Przejdź do komentarzyWygibańci spod katedry cz. 2
Tekst 2 z 4 ze zbioru: Nie nieprawda
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2019-11-09
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń93

Dowcip:

Esesman łapie na ulicy Wojtyłłę z ulotkami. Pod ścianę ,Polaczku. Wtedy z nieba odzywa się ten Głos: Oszczędź go, zaplanowałem sobie, że on będzie papieżem. Esesman mówi: Dobrze, pod warunkiem, że ja będę po nim.


Ratzinger, paradoksalnie najbardziej mi pasował w tej roli. Nie lansował się tak jak poprzednik, płyt nie nagrywał. Przywrócił Bractwo Piusa X na łono kościoła. Pojechał tu i tam, ale nie tak nerwicowo jak poprzednik. Poważny, rozsądny, koncyliacyjny. Potem ktoś mi uprzytomnił, że on był premierem u Wojtyłły, więc współtworzył politykę szefa. Ale jak sam rządził to już rządził, a nie pląsał. I bezpośrednio z nim – jeśli chodzi o piastowanie stolca, a nie to co robił dla Wojtyłły – nie nasuwają mi się jakieś ewidentne wizerunkowe bobole. No i ustąpił, co na jego korzyść tłumaczę sobie tak, że nie chciał już tego dalej firmować swoją osobą.

Jego z kolei następca – taki miły, taki słodki, taki współczujący – to jednak gość z tej mrocznej Argentyny. On martwi się o dzieci, ale kilka miesięcy temu – to musiała być jakaś kumulacja – w samych Włoszech wychodzi na jaw skandal: co to z dziećmi głuchoniemymi w specjalnym ośrodku wyprawiali argentyńscy zakonnicy, którzy tą placówkę obsługiwali.[i] Prawda jakie to sprytne: te dzieci tego nie opowiedzą! A jednak, a jednak!


Nie żebym się tym specjalnie przejmował, że ta instytucja jest tak śmiało i z rozmachem prowadzona przez swych wodzów do kompletnej ruinacji – a gdzie tam! Zwłaszcza po tym jak z różnych stron i na różnych poziomach usiłuje zdominować i wykluczyć ze społeczeństwa takich jak ja. Sami ciągną siebie w przepaść. Trudno jednak nie dostrzec ich zasług, choć ja widzę je raczej w innych obszarach niż te, którymi się chwalą. Można polukrować, politycy ich zaproszą i zrobią sobie z nimi sweetfocię, ale drapieżne media jednak wyciągną im brudy, pokażą mroczne oblicze. Wielu ludziom prostuje życie to, że w niedzielę mogą się przyznać do, bo są i tacy którym szkodzenie innym  nie wydaje się złe. A że spotykają się co niedzielę, to się znają z widzenia. To są bardzo różnorodne wspólnoty, tworzące silne więzi. To jest kapitał kościoła.


APPENDIX ( ciepło/zimno).

Są takie działania, które działają trzeźwiąco na potencjalnych sympatyków kościoła. Oto ojciec (choć raczej na miejscu byłoby tu słowo wujek) Tadeusz Rydzyk mówi tak: niestety, mamy także w Polsce prawicę laicką… Otóż stety. Dla mnie to żaden aksjomat, że jeśli ma się serce po prawej stronie to automatycznie równa się sympatia dla kościoła. Można dążyć do prawości i uczciwości w życiu codziennym, pomijając tą perspektywę, że od poniedziałku do soboty… a w niedzielę idziemy do spowiedzi i zaczynamy wszystko od nowa, jako czyści ludzie. Nie, można dążyć do czystości codziennie, bez tego myślenia, że jak się ubrudzę – a co tam! – to się wyspowiadam/oczyszczę.

Ale są i ocieplenia wizerunku, choć nieco ryzykowne w wymowie. Jest w Kielcach księgarnia „św. Pawła”, a w niej zadziwiająco nowatorskie w wymowie produkty. Komplety pościeli i poduszki. Pościel z napisem: Dinozaury nie odmawiały różańca i wyginęły. Przypadek? – Prawda, że piękne? Korciło mnie, by tam wejść i zapytać o wersję z kleszczami, które też nie odmawiały i nie wyginęły, ale nie sądzę by była tam dostępna.

Mocno ryzykowne w wymowie są poduszki z napisem: Kiedy ranne wstają zorze, nic ci, bejbe, nie pomoże.

Ot, dowcipny katolicyzm. Ale ubarwia, niuansuje wizerunek instytucji.


 
  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Niewątpliwie jest dużo prawdy w tym co piszesz, ale nie cała prawda. Kościół, a właściwie jego hierarchia, jest mocno pogubiona i zaplątana w sprawy świeckie. Uważa, że istnieje już dwa tysiące lat i jest nie do ruszenia.
I wyznaje zasadę: Bez względu na wszystko bronić swoich. Znaczy hierarchów, bo niekoniecznie "prześladowanych dla sprawiedliwości".Sprawa walki z socjalizmem w Polsce i poparcie dla krwawych junt w Ameryce nie jest sprzeczne - tu i tam zwalczano "bezbożny socjalizm". Tępienie "teologii wyzwolenia", to brak akceptacji dla przemocy. Co innego popierać, co innego firmować przemoc, choć jakby się nie obrócić, będziemy hipokrytami.
Jedna uwaga ortograficzna: Jan Paweł II nazywał się Karol Wojtyła, przez jedno "ł".
avatar
Dla mnie sprawa jest od dawna jasna. Kościół to organizacja finansowo-polityczna i nie mająca z prawdziwą wiarą w Boga nic wspólnego. Dba tylko o swoich i to nie wiernych, ale funkcjonariuszy. Ma dwa tysiące lat praktyki w tresowaniu ludzi i słusznie czuje się bezkarna. Kiedyś się rozpadnie, ale to upłynie jeszcze ze dwa tysiące lat.
avatar
Ja widzę, że kościół firmuje bardzo wiele ciekawych, prospołecznych inicjatyw. Niestety - dla kościoła - to właśnie tacy aktywiści w drugiej fazie walki z lewactwem w Argentynie byli wyrzucani z kraju i przy tym odbierano im dzieci, oddawane potem do adopcji funkcjonariuszom reżimu. To członkowie tworzonych przez jezuitów stowarzyszeń wspierających biednych, tworzących świetlice środowiskowe, inicjatyw, którymi każda porządna chadecja lubi się chwalić.
Operacja "Kondor", mająca wyeliminować wpływy komunistyczne w Ameryce Płd., sprowadziła się do atomizacji społeczności, co uderzało też w kościół, który - z założenia - miał łączyć. Ta część hierarchii, która była wspierana przez Watykan, nie dostrzegała, że w ten sposób jednak wspiera się okołokomunistyczne inicjatywy. To była likwidacja alternatyw dla społecznych wrażliwców: robimy coś dla ludzi przy kościele czy z czerwonymi?
Wojtyła musiał się zderzać z takimi historiami dość często - najbardziej malownicza dla mnie jest ta z Lesotho. Król miał dla swej rodziny zarezerwowane ławki w kościele podczas mszy, ale jako że nie był wyznawcą, to słuchał transmisji radiowej. Kiedy jednak usłyszał jak papież potępia wielożeństwo, to zasiadł ze swoimi 96 żonami w tych pierwszych ławkach, by kłuć w oczy tego tak impertynenckiego gościa. Bo król Lesotho nie jeździł do Watykanu, by pouczać Wojtyłę, że powinien sobie znaleźć żonę, bo kobieta w domu mocno niuansuje podejście do życia.
© 2010-2016 by Creative Media
×