Przejdź do komentarzyRozdział Vl Losy
Tekst 7 z 8 ze zbioru: Niebezpieczne czasy
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2020-01-25
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń122

Po prawej stronie stołu siedział król Fryrii Emor ll, obok niego siedział król Antory Ormer. Po lewej stronie stołu siedział król Crewer Veledelis.  Obok niego miejsce zajmował Król Nolandi Morhor Devisi. Koło rogu stołu siedziała królowa Elenora, a naprzeciwko niej siedziała księżniczka Lilia, która rządzi księstwem na wschód od mieście gdzie toczyły się walki Nolandi z Rigen.

Pierwszy przemówił król Emor ll.

- Jestem pamiętliwy, pamiętam co przechodziłem, Wojna z królem Radosławem, przez chwilę byłem tylko księciem. Bo chciałem walczyć z Rigen, moi ludzie ginęli pod Widłogowem. Po jego śmierci znów stałem się królem, w drugiej wojnie nie brałem udziału. A teraz jestem z Wami w sojuszu. Moja armia jest gotowa walczyć w ramie z Waszymi. Ale doszły mnie słuchy, że Rigen znów szykuje  się do wojny. Jestem gotowy i stanę do walki, ale nie wiem co powinniśmy uczynić.

Król Nolandi Morhor Devisi spojrzał na niego.

- Moje królestwo ucierpiało bardzo i teraz ja grancie z Rigen, więc na mnie spoczywa obowiązek obrony na początku wojny. Jestem gotów, i nawet osobiście stanąć do walki, jak wtedy pod Widłogowem. Królowa Elenora przemówiła. Moi drodzy, jak wiecie w obu wojnach

braliśmy udział. Zjednoczenie da nam zwycięstwo, Rigen jest silne, ale razem możemy ich pokonać.

Król Antory Ormer dołączył do rozmowy. Moje królestwo jest małe, ale oczywiście będę z Wami, ale jeśli Rigen będzie przy moich granicach będę potrzebował waszej pomocy. Na moją na pewno możesz liczyć – powiedział Król Morhor Devisi z Nolandi. Ja będę wspierał Twoją armie jeśli będzie trzeba.

- A może odbijemy Crajk – zaproponował Król Veledelis.

- Chcesz zaatakować Crajk, i sprowokować Rigen do wojny – powiedział Morhor.

- Jeżeli zajmiemy Crajk i wypędzimy Rigen tam gdzie ich mieście. Mamy siły z Crajk, które uciekły po podboju. Jest ich osiem tysięcy ludzi pod Wengoliusem, który nazywa sam siebie marszałkiem. Oni mogli być pierwszą falą, a nasze siły uderzyły by w drugiej fali. Po zajęciu Crajk, wygonimy ich za góry. – skończył Król Veledelis.

- Nie wiem czy dalibyśmy rade, Rigen rośnie w siłę. Chcecie poświęcić patriotów z Crajk – powiedział Emor ll.

Moi ludzie donoszą o powszechnym poborze w Rigen, wszystkich kuźnie pracują ciągle. Dywizje, które walczyły pod Widłogowem są na nowo budowane. Lepiej ich nie prowokować. – powiedział  Król Morhor.


Księżniczka Lilia, która od początku nie odezwała się ani słowem. Była ładną kobietą, miała blond włosy, długie, niebieskie oczy.

Moje księstwo na małą armie, a nie wiem czy pamiętacie że część mojego księstwa jest pod rządami Księżniczki Kael Lsy elfka, gdzie oficjalnie mogą żyć elfy, stacjonuje tam mój garnizon Ser Rozera Morisa. Nie wiadomo po, której stronie stanie Kael Lsy wypadku wojny.

- A jakie stosunki utrzymujecie między sobą – spytał  Emor ll.

- Mamy dobre stosunki, elfy żyją i ona nimi włada, ale podlega mi, ale ma dużą swobodę. – odpowiedziała Księżniczka Lilia.

- Podobno jest piękna – powiedział Król Veledelis.

- To prawda jest piękna. – odpowiedziała.

- A jakimi siłami dysponuje – spytał Morhor.

- Posiada pięciotysięczną armie plus 500 gwardzistów. To ostatnie gdzie elfami rządzą elfy. Podobno elfy wygnane przez Króla Radosława przybyła właśnie tam.

