy.

Zespół pana profesora jest wspaniały. Od razu akceptują Anię. Zaczyna się ciężka praca bez taryfy ulgowej ale za to z satysfakcją. Teraz życie Ani jest dzielone między pracę i życie towarzyskie z ludźmi z którymi pracuje.


                                                          * * *

W czasach szkoły średniej i studiów układy między rodzicami Ani normalizują się. Tadeusz bywa u nich w domu . Jedzą razem kolacje, rozmawiają. Tadeusz już dawno ułożył sobie życie z inną kobietą i adoptował jej dziecko ale Ania nie zna jego rodziny. U ojca w domu była tylko raz pod nieobecność żony i syna. Bystrej dziewczynce nie umknęły ślady obecności innej kobiety. Przez te wszystkie lata żadnych świąt, żadnych wspólnych wakacji. Maria stale ubolewa nad tym, że Tadeusz tak mało czasu poświęca córce. Pewnego dnia ni stąd ni zowąd pojawia się Tadeusz z synem. Są przejazdem bo kupują nowe auto. Nie pytając Marii ani Ani o zdanie przedstawia im syna. Obie są zakłopotane i przyjmują obu panów chłodno. Innym razem z kolei Tadeusz chwali się wspaniałymi osiągnięciami syna. Nie ukrywa, że jest z niego dumny . Ania niechętnie słucha opowieści o”bracie” . Przy kolejnej wizycie ojciec opowiada, że jego syn ma problem. Nie wie jak ma wypełnić wniosek paszportowy bo tak naprawdę nie wie czy ma siostrę czy jest jedynakiem. Tatuńcio jest rozbawiony tą opowieścią ale Anie nie bawi to wcale, nie żeby była zazdrosna o ojca. Po prostu uważa opowieść za nie na miejscu bo niby czemu ma to służyć.  

Wreszcie marzenia Ani mają szanse się spełnić . Od wielu lat uczy się angielskiego, marzy o wyjeździe do Anglii. Przegląda katalogi szkół ale tak naprawdę nie ma odwagi pojechać do szkoły. Właśnie ojciec wybiera się do Londynu służbowo. Ania nieśmiało pyta ojca czy nie mogłaby pojechać do niego choć na tydzień a Maria pośpiesznie dodaje , że pokryje koszty pobytu córki w Londynie. Tatuńcio o dziwo zgadza się. Ania jedzie autobusem całą dobę, Już wie , że musi poradzić sobie sama i dotrzeć do hotelu bo tatuś pracuje i nie może jej odebrać z dworca.  Z pomocą pilotki dociera szczęśliwie na miejsce. Pobyt w Londynie ciągnie się w .nieskończoność choć to tylko tydzień. Ania sama zwiedza Londyn z mapą w ręku. Przeszkadza jej ruch lewostronny. Boi się przechodzić przez ulicę. Z ojcem spędza tylko wieczory i weekend. Mało ze sobą rozmawiają – nie mają o czym. Piją herbatę. Ania parzy ojcu miętę. Następnego dnia ojciec żali się, że Ania go chciała podtruć bo źle się czuł po tym świństwie które mu zaparzyła. Nadchodzi weekend . Razem zwiedzają Londyn ale nie wszystko można zobaczyć w 2 dni. Została jeszcze do zobaczenia galeria figur woskowych ale Ania boi się iść tam sama , nie śmie prosić ojca żeby poszedł z nią.

Nareszcie koniec pobytu, wraca do domu. Ojciec na chwilę wyrywa się z biblioteki, żeby odprowadzić córkę na dworzec. Pośpieszne chłodne pożegnanie choć do odjazdu została jeszcze godzina. Uff co za ulga.

     

ROZDZIAŁ IV


                     SYMPOZJUM


Mijają kolejne lata. Ania pracuje , zdobywa kolejne stopnie specjalizacji pod okiem ulubionego profesora. To najlepszy okres w jej życiu. Ma dużą satysfakcję z pracy a i życie towarzyskie nie wygląda najgorzej. Całym zespołem wyjeżdżają na sympozja i zjazdy. Ania uczestniczy w bankietach i różnych innych spotkaniach towarzyskich. Bawi się. Lubi się bawić tak jak jej ojciec.  Jest bardzo zżyta z przyjaciółmi z pracy. W końcu nadchodzi czas kiedy zespół profesora ma zorganizować sympozjum. Trwają miesiące przygotowań. Oprócz części organizacyjnej wszyscy muszą przygotować wystąpienia. Miesiącami zbierają materiały, opracowują tematy. Spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. Nadchodzi maj. Wszystko prawie gotowe. W domu profesora robią sobie małe sympozjum. Ania cały czas ma nadzieję , że przekona profesora, żeby nie musiała wygłaszać referatu. Już przekonała przyjaciółkę i ta zgodziła się przeczytać za nią, ale nic z tego. Profesor jest nieugięty. Nigdy Ani nie odpuszczał dlaczego miałby  zrobić to teraz. Musi wygłosić. Zna tekst na pamięć . Po kolei ze slajdami wygłasza swoje wystąpienie. Profesor strofuje ją, żeby mówiła głośniej i pewniej. Ania jeszcze raz podejmuje próbę- a może jednak ktoś inny. Stanowcze nie profesora rozsądza sprawę. Nadchodzi godzina zero. Rozpoczyna się sympozjum. Ania tak jak inne koleżanki pracuje w sekretariacie zjazdu. Ma za zadanie rozdawać materiały naukowe gościom honorowym. Przypomina sobie jak ojciec podczas ich spotkań przy kolacji chwalił się, że ma zaprzyjaźnionego profesora, który bywa na tych samych zjazdach co Ania.  Szybko odszukuje w pamięci jego nazwisko. Jest, prowadzi akurat tą sesję w której Ania ma referat. Ania postanawia zaskarbić sobie sympatię tego profesora, żeby było jej łatwiej wygłosić referat, żeby tak się nie bała i było jej raźniej. Wręczając teczkę z materiałami przedstawia się i próbuje nawiązać rozmowę. Na twarzy profesora pojawia się zdziwienie. Ależ mój kolega nie ma córki, ma tylko syna- słyszy. Szok, nie wie co powiedzieć. Czuje się jak oszustka, która dla korzyści podszywa się pod kogoś innego.  Skoro kolega z którym spotyka się towarzysko jej ojciec nie wie, że Tadeusz ma córkę więc kim jest dla swojego ojca. Czy zasługuje na to, żeby własny ojciec do niej się nie przyznawał. Przecież  nie jest nikim. Wiele w życiu osiągnęła mimo poważnych problemów zdrowotnych i ograniczeń. Dlaczego???  Na razie nie czas na roztrząsanie rodzinnych problemów. Potem się nad tym zastanowi jednak to zdarzenie nie daje jej spokoju. Wraca do domu. Maria widzi, że córkę coś gnębi ale ta nic nie mówi, na razie musi uporać się z tym sama. Matka podejrzewa, że to referat tak przygnębia Anię. Proponuje jej pomoc- niech Ania jeszcze kilka razy powtórzy referat a Maria posłucha Dziewczyna odmawia. Wspomnienie o referacie przypomina jej przykre zdarzenie. Co będzie to będzie. Lepiej przygotujmy fajne ciuchy na wykłady i spotkania towarzyskie- prosi matkę.

Następnego dnia Ania wygłasza referat. Mówi głośno, pewnie i wyraźnie mimo swoich ograniczeń. Kiedy Ania kończy swój wykład na sali rozlegają się brawa. Obydwaj profesorowie uśmiechają się z sympatią i aprobatą. W kuluarach   kolega ojca nie daje za wygraną. Wypytuje szefa Ani czy rzeczywiście jest córką Tadeusza. Profesor nie kryje zdziwienia i oburzenia. Raz na zawsze rozwiewa wątpliwości. Tak Ania jest córką Tadeusza z pierwszego małżeństwa.


ROZDZIAŁ V

Nadchodzą wakacje. Ania oddycha z ulgą. Do października rany się zagoją. Na razie tatuńcio nie będzie do nich przyjeżdżał. Lato to okres wakacji studenckich ale także zamiera całkowicie życie na uczelniach w kołach i komitetach naukowych. Tadeusz nie ma więc potrzeby przyjeżdżać. Kontakty telefoniczne też nie będą częste bo Ania planuje urlop a i pewnie ojciec też gdzieś wyruszy z rodziną. Powoli Ania oswaja się z sytuacją, która ją spotkała w maju. Już może spokojnie o tym opowiedzieć mamie. Maria bardzo nerwowo i gwałtownie reaguje na opowieść córki. Nie może pogodzić się z tym, że Tadeusz tak bardzo krzywdzi własne dziecko choć zna tego człowieka lepiej niż jej córka. Ania o wielu rzeczach jeszcze nie wie choć doświadczenia ostatnich lat nieco już zburzyły wizerunek dobrego kochającego ojca.

