Przejdź do komentarzyKosmos - ostatnia grasica
Tekst 1 z 2 ze zbioru: Kosmos - ostatnia grasica
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaproza
Data dodania2017-08-06
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń906

Na pokładzie statku kosmicznego „Deep hole” kapitan Magusta wpatrywał się w gwiazdy. Wiedział, że gdzieś tam jest życie, bo wyruszył z Ziemi i zgubił się w odmętach kosmosu. Był znany z tego, że wszystko, czego się chwycił obracał w perzynę. Mogła to być też sprawka jego podwładnych, ludzi, którym nawet szczur by nie zaufał. Obok kapitana stanął jego podwładny, Han Multi.

- Witaj, kapitanie. Jak tam?

- A do dupy. Dziękuję.

- Mogę w czymś pomóc?

- Tak, zamknij się. Myślę jak nie rozbić się na kosmicznych skałach.

W głośniku rozległ się głos technika, Chcebaka.

- Mamy problem. Ściga nas niezidentyfikowany obiekt latający klasy „ Not Fast Enough”.

- W takim razie wystrzelcie rakietę „Shit fucking”. Będzie rozróba.

- Tak jest.

Kapitan wpatrzył się w ekran.

- I co, wystrzeliliście? Ten dupek dalej leci.

- Ekhm… Chyba poszło w drugą stronę. Zestrzeliliśmy własną jednostkę.

- O, kurczę.

Pozostałe jednostki widocznie pomyślały, że zostały zaatakowane przez wroga lecącego za nimi i przystąpiły do kontrataku. Rozpętała się kosmiczna bitwa, tylko statek kapitana Magusty szybko oddalał się z terenu walk.

- Czemu im nie pomożemy? – zapytał Han Multi.

- Dadzą sobie radę. Tylko problem w tym, że nasz komputer już zidentyfikował ten obiekt lecący za nami. To kosmiczny statek wycieczkowy „Tiffanic”. Wybrał się w swój dziewiczy rejs. To prototyp, dlatego tak długo zeszło z identyfikacją.

- Kapitanie, zbliżamy się do planety ziemiopodobnej! – zawołał Chcebaka.

- Nasza Ziemia na horyzoncie! Nareszcie! – wykrzyknął Magusta, spoglądając na monitor, na którym pojawił się obraz planety.

- Skąd ta pewność?

- Chyba widzę Wielki Mur Chiński.

- Nie, to mucha nasrała na ekran.

- W każdym razie lądujemy. Trzeba poznawać nowe cywilizacje i nawiązywać z nimi przyjazne stosunki.

- Kurk, nie ten guzik!- zawołał Chcebaka. – Pieprzony praktykant.

- Cholera, chyba przez przypadek wystrzeliłem resztę rakiet „Shit fucking”. Zniszczą połowę planety.

- Cała naprzód! – rozkazał kapitan. - Jakby co, nas tu nie było.


  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Bardzo ciekawie i dowcipnie. Język poprawny, ale zdarzyło się kilka potknięć interpunkcyjnych. Brakuje przecinków przed: obracał, jak nie; zbędne przecinki przed: Han Multi, Chacebaka. Zbędna też spacja po cudzysłowie otwierającym.
avatar
Typowo slapstickowa komedyja: żarcik sytuacyjny na poziomie piaskownicy i obrzucania się /nie tylko/ zgniłymi pomidorami, ale...

kto się od jakiegoś czasu nic tylko smęci - tego nawet taki rodzaj humoru prawdziwie "rozerwie" :)

Zsynchronizowane z tym wesołkowatym wzajemnym naparzaniem się wszystkich ze wszystkimi rubaszne słownictwo wzmacnia efekt końcowy z gatunku "Benny Hill w akcji".

ŚMIECH TO JEDYNY SKUTECZNY LEK NA WSZYSTKIE CHOROBY
© 2010-2016 by Creative Media
×