Przejdź do komentarzyQRA OO7APELBLUE 8
Tekst 77 z 122 ze zbioru: kapelutnik
Autor
Gatuneksensacja / kryminał
Formaproza
Data dodania2018-06-05
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń561

Kura ujrzała plażę, betonowe falochrony i kosze w kształcie łodzi. Niewątpliwie wylądowała nad morzem. Był to kurort.  

Zatrzymała się przy barze z przekąskami o nazwie ` Pichy men` i zamówiła lody. Kiedy barman odebrał już zamówienie, poszła do toalety aby zrobić sobie na nie więcej miejsca. Przed lustrem doprowadziła się do porządku. Wyczesała pióra i umyła łeb. Na lakierowanie pazurów nie starczyło już czasu, barman wzywał.  

- Lody dla pani kury! Lody! Lody! 

Zjadła trochę i usztywniła się. Pomyślała, czy nie wychylić burbona, ale doszła do wniosku że chyba nie. To nie ta pora - przekonywała samą siebie.  

Barman wyglądał na studenta japonistyki. Był młody i miał skośne oczy. A, że inteligenta nie widziała już długo, chociaż nie raz zasypiała przed telewizorem, odkryła w nim studenta. Japonistyki. A może orientalistyki?  

- Pani tu na długo? - uśmiechał się inteligentnie.  

Siedziała wpatrzona w pucharek i zastanawiała się co odpowiedzieć.  

- Nie. 

Powiało od zatoki i przewiało jej piórka oraz grzebień. Zadrżała. Może to bliskość morza, a może studenta? - pomyślała. 

Zapłaciła kartą kredytową. Trochę jej zeszło na wybazgraniu podpisu, ale student nie denerwował się. Wciąż się uśmiechał.  

A może zaprosić go do hotelu? 

Małżeństwo w srednim wieku siedziało nad bakłażanami. Ponura małża przypatrywała się temu z rozwartej skorupy. Czekała na swoją kolej.  

Kura odeszła furkając skrzydełkami, jakby wkładała frak. Czekało ją spotkanie w kasynie. 


Wokół rulety kręcili się ludzie. Ichtiozaur w kamizeli puszczał kulkę. Kura zapadła jakby w sen. Sen o fortunie. Postawiła na cztery. Był to jej rozmiar buta. Na początku wygrała siedemdziesiąt dwa tysiące. Nieźle - pomyślała i śniła dalej. Po  godzinie była już milionerką. Postanowiła, że otworzy kasyno, albo coś. Nie miała pojęcia co zrobić z taką fortuną. Może wynająć samolot i polecieć na księżyc? Albo kupić gazetę i kazać im pisać same bzdury? O kurach... Tak dla jaj.  

Zadzwoniła do biura i przez telefon zakupiła dżambodżeta. Zakopię go w ziemi i bedzie w sam raz na przyszłe czasy dla dzieci - wykombinowała.

  Spis treści zbioru
Komentarze (19)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Bardzo przyjemna opowieść. Szczegółowe opisy oddają charakter bohaterki:

"Zjadła trochę i usztywniła się. Pomyślała, czy nie wychylić burbona, ale doszła do wniosku że chyba nie. To nie ta pora - przekonywała samą siebie"

Z tym usztywnieniem się, to brzmi enigmatycznie:)
Kura trochę wstydliwa i powolna...ale student ma cierpliwość i uśmiech, to fascynujące osobowości.
On ma chyba szarmancki styl i doświadczenie...

"Zapłaciła kartą kredytową. Trochę jej zeszło na wybazgraniu podpisu, ale student nie denerwował się. Wciąż się uśmiechał."

Dostrzegam też kilka dylematów, jakie oczywiście powstają w relacjach damsko-męskich:

"A może zaprosić go do hotelu? "

Nie, niechaj kura się nie spieszy...niech On nadal czeka. Ach ta dzisiejsza młodzież, zafascynuje ich pierwsze spotkanie i już hotel musi być...NIE:))

Dobrze, że poszła do kasyna, pograła, ale nie zadowoliła ją suma siedemdziesięciu dwóch tysiecy?
Na pewno wygrała ponad siedem milionów, bo 7 to szczęśliwa liczba.
Fortuna sprzyja kurze jak widać:)
Do uśmiechniętych ludzi z poczuciem humoru i fortuna się uśmiecha:))
avatar
Kura się usztywniła ponieważ zjadła loda. a lód, jak wiadomo, jest zimny. I stąd owo usztywnienie.
Może dlatego potem drżała. ale, jak powiadam, najpierw się usztywniła. Tak, to był na pewno powód drżenia, bo gdyby się uprzednio nie usztywniła, to tylko poczuła by chłód i by jej zaraz przeszło. A tak, to się kura usztywniła i potem stąd drżenie.
Oczywiście, student mógł byc przystojny i mógł jej przecież owego drżenia co nieco dodać. Jednak najpierw był lód.
Co do stylu studenta, to nie wiadomo. Być może, jak przecież zauważa autor, czyli ja. Może ma na nią ochotę. A Japończycy, czy wogóle skośnoocy, lubią kurę. Przynajmniej jest takie moje doświadczenie na ten temat. Jest kura przecież pieczona, w sosie słodko - kwaśnym. Mniam mniam.
Gdyby kura miała trochę więcej oleju w głowie to by się nawet nie zastanawiała, czy go zaprosić.
Ale wiadomo, jak to kura.
Czas leci, droga Pani. Ani się nie obejrzysz kura już na patelni.
Nie wiem ile wygrała. Chyba tyle co kosztuje dżambodżet. Co to jest 72 tysiące. dla kury?
Miała szczęście bo ja jestem autorem :-)
avatar
Nie znam Autora, ani Kury, ani studenta.
Historia jaką opowiedział Autor jest dosyć enigmatyczna, ale to chyba znak szczególny- arcydzielo.

