Przejdź do komentarzywww.poprawić ten durny tekst.pl
Tekst 4 z 25 ze zbioru: Cyferblat serpentyny
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz biały
Data dodania2013-06-09
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1677

www.poprawić ten durny tekst.pl


W chwili narodzin wyrwać gotowy zyciorys (z korzeniami) aby zobaczyć, by pragnąć, jak najszybciej przez ten moment obumierać, planowo porachować czyjeś kości, ukryć się w ich gąszczu, aby zrozumieć po latach, iż nie ma głębszego sensu zabijanie sprawiedliwych by wymazać ich idee. To potrzeba zapisania poematu narodzin.


Bo kiedy rankiem po raz pierwszy otwieram oczy senne szyby, przedelikacone krople, wydekoltowana cisza pływa w ścianach, po raz pierwszy mały fircyk rozpoczyna uporczywy koncert donikąd, dla skulonych starców na ławkach i dzień pozornie nie różni się niczym. Mija powolne słońce wyrwane z korzeniami. Dzień kolejny na chwilę przygniata, ściany pękają, przyklejają się do okien, wszystkie płaczą nad swoim nieszczęściem. Niecierpliwa wiara cierpi najbardziej, wątpliwość kąsa śmiertelnie.


Narodziny, mimo, że niczym porywisty podmuch obojętnie bawi się ironią. A oboje rodzice grają losem w obojętność. I już nigdy nie pozostaną puste rogi pokoju. Pozamiatają rozkazy, co tędy przeszły, by cokolwiek zapamiętać, dotrzeć w końcu do mety, granicy umytego już topora na pniaku nieomylności. Chora rozkosz daje siłę wargom obłędu w płynnej czystości posoki nad pustynią porodówki. Płynny obłok nad pustynią


mój. Wiara w życie słabnie bądź przestaje istnieć.

Cena pamięci nie gra żadnej roli.


Wczorajsza gazeta pełna nowych, nigdy nienarodzonych imion.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×