- Elfy mogą mieć nawet większą armie, poświniliśmy się temu przyglądać. – powiedział Morhor.

Królowie wiedzieli że muszą zdecydowanie działać, tylko tak mogło by powstrzymać Rigen.


*



Oficer w czarnym płaszczu wszedł do namiotu.

- Królu – powiedział.

Król stał przy mapie, odwrócił się.

- Generał Vrmoviuszu – powiedział król.

Generał miał na sobie zbroje, była czarna i miał płaszcz, a właściwie czarną pelerynę. Na zbroi były ślady krwi.

- Jak bitwa generale – spytał król.

- Wygraliśmy Wasza Wysokość, mamy ich dowódcę.

- To zaprowadź mnie do niego. A skąd te ślady krwi na Twojej zbroi – spytał król.

Walczyłem Panie, i zabiłem kilku wrogów  a krew pryska.

- A jak wyglądała bitwa generale?

- Nasza piechota stanęła w szyku, dzikusy uderzyły kawalerią, nasi pikinierzy ich zatrzymali. Później ponowili atak, wtedy też cześć naszej jazdy uderzyła od prawej flanki, zniszczyliśmy resztki ich kawalerii.

Wtedy ich piechota uderzyła na naszych pikinierów. Oczywiście dzikusy nie miały szans. Wtedy ja osobiście poprowadziłem atak z lewej flanki. Nasze oddziały jazdy połączyły się w środku rozbijając ich piechotę. Wtedy też ich wódz z oddziałem przybocznej jazdy ruszył. Ale nasza jazda z prawej flanki ruszyła na niego  i wzięła w niewole. Ja natomiast zaatakowałem drogę odwrotu dzikusów i wraz i pikinierami wytłukłem resztę. – skończył opisywać bitwę.

- Dobrze generale zaprowadź mnie  do tego wodza.

Wyszli z namiotu, kierowali się w kierunku pobojowiska.

- To on królu. – wskazał generał.

Siedział wśród trupów z podłożonym mieczem pod gardło, człowiek z brodą o długimi włosami.

- Podaj się – przemówił król w języku dzikusów.

- Panie, skąd znasz ich język. – spytał generał.

- Znam Tylko kilka słow.

Wódz dzikusów odpowiedział.

Król kopną go i wyciągną miecz i podłożył mu go pod gardło.

- Co powiedziałeś – krzykną z wściekłością król.

- Generale zabijcie go, albo nie postaw go na kolana. Na jego palcu jest pierścień. Ty z toporem odetnij mu rękę.

Topornik zamachną się odcinając rękę wodza dzikich.

- Wysłać ją ich głównemu wodzowi. Ze mają się podać mi Królowi Rigen, a ich pustkowia są moje aż do samych gór.

- Pochylcie go, a ty trzymaj jego głowę. Zetnij mu głowę toporem.

Topornik zamachnął się i ściął głowę wodza dzikich.

- To też wyślijcie dla ich władcy, to ich czeka jeśli się nie podadzą.

Król schował miecz.

Król Rigen uderzył na wschód, gdzie graniczyli z dzikusami z pustkowi, którzy najechali kilka razy Rigen. Nowy król postanowił ich podbić. I właśnie jego armia wygrała bitwę z armią dzikusów.

Następnego dnia po otrzymaniu głowy i ręki przywódcza dzikich podał się. Od teraz  te tereny należały do Rigen. Choć długa droga, żeby przemienić tych dzikusów w armie, ale staną się armią w szeregach Rigen.


*



Lady Vanlis rzuciła z siebie szkunie. Była cudowna, rzeczywiście miała zarazem duże i piękne piersi.

Kazała mi się położyć, wiedziała czego chce.

Jej cudowne piersi podskakiwały, włosy jak burza strzelały. Ręką objąłem Jej biodra, drugą złapałem za pierś.

Naprawdę wie czego chce i czego ja chce. W końcu padła przy mnie, na Jej skórze pojawił się pot.

Dotykałem Jej skóry delikatnie.

Patrzyła mi w oczy. Nie spodziewałem się takiego obrotu spraw. Ale widocznie i Jej  i mi było to potrzebne.

