Przejdź do komentarzy'Centrum' cz.1
Tekst 3 z 5 ze zbioru: Opowiadania
Autor
Gatunekprzygodowe
Formaproza
Data dodania2013-11-25
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1684

Obudziły mnie odgłosy tysiąca maszerujących stóp na zewnątrz. Otworzyłem oczy. W ciemnym mieszkaniu majaczył nie wyraźnie włączony telewizor. Powtarzali fragmenty programu publicystycznego przerywanego co chwile specjalnym reportażem z mojego miasta. Przedstawiał on ujęcie najprawdopodobniej z helikoptera, na tłumy ludzi ustawianych w rzędach. Na żółtym pasku pojawiającym się u dołu ekranu jako breaking news, podawano w kółko „wielkie otwarcie!zapraszamy!”. Wstałem i dopiero teraz zorientowałem się, że zasnąłem w ubraniu. Poszedłem do łazienki i przemyłem sobie twarz. Pod oczami miałem zabarwione na fioletowy kolor półkola, a na prawym policzku, odbity ślad wzorku z poduszki. Po kilku nieprzespanych nocach, w końcu zażyłem trochę snu. Z łazienki przeszedłem do kuchni, w której panował względny porządek.

Zaglądnąłem przez okno. Odgłos bębnów, donośny głos z mikrofonów zainstalowanych na latarniach umiejscowionych wzdłuż ulicy, nawoływał do wyjścia ze swoich mieszkań. Nie posiadając niczego zjadliwego w lodówce, wziąłem płaszcz i lekko zaspany, zbiegłem po schodach wychodząc na zewnątrz.

Ludzie, zapatrzeni w jeden punkt szli kurczowo trzymając się określonych linii wytyczonych wcześniej przez organizatorów. Chodnik, po którym wyznaczon0 jedną z głównych tras wycieczek, przebiegał zaraz obok mojej klatki. Nieuniknionym było więc wkroczenie do pielgrzymki, cieszącej się jeszcze większą popularnością niż można byłoby wnioskować z telewizji. Początkowo trudno było dostosować się do dość szybkiego tempa.

- Eee, panienko, ruszaj się!! - krzyknął niski i przysadzisty mężczyzna zza moich pleców. Po jego głosie w ciemno mogłem przypuszczać, że posiada krzaczaste wąsy.

Wszystko wokół miało charakter pochodu pierwszomajowego, z tym że działo się w środku nocy. Dzieci otrzymywały sztandary w postaci balonów z różnymi literami. Gdybyśmy spojrzeli z góry i pod pewnym kątem, wszystkie w rządku układały się w napis „WIELKIE OTWARCIE!” Dorośli dostawali ogromne talony na „Pierwszą rzecz, która wpadnie w ręce”. Starców nie było. Wzdłuż chodnika zostały ustawione barierki. Niemożliwością było wyjście poza trasę, lub zawrócenie w drugą stronę. Dzieci popychały dzieci, dorośli napierali na dorosłych. Nie działała sygnalizacja świetlna, ruch w środku miasta był kompletnie wyłączony. Ludzie spoza centrum, pozostawiali swoje samochody na parkingach specjalnie zlokalizowanych na obrzeżach miasta. Jeśli łud szczęścia im dopisał, mieli do przejścia jakieś pięć kilometrów. Zza szarych, jedenastopiętrowych bloków, widać było nitki jarzących się do czerwoności świateł, których końce próżno było wyglądać na niebie. Wszyscy z podekscytowaniem godnym witania papieża, głośno szeptali.

- Słuchaj, mam znajomą w urzędzie, wiesz wysoko postawiona. Słuchaj, ona mówiła, że będą dawać pełne siatki zakupów. Za darmo! - słyszałem rozgorączkowany głos kobiety w średnim wieku.

- No coś ty! Ja słyszałam, że ma pojawić się sam prezydent i to ze swoją małżonką – odpowiadała druga, nie kryjąc radości z wypowiadanych słów.


Po dziesięciu minutach dosyć szybkiego marszu, napędzanego przez służby porządkowe stojące poza trasą, można było zobaczyć zarys epicentrum pragnień wszystkich ludzi, którzy zwlekli się z łóżek o tak późnej godzinie. Z tej perspektywy wyglądała potężnie, rozciągając swe wielkie ramiona na długość blisko kilometra. Neony rozmieszczone w niewielkiej odległości od siebie, oślepiały większość. Tylko nielicznym było dane przeczytać napis GALERIA HANDLOWA. Ten żelbetowy bunkier, przyozdobiony kolorową elewacją, wysoki na kilkanaście metrów, drżał cały od masy osób przewalających się wewnątrz.