Koniec wakacji. Znowu tatuńcio pojawia się w ich domu. Ania chętniej niż poprzednio przygotowuje w kuchni kolację i krząta się po domu zostawiając rodziców samych. Często prosi mamę aby towarzyszyła jej w czasie spotkań z ojcem. Po prostu tak jest łatwiej. Rozmawiają na różne tematy- o teatrze, pracy znajomych ze studiów. Ania się przysłuchuje rozmowie rodziców, czasami coś powie. Rzadko ma ochotę być z ojcem sam na sam. Marię bardzo męczą te wizyty. Chciałaby się położyć odpocząć ale obiecała córce i stara się dotrzymać obietnicy.

Pewnego dnia koszmar majowych dni powraca. Ania jeszcze raz rozmyśla nad tym co się wtedy zdarzyło. Słowa profesora wracają jak bumerang a ojciec właśnie zapowiedział swoją wizytę. Napięcie rośnie, wzbiera się fala niechęci do ojca. Jak przetrwa kolejne odwiedziny. Chyba tym razem wybuchnie. Dzwonek do drzwi i chłodniejsze niż zwykle powitanie.. Ojciec już od progu nie rozumie zachowania córki. Toczy się rozmowa o wszystkim i o niczym takie ble, ble, ble. Wreszcie Ania porusz temat majowego sympozjum. Ojciec ożywia się. Lubi rozmowy o zjazdach. Ania opowiada najpierw o referacie o przygotowaniach o ognisku i bankiecie w końcu porusza  zasadniczy temat. Tadeusz słucha uważnie , nie przerywa.. Na jego twarzy pojawia się charakterystyczny sarkastyczny uśmieszek. Ania zna ten wyraz twarzy ojca i nie znosi go.. Pojawia się on gdy coś nie jest po jego myśli, gdy ktoś wyraża bzdurne w jego pojęciu poglądy.  Wreszcie kończy opowieść. Ojciec przez chwilę nic nie mówi, zamyśla się w końcu kwituje całe zdarzenie- „Ach, Boże, Boże , muszę powiedzieć, że to wyjątkowo podły człowiek no cóż alkoholik”.

 Tylko tyle.   



Rozdział VI

MARIA ODCHODZI 


Maria podupada na zdrowiu. Rozpoznano u niej nieuleczalną chorobę. Będzie coraz słabsza i słabsza. Ania bardzo przeżywa diagnozę postawioną mamie. Maria pozostaje pod systematyczną opieką lekarzy. Teraz ich życie będzie się toczyło pomiędzy kolejnymi pobytami w instytucie. Maria martwi się o los swojej córki. Wie, że na pomoc byłego męża nie może liczyć. Dla Marii Ania wciąż jest małą dziewczynką. Nie wierzy w jej zaradność i dojrzałość. Walczy na przekór wszystkiemu aby zapewnić córce wsparcie gdy jej już nie będzie. Próbuje zjednać sobie bratanka Na próżno- układy rodzinne od dawna już szwankują. W tym czasie Ania poznaje Bartka.  Spotyka go w pracy. Wie, że jest wybitnym lekarzem. Korzystając z okazji wypytuje o szczegóły dotyczące choroby jej mamy. Bartek nie chcąc straszyć Ani bardzo oględnie opowiada o rokowaniach Z czasem spotykają się coraz częściej niby przypadkiem  Dobrze im ze sobą. Rozumieją i wspierają się nawzajem. Rodzi się między nimi prawdziwa przyjaźń a może nawet uczucie. Bartek wspiera Anię w chorobie mamy, odpowiada na wszystkie jej pytania odnośnie diagnozy i leczenia. Pięknego kwietniowego dnia Ania przywozi mamę na konsultacje do Bartka.  Obydwoje bardzo przypadają sobie do gustu. Bartek daje Marii numer swojej komórki i zapewnia, że może do niego dzwonić kiedy tylko będzie potrzebowała. Ania ,śmieje się, że jest zazdrosna o mamę. Maria bardzo chętnie i często dzwoni do Bartka nie tylko w sprawach medycznych. Rozmawiają o Ani jak ona sobie poradzi, gdy Marii już nie będzie. Bartek wierzy w Anie i zapewnia starszą panią że na pewno wszystko będzie dobrze. Nadchodzące święta wielkanocne to najszczęśliwsze święta od czasów gdy spędzała je z mamą w domu dziadków. Razem z Bartkiem odwiedzają znajomych i dzielą się jajkiem, Dają sobie nawzajem prezenty dla swoich mam. Niestety to ostatnie święta mamy Bartka. Bartek z końcem czerwca wyjeżdża do rodzinnego miasta żeby opiekować się chorą mamą. Ania bardzo przeżywa jego wyjazd choć mężczyzna zapewnia, że będą w kontakcie.  Po śmierci mamy Bartek zostaje w rodzinnym mieście. Mimo namowy przyjaciół nie chce wrócić do dawnej pracy na stałe ale czasami przyjeżdża na kilka dni bierze dyżury spotyka się z Anią. Ania dowiaduje się przypadkiem, że Bartek dziwnie się zachowuje. Martwi się o niego. Każe mu natychmiast przyjechać . Bartek cierpliwie wyjaśnia jej swoje zachowanie i uspakaja, że nic mu nie jest. Ania oddycha z ulgą ale wie, że musi nad nim czuwać i wspierać w trudnych chwilach po śmierci matki.

Kolejny trudny maj w życiu Ani. Mama trafia do szpitala, Na szczęście nie do instytutu . Ania po pracy biegnie do mamy każdego dnia. Stan Marii powoli ale systematycznie pogarsza się. Lekarze radzą żeby Ania oddała mamę do hospicjum ale ona upiera się. Zabierze mamę do domu. Jakoś sobie poradzi. Przez pierwsze 2   tygodnie bierze urlop i opiekuje się mamą praktycznie sama. Potem zatrudnia opiekunkę. Jest coraz ciężej. Bartek przerażony stanem starszej pani mobilizuje Anię do działania. Teraz on z kolei martwi się o nią. Załatwia miejsce w hospicjum- za późno. Maria umiera w domu.


ROZDZIAŁ VII

Po śmierci Marii Anią zajmują się jej przyjaciółki i przyjaciółka Marii. Jedna z nich zabiera Anię do siebie. Powiadamiają ojca. Tak, oczywiście przyjedzie następnego dnia popołudniu i zajmie się córką. Przyjaciółka zabiera Anię na spacer. I tak   trzeba wyprowadzić psa. Po powrocie mama przyjaciółki nakłania ją podstępem, żeby zadzwoniła do Bartka. W końcu Ania ulega namową przyszywanej cioci. Bartek słysząc przyjaciółkę domyśla się  co się stało. Uspokaja i opowiada co będzie czuła po kolei. Ania przerywa mu- Bartek, ja nie czuję że umarła moja mama czuje się jak na wakacjach! Dlaczego? Ja tak nie chce! To przecież moja mama. Bartek jeszcze raz cierpliwie tłumaczy to co jest teraz i co przyniosą nadchodzące dni i miesiące. Sam to niedawno  przechodził. Prosi Anię, żeby zadbała o psa. Zwierze też cierpi po stracie ukochanej pani.

W czasie choroby Mamy Ania nie pamięta , żeby ojciec jakoś szczególnie ją wspierał. Owszem, dzwonił i pytał jak sobie radzi ale nie były to częste telefony i raczej zdawkowe.

Następnego dnia po śmierci Marii przyjechał tatuńcio. Anka z tamtego okresu pamięta niewiele. Żyła jak w amoku. Już od miesiąca była na silnych lekach przeciwdepresyjnych żeby funkcjonować i zajmować się mamą. Pamięta tylko, że załatwiali jakieś formalności związane z pogrzebem, których nie zdążyła załatwić przyjaciółka Ani przed wyjazdem w delegację. W niedzielę poszli na obiad do siostry ojca. Ojciec dbał aby Anka trochę jadła i pilnował, żeby nie piła tyle kawy. A kawa dawała ukojenie. Anka po kryjomu przed ojcem piła kawę za kawą i łykała tabletki  przeciwdepresyjne. Te tabletki pozwoliły Ance funkcjonować po śmierci Matki. Po pogrzebie ojciec wyjechał i Anka została sama w pustym domu. Przyjaciele dbali o to żeby nie zostawała sama w weekendy. Pora roku , lato, sprzyjało wyjazdom za miasto i spacerom. Tyle spraw nie załatwionych zostawiła po sobie Maria. Anka zaczęła od uporządkowania spraw rodzinnych i majątkowych. Potem wyjechała na urlop. Tatuńcio zastanawiał się przez krótką chwilę czy nie powinien wyjechać z córką na urlop ale poczucie obowiązku wobec rodziny zwyciężyło i w końcu Anka pojechała do Hajduszo Boszlo sama [i]Nie był to dobry wybór chociaż Anka zawsze chciała tam pojechać. Za głośno i za bardzo rozrywkowo jak na tamten czas. Baseny wszelkiego rodzaju i głębokości też nie cieszyły. Nie miała siły pływać choć tak bardzo to lubi. Przesypiała całe dnie nad brzegiem basenu a wieczorami chodziła ulicami huczącymi od muzyki i płakała za mamą.  


