Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - rozdz. V - Niedozwolone uciechy rodzinnego życia/11
Tekst 194 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-06-16
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń100

Nadszedł wreszcie też sam zawezwany batiuszka z diaczkiem, pośpiewał przed świętą ikoną i okadził kąty. Krwiopijca słyszał, jak ten drugi swoim tenorkiem wyciągał pieśń *Orędowniczko niestrudzona!* - i aż sam się rozochocił i obu im zawtórował. Znowu wpadła do sąsiedniego pokoju Ulita i przez drzwi zakrzyknęła:


- Na imię dali Władimir!


Przedziwna ta zbieżność z niedawną woltą w jego głowie, kojarząca śmierć dużego Wołodźki z narodzinami Wołodźki małego, rozczuliła Judaszka. Ujrzał w niej palec boży i tym razem już bez żadnych grymasów powiedział:


- To i dzięki bogu! Jednego Wołodźkę wziął, a drugiego - dał! Ot, co znaczy Opatrzność boża! W jednym miejscu tracisz, myślisz, że już bezpowrotnie i na wieki - a tu Pan weźmie i w innym miejscu stokroć wszystko ci odda!


W końcu powiadomiono, że samowar już gotowy, i pop oczekuje w jadalni. Porfiry Władimirycz całkiem wyciszył się i rozrzewnił.


Ojciec Aleksander istotnie już siedział przy stole, oczekując gospodarza domu. Był to człowiek dyplomatyczny, który w stosunku do Judaszka starał się trzymać świeckiego tonu, lecz dobrze wiedział, że w pańskim dworze co niedziela i w każde święto cerkiewne odprawiane są całonocne czuwania, a ponadto każdego pierwszego dnia miesiąca jest nabożeństwo oraz że wszystko to razem przynosi mu nie mniej niż 100 rubli rocznie. Poza tym było mu wiadomym, że ziemia, należąca do jego cerkwi, nie była jeszcze opomiarowana jak należy, i że Pijawka już wiele razy, przejeżdżając mimo jego łąki, zawsze mawiał: *Ach, cóż to za piękna łączka!* Dlatego też do jego świeckich manier mieszała się spora dawka *Judaszowskiej bojaźni*, wyrażająca się tym, że pop przy okazji spotkań z Krwiopijcą starał się wprawiać swego ducha w jasny i radosny nastrój, nawet gdyby nie było po temu powodów, i kiedy tamten w rozmowach pozwalał sobie rozwijać pewne herezje co do dróg Niewiadomego, życia przyszłego etc., to, nie pochwalając tego wprost, ojczulek widział w nich nie bluźnierstwo czy urąganie bogu, a jedynie właściwe dla pańskiego stanu śmiałe porywy myśli.


Kiedy Pijawka wszedł, batiuszka prędko go pobłogosławił znakiem krzyża i jeszcze prędzej cofnął swoją rękę, jakby bojąc się ukąszenia. Chciał nawet pogratulować mu narodzin Władimira, lecz pomyślał, jak też to przyjąłby sam Judaszek, i zamiaru swego jednak poniechał.


- Mżawka dziś na drodze, - rozpoczął, - i wedle ludowych wierzeń, w czym niemała dola przesądów, pogoda taka wróży odwilż.

- Albo i mróz; my tutaj zgadujemy roztopy - a bóg weźmie i mrozy ześle! - zaoponował Porfiry Władimirycz, śpiesznie i prawie wesoło przysiadając do stołu z zastawą do herbaty, przy której tym razem rządził lokaj Prochor.

- To prawda, że człowiek nierzadko w swych porywach pragnie pochwycić to, co nieuchwytne, i dostępu szuka do spraw niedostępnych. A w efekcie albo otrzymuje powody do skruchy, albo też własne utrapienie.

- I dlatego trzeba nam trzymać się od tych ludowych przepowiedni i zgadywań jak najdalej; winniśmy być zadowoleni z tego, co bóg da. Ześle nam ciepło - będziem radzi ciepłu, a ześle mrozy - i prosimy bardzo! Przykażemy solidniej napalić w piecyku, a ci, co wyruszają w drogę, w kożuszek niech mocniej się opatulą - ot, i cieplutko wszystkim będzie!

- Sprawiedliwie mówicie!

- Wielu dziś boczkiem i naokoło lubi chodzić: i to nie tak, i tamto niedobre, i trzecie by przeinaczyć - ja zaś tego nie lubię. Sam naprzód niczego nie przewiduję i u innych też tego nie pochwalę. To wyraz braku pokory i zadzieranie nosa - ot, co o tym myślę!

- I to też prawidłowo!

- My wszyscy tutaj jak ci pielgrzymi; tak też i na siebie patrzę! Ot, herbatki popić, czymś lekkim zakąsić... to jest dozwolone! Na to bóg dał nam ciało i pozostałe członki... Tego nawet sam rząd nam nie wzbrania: jeść jedzcie, ale język trzymajcie za zębami!

- I znowu w pełni sprawiedliwie! - stęknął ojczulek i na znak wewnętrznej aprobaty stuknął denkiem szklanki w spodeczek.

- Ja sądzę tak: rozum dany jest człowiekowi nie po to, by wypróbowywać nieznane, a po to, by chronił nas przed grzechem. No, na przykład, jeśli ja czuję cielesną niemoc czy jakiś zamęt, to przyzywam na ratunek umysł: wskaż, niby, drogi, jak tę niemoc przezwyciężyć - i właśnie wówczas postępuję należycie! Ponieważ w takich wypadkach rozum może istotnie przynieść pożytek.

- A jeszcze bardziej jednak wiara, - nieco skorygował go pop.

- Wiara sama przez się, a i głowa sama przez się. Wiara wskazuje cel, zaś umysł - drogi, wiodące ku niemu. Tu popchnie, tam zastuka... kiedy błądzisz, a w tym czasie może i coś dobrego podpowiedzieć. Ot, dla przykładu, lekarstwa wszelakie, ziółka lecznicze, plastry, miksturki - wszystko to rozum wynajduje i odkrywa. Trzeba jednak, by było to zawsze w zgodzie z wiarą - na pożytek ciała, a nie by szkodzić.

- I temu nie można zaprzeczyć!

- Ja, ojczulku, taką książkę czytałem, i to właśnie w niej powiedziano: usługami logiki, jeśli jest kierowana przez wiarę, wcale nie trzeba gardzić, albowiem człowiek bez myślenia bardzo szybko staje się areną żądz. Ja nawet uważam, że również pierwszy upadek Adama i Ewy dlatego miał miejsce, że szatan w postaci węża zaćmił ich rozwagę!

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×