Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - rozdz. VII Bilans - i wypłata/8
Tekst 222 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-07-15
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń74

17. września, w dniu imienin Liubusi, afisze teatru samowarnowskiego obwieszczały ekstraordynaryjne, epokowe przedstawienie. Aniusia ponownie pojawiła się w roli Pięknej Heleny i tego samego wieczoru *tylko na ten raz* rolę Oresta zagrała panna Pogorielska II, znaczy się Liubusia. Jako clou programu urodzinowych uroczystości i też *tylko na ten raz* pannę Nalimową ubrano w trykot i króciuteńką wizytkę, twarz jej ciut maźnięto sadzą, uzbrojono w żelazną blachę i wypuszczono na scenę w roli kowala Kleona. Z tych wszystkich powodów również publika była jakoś szczególnie rozentuzjazmowana. Ledwie tylko Aniusia pokazała się zza kulis, już spotkał ją taki aplauz i tak dziki gwałt, iż ta, całkiem juz odwykła od podobnych owacji, poczuła, jak do gardła podchodzi jej szloch. A gdy w III akcie, w scenie nocnego przebudzenia powstała z łoża prawie obnażona, na widowni podniósł się niekłamany jęk. Kiedy w dodatku jeszcze pewien nazbyt już podekscytowany widz zawołał na pojawiającego się w drzwiach Menelaosa: *Ach, paszoł won, wredna ty małpo!*, Aniusia zrozumiała, że widownia jej wybaczyła. Ze swojej strony Kukiszew, we fraku, w białym krawacie i białych rękawiczkach dostojnie ogłaszał światu swój tryumf i w czasie antraktów fetował znajomych i nieznajomych szampanem. Wreszcie sam anteprener, pełen radosnego światła, zjawił się w garderobie Aniusi i, padłszy na kolana, zawołał:


- No, bogu dzięki, panienko! teraz jesteście - najmilsza! I dlatego od dziś wieczór jak przedtem otrzymywać będziecie dawne swoje wynagrodzenie i tamtą liczbę benefisów!


Jednym słowem, wszyscy ją chwalili, wszyscy składali gratulacje i o swoim oddaniu tak zapewniali, że ona też, początkowo zalękniona i jakby nie znajdująca sobie miejsca od dławiącej ją męki, całkiem nieoczekiwanie nabrała pewności, że... spełniła swoją misję!


Po spektaklu wszyscy hurmem udali się do Liubusi, i tutaj również gratulacjom końca nie było. W mieszkaniu solenizantki zebrał się taki tłum, i wszyscy od razu tak nadymili tabaką, że trudno było oddychać. Natychmiast też zasiedli do uczty, i polał się szampan. Kukiszew na krok nie odstępował Aniusi, która wyraźnie była tym zawstydzona, ale jednocześnie już nie ciążyły tak strasznie te jego o nią konkury. Wydawało się jej trochę śmiesznym, lecz i pochlebnym, że tak łatwo zdobyła sobie tego rosłego i silnego kupczyka, dla którego igraszką było zgiąć i z powrotem rozgiąć podkowę, i któremu wszystko może nakazać i, co zechce, z nim zrobić. Podczas kolacji rozpoczęła się ogólna wesołość, ta pijana, chaotyczna wesołość, w której nie biorą udziału ni rozum, ni serce, a od której następnego dnia boli łeb i zbiera się na wymioty.


Jeden tylko z obecnych, tragik Miłosławski X, spoglądał ponuro i, odmówiwszy szampana, chlał siwuchę, prostacką zwykłą wódę kieliszek za kieliszkiem. Co zaś do Aniusi, to ta, jak zawsze, przez jakiś czas powstrzymywała się od *upojenia*; Kukiszew jednak tak był namolny i tak żałośnie błagał na kolanach: - Anno Siemionowna! za wami *diubiet-s*! Pozwólcie się uprosić! za nasze szczęście! związek i miłość! Spełnijcie ten dług-s! - że choć i niemiło było widzieć jego głupią figurę i słuchać tego bełkotu, jednak nie mogła mu odmówić i nie zdążyła się nawet obejrzeć, jak już zakręciło się jej w głowie. Liubusia ze swej strony była tak wielkoduszna, że sama ją poprosiła, by zaśpiewała *Ach, jak było mi rozkosznie z miłym moim żukiem przy sośnie...*, co też Aniusia uczyniła w sposób tak doskonały, że wszyscy zakrzyknęli: *Cóż za podobieństwo!... wypisz-wymaluj moskiewska Matriosza!* W rewanżu Liubusia po mistrzowsku wykonała kuplety o tym, jak cudownie być pod-pułkownikiem, i wszystkich zaraz z marszu przekonała, iż to właśnie ten gatunek jest jej właściwym żanrem, w którym - jak siostra na cygańską nutę - nie ma żadnej konkurentki. Na zakończenie urodzin Miłosławski X i panna Nalimowa przedstawili *scenkę-maskaradę*, w której tragik deklamował fragmenty z ,,Ugolina,, a Nalimowa podawała mu repliki z niewydanego dramatu Barkowa. Wychodziło coś tak nieoczekiwanego, że Nalimowa omal nie przyćmiła obu panien Pogorielskich i została nieledwie królową tego wieczoru.


.....................................................


*) ,,Ugolino,, - tragedia w 5 aktach N. Polewoja

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×