ROZDZIAŁ VIII


Mijały kolejne tygodnie i zaczął się rok akademicki. Tatuńcio przyjeżdżał i zatrzymywał się u córki. Rzadko przychodził prosto z dworca. Najczęściej odwiedzał siostrę i szwagra a wieczorem przychodził nocować. Ania w zasadzie nie miała nic przeciwko temu. I tak brakowało im tematów do rozmów. Nie bawiły ją rozmowy o synu i wnuku ojca. Nie chciało jej się zwierzać przed ojcem co dalej. Nigdy nie miał wpływu na jej życie więc dlaczego teraz miałby w nim uczestniczyć. Czasami przed brakiem tematów do rozmów ratowali się rozmowami przez telefon. Ojciec rozmawiał przez komórkę ze swoją rodziną a Anka z Bartkiem lub przyjaciółkami. Tatuńcio chętnie przysłuchiwał się rozmowom Anki z Bartkiem. Dziwił go ich dobry kontakt. Anka śmiała się do słuchawki to znowu strofowała Bartka, że nie dba o siebie i za dużo pracuje. Żaliła się ojcu rano przy śniadaniu, że nie spała całą noc bo martwiła się o Bartka, że choruje.

Pewnej niedzieli wieczorem ojciec jak zwykle ściągnął na nocleg do domu Anki. Rano  rozeszli się do swoich obowiązków –Anka do pracy a ojciec  do siostry a potem na jakieś spotkanie naukowe. Anka po przyjeździe do pracy idąc korytarzem przewróciła się i złamała rękę. Już od dawna zdarzało jej się często upadać. Dawniej tak nie było. Zdarzało się, że się o coś potknęła i upadała kontrolując upadek. Teraz upadki były niekontrolowane dziwne, leciała całą siłą bezwładnie bez ewidentnej przyczyny. W konsekwencji doszło do skomplikowanego złamania łokcia. Wyjąca z bólu Anka zadzwoniła do cioci, żeby powiadomić co się stało. Może ojciec jakoś pomoże zmieni plany zostanie. Nic z tego jak zwykle musi radzić sobie sama. Złamanie wymaga leczenia operacyjnego. Przyjaciele organizują pomoc dla Anki. Ela zajmie się domem i samochodem a Bogusia zorganizuje, żeby Ankę operował najlepszy ortopeda w szpitalu. A ojciec…ojciec zadzwoni czy się wybudziła po operacji. Tydzień pobytu w szpitalu szybko mija, Anka ciągle ma gości- przyjaciół, współpracowników nawet dyrektor przyszedł zapytać czemu tak na rozrabiała. Przyjaciółki pomagają w ubieraniu, myciu i jedzeniu. Kierowniczka z drugiej pracy Ani bardzo ubolewa że na kilka tygodni straciła pracownika. Pyta czy może zadzwonić do Bartka, żeby ją zastąpił. Ania niechętnie się na to zgadza. Nie chce żeby Bartek wiedział, że złamała rękę. Pokłócili się kilka tygodni temu i Anka postanowiła zerwać z nim. Prosi więc szefową żeby powiedziała Bartkowi, że nie może pracować z powodów rodzinnych. Przyjaciele jednak informują Bartka co się stało. Z resztą trudno to było ukryć skoro Anka leży na oddziale przyjaciela Bartka. Bartek następnego dnia przyjeżdża i troskliwie zajmuje się przyjaciółką. Martwi się, że złamanie takie skomplikowane ale na szczęście ładnie zoperowane, Widział zdjęcia, jest dobrze.  Bartek podejmuje pracę w fundacji za Ankę. Dzięki temu często bywa u Ani. Przynosi różne smakołyki. Poinstruowany przez przyjaciela ortopedę robi opatrunki. Sam zdejmuje szwy żeby nie musiała jechać do szpitala.

Mijają kolejne tygodnie. Ania jest na zwolnieniu, tym razem legalnym bo trudno prowadzić samochód i pracować z ręką w gipsie. Tak niewiele tygodni minęło od śmierci mamy. Lepiej dla Anki żeby była wśród ludzi czymś się zajęła ale trudno musi radzić sobie inaczej. Jakoś to znosi, to siedzenie w domu. Przyjaciółki i Bartek odwiedzają ją i często do niej dzwonią. Ma też do pomocy gosposię, która robi zakupy i pomaga w trudnych dla Anki niektórych czynnościach.


ROZDZIAŁ IX


Ojciec podczas choroby Ani jakoś nie bywa u niej. Ciekawe, tak w środku roku akademickiego nie ma żadnych spotkań i konferencji. Owszem dzwoni czasem.

Nadchodzą święta, pierwsze święta po śmierci mamy. Anka już wie, że na rodzinę ze strony mamy nie może liczyć. Nie odezwali się ani razu , ale wie , że nie zostanie sama. Siostra ojca postanowiła wspólnie z całą rodziną , że teraz Anka dołączy do nich. Zawsze utrzymywali ze sobą kontakty. Dzwonili do siebie, spotykali się czasem i jeśli Ania ma być wdzięczna za coś ojcu to za dwie rzeczy- że zadbał aby znała jego rodzinę i że poradził aby w poszukiwaniu pracy udała się do jego znajomego- pana profesora.

Święta. Choinka a wokół niej na metr rozłożone prezenty. Ciepła, miła rodzinna atmosfera. Anka zna prawie wszystkich. Miała okazję poznać ich na urodzinach brata ciotecznego miesiąc wcześniej i na innych wcześniej spotkaniach rodzinnych. Kontakt z ciocią wujkiem i ciotecznym rodzeństwem miała od zawsze od kiedy tylko pamięta. Anka bardzo kochała dziadka, ojca Tadeusza. Ukochany dziadziuś jeździł z wnusią do sanatorium, chodził po górach, kupował cukierki dla wnusi. Niestety już dawno go nie ma. Umarł gdy Ania zdawała maturę. Tadeusz ani jego żona nie bywają na uroczystościach rodzinnych. Może za daleko. Tadeusz tylko raz przyjechał specjalnie do rodziny- na ślub brata ciotecznego Ani. Mama Ani śmiała się wtedy, że Ania ma okazję spędzić święta z tatuńciem- pierwsze od prawie czterdziestu lat.

Tadeusz zupełnie nie pasuje do rodziny. Anka przysłuchuje się rozmowom przy wigilijnym stole. Jest zachwycona atmosferą Nie pojmuje dlaczego ojciec jest inny, jakby z innego świata, innej rodziny. Dlaczego nie bywa na święta, przecież tu są wszyscy- wujostwo, ich dzieci, wnuki nawet ojciec i matka kuzynki którzy już nie są razem a ojciec ma drugą żonę i ona także zasiada przy wigilijnym stole. A jednak może być normalnie. Tak świątecznie i po ludzku.   


 ROZDZIAŁ XI

 

W styczniu   pojawia się tatuńcio. Znowu ma jakieś spotkanie czy konferencje. Anka po wypadku ciągle jeszcze jest na zwolnieniu. Podczas wizyty ojca Anię odwiedza koleżanka z którą dawno się nie widziały choć były zżyte pracując razem u pana profesora. Rozmawiają na temat  dalszych losów Ani. Koleżanka radzi aby Ania zastanowiła się nad zmianą domu. Mieszkanie byłoby dla Ani znacznie wygodniejsze niż dom. Ojciec przytakuje i też doradza zmianę lecz dla Ani na takie decyzje jest za wcześnie. Nie chce nawet o tym słyszeć. Gdy zostaje sama, chodzi po domu i płacze. Nie ruszę się stąd – mówi do siebie. To dom mojej mamy. Na szczęście jest ktoś kto ją rozumie- Bartek. On też broni domu swojej mamy jak twierdzy dlatego nie ma go tutaj. Rozmawiają o tym bardzo często i rozumieją siebie nawzajem. Ich znajomi nie mogą tego pojąć ale oni wiedzą , że to nie takie proste.