Zacząłem czuć lekki niepokój. To wszystko onieśmielało mnie, tym bardziej że byłem zaspany i czułem, że jako jedyny tutaj nie pasuje. Zza budynku widać było już pierwszych „szczęśliwców”, którzy wybiegali jak porażeni z pierwszymi nagrodami. Ich twarze przypominały największe spełnienie. Siatki pełne zakupów, wirowały im w rękach. W twarzach oczekujących dostrzegałem nienawiść. Powoli zaczynały ukazywać się szklane drzwi od głównego wejścia. Tłum już kilkadziesiąt metrów przed, zaczął napierać na ochroniarzy, których pokaźna ilość nie dawała sobie rady ze skomasowaną siłą. Wszystko przypominało potężne pogo koncertu trashmetalowego. W górze podawane były wózki z małymi dziećmi, a nad tłumem unosiła się para z przepoconych zimowych płaszczów i kurtek. Na zewnątrz była minusowa temperatura, natomiast wewnątrz kolejki, temperatura skakała o kilkadziesiąt stopni. Parę metrów ode mnie mały chłopczyk, z szeroko otwartą buzią, powoli tracił kolory na twarzy. Jego usta zamykały się z każdą sekundą, a wzrok stawał się mętny. Zacząłem rozglądać się dookoła. Nikt nie przejawiał najmniejszych wyrazów zainteresowania, a za chwilę mogło już być za późno. Jeśli zemdleje i przewróci się w tym miejscu, zostanie stratowany przez setki stóp migrujących w jedną stronę. W ostatniej chwili złapałem go za ramię, chłopczyk lekko oprzytomniał, ale dalej słaniał się na nogach. Szukałem wzrokiem jego rodziców, ale najwidoczniej był sam. Przykląkłem na jedno kolano, cały czas okładany nogami uczestników i próbowałem podnieść go do góry.

- Musisz zaczerpnąć świeżego powietrza – wołałem z całych sił, bo wrzask ludzi stawał się już nie do przekrzyczenia.

Widziałem jak powoli oddychał, jak poruszała się jego mała klatka piersiowa w moich rękach. Po chwili pojawił się na jego twarzy lekki uśmiech.

- Już mi lepiej proszę pana. Dziękuję.


Zbliżał się moment kulminacyjny. Coraz bardziej widoczni ochroniarze stojąc jeden przy drugim, trzymali się złączeni w monolityczną całość. Wszyscy wiedzieli, że za moment po raz kolejny rozłączą się i do środka wpadnie kolejna grupka istot. Od wejścia dzieliły mnie jakieś trzy rzędy osób. Wokół mnie, oprócz ścisku i duchoty, buchało ogólne podniecenie. Wszyscy utkwili wzrok w niewielki fragment drzwi, zarysowany między łysymi głowami ochroniarzy, a futryną wyznaczającą granice szczęścia. Pomimo zbliżającego się wejścia, ścisk zdawał się ciągle narastać. Mały chłopczyk stojąc dzielnie koło mojej nogi, znowu tracił siły.

- Trzymaj się, widzę już wejście. Jeszcze kilka chwil i będziemy w środku.

Lekki uśmiech przebiegł przez jego malutką twarzyczkę. Gdzie są jego rodzice? Jak niezrównoważonym trzeba być, żeby nie zobaczyć zniknięcia swojego dziecka? Patrzyłem w dół, na jego drobne kroki, które starał się stawiać z największą uwagą. Dopiero teraz zauważyłem, że z boku kolejki, służby porządkowe podają napoje z wodą. Sięgałem z całych sił w ich kierunku, ale za każdym razem woda mnie omijała. Trzymałem się jeszcze dwie minuty, ale w końcu dałem za wygraną.

Kolejna fala weszła do środka, drzwi się zamknęły i wpadłem na ochroniarzy. Byłem u kresu sił. Z tyłu czułem zaciskającą się pięść malca na moim płaszczu. A to jeszcze nie był koniec. Dopiero teraz zauważyłem, że z tyłu wybuchła bójka. Mimo niewielkiej przestrzeni, kilkoro dresów zaczęło okładać na zmianę jakiegoś faceta koło czterdziestki, który zaprotestował aby przepuścić ich w kolejce. Fala tłumu znowu się rozbujała i z częstotliwością równą precyzji zegarka, napierała na drzwi. Pośród wrzawy słyszałem uderzenia, jakie zadawali po kolei uczestnicy bójki. Nagle ze słuchawki jednego z ochroniarzy usłyszałem sygnał do otworzenia drzwi. W jednej chwili rozstąpili się i siłą bezwładności wleciałem do środka, zauważając, że nie ma chłopca ze mną. Zobaczyłem jego zapłakaną buźkę przez szybę. Zacząłem uderzać z całej siły w drzwi. Z mojej perspektywy wyglądało to tak jakby za chwilę miał rozbić szkło dzielące mnie od małego, ale niestety nie było to taki łatwe. Poza tym zostałem od razu zaatakowany przez ulotkarzy, ankieterów i modelki, z niezliczoną ilością talonów, kuponów, bonów, balonów, reklam, itp. Wszystko pociągało mnie do środka, a ja, z niewyjaśnionych przyczyn, ulegałem im wszystkim bez pytań.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×