Teraz ja byłem z góry, krzyki wypełniły komnatę. Później znów leżeliśmy.

- Nie sądziłam ze tak się spotykamy – powiedziała.

- Ja też, ale jeszcze raz powiem, jesteś wspaniała.

Noc była ciemna, była pełnia, a my dalej trwaliśmy w miłości.


*


Lady Vanlis wyszła z łaźni, złapała szlafrok i zasłoniła swoje piękne ciało. Weszła do komnaty.

- Już jesteś – spytałem.

- Tak umyłam się i już jestem – odpowiedział z uśmiechem na twarzy i błyskiem oczu.

- Jesteś cudowna, dawno nie byłem aż tak zrelaksowany.

- Ja też – odpowiedziała.

Już od tygodnia tu jestem za nią. Zapomniałem o wszystkim innym. Zapomniałem o Izydzie. Gdzie on teraz jest.


*



Jakubin od pewnego czas eskortował konwoje do fortów i miast, zawodzono zboże i żywność. Odbył już cztery takie konwoje, ten był piąty. 20 rycerzy zakonnych eskortowało cały konwój.

Jakubin służył jak powinien  ostatnio krążyły plotki, że coś czaj się po lasach. Kiedyś gdy król Radosław przegonił elfy, uciekły wszędzie gdzie się dało. Nie wiadomo czy właśnie są w Fryrii,  niewiadomo.

Ostatnio doszło do pożaru, jeden z konwój znikną. Patrole straży, którzy szukali konwoju też zniknęli.

Dlatego do ochrony przydzielono Zakon Czerwonego Krzyża , a oddziały straży miały sprawdzać okolice, jeśli coś by się działo wojsko dołączyłoby do akcji.

Jakubin był gotowy miał na sobie kolczugę, naramienni, naręczaki, rękawice i napierśnik.

Przy pasie miał mieć, a przy siodle tarcze.



*


Eryk dostał rozkaz udania się do magazynów żywności i przeprowadzenia kontroli i wydania rozkazów przewozu żywności do fortów i miast.

Ruszył z swoją eskortą. Na północ od stolicy mieścił się pierwszy z nich. Droga była dosyć pusta. Eryk miał na sobie piękną złotą zbroje, tak i jak jego ludzie.



*



Enfri siedziała z Charlottą i Izydą.

- Powiedz co się wydarzyło – powiedziała Charlotta.

- Gdy chciałam do Was przyjechać wyczułam ogon. Jechało za mną kilku ludzi w kapturach. Postanowiłam ich zgubić. Po pewnym czasie było ich już tylko trzech. Po drodze była wioska, gdy była w stajni z koniem. Jeden z nich zaatakował mnie, ale nie miał pojęcia kim jestem. Raziłam go błyskawicą i padł martwy. Drugi pojawił się z drugiej strony, był zbyt blisko żeby użyć zaklęcia. Zraniłam go sztyletem, który miałam ukryty. Gdy chciałam go przesłuchać, ostatni z nich mnie zaatakował.

Rzuciłam zaklęcie, ale zrobił unik, był blisko więc cięłam go sztyletem, jego gardło pękło i padł.

Wtedy też skończyłam przesłuchiwać tego drugiego. Ale zaklęcie, którego użyłam zabiło go, ale dowiedziałam się kilku rzeczy.

- Co się dowiedziałaś – spytała Charlotta.

- Że ludzie w kapturach to oddziały specjalne Króla Rigen Medern Vap Mira aper Vkolle. Że wie o zdolnościach Izydy i wie jak może ją wykorzystać politycznie.

- Co teraz zrobimy – spytała Charlotta.

- Zabiorę Izydę w bezpieczne  miejsce, a Ty poinformujesz Peoniusza gdzie jesteśmy, żeby do nasz dołączył – powiedziała Enfri.

- Dobrze, jutro się rozdzielimy, pilnuj małej i uważaj na siebie. – powiedziała z nie pewny głosem Charlotta.

Izyda przyglądała się Jej, myślała gdzie jest teraz Peoniusz.


*

Jakubin był już blisko fortu, droga konwoju była spokojna. Jakubin skończył swoją piątą eskortę konwoju.

Ale to co miało nadejść, dopiero nadejdzie.