Późną wiosną przyjaciółka namawia Anię żeby pojechały obejrzeć mieszkanie, które chce sprzedać jej znajomy. Nie ma na to ochoty, nie chce nic zmieniać ale przyjaciółka nalega. Ania konsultuje się z Bartkiem, który radzi jej żeby potraktowała oglądanie mieszkania jako wizytę towarzyską. Słucha Bartka jak zawsze. To mądry facet. Ogląda mieszkanie i zachwyca się nim. Teraz przyznaje wszystkim rację, że to ma sens. Powoli Anka dojrzewa do zmian w swoim życiu. Postanawia zmienić mieszkanie . Argumenty przyjaciół i znajomych zaczynają do niej przemawiać. Kupuje nowe mieszkanie, jest ładne jasne ma dużo okien. Na kolejnym spotkaniu rodzinnym ustalają ,że rodzina jej pomoże załatwić sprawy od strony prawnej a cioteczna siostra zajmie się wykończeniem i urządzeniem mieszkania. Anka jest zdumiona, że ma tyle szczęścia w życiu. A może ktoś nad nią czuwa. Czyżby kochająca mama z oddali kieruje jej przyszłością. Po doświadczeniach z ojcem i rodziną mamy to wszystko jest niewiarygodne. A jednak są dobrzy ludzie na świecie. I to całkiem blisko.


ROZDZIAŁ XII

Trudno się rozstać z domem swojego dzieciństwa ale powoli trzeba się z tym pogodzić. Anka ma chwilę czasu. Nie pracuje chodzi na rehabilitacje bo bardzo dokucza jej kręgosłup. Porządkuje dom. Znowu nadchodzi kolejny znaczący maj w jej życiu. Długi weekend Ania przeznacza  na przeglądanie szuflad mamy. Znajduje tam różne ciekawe rzeczy- stare zdjęcia, listy, jakieś dokumenty. Anka zagłębia się w lekturę. Najpierw jej uwagę przyciągają dokumenty rozwodowe, wczytuje się w treść listów wymienianych między rodzicami w  tamtym czasie oraz listów od kochającego tatusia do swojej córeńki. Fu, obrzydliwość no cóż ale część tych faktów Ania już znała z opowieści mamy. Dużo ciekawsze wydają się Ani listy z okresu narzeczeństwa rodziców. Tadeusz w tamtym czasie chorował na gruźlicę . Często przebywał w sanatorium w Zakopanem. Nikt oprócz narzeczonej nie wiedział o jego chorobie. Maria często odwiedzała Tadeusza w sanatorium. Gdy nie byli razem pisali do siebie listy. Zbliżał się ich ślub. Tadeusz jako zatwardziały komunista nie mógł jawnie wziąć  ślubu kościelnego. Maria i jej rodzina bardzo nalegali na ślub kościelny więc narzeczeni postanowili wziąć go po kryjomu. Nie wiadomo dlaczego tych dwoje w ogóle się pobrało. Wszystko ich dzieliło. Jedno było zatwardziałym komunistą a drugie dzieckiem rzemieślnika tzw prywatnej inicjatywy która w tamtych czasach była tępiona przez komunizm. W jednym z listów Anka przeczytała zdanie „ wiedz Mario, że w moim życiu liczą się tylko dwie rzeczy- kariera i partia inne rzeczy schodzą na dalszy plan .” To zdanie zwaliło Ankę z nóg. Boże co ta mama zrobiła. Dlaczego wyszła za takiego człowieka. W tych listach za grosz czułości, miłości za to dużo podejrzeń i pretensji i jeszcze to- kariera i partia. Gdyby Anka była na miejscu Marii odwróciłaby się na pięcie i więcej nie spojrzała w stronę Tadeusza. Co nią kierowało, była ładna zgrabna, najładniejsza i najlepiej ubrana studentka na roku. Nie była przecież w ciąży więc dlaczego. Chęć mieszkania w stolicy była taka nęcąca. A może napór rodziców obu stron. Już Ania tego się nie dowie. Wszyscy umarli zabrali tajemnicę do grobu. Anka nie daje za wygraną. Dzwoni do cioci Basi, najlepszej przyjaciółki mamy z czasów studiów. Dowiaduje się, że mama miała wielu adoratorów całkiem fajnych chłopaków. W ogóle mieli taką swoją fajną paczkę, razem się uczyli i bawili Maria miała chłopaka Zdziśka. Byli bardzo w sobie zakochani. Z czasem do ich paczki przyplątał się Tadeusz i adorował Marię. Nie był lubiany przez przyjaciół. Ciocia Basia w tym czasie wyszła za mąż i wyjechała do Olsztyna. Maria zniknęła jej z oczu. Potem dowiedziała się, że wyszła za mąż za Tadeusza. Nie zaprosiła najbliższej przyjaciółki, nie zwierzyła się jej a były ze sobą tak blisko. Dlaczego zostawiła Zdziśka, czy dlatego, że podejrzewała go o nadużywanie alkoholu. Przecież Tadeusz pod tym względem też nie był święty.

Pod koniec majowego weekendu tatuńcio zapowiada swój przyjazd. Jak po takiej lekturze zniesie wizytę ojca tym bardziej że ojciec przyjeżdża na dłużej. Anka zwierza się przyjaciółce i oczekuje jakiejś rady ale Bogusia nie wie co ma jej radzić. Musi jakoś to przetrwać. Wieczorem dzwoni ojciec., Mówi, że jest chory. Cień nadziei, nie przyjedzie. Nie, przyjedzie tylko nie będzie odwiedzał rodziny, żeby nie zarażać. Ani robi się przykro, to dba o resztę rodziny a ona to co, może się zarazić byle inni byli zdrowi. Jest jeszcze bardziej wściekła na tatuńcia ale nic nie mówi bo co tu powiedzieć.

Ania jeszcze chodzi na rehabilitację. Z kręgosłupem nie jest lepiej a wręcz gorzej. Ojciec też czuje się źle, kaszle. Obydwoje nie mają za dużo zajęć poza domem więc dużo czasu spędzają razem. Anię ratuje książka „ Dom nad rozlewiskiem” oraz rozmowy przez telefon z Bartkiem. Teraz potrzebuje dużo czułości i serca. Bartek słyszy przez telefon, że ktoś bardzo kaszle. Pyta więc Anię kto to. Ojciec- odpowiada- przyjechał na tydzień i jest strasznie przeziębiony. Bartek prosi Anię, żeby zajęła się ojcem, może jakiś miód z mlekiem albo syrop. Ania odpowiada cicho i niepewnie bo co tu powiedzieć ukochanemu mężczyźnie. Relacje z ojcem to jedyna rzecz o której nie wie Bartek. Nigdy o tym nie rozmawiali. Może nie było okazji a może wstydziła się że im się nie układa,  może  nie chciała wtajemniczać wrażliwego mężczyznę w ponure zakamarki swojego życia.

Mijają kolejne trudne dni. Ania martwi się swoimi dolegliwościami. Nie może wstać rano z łóżka bo tak boli a tu czas kończyć rehabilitację i wracać do pracy. Gdyby nie było ojca poszłaby jeszcze na kriokomorę może byłoby lepiej ale nie chce się narażać tym bardziej, że ojciec kwituje jej dolegliwości stwierdzeniem, że jego też boli.   Dorosła już kobieta liczy się ze zdaniem ojca, takiego ojca, po co? Żeby się nie narażać


ROZDAIAŁ XIII


Maria nie dożyła okrągłej rocznicy urodzin Anki. Minęło półtora roku od jej śmierci. Anka wdzięczna rodzinie ojca za dobroć i serce okazane po śmierci mamy postanawia urządzić przyjęcie urodzinowe u siebie w domu. Zaprasza wszystkich, którzy zazwyczaj bywają na rodzinnych uroczystościach.  Tatuńcio zawsze pamięta o świętach, urodzinach i innych okazjach w rodzinie. Dzwoni, składa życzenia. Nikt w zasadzie nie oczekuje od niego więcej. Wiadomo, rodzina, obowiązki no i ta odległość która ich dzieli. Tym razem tatuńcio zapowiada swój przyjazd. Dla niego wydaje się to oczywiste. Jakżeby  mógł nie wziąć udziału w imprezie z okazji okrągłej rocznicy urodzin swojej córki. Ma przyjechać specjalnie na tą okazję. Zaraz, zaraz , który to raz w życiu Anki- drugi, trzeci, najwyżej czwarty. Komunia, operacja wyrostka, śmierć Marii. Tak zgadza się – czwarty raz. Ku zaskoczeniu całej rodziny Tadeusz przyjeżdża z żoną. Anka i Ewa poznały się wcześniej tuż po śmierci mamy Ani w czasie wizyty u cioci. Anka badawczo przypatrywała się Ewie. Zwyczajna nawet w pierwszej chwili miła kobieta. Może trochę mało atrakcyjna jak na wymagania Anki.  Wcześniej jeszcze za życia mamy Anka często rozmawiała z ciocią na temat żony ojca. Ciocia skarżyła się, że jest mało rodzinna i serdeczna. Tłumaczyła Ance, że jest to kobieta która nie toleruje innych kobiet w swoim otoczeniu. Dlatego ojciec pod jej wpływem tak się zachowuje. Może gdyby Ania była chłopcem jej kontakty z ojcem i jego żoną układałyby się inaczej, normalniej jak w innych rozdzielonych rodzinach.

