Przejdź do komentarzyCzyj był Aleksander Wielki?
Tekst 42 z 42 ze zbioru: Opowieści o ludziach i miejscach
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2020-06-01
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń114

W lipcu 1963 roku media podały wiadomość o trzęsieniu ziemi w Jugosławii. Mówiono o licznych ofiarach i zniszczeniu ponad połowy miasta Skopje. Jugosławia w tamtym czasie była dostępna tylko niewielu Polakom i o Skopju w jakiejś tam Macedonii mało kto wcześniej słyszał. Po kilku dniach temat trzęsienia ziemi się oklepał i zniknął z prasy, radia i telewizji.

O tamtych terenach nie mówiło się też wiele w czasie jugosłowiańskiej wojny, bo najwięcej działo się w Serbii, Chorwacji i Bośni. Gdy na gruzach Jugosławii powstawały nowe państwa, w roku 1991 pojawiła się i Macedonia - małe państewko gdzieś hen na południu, powierzchnią i liczbą ludności zbliżone do naszego województwa lubelskiego. Pojawiła się i od razu podpadła Grekom, którzy powiedzieli:

– Hola! Hola! Macedonia to jest północna cześć Grecji. To kraj rodzinny naszego Aleksandra Macedońskiego, kraj u podnóża Olimpu - siedziby naszych starożytnych bogów. A wy nawet po grecku nie mówicie i dlatego wara wam od nazwy „Macedonia”.

Macedończycy w odwecie zaczęli budować pomniki Aleksandra Wielkiego oraz nazwali stołeczne lotnisko i najważniejszą autostradę jego imieniem. Nie wyszło im to na dobre, bo Grecja zablokowała wejście Macedonii do ONZ. Po długich przepychankach nowe państwo przyjęto w końcu do ONZ jako „Byłą Jugosłowiańską Republikę Macedonii” (w angielskim skrócie: FYROM). Ta dziwaczna nazwa niewiele pomogła, bo Grecja nadal blokowała wejście sąsiada do NATO i innych organizacji międzynarodowych. Słabiutka FYROM powoli miękła. Zmieniła nazwy lotniska i autostrady, co Grecja przyjęła jako dowód dobrej woli. W końcu w roku 2018 obydwie strony zgodziły się na nazwę „Republika Macedonii Północnej” - w skrócie „Macedonia Północna”. Spory o nazwę państwa trwały dwadzieścia siedem lat.

Czy było warto? Czy nie była to przysłowiowa „para w gwizdek”?

Spacerując po Skopju odnosiłem wrażenie, że większość macedońskich działań to „para w gwizdek”. Wystarczyło zatrzymać się w jego centrum, gdzie przez Kamienny Most na rzecze Vardar patrzą na siebie dwa wielkie pomniki. Jeden to trzynastometrowy zbrojny z uniesioną ręką, stojący na osiemnastometrowym, suto zdobionym cokole. Drugi to dwunastometrowa postać jeźdźca na wspiętym koniu, umieszczona na dziesięciometrowym cokole, otoczonym rzeźbami lwów i hoplitów. Pierwszy nazywa się „Wojownik”, drugi „Wojownik na koniu”, a kosztowały w sumie około dwadzieścia milionów euro. Nasuwa się pytanie: Jacyż to wojownicy zasłużyli sobie na tak wspaniałe pomniki i dlaczego są bezimienni? Otóż pierwszy przedstawia Filipa II Macedońskiego, a drugi Aleksandra Wielkiego, ale obydwaj muszą się ukrywać pod pseudonimami, żeby nie drażnić Grecji. Poza tymi pomnikami na niewielkim terenie w centrum miasta powstało jeszcze ponad sto rzeźb, dziesiątki innych - przeważnie nawiązujących do antyku - pomników, pseudobarokowe budynki, a nawet łuk triumfalny nazwany „Bramą Macedonii”. Zbudowano to w ramach programu „Skopje 2014”, który do tej pory kosztował ponad pół miliarda euro, podczas gdy roczny przychód do budżetu państwa wynosi około trzy miliardy. Nie dość, że projekt kosztował krocie, to jeszcze podzielił obywateli. Wielu z nich mówi, że w ten sposób politycy i ich kolesie nabili sobie kabzy państwowymi pieniędzmi, a miasto zmienili w karykaturę Disneylandu. Inni uważają, że zrobiono dobrze, bo takie „śliczne” centrum stolicy będzie atrakcją turystyczną. Pierwsi po nocach obrzucają nowiutkie budowle farbami, a drudzy organizują ich ochronę. Obywatele się kłócą, a tymczasem władze kontynuują program „Skopje 2014”, bo ma on krzepić serca obywateli i budować macedońską tożsamość narodową.

Kim są dzisiejsi północni Macedończycy, że ich tożsamość narodową trzeba budować za miliardy euro i czy mogą się uważać za spadkobierców Aleksandra Wielkiego?

Starożytna Macedonia zajmowała w przybliżeniu obszar dzisiejszej Macedonii Północnej, całą północ dzisiejszej Grecji i kawałek południowej Bułgarii. Macedończycy mieli doryckie* korzenie, mówili po grecku i mogli brać w igrzyskach olimpijskich. Grecy z południa uważali ich za barbarzyńców, ale darzyli podziwem - słowo μακεδνός (makednos) oznaczało kogoś rosłego, silnego. Macedonia urosła w siłę w IV wieku p.n.e., gdy Filip II zjednoczył pod swoim berłem całą Grecję, a jego syn Aleksander Wielki podbił ziemie aż po Indie i Egipt. Następcy Aleksandra rządzili Macedonią do przybycia Rzymian. Nowi panowie dla umocnienia swej władzy zakładali tu miasta-kolonie; status takiego miasta nadali też Scupi, czyli dzisiejszemu Skopju. W szóstym wieku naszej ery na tereny dzisiejszej Macedonii Północnej przybyli Słowianie, wymieszali się z tubylcami, a język grecki wyparła słowiańszczyzna. Potem rządzili tu Bułgarzy, po nich Serbowie, a w końcu Turcy. Wszystko to spowodowało, że z dawnej greckiej tradycji i kultury nie pozostało prawie nic.

