Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - rozdz. VII Bilans - i wypłata/11
Tekst 225 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-07-18
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń80

W oczekiwaniu na proces zatrzymano je w mieście na dobre 4 miesiące, po czym rozpoczął się sąd, na którym obie, a zwłaszcza Aniusia, przeżyły istne katusze. Kukiszew był cyniczny do obrzydzenia; nie było nawet potrzeby przedstawiania pikantnych szczególików, jakie ten podawał, lecz widać chciał zabłysnąć przed samowarnowskimi damami, i mówił literalnie o wszystkim. Prokurator oraz prywatny oskarżyciel, ludzie młodzi i również pragnący dostarczyć paniom przyjemności, wykorzystywali to, aby nadać procesowi frywolny, a nawet zbereźny charakter, co się im zresztą znakomicie udało. Aniusia kilka razy zemdlała, lecz prywatny oskarżyciel, dbając o interes śledztwa, wcale nie zwracał na to uwagi i zadawał pytanie za pytaniem. W końcu proces dobiegł kresu, i głos zabrały zainteresowane strony. Już późną nocą przysięgli orzekli winę Kukiszewa, zresztą z okolicznościami łagodzącymi, w wyniku czego skazano go na zesłanie w Syberii Zachodniej, w miejsca nie tak znowu odległe.


Z chwilą zakończenia rozprawy obie siostry uzyskały możność opuszczenia Samowarnowa. Pora była po temu najwyższa, gdyż ukryty przez Liubusię pakiet z tysiącem rubli był już na wyczerpaniu. Ponadto również anteprener teatru, z którym wcześniej nawiązały współpracę, żądał, aby niezwłocznie zjawiły się w Kriecietowie, w przeciwnym razie grożąc zerwaniem kontraktu. O pieniądzach obu pań, ich kosztownościach, biżuterii i papierach wartościowych, opieczętowanych na żądanie znanego nam już obrotnego adwokata, wszelki słuch zaginął...


Takie były konsekwencje nieuważnego stosunku obu panienek do swego *skarbu*. Umęczone, sponiewierane, przytłoczone powszechną pogardą, siostry straciły wszelką wiarę we własne siły, wszelką nadzieję na jaśniejszą przyszłość. Schudły bardzo, przestały dbać o siebie, poddały się. Na domiar złego Aniusia, przeszkolona przez Kukiszewa, przyuczyła się do codziennego kieliszka.


Dalej było jeszcze gorzej. W Kriecietowie, ledwo tylko zdążyły wysiąść z wagonu, natychmiast zostały rozchwytane; Liubusię przejął rotmistrz Papkow, Aniusię - kupiec Zbawienny. Niestety, poprzednich rozkoszy już nie było. I Papkow, i Zbawienny byli to ludzie z grubsza ciosani, zabijaki i hulaki, pieniądze wszak tracili z umiarem (Zbawienny mawiał: w zależności od towaru), a po 3 - 4 miesiącach znacznie w swych zapałach ostygli. W dodatku równolegle do tych średnich podbojów sercowych biegły też bardzo średnie sukcesy sceniczne. Anteprener, który zamówił siostry, licząc na skandal, jaki wywołały w Samowarnowie, całkiem nieoczekiwanie przeliczył się. Na pierwszym przedstawieniu, kiedy obie panny Pogorzelskie były razem na scenie, ktoś z tylnych rzędów krzyknął: *Ej! wy tam, oskarżone!* - i przezwisko to do nich przylgnęło, błyskawicznie wyznaczając los obu bliźniaczek.


Nastało anemiczne, głuche, jałowe, puste życie. Publiczność była chłodna, przyjaciele wyparowali, anteprener kręcił nosem, opiekunowie obu pań nie próbowali nawet wstawiennictwa. Zbawienny, który podobnie jak Kukiszew roił o tym, jak to będzie *ponaglał* swoję Lolę, żeby ta piła po łyczku równo z nim, jak będzie się krygowała, a potem pomału ustąpi, kiedy ujrzał, że szkolenie to już dawno w pełni przerobiono, pojął, że jedna już tylko pociecha mu została: zbierać *konpanią* i patrzeć razem z wszystkimi, jak Aniutka *wódkę żłopie*. Papkow z kolei również był niezadowolony i znajdował, że Liubusia strasznie schudła czy raczej, jak się wyrażał, *zeszmaciła*.


- Tyleś ciała miała, - indagował ją ze złością, - gadaj, gdzieżeś to wszystko podziała?


I w rezultacie nie tylko wcale się z nią nie certolił, ale i nieraz po pijaku bił.


Przed końcem zimy obie już nie miały ani *porządnych* opiekunów, ani *ustalonej pozycji*. Jeszcze jakoś trzymały się przy teatrze, lecz o *Pericolach* czy o *Pułkownikach starej daty* mowy nawet nie było. Liubusia zresztą trzymała się nieco dzielniej, ale Aniusia, jako bardziej wrażliwa, całkiem opuściła się, i zdawało się, że zupełnie zapomniała o przeszłości, wcale nie uświadamiając sobie także tego, co się dzieje dzisiaj. Prócz tego zaczęła podejrzanie kasłać: na jej spotkanie szła wyraźnie jakaś złowroga choroba...


Kolejne lato było wprost straszne. Z czasem zaczęto je wozić po hotelach dla przyjezdnych panów, i ustanowiła się na nie średnia taksa. Skandale szły za skandalami, pobicie za pobiciem, siostry jednak były żywotne jak te koty, wciąż lgnęły i pragnęły żyć. Przypominały owe żałosne psiaki, które, nie bacząc na wrzątek, poranione, z przetrąconymi łapkami, wciąż mimo to lezą do ulubionego kata, skomlą - i lezą. Trzymać przy teatrze podobne indywidua stało się już bardzo niewygodnym.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×