Tuż przed urodzinami ciocia zaskoczona sytuacją pyta Anię czy ojciec  uzgodnił z Anią, że przyjeżdża z żoną. Ciocia nie wie, że Tadeusz takich rzeczy nigdy z Anią ani z jej mamą nie uzgadniał. On robi to co chce i tak jak jemu jest wygodnie. Nie liczy się z niczyimi uczuciami i potrzebami.

Mimo obecności Ewy urodziny przebiegają w miłej atmosferze. Anka naprawdę dobrze się czuje w towarzystwie rodziny cioci. Ewa ją nie obchodzi. Nie żywi do niej ani dobrych ani złych uczuć. Obojętność- to jedyne uczucie jakie ma dla Ewy.

Kolejne spotkanie z Ewą skłoniło Ankę do głębszych refleksji na  jej temat. Było niedzielne listopadowe późne popołudnie. Ciocia zaprosiła Ankę na niedzielny obiad z okazji przyjazdu ojca i Ewy. Anka jakoś nie mogła się wygrzebać. Zmieniała dwa razy ubranie żeby dobrze wyglądać. W końcu zrobiło się późno. Zadzwoniła do ojca z przystanku żeby mu powiedzieć się trochę spóźni, żeby uprzedził ciocię.  W słuchawce usłyszała zirytowany niemiły głos ojca. Ojciec źle słyszy dlatego często ich rozmowy są takie irytujące i mało sympatyczne ale to nie jedyny powód. Nie dogadawszy się z ojcem zadzwoniła do cioci i uprzedziła o spóźnieniu. Zdążyła jednak dotrzeć do wujostwa przed ojcem. Ucieszyła się bo chciała poradzić się wuja w sprawie sprzedaży domu. Zdążyli jeszcze porozmawiać we troje zanim zjawił się ojciec z Ewą. Podano do stołu. Wódeczka, wino i naleweczki towarzyszyły całemu posiłkowi. No i opowieści o wspaniałym synu i wnuku. Ojciec chwalił się zdolnościami i wyjątkowymi cechami charakteru syna. Uczciwy, wspaniały prawy człowiek i lekarz. Ewa roztkliwiała się nad zaradnością i pracowitością wnuka który aktualnie mieszka i studiuje w Niemczech po rozwodzie swoich rodziców. Anka słuchała tych opowieści, patrzyła na ilości pochłanianego przez Ewę alkoholu, słuchała opowiadanych przez nią kawałów i czuła niesmak. Nie lubi takich kobiet. Mama była delikatną wrażliwą subtelną kobietą. Ciocia zaś mimo swoich ponad osiemdziesięciu lat jest elegancką zadbaną kobietą. Jest kulturalna i taktowna.

Robiło się późno. Goście zaczęli się zbierać. Wuj zamówił Ance taksówkę. Wyszli wszyscy razem. Chłodne pożegnanie przed klatką i troskliwe pytanie Ewy czy Anka sobie poradzi czy może zaczekać z nią na taksówkę. Chodźmy do metra , ona poradzi sobie sama zawyrokował oszołomiony alkoholem tatuńcio. Pobiegli jak para zakochanych gołąbków w stronę metra. Anka została sama na prawie pustej ulicy. Poszła w kierunku gdzie miała czekać taksówka. Stała tam kilkanaście minut a taxi nie było. Zaczęła się bać. Na ulicy pojedyncze osoby, nastolatki, osoby z psami, osoby pod wpływem alkoholu. Strach mieszał się z wściekłością- na ojca na samotność. Na życie. Wreszcie odnalazła taksówkę i wróciła do domu. Było jej przykro. Zaczęła się zastanawiać nad postępowaniem ojca. Czy tak się zachowują ojcowie? Czy tak się zachowuje męższczyzna w stosunku do kobiety. Zadzwonił przyjaciel. Anka zwierzyła mu się z zaistniałej sytuacji. Robert początkowo bronił ojca ale jednocześnie przyznał, że sytuacja była niebezpieczna i mogło  Ance coś złego się przytrafić. Po raz kolejny ojciec zawiódł. Czy każdemu spotkaniu z ojcem ma towarzyszyć rozczarowanie i niesmak. Anka tak nie chce. Chciałaby coś z tym zrobić ale nie ma pomysłu jak. A może nie ma racji. A może brakuje jej miłości i serca dla ojca. Każde jego zachowanie źle odbiera bo jest do niego uprzedzona. Może wina leży po jej stronie. Żeby się upewnić rozmawia z przyjaciółką i opowiada o tamtym wieczorze. Znają się od lat. Hanka też dużo w życiu przeszła. Ania rozmawia z nią otwarcie i szczerze. Obie wiedzą, że różnie w życiu bywa. Ania otwarcie pyta Hankę czy jej tata tak by zrobił. Hanka ma pewność- jej ojciec nigdy by tak nie zrobił, nie naraziłby jej na niebezpieczeństwo. Upewniłby się czy wsiadła do taksówki i czy dojechała bezpiecznie do domu.

Kolejne zdarzenie potęguje niechęć do własnego ojca. Jak tak dalej żyć. Teraz każdy telefon, każde zamienione zdanie z ojcem jest problemem. Już dłużej tak nie może , nie wytrzyma.

Ojciec w swoim mniemaniu interesuje się losem córki. Pewnie trudno mu to przyznać ale wie dobrze, że Maria całkowicie poświęciła swoje życie córce w przeciwieństwie do niego.  On zawsze uciekał byle jak najdalej od nich, od obowiązku od odpowiedzialności. Teraz po śmierci Marii dzwoni regularnie w każdy weekend. Czyżby to wyrzuty sumienia starego człowieka. Czy tymi telefonami chce zagłuszyć sumienie. Pewnie mu lżej bo przecież dzwoni, interesuje się, otacza opieką samotną niepełnosprawną córkę. Tylko Ani jest coraz ciężej. Nie potrzebuje tych telefonów. Każdy z nich wywołuje niechęć. Czasem trzy cztery minuty są dla niej wiecznością. Tłumaczy sobie , że to tylko chwila, że zaraz może o tym zapomnieć zająć się czymś innym, na próżno, negatywne uczucia narasta  


ROZDZIAŁ XIV

Wigilia następnego roku. Wszyscy są jacyś podenerwowani. Anka pakuje ostatnie prezenty i stroi się na wigilijne przyjęcie. Komórka dzwoni ale Ania  jest zajęta a to siedzi w łazience a to maluje paznokcie. Coś jej znowu nie pasuje w ubiorze więc zmienia dobiera. Wreszcie jest gotowa. Wyrusza do brata ciotecznego na wigilijne spotkanie. Jak zawsze ma kłopoty z parkowaniem samochodu pod domem Piotra. Prosi brata żeby zszedł i jej pomógł. Okazuje się, że oboje jakoś sobie nie radzą, nie ma miejsc. W końcu udaje im się ale są zestresowani całą tą sytuacją. Przed dzieleniem się opłatkiem w salonie jest gwarno. Czekają na spóźnialskich, rozmawiają. Anka rozmawia z ciocią i Dominiką, wnuczką cioci. Obgadują panią do sprzątania która ostatnio sprząta u Anki i u cioci. Z oddali słychać dzwonek komórki. Po chwili Anka uświadamia sobie, że to jej komórka dzwoni. Nie chce jej się wstać, tak przyjemnie  się rozmawia. To moja komórka, ale to pewnie tylko ojciec- wyrywa się Ani. Ciocia jest w szoku. Dlaczego nie odbierasz- strofuje Anię. W ogóle powinnaś pierwsza zadzwonić do ojca z życzeniami. Tak powinno być – młodszy pamięta o starszym, córka o ojcu itd. Itd. .Anka dobrze o tym wie, że tak powinno być. Tak uczyła mama i babcia. Ania zawsze pamiętała o wszelkich okazjach Jako dziecko robiła laurki, pisała wierszyki, składała życzenia. Tylko ostatnio nie ma ochoty rozmawiać z ojcem. Wstaje jednak niespiesznie z sofy i szuka komórki. Ojciec w tym czasie rozłącza się więc Anka dla świętego spokoju oddzwania i składa życzenia potem ochoczo oddaje komórkę bratu.

Anka zdaje sobie sprawę z tego, że ciocia ma racje. Nie ma o to do niej żalu. Głupio jej, że nie jest w stanie radośnie złożyć życzeń swojemu ojcu. Chciałaby, żeby było inaczej. Słowa cioci robią swoje. Pierwszy dzień świąt nie jest dniem radosnym dla Anki. Rozpamiętuje wczorajszy dzień. Było inaczej niż co roku. Wyczuwało się napięcie. Ciocia strofowała nie tylko Anię, dostało się wszystkim dzieciom ale mimo to było rodzinnie i odświętnie.