*


Eryk dotarł na miejsce, przegląd jak się okazało będzie trwał dłużej niż myślał. W magazynie było tylko kilku żołnierzy, większość obsługi była cywilami. Choć Eryk i nikt inny nie spod zwał się tego co się wydarzy.



*


Jakubin dostarczył konwój do fortu, po zanudzeniu ust w wodzie, eskorta zawróciła. Teraz zamienili się dowództwem. Jakubin dowodził do fortu, teraz oddał jej inny memu zakonnikowi, zawsze tak robili. Ruszyli w drogę powrotną do zamku zakonu. Ale nikt nie spodziewał się tego co nastąpi.



*


Eryk dokończył sprawdzanie pierwszego spichlerza, był naprawdę wielki. Później Eryk sprawdził zapasy pozostałych magazynów. Jeden z jego gwardzistów analizował dokumenty czy wszystko się zgadza. Eryk miał to zrobić, ale po podróży i chodzeniu po spichlerzach i magazynach był już zmęczony. Dlatego  też poszedł się położyć na kilka godzin, później w nocy zmieni swojego gwardzistę.



*


Charlotta wyjechała  z rana, Enfri i Izyda pojechały w bezpieczną kryjówkę, którą wybrała Enfri.

Charlotta jechała w stronę, gdzie rozstała się z Peoniuszem.



*


- Peoniuszu ! – powiedziała Lady Vanlis.

- Tutaj jestem.




Peoniusz siedział w ogrodzie.

- Jak Ci się podoba mój ogród – spytała Vanlis.

- Jest bardzo ładny – powiedziałem.

- Jak długo będziesz jeszcze u mnie głosił? – spytała.

- Jutro wyjeżdżam – powiedziałem. Jestem tu od trzech tygodni, musze ruszać.

- Było mi naprawdę miło być z Tobą przez ten czas.

- Mi również moja Droga, ale  jest ktoś komu musze pomóc. Dla kogo odąłbym życie. A przez te trzy tygodnie byłem tu, może musiałem się oderwać, ale czuje jakiś ból. Ale jestem Ci wdzięczny że oderwałaś mnie od wszystkiego, ale ja musze wracać i zrobić co powinienem.

W ogrodzie pachniało różami.


Następnego dnia wyjechałem, pożegnałem się z Vanlis. To co się działo przez ostatnie trzy tygodnie zostanie w pamięci. Choć było cudownie, nam wyrzuty czy aby na pewno wszystko potoczyło się tak jak powinno. Ale ostatnie tygodnie były taką odskocznią od rzeczywistości.

Ruszyłem tam gdzie rozstałem się z Charlottą.


*


Hrabia Spen przechadzał się po swojej komnacie, nagle ususzał krzyki. Wybiegł, kierował się w stronę dziedzińca. Gdy wybiegł zobaczył krew. Obok znajdowała się stajnia. A Hrabia gościł rycerzy od Królowej Elenory, którzy przełożyli coś ważnego.

Coś usłyszał, sięgnął po miecz.

- Panie to ja – powiedział strażnik.

- Wieś co tu się dzieje – spytał Spen.

- Słyszałem jakieś krzyki – odpowiedział.

- W tej stajni co jest, iść po resztę strażników, a ja sprawdzę co tam się stało.

- A da Pan sobie rade? – spytał strażnik.

- Dam, iść już – powiedział Hrabia Spen.

Poprawił dłoń na rękojeści miecza i wszedł środka.



*


Eryk przebudził się, założył przeszywanice z naramiennikami, ubrał całą górę. Wziął miecz i wyszedł na zewnątrz.

- Pożar! Pożar!

Jeden z magazynów staną w płomieniach.

Eryk podbiegł, złapał wiadro, napełnił jej wodą i wylał na płomienie na magazynie.



- Dać więcej wody – krzykną.

Coś mignęło, jakaś postać. Eryk ruszył śladem tej postaci.



*


Jakubin jechał z przodu kolumny, ale nie dowodził ale obserwował otoczenie. Coś poruszyło się w zaroślach. O nie – pomyślał Jakubin.



*


Jechałem drogą, teraz pomyślałem o swych przyjaciołach. Co oni teraz robią. Usłyszałem tupot koni. Przyspieszyłem. Z bocznej drogi wyłoniły się nie wyraźne sylwetki.





  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×