Jeśli Kura ma swój styl, to na pewno nie da się upiec...w dodatku o smaku słodko-kwaśnym:)
Fakt, że chińczycy tak jedzą, a student jest japończykiem, także być może podobna kultura odżywiania.
Jednakże jeśli Kura to nie kobieta, to nie wiadomo jakie ma nawyki, czy ma olej w głowie i czy skończy na patelni.
Proza życia, zagadkowa i dlatego ciekawa.
avatar
Pani Aurora. Pani jest pulchna. Zapewne zrozumie Pani dlaczego kura jest tak zachłanna na pieniądze. Każdy, począwszy od Michaela Jacksona, po kurę skończywszy, chciałby być kimś innym. Dlatego kura opuściła kurnik, dlatego ją opisuję i dlatego, zapewne, mam tutaj do czynienia z Pani komentarzem. bo to jest fascynujące. Kura drży. Ale dlaczego drży. No, dlaczegóż? W kurniku sprawa by była prosta. Drży i już. Natomiast między ludźmi zawsze ważny jest kontekst. Dlatego kura pojawia się na tym oceanie niecnych spraw, do których dojdę jeszcze w swoim uniwersytecie wiedzy. Bo kurę można, proszę Państwa, zignorować. Ona jest w kontekście. A tło, to już jest świadectwo. Świadectwo ludzkich spraw. Otóż tło, możemy spojrzeć inaczej, tło jest tym co powinno się we tle wyświetlać. Tymczasem kura powoduje że tło pojawia na pierwszym planie.
Jako kura.

Wiec kura idzie. I ma nogi i ma dziób, skrzydełka itd. Co zrobić z pozostawioną pustą plamą w kurniku? Gdyby można było cofnąć czas, można by tam postawić czołg. Plamę z łątwością udało by się wytłumaczyć jego obecnością. Czołg jest duży. Może nie aż tak wielki, jak nasze Uniwersytety, ale wystarczająco duży żeby przykryć kurę, czy ona tam jest, czy nie.

Pani Auroro, proszę się nie bać. To tylko zabawa w słowa. a jeśli ma pani do czynienia zawodowo z psychologią, to niechże Pani porzuci wszelką nadzieję.
avatar
Panie arcydzielo,
ależ ja nie jestem "pulchna". Jak Pan może...
Od lat ważę 63kg/165cm, to nie jest nadwaga!:))
Doskonale rozumiem Pańskie satyryczne przesłania.
Czasami są enigmatyczne, ale właśnie dlatego pikantne.
Czołg, kura, plama...no tak, dosyć skomplikowany obraz, ale na pewno ma duże znaczenie w relacjach.

Ja wiem, że to tylko zabawa słowem, dlatego chętnie czytam i komentuję.
Nie zdradzę profesji...to nie jest istotne. Na portalu wszyscy jesteśmy czytelnikami i autorami, kto jaki ma fach, nie jest relewantne:))
avatar
A ja czytam sobie z przyjemnością i jestem przy tym zbyt leniwa, żeby analizować humor absurdu. Przepływa przeze mnie, wywołuje jakąś lekką refleksję, skojarzenie i już.
Arcydzieło, liczę, że podoba ci się takie czytanie. :)
PS
Z przecinkami kilka braków. No i powinno być "A że inteligenta nie widziała długo". Takie tam drobiazgi.
avatar
Kura fajna jest. ;) Masz fantazję, Arcydzieło :)
avatar
Jest pani pulchna. To widać na zdjęciu.
Przepraszam za błędy. Może wybiorę się kiedy do Bazylikanów, oni mnie naprawią.
Co do kury, to jest fajna. Ale to jest animozjum. Przykrywka - innymi słowy. Pod przykrywką gotuje się w barbelaki. Kura zachowuje spokój optimum. Ale niech ją kiedy nie zabiorą do kasyna, pani wie, o co mi chodzi.
avatar
E, a gdzie je jedna gwiazdka?!!!
avatar
arcydzielo,
ok, niech będzie, że jestem pulchna...i tu kompromis, bo preferuję uśmiech:)
Tak, rozumiem przesłania i dlatego z poczuciem humoru chętnie komentuję.
Satyra, komedia również zasługuje na komentarze i dyskusje. poza tym każdy ma inny styl i nie mam zamiaru ironicznie pod adresem innych userów wyrażać się o ich formie odbioru...TO NIE MÓJ STYL.
Ale pozdrawiam tych, którzy inaczej reagują i nie analizują.
avatar
Przypomniała mi się pewna historia...o bocianie.