Samotny świąteczny dzień nie nastraja optymistycznie. Bartek nawet nie zadzwonił. To jeszcze bardziej przygnębia Anię. Snuje się po domu, ogląda telewizje. Rodzinne wigilie trwają do późna w noc więc pierwszego dnia wszyscy odpoczywają. Monotonię świątecznego dnia przerywa telefon.  Dzwoni ojciec i od razu wyczuwa zły nastrój córki.  Anka nie kryje przyczyny. Uświadamia ojcu, że doskonale wie jakie są obowiązki córki i młodszego względem starszego ale i tak od lat to ojciec składa życzenia i przykro jej, że ciocia uważa inaczej. Ojciec stara się łagodzić sytuacje ale córka nie daje za wygraną. Nagle słyszy w słuchawce- córeczko, uwierz mi naprawdę cię kocham. Nie robi to na niej wrażenia. Ma ochotę powiedzieć- a ja ciebie nie kocham, ale nie mówi nic. Milczenie jest odpowiedzią.


ROZDZIAŁ XV

Jest wczesna wiosna. Anka czuje się bardzo zmęczona. Dwa domy na głowie , praca, kłopoty związane ze sprzedażą domu wykańczają ją kompletnie. Jest kryzys finansowy. Trudno teraz sprzedać dom a pieniądze kończą się. Jest załamana , martwi się. Bartek od pewnego czasu już jej nie pomaga. Nie rozmawiają ze sobą od dawna. Niby nic się nie stało. Gdy był ostatnio mieli bardzo mało czasu dla siebie. On odwiedzał przyjaciół potem wpadł do Ani na chwilę do pracy. Jak zwykle czuły i zatroskany. Zmartwił się,  że Ania ma kłopoty zdrowotne i źle wygląda. Nie dane im było spędzić więcej czasu ze sobą. Ona miała umówione spotkanie z klientem on spieszył się odwiedzić swoje dawne pacjentki. Nie mogła pójść z nim bo w domu czekały obowiązki. Wieczorem wysłała mu SMSa dziękując że znalazł czas żeby ją odwiedzić. Oddzwonił. Był zadowolony ze spotkania, i żałował, że widzieli się tak krótko. Bartek rzadko znajduje SMSy w swojej komórce. Przyznaje się, że jakoś mu nie idzie odbieranie SMSów. Ten jakimś cudem odebrał. Ani było bardzo miło Może jednak choć trochę ją lubi. W ciągu tych krótkich chwil razem okazali sobie wiele czułości. Może to po prostu brak czasu i poważne kłopoty obojga tak ich rozdzieliły .Ani coraz bardziej brakuje Bartka . Był takim antidotum na złe stosunki z ojcem, zapewnieniem, że świat nie jest taki zły. Tylko dzięki Bartkowi przetrwała po śmierci ukochanej mamy. Teraz już dalej musi radzić sobie sama. To wszystko dalej nie ma sensu. Ma za dużo problemów sama i już by nie udźwignęła kłopotów Bartka. Z resztą on już nie chce jej pomocy.  

Pewnego dnia wieczorem dzwoni telefon. To Ala dawna przyjaciółka Ani ze studenckich czasów. Nalega na spotkanie, chce koniecznie zobaczyć się z Anką Ania bardzo zmęczona i przygnębiona problemami jednak zaprasza Alę  do siebie. Rozmawiają jak zawsze o wszystkim. Nie mają przed sobą tajemnic. W gruncie rzeczy Ania jest zadowolona ze spotkania z przyjaciółką. Sielankę przerywa telefon. Dzwoni tatuńcio i zapowiada swój przyjazd.  Anka posmutniała. Nie ma ochoty na kolejne spotkanie z tatuńciem, Jest na to za bardzo zmęczona i ma za dużo problemów a on i tak nie pomoże. W dodatku poniedziałek ma bardzo wypełniony różnymi zajęciami- praca, wizyta u dentystki. Umawia się z ojcem na wieczór. Pasuje jej to. Ojciec przyjdzie po wizycie u siostry , będzie najedzony. Nie będzie musiała robić kolacji- herbata i owoce wystarczą a i na rozmowę nie będzie za wiele czasu. Będzie bardzo zmęczona i wcześniej położą się spać. Jednak sama świadomość , że znowu przyjeżdża ojciec psuje Ani cały weekend. Jak miło by było wrócić po pracy i po wizycie u stomatologa i po prostu odpocząć a tu taki kłopotliwy gość. Rzeczywiście tatuńcio zjawia się wieczorem, jest najedzony. Ania proponuje ojcu herbatę i winogrona. Rozmawiają jak zwykle kurtuazyjnie o wszystkim i o niczym. Ojciec jest chory. To coś poważnego ale ten uparty i twardy mężczyzna nie wiele o tym mówi. Anka raczej się domyśla po objawach i sposobie leczenia niż dowiaduje od ojca jaka to choroba. Trudno, tak już jest. Starsi ludzie zwykle na coś chorują. Anka wysłuchuje opowieści ojca o chorobie jak lekarz nie jak córka, bez emocji. Czy kiedyś będzie miała wyrzuty sumienia, że nie potrafiła zachować się jak córka- zastanawia się. Jeśli tak to trudno w tej chwili nie potrafi inaczej. Bardzo przeżywała chorobę i śmierć mamy. Musiała i chciała się nią opiekować do końca. Była jej to winna za tyle lat poświęceń i wyrzeczeń. To dzięki mamie jest kimś, radzi sobie sama w życiu. Ma dobry zawód pozycję, jest niezależna finansowo. A ojciec, cóż ojciec. Nie zawdzięcza mu prawie nic. Tak naprawdę nigdy o nią nie dbał, nigdy mu na niej nie zależało. Bywało, że się do niej nie przyznawał a nawet wypierał. Ma żonę i syna. Anka czuje się wolna. Nie musi się przejmować ani zajmować ojcem. A jednak sumienie nie daje jej spokoju. Chciałaby , żeby ojciec kiedyś się dowiedział co czuje do ojca o co ma żal i dlaczego kolejna jego wizyta sprawia jej ból. Chciałaby wiedzieć coś co od dawna nie daje jej spokoju. Chciałaby bliżej poznać ojca, dlaczego skończył medycynę, tak trudne przecież studia a zajął się zupełnie czym innym. Dlaczego w końcu poświęcił się etyce i czy miał do tego moralne prawo. Czy etyk ma prawo krzywdzić swoje własne dziecko. Tego Ania od dawna nie może wybaczyć ojcu. Wolałaby żeby tatuńcio zajmował się historią medycyny, pisał książki z tej dziedziny a etykę zostawił ludziom prawym i uczciwym a przede wszystkim uczuciowym i życzliwym dla innych. Nie przeczytała ani jednej książki ojca. Nie chciała. Żal do ojca sięgnął zenitu. Niby nic szczególnego się nie wydarzyło podczas ostatniej wizyty a jednak niechęć i złość w stosunku do ojca jeszcze bardziej narosły. Gdy odprowadzał ją rano do samochodu Ance przemknęła myśl- a może to ostatni raz. Mimo to nie zaznała zwykle odczuwanych w takiej sytuacji uczuć- tęsknoty, żalu, miłości. Poczuła to co zawsze- ulgę .  


