Przejdź do komentarzyMaksim Gorkij - Bajki o Italii / Pepe 2
Tekst 247 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-12-15
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń285

Kroczy swoimi nogami jak nożyce jakiś znudzony Anglik - już nasz Pepe go wyprzedza, odwraca się doń twarzą i, idąc tak tyłem do przodu, nuci coś z repertuaru pogrzebowego albo smutną piosenkę:


Przyjaciel mój nie żyje

I płacze moja żona!

A ja nie załapałem,

Dlaczego właśnie ona?


Dzieciaki idą z tyłu za nimi, pękając ze śmiechu, i chowają się jak myszki w krzakach, za rogiem domu, kiedy paniczyk flegmatycznie spojrzy na nie swymi wyblakłymi oczami.


.............................................................................................................................................................................



Wiele ciekawych historii można opowiedzieć o Pepe.


Kiedyś pewna seniora kazała mu odnieść w prezencie dla swojej przyjaciółki kosz jabłek z własnego sadu.


- Dostaniesz za to jednego solda*) ! - powiedziała. - To przecież ci nie zaszkodzi...


Chłopczyk z zapałem chwycił jej wielki kosz, postawił go sobie na głowie i poszedł, a wrócił po zarobione pieniądze dopiero wieczorem.


- Nie bardzo się spieszyłeś! - powiedziała kobieta.

- A jednak jestem zmęczony, droga senioro! - westchnąwszy, odparł Pepe. - Przecież ich było więcej niż dziesięć!

- W pełnym koszu? Dziesięć jabłek?

- Łobuzów, pani.

- Lecz co z moimi jabłkami?

- Najpierw o tych chłopakach powiem: Mikele, Dżowanni...


Kobieta zaczęła się denerwować, chwyciła go za ramię i potrząsnęła nim.


- Mów prawdę - odniosłeś te jabłka?

- Do samego placu, senioro! Tylko proszę posłuchać, jak dobrze wszystko robiłem: z początku wcale nie zwracałem na ich zaczepki uwagi. Niech sobie ze mnie się śmieją, że jestem podobny do osła, ja wszystko ścierpię z szacunku dla pani. Ale kiedy zaczęli szydzić z mojej mamy - tego nikomu nigdy nie daruję! Postawiłem kosz na drodze - i szkoda, że szlachetna seniora nie widziała, jak zręcznie i celnie dostali ode mnie tymi jabłkami ci zbóje; dopiero by się pani z tego uśmiała!

- Rozkradli moje owoce?! - wrzasnęła kobieta.


Pepe, smutno westchnąwszy, powiedział:


- O nie. Ale te jabłka, co w nich nie trafiały, rozprysnęły się o ściany, a resztę żeśmy zjedli zaraz potem, jak ich zwyciężyłem i pogodziłem się z wrogami...


Kobieta długo jeszcze krzyczała, zrzucając na wystrzyżoną główkę chłopczyka wszelkie sobie znane przekleństwa, a ten wysłuchiwał tego pokornie i z uwagą, od czasu do czasu strzelając językiem - a nawet w przerwach, kiedy zapadała cisza, z cichą aprobatą wołając:


- O, racja! Słusznie! Co za trafne słowa!


A kiedy ta, umęczona własnym krzykiem, w końcu poszła sobie precz, powiedział w ślad za nią:


- Ależ, naprawdę, nie denerwowałaby się pani tak, gdyby tylko widziała, jak celnie trafiałem tymi pięknymi jabłkami w rozczochrane głowy tych łobuzów - ach, gdybyście to, senioro, widzieli! Dałaby mi pani zamiast jednego obiecanego solda całe dwa!


Ordynarna kobieta wcale nie zrozumiała skromnej aluzji tego dumnego zwycięzcy - odchodząc, pogroziła mu tylko swoim żelaznym kułakiem.


.....................................



*) sold, włoska jednostka monetarna - odpowiednik naszego grosza



  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Bardzo fajnie Pepe sobie poradził i dobrze się zachował... ;) bo i z wrogami się podzielił. Tak, w Italii jest kult Matki, nikt nie pozwala jej obrażać ani grozić. Pepe to chyba zdrobnienie od Giuseppe?
© 2010-2016 by Creative Media
×