Jakub uwielbiał soboty. Czekał z utęsknieniem na moment, kiedy mamusia powie
- synku, a teraz jedziemy do babci i dziadka.
Cieszył się ogromnie, krzyczał: tak, tak huraaaa!
Babcia świetnie gotowała, a dziadek miał duży traktor, w którym Jakub przesiadywał godzinami.
Tym razem był nieco smutny i nie miał nawet ochoty na ulubione pierożki babci.
Uciekł do ogrodu, tam wśród polnych kwiatków obserwował konie galopujące po polu, ptaszki fruwające nad stodołą. Niebo było bezchmurne, zapowiadała się słoneczna pogoda.
Chłopiec zauważył na dachu stodoły bociana. Nie zastanawiając się ani chwili, podbiegł do stojącej przy stodole drabiny i wdrapał się powoli na dach.
Babcia widząc to przez okno wybiegła przerażona krzycząc:
- Jakub, co Ty tam robisz, kochanie, nie ruszaj się, bo spadniesz. Poczekaj chwilę, zaraz zadzwonie po dziadka.
Rozpłakana pobiegła do sąsiada, aby pomógł sześciolatka ściągnąć z dachu.
Chłopiec zapytany: dlaczego tam wszedł, tak wysoko, do bociana,
odpowiedział:
- ja tylko chciałem poprosić pana bociana, aby mojej mamusi w brzuszku zaczarował kotka. Ja nie chcę siostrzyczki, ja chcę kotka.
:)
avatar
niezły świr. musiał mieć już ze sześć lat. miał szczęście że nie spotkał tam komisji smoleńskiej :))))
Aurora, co ty mi tu p... o bocianach. Przecież ja mam już ze 49 lat. Jak chcesz się poznać i wyburmuszyć przy działonie piwa, to dawaj cynk, a nie tu o bocianach.
avatar
arcydzielo,
to niewinna opowieść o Jakubie, któremu rodzice mówili, że bocian przynosi dzieci...
Ja nie mam jeszcze tylu lat co Ty, ale piwa nie pijam.
O mein Gott, nawet napisać satyrycznie nie można, bo zaraz, że chce się poznać:)
Co za świat:))
avatar
arcydzielo,
poza tym, Aurora usytuowana jest w Pałacu Zimowym w Petersburgu...tam jest jej dobrze.
Nie grozi żadna inwazja, piękne krajobrazy i sny firankowe.
avatar
A ja myślałam, że ten nick to na cześć rzymskiej bogini Jutrzenki.
A tu "Już z "Aurory" wystrzał padł"... Oj, chyba nie kojarzy się dobrze.
avatar
Lilly,
poczytaj łaskawie swój komentarz wczorajszy:
lilly
, 19 godz. temu (20:37)

i przeanalizuj.

Po tej procedurze, poczytaj mój komentarz dzisiejszy Aurora
, 5 godz. temu (10:22)i przeanalizuj.

Będziesz miała subtelną, logiczną odpowiedż, żaden wystrzał.
Myślę, że należy samemu z ironią się kontrolować i nie prowokować, aby nie być podobnie traktowaną.
Ja nigdy nie zaczynam konfliktów, ani intryg, ja po prostu reaguję.

Jeśli masz pytania, publicznie, albo prywatnie...chętnie odpowiem.
avatar
Auroro, ja po prostu bardzo się zdziwiłam na to, co piszesz o swoim nicku. I nic więcej. To jakieś nieporozumienie. Mój drugi komentarz nie wiązał się z żadnym poprzednim komentarzem i dlatego nie ma potrzeby ich analizować. To była tylko reakcja na twoje powoływanie się na Aurorę z Petersburga. Cytat "Już z "Aurory" wystrzał padł" to dla mnie bardzo silne skojarzenie z Rewolucją Październikową i akademiami w szkole jeszcze w latach siedemdziesiątych. To był wierszyk, którym zaczynała się kiedyś taka akademia w mojej szkole.
Nie chciałam cię urazić. Wolałabym, aby Aurora kojarzyła mi się jak przedtem, z Jutrzenką.
avatar
Lilly,
dobrze, że wyjaśniłyśmy.
To istotny aspekt, szczególnie wśród miłego towarzystwa na portalu poetyckim.

Podczas wyboru nicku Aurora, sugerowałam się zorzą polarną i Jutrzenką.
O Rewolucji Pażdziernikowej nawet nie pomyślałam:)
Ciekawostka, o której wspominasz, wierszyk i akademia w szkole. Ja w latach siedemdziesiątych uczyłam się dopiero chodzić:)

Moja wzmianka o Aurorze w Pałacu Zimowym, to metafora o kobiecie, która czuje się dobrze w klimacie spokoju, pięknego otoczenia, bez stresu, komfort duszy...

Niechaj zostanie Jutrzenka:)
avatar
Szanowne Panie. Weźcie pozitivum
© 2010-2016 by Creative Media
×