ROZDZIAŁ XVI


Minęło kolejnych kilka miesięcy. W tym czasie Anka wreszcie sprzedała dom i przeprowadziła się do nowego jeszcze nie wykończonego mieszkania. Uspokoiła się. Przeprowadzkę i likwidację domu, której tak się obawiała ma już za sobą. Teraz zacznie żyć spokojniej. Poukłada i uprości wszystkie urzędowe sprawy. Więcej czasu przeznaczy na przyjemności i kontakty towarzyskie. Może znowu nawiąże kontakt z Bartkiem. Może powróci między nimi dawna bliskość. W wigilię Bożego Narodzenia Ania krząta się po nowym domy. Kończy ostatnie przedświąteczne porządki, przygotowuje się do wigilijnej kolacji. W tym roku jest trochę inaczej. Wigilię spędzi u cioci z całą resztą rodziny. Brat cioteczny rozstaje się ze swoją żoną i stąd ta zmiana. Anka ma więc do pokonania nową trasę z domu do Warszawy do domu cioci. Okrężną drogą dociera do celu. Przypomniawszy sobie problemy z poprzedniego roku postanawia zadzwonić do ojca, złożyć życzenia i zapytać czy jego zdaniem zaparkowała na właściwej  ulicy. Ojciec już zasiadł do wigilijnego stołu więc i Anka postanawia  skierować się do domu cioci. U cioci jest ciasno i wyczuwa się napiętą atmosferę . Są już wszyscy oprócz brata z rodziną. Wszyscy oczekują na nich w napięciu. Nie wiadomo czy dotrą w komplecie. Wreszcie są wszyscy. Wujek przed dzieleniem się opłatkiem jako gospodarz domu wygłasza mowę. Dużo mówi o miłości i rodzinie. Podkreśla ważność wzajemnego szacunku i miłości. Wnuk znudzony wypowiedzią dziadka ponagla go i krytykuje. Wreszcie chwila życzeń i dzielenia się opłatkiem. Skłócone małżeństwo nawet przy opłatku nie potrafi wyluzować. Ance kraje się serce gdy patrzy na brata. Jest smutny i przygnębiony. Przytula się do niego chcąc go pocieszyć. Widok cierpiącego mężczyzny działa na Ankę w szczególny sposób. Ileż to razy patrzyła na cierpiącego Bartka i nie umiała mu pomóc. Czuła się bezradna i cierpiała razem z nim. Teraz czuje się tak samo. Patrzy na całą trójkę, szokuje ją zachowanie Hani i jej syna a przygnębia widok cierpiącego brata. Miła atmosfera powraca dopiero przy choince i przy rozdawaniu  prezentów. Podarunki od św. Mikołaja na chwilę odwracają uwagę od problemów. Kolędowanie też sprzyja odprężeniu. Przed pasterką wszyscy rozchodzą się do domów. W pierwszy dzień świąt wszyscy odpoczywają. W tym roku  święta są długie. W trzeci dzień świąt Anka zaprasza wujostwo do siebie.  Zaprasza też brata ale Piotr upiera się, że posiedzi sam w domu. Uważa, że jak zaczną chodzić osobno swoimi drogami to jego małżeństwo się rozpadnie. W końcu spotykają się w piątkę u Anki w domu- wujostwo i cioteczne rodzeństwo. Cioci i wujkowi podoba się mieszkanie Ani. Wreszcie są spokojni, że jest bezpieczna. Ścisłe rodzinne grono sprzyja rozmowom na temat małżeństwa Piotra. Anka bardzo lubi Hanię. Przyjaźniły się od zawsze. Hanka zadbała o to żeby Anka dowiedziała się od niej o tym, że odchodzi od Piotra. Spotkały się przed świętami. Argumenty  Hani co do powodu rozstania nie przekonały Anki. Mimo wielkiej sympatii dla Hani Anka solidaryzuje się z bratem.

Sylwester. Anka w tym roku nawet nie próbowała zorganizować sobie sylwestra. Czuła się zmęczona i chciała odpocząć w samotności. Odkąd się przeprowadziła i tak wiodła towarzyskie życie.  Wprawdzie myślała, że pierwszym gościem w nowym domu będzie Bogusia ale przeprowadzka zniszczyła długoletnią przyjaźń. Mimo to na brak towarzyskich wizyt nie mogła narzekać. Postanowiła spędzić ten wieczór samotnie a rekompensatą miał być noworoczny obiad u przyjaciółki i wieczorna rozmowa z Bartkiem. Przygotowała sobie świąteczną kolację i zasiadła przed telewizorem. Kilaka rozmów telefonicznych i smsów z życzeniami. Już dzisiaj  nie pamięta dlaczego nie odebrała telefonu od ojca i czy rozmawiali w sylwestra. Tak, rozmawiali, życzyli sobie przede wszystkim zdrowia. Pierwszy dzień nowego roku upłynął bardzo miło. Ania piechotą poszła do przyjaciółki na obiad- a jednak można w małym mieście nie używać samochodu. Był piękny zimowy dzień. Wieczorem rozmowa z Bartkiem. Opowiadali sobie jak każde z nich spędziło sylwestra. Anka była zazdrosna, że Bartek gdzieś baluje poza domem ale okazało się, że nie skorzystał z żadnej propozycji i też odpoczywał w domu. Mijały kolejne dni nowego roku. Anka postanowiła, że ten rok będzie inny lepszy. Zaczęła z przyjaciółmi chodzić na basen. Poszła na długi spacer uprawiając nordic-walking. Zaczęła dostrzegać uroki podwarszawskiego kurortu. Śnieg, rzeczka skuta lodem, kaczki i łabędzie. Przez chwilę poczuła się jak na urlopie. Jak szkoda, że następnego dnia trzeba iść do pracy.  W poniedziałek wieczorem zadzwoniła Ewa- żona ojca i powiedziała, że ojciec w nowy rok dostał udaru mózgu. Nie potrafiła fachowo odpowiedzieć na zadane przez Ankę pytania. Następnego dnia zadzwonił Witek- adoptowany syn ojca i przekazał więcej medycznych wiadomości na temat zdrowia ojca. Jego zdaniem stan poprawiał się. Sądząc po diagnozie i miejscu udaru Anka nie była aż taką optymistką jak reszta rodziny. We czwartek rano jak zwykle Ania wstała o 6 rano i szykowała się do pracy. O 7 rano zadzwoniła komórka. Telefon o tej porze nie wróży nic dobrego. Odebrała i usłyszała zapłakany kobiecy głos. To Dorota- żona Witka poinformowała ją o śmierci ojca. Potem zadzwonił Witek i równie zapłakany przekazał wiadomość. Anka odczekała chwilę, dokończyła poranny makijaż i zadzwoniła do ciotecznej siostry z tą wiadomością. Najbardziej martwiła się o ciocię- siostrę ojca. Obie z cioteczną siostrą ustaliły że ciocia nie może dowiedzieć się tego przez telefon. Jest starsza, choruje na serce. Ustaliły, że Iwonka zrobi to osobiście. Dopiero podczas rozmowy z siostrą Anka rozpłakała się nie tyle z żalu co z emocji. Ustaliły, że pojadą na pogrzeb we trójkę – Anka, Iwona i Piotr. Iwona przejęła pałeczkę organizacji pogrzebu i wyjazdu do Szczecina. Szczegóły organizacji ich przyjazdu konsultowała z Witkiem. Zamawiała nekrologi i wiązanki i hotel. Co do wiązanki konsultowała się z Anką. Ance było wszystko jedno. Była przerażona tą podróżą. Takie mrozy. Pociągi mają kilkugodzinne opóźnienia i jeszcze te okoliczności wyjazdu. Iwona ułożyła treść na szarfie wiązanki Anki. Kochanemu Tatusiowi córka. Ance przez chwilę przez myśl przeszło, że może tak nie pisać ale nie chciało jej się tłumaczyć Iwonie dlaczego więc się zgodziła. To nie był czas na wyjaśnianie siostrze dlaczego lepiej tak nie pisać. Zajęła się przygotowaniem do wyjazdu. Musi przecież załatwić psu opiekę oraz pojechać do weterynarza po leki. Pies ukochanej Mamy osiągnął sędziwy wiek. Wreszcie Anka dopięła na ostatni guzik sprawy organizacyjne i wszyscy troje wyruszyli do Szczecina. 

W sobotę przed wyjazdem wpadła do Anki Hanka , tym razem legalnie za przyzwoleniem Piotra. Zjadły razem obiad. Hanka postanowiła przygotować Ankę na wszelkie ewentualności. Nie wiadomo co „rodzinka” wymyśli, Rozmowa z Hanką jeszcze bardziej wystraszyła Ankę. Ania marzyła tylko o tym żeby już było po wszystkim. Niestety  wszystko jeszcze przed nią, trudy podróży i pogrzeb.

Podróż do  Szczecina nie była uciążliwa. Wagon wygodny a opóźnienie niewielkie. Piotr spał a one gadały, czytały prasę, bawiły się komórką. W Szczecinie powitał ich Witek i odwiózł do hotelu. Opowiedział o ostatnich chwilach życia ojca i o przebiegu planowanej uroczystości. Rano przyjechał po nich i zabrał ich na tzw. Okazanie. Kaplica, muzyka w tle i zwłoki w otwartej trumnie, najbliższa rodzina wokół. Anka kurczowo trzymała się Piotra, miała ochotę podejść do ojca ostatni raz. Bała się podejść sama. Rodzeństwo wyczuło jej potrzeby i Piotr poszedł z nią.

Po okazaniu była kremacja więc wszyscy  udali się do domu Witka i Doroty. Wszyscy usiedli do stołu. Zwykłe rozmowy tak jak zawsze w takich okolicznościach- wspominanie zmarłego wyliczanie jego zalet i zasług, smutek i żal. Anka przysłuchiwała się tym opowieściom i żałowała, że nie znała takiego ojca. Ciepły, dobry, kochający, wzorowy mąż i ojciec. Wielki humanista i człowiek wychowawca młodzieży założyciel dziecięcego hospicjum. Dlaczego jej obraz ojca tak bardzo różni się od tego jakim wiedzieli go inni. Może tego wielkiego serca nie starczyło już dla córki. Zabrały  je dzieci i młodzież, wychowankowie i studenci oraz „najbliższa” rodzina.

