Przejdź do komentarzyPogubiona Rosja - i Wschód. A. Sołżenicyn /c.d./
Tekst 97 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaproza
Data dodania2019-02-24
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń233

Zakaukazie i Azja Środkowa - to jest ten nasz dla Rosji bezpośredni sąsiedni Wschód.


A jak po lawinowym rozpadzie ZSRR ten Wschód potraktowała nasza rosyjska władza?


Ano, tak samo jak Zachód: z zatratą własnych państwowych żywotnych interesów i w czadzie złudnych wartości, jak dawniej odgrywając rolę opiekuńczego *starszego brata* i nie dostrzegając wcale, jak bardzo to dzisiaj niestosowne. Ogłaszając siebie *gwarantem pokojowego współistnienia* tych nowych, suwerennych wszak państw, jedynie wzmocniła odwieczne w tym rejonie oskarżenia o rosyjski imperializm. I wciąż jeszcze - np. w wolnym przecież już Tadżykistanie - złożonych tam w ofierze własnymi wierchuszki rękoma - naszych żołnierzy i oficerów rok po roku zabijają w tamtejszej mętnej dla nas zawierusze (pół tysiąca poległych w ciągu jednego tylko 1993 r.), ponieważ we władzach rosyjskich nie starcza ni rozumu, ni honoru, by zwinąć stamtąd nasze wojska, gdyż krwi rosyjskiej i naszych coraz bardziej skąpych sił wojennych nikt tam nie oszczędza i nie żałuje. (Co by się choć jakoś kalkulowało w sytuacji, gdybyśmy wspierali tamtejszy proces wyzwalania z tego Tadżykistanu naszych rodaków - tylko że akurat tego wcale tam nie robimy!). Ze złudną inercją wcześniejszych strategii obronnych (trzeba je koniecznie na czysto przejrzeć i zweryfikować) nadal zawiązujemy z tymi byłymi naszymi republikami obronne (nas tylko obciążające) sojusze. Np. z Armenią - tylko jakim cudem mamy to robić PONAD wrogą nam Gruzją (?), gdzie nadal utrzymujemy swoje stacje radarowe - wciąż nie pojmując nieodwracalności tych strat - i, z uporem maniaka, zamiast wrócić na swoje własne podwórka, nadal zobowiązujemy się tam do usług *w rewanżu* i *w odpowiedzi*.


Zrozummy w końcu wreszcie, że wszystkie te nowe wyzwolone państwa - to już nie *my* i nie *nasi*, że są to kraje, które świadomie ogłosiły swoją suwerenność. I w szeregu wszystkich innych państw świata tylko tym różnią się od nas, żeśmy na zimno i całkiem bez głowy porzucili tam naszych rodaków, nie broniąc ich praw i nie wołając ich z powrotem do siebie na Ojczyzny łono - a przecież to właśnie jest tą naszą elementarną powinnością, głównym moralnym i rzeczywistym, prawdziwym wobec nich długiem.


Wśród rosyjskich elit intelektualnych do dzisiaj żyją głosiciele (a nawet ostatnio ich kadry wzmocniły się) teorii euroazjatyckości Rosji: teorii, według której kraj nasz od zawsze organicznie był/jest związany przede wszystkim z Azją, dlatego naszą przyszłość powinniśmy budować w zespoleniu i na korzeniach tego wielkiego kontynentu. Pogląd ten rozwinął się w latach 20.tych XX wieku na rosyjskiej emigracji w drodze odrzucenia wartości zachodnich (po wojnie domowej wśród wielu środowisk tzw. białych wzrosło poczucie krzywdy w stosunku do Europy) a także na gruncie psychologicznym - ze zrozumiałych dążeń słabego, by wesprzeć się na jakiejś dużo solidniejszej potężnej opoce.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×