O 14 wszyscy wyruszyli na pogrzeb. Przed kościołem Dorota dała Ance jej wiązankę. Ładna z białych kalii. Gdy zorientowała się, że Ance ciężko sama położyła ją w kościele. Pierwszym zaskoczeniem dla Anki był katolicki pogrzeb. Jak to przecież ojciec był ateistą. Drwił z katolickich obrządków. No tak, nie ma już PZPR  a kariera i sława już osiągnięta. Nie zaszkodzi zasłużyć sobie na miejsce w niebie.  Przy urnie w okolicach grobu następna uroczystość. Przemawiają zaprzyjaźnieni księża, rektor, i Piotr w imieniu rodziny. Znowu pochwalne hymny na cześć zmarłego profesora. Anki uwagę zwraca brak jej wiązanki przy urnie. Jest wiązanka od żony, syna z rodziną i od siostry z rodziną. W sercu Ani smutek miesza się z wściekłością. A więc to tak. Potwierdza się. W Szczecinie Tadeusz nie miał córki, miał tylko syna. Wraca jak bumerang wspomnienie z sympozjum. Znowu wracają słowa- ależ profesor nie ma córki ma tylko syna. Anka intuicyjnie podczas spotkań i uroczystości nie afiszowała się, że jest córką Tadeusza. Zawsze na uboczu na dystans. Nie sprawiała ojcu kłopotów za życia, nie chciała robić tego po śmierci.

Po pogrzebie stypa- na szczęście w formie do przyjęcia w kameralnej kawiarni uniwersyteckiej. Stoły rozstawione jak w dzień powszedni zapewniają kameralną atmosferę i anonimowość. Rodzeństwo zaplanowało powrót do hotelu ale Dorota nalega i zaprasza do siebie. Znowu niekończące się opowieści o wspaniałym człowieku. Dobrze by było mieć takiego ojca i być z niego dumnym. Anka inaczej odbiera zasługi ojca. Robił to wszystko dla blichtru , na pokaz dla sławy. Był próżny. Zawsze dążył do zaszczytów i sławy nie ważne za jaką cenę. Nie wypierał się tego przynajmniej na początku kiedy uprzedzał narzeczoną, że nic nie jest ważne tak jak kariera i partia- przepustka do kariery. Realizował to konsekwentnie przez całe swoje życie. Osiągnął swój cel- umarł jako człowiek powszechnie szanowany, wielce zasłużony- etyk, moralista wychowawca wielu pokoleń lekarzy. Czy to na pewno ojciec Anki. A może trafiła na pogrzeb zupełnie kogoś innego. Dlaczego nie było jej dane poznać takiego ojca. Dlaczego odbierała go jako człowieka antypatycznego, oschłego, oceniającego surowo a nie kochającego. Taki właśnie był dla niej .Może nawet próbował być inny po śmierci Marii ale skutek był odwrotny. Był nieudolny w tym działaniu. Nie zbliżyli się do siebie a wręcz oddalali się z każdą kolejną wizytą ojca. W niczym konkretnym nie pomógł nic nie doradził. Patrzył z boku czy Anka sobie poradzi. A ona, no cóż już się nauczyła przez wiele lat że nie może na niego liczyć tak samo jak jej mama.

W domu a potem przy urnie ostatnie zdjęcie ojca. Wszyscy zachwycają się, że takie naturalne charakterystyczne dla tego człowieka. Anka znowu widzi co innego niż wszyscy. Czy tak wygląda sympatyczny człowiek z grymasem złości i napięcia na twarzy. A aa, pewnie to wyraz pasji i zaangażowania tylko w co- w ideały które wyznawał tylko na wykładach dla studentów.

Rano cała trójka wraca do Warszawy. Uf już po wszystkim. Jeszcze tylko odbierze samochód i psa i odwiezie Piotra do domu. Po drodze rozmawiają. O Hani, o Adasiu. Rozmowę  przerywają dzwoniący co chwila klienci- jest znanym adwokatem. W pewnym momencie Anka prosi Piotra, żeby zawsze kochał Adasia niezależnie od tego jak ułoży się dalsze ich życie. Ojciec mnie nie kochał- mówi cicho. A co ty opowiadasz- zaprotestował stanowczo Piotr. Anka zapytała czy zauważył coś na pogrzebie. Dźwięk komórki przerwał im rozmowę. Dobrze, pewnie tak będzie lepiej.  

 Zaraz po pogrzebie we środę wieczorem Anka zadzwoniła do Bartka. Afera z wiązanką wstrząsnęła nią. Potrzebowała usłyszeć głos życzliwej osoby. Na razie nie mogła mu powiedzieć o co chodzi. Powiedziała tylko, że zmarł jej ojciec, że jest już po pogrzebie, że jest w Szczecinie. Bartek zmartwił się, upewnił się tylko czy nie jest tam sama. Anka uspokoiła go – nie martw się o mnie, proszę jutro ci wszystko powiem. Umówili się na telefon następnego dnia. Wieczorem rozmawiali długo przez telefon. Anka dziwiła się sobie że potrafiła zwierzyć się Bartkowi. Widocznie wciąż łączy ich szczególna więź. Bartek jak zawsze wyrozumiały tłumaczył, że tak się zdarza, dawał przykłady ze swojego życia. Miło było znowu mieć kontakt z najlepszym przyjacielem, mieć w nim oparcie i zrozumienie. Choć na chwilę.

Powoli życie zaczęło wracać do normy. Praca, dom obowiązki, urzędowe sprawy których Anka tak nie znosi. Zaczęła znowu umawiać się ze znajomymi na basen. Choć trochę przyjemności w życiu. Umawiając się przez telefon z koleżanką ze studiów Jola zwierza się Ance, że nie wiedziała, że Anka miała tak zasłużonego ojca. Jola przeczytała nekrologi, najbardziej wzruszyło ją to, że ojciec  Anki był założycielem dziecięcego hospicjum. Anka nigdy nie poruszała z Jolą tematu ojca. Teraz zachwyty Joli nad dobroczynną działalnością ojca skwitowała jednym zdaniem- no cóż dla mnie nie starczyło tego serca. A szkoda.

Ania czuła, ze powinna odezwać się do cioci. Odkładała tę rozmowę z dnia na dzień. W końcu się odważyła. Zapytała o zdrowie i samopoczucie. Ciocia zwierzyła się, że nie dość że przeżywa śmierć brata to jeszcze Hanka dokłada jej zmartwień. Ania wiedziała od Iwonki co zaszło i szczerze współ czuła cioci. Nie rozumiała postępowania przyjaciółki. Co ją opętało- jakiś facet czy choroba –anoreksja. A może to i to? Nieoczekiwanie rozmowa skierowała się na rodziców Anki i porównanie tych dwóch sytuacji. Ciocia zauważyła że Tadeusz też cierpiał, płakał, że nie może widywać córki. Ania pominęła to milczeniem. Trudno cierpiącej po stracie brata cioci uświadamiać ułomności jego charakteru . Anka jako kobieta rozumie swoją mamę. Sama nie powierzyła by opieki nad maleńkim dzieckiem nieodpowiedzialnemu ojcu. Zresztą miejsce takiego maleństwa jest przy matce. Tadeusz porzucił swoje dziecko. Ważniejsze były inne kobiety, używanie życia i alkohol. W rozmowie telefonicznej ciocia wspomniała, że to nie prawda, że ojciec był pod wpływem alkoholu. Był bardzo późny wieczór Tadeusz w drodze do domu źle się poczuł i na placu Unii Lubelskiej musiał wstąpić do publicznego szaletu. Tam go pobito i okradziono- to wersja cioci. A mamy- wracał z jakiejś imprezy i był po prostu pijany dlatego go okradziono.  Która wersja bardziej prawdopodobna , oczywiście mamy. Ania jak przez mgłę pamięta jak jej mama nie wpuściła ojca. Anka była wtedy nastolatką. Późno wieczorem zadzwonił dzwonek do drzwi. Maria zerknęła przez wizjer . Zobaczyła dwóch podchmielonych facetów Jeden z nich to jej były mąż. Założyła łańcuch i uchyliła drzwi. Nie wpuściła ich tłumacząc, że to nie czas na składanie wizyty dziecku. 


                                          Swojemu ojcu poświęcam



            

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
To nie opowiadania (patrz sugerowany gatunek literacki). To podzielona na 16 rozdziałów nużąca paraopowieść o perypetiach dużej Ani Bez Nazwiska.

Dwuwymiar i papierowość prezentowanych bohaterów, świat przedstawiony pozbawiony myśli przewodniej, konkretu, wnętrz, atmosfery, pogody, klimatu, nastroju etc., etc., sformatowane sztampowe "losy" wszystkich głównych postaci nie tworzą żadnej spójnej literacko fabuły - słowem chiński teatrzyk cieni i opera mydlana oraz "dlaczego ja?" 3 w 1, gdzie coś tam na scenie/ekranie się dzieje, ale nie budzi to żadnych ni refleksji, ni uczuć, ni czegokolwiek.

Siedzisz w tym teatrzyku/operze/telewizorni i czekasz na 1. antrakt jak na zbawienie.

ERGO: rzeka gramatycznie poskładanych słów nie tworzy powieści. Powieść - to w mikroskali ("od deski do deski") tętniący życiem osobny, unikalny TRÓJWYMIAR
© 2010-2016 by Creative Media
×