Gdy w XIX wieku w „bałkańskim kotle” zaczęło wrzeć, Grecy, Serbowie, Bułgarzy i Albańczycy starali się przekonać mieszkańców tych ziem, że są oni w istocie północnymi Grekami, zachodnimi Bułgarami, wschodnimi Albańczykami albo południowymi Serbami. W wyniku wojen bałkańskich z lat 1912 -1913 ziemie te rozdrapały między siebie: Serbia, Bułgaria i Grecja.

Po pierwszej wojnie światowej tereny te weszły w skład Królestwa Jugosławii, a po drugiej w skład Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii. Jakby to nie brzmiało, to właśnie socjalistyczna Jugosławia stworzyła ich mieszkańcom po raz pierwszy namiastkę własnego państwa. W ro-ku 1944 powstała Socjalistyczna Republika Macedonii ze stolicą w Skopju. Na polityczne zamówienie stworzono wtedy sprzyjający klimat dla rozwoju słowiańskiej kultury macedońskiej, w tym także dla języka macedońskiego. W ciągu kilkunastu lat została skodyfikowana i wydana gramatyka tego języka, oraz pierwsze słowniki. Dzisiejszy język macedoński jest spokrewniony z bułgarskim i nie ma nic wspólnego z językiem używanym w starożytności. Język ten - podobnie jak nazwa państwa - stał się przedmiotem sporu z sąsiednim krajem. Wielu Bułgarów uważa bowiem, że jest to jedna z bułgarskich gwar, a nie oddzielny język.

Tak to na kawałku starożytnej Macedonii powstało państwo, którego mieszkańcy nie mają nic wspólnego ze spuścizną Filipa i Aleksandra, używają słowiańskiego języka oraz w większości są Słowianami.

Na czym więc mają budować swoją tożsamość narodową? Na jakich przodków się powoływać?

Mogliby się powoływać na Cyryla i Metodego, którzy jakiś czas przebywali w Skopju. Ci dwaj duchowni stworzyli głagolicę** i język staro-cerkiewno-słowiański. Po niedługim czasie i modyfikacjach stał się on językiem pisanym południowej Słowiańszczyzny, a głównym ośrodkiem wczesnego piśmiennictwa w tym języku był Ochryd, leżący w dzisiejszej Macedonii Północnej. Piękna to i warta utrwalania w pamięci narodu karta historii, ale niestety Cyryl i Metody byli Grekami z Salonik, a z Grekami dzisiejsi Macedończycy mają na pieńku.

Mogliby się też powoływać na Matkę Teresę z Kalkuty - najbardziej znaną na świecie skopijkę. Mogliby, ale przecież ta laureatka Pokojowej Nagrody Nobla była z pochodzenia Albanką, a Albańczycy w Macedonii Północnej nie są lubiani, bo sprawiają wiele kłopotów. W wioskach, gdzie mieszkają wywieszane są albańskie flagi, zamazywane macedońskie nazwy miejscowości i urzędów. Jakiś czas temu próbowali nawet zbrojnie opanować jedno z miasteczek. Doszło do bitwy z siłami rządowymi i po obu stronach byli zabici. W rewanżu w niektórych macedońskich wioskach pobudowano na drogach bramy, na których napisano, że Albańczykom wstęp wzbroniony pod karą śmierci. Tak więc albańskie korzenie Matki Teresy i to, że była katoliczką, nijak nie pasują do lansowanego dziś modelu Macedończyka.

Mogliby również budować dumę i tożsamość narodową pod hasłem: „Macedończyk to człek prawy, pracowity i wykształcony!” Mogliby, ale to hasło dobre dla jakichś Szwedów czy Holendrów. Dla Macedończyków nie, bo jest nieatrakcyjne, mało nośne i nie pasuje do południowosłowiańskiej mentalności.

Mając takie uprzedzenia i mentalność nie dziwota, że sięga się aż do Filipa i Aleksandra. Choć żyli oni ponad dwa tysiąclecia temu, byli Hellenami*** i prawdopodobnie nigdy nie odwiedzili tych stron, ale historia nadała im przydomki „Macedoński”, a to już jest coś.

Często jest tak, że rządzący manipulują obywatelami, grając na strunie tożsamości i dumy narodowej. Wtedy ogłupieni ludzie, zamiast pracować i patrzeć władzy na ręce, maszerują wymachując flagami, a rządzący w tym czasie kręcą swoje lody. Przeżyło to już wiele państw i skutki zawsze były opłakane.

Wydaje mi się, że Macedonia Północna właśnie tę lekcję przerabia. A szkoda, bo to piękny kraj.


Dorowie* - lud grecki mówiący dialektem doryckim, który pod koniec II tysiąclecia p.n.e. zajął

tereny dzisiejszej północnej Grecji.


głagolica** - najstarszy znany alfabet słowiański. Na jego bazie powstały wszystkie alfabety

słowiańskie z kręgu religii prawosławnej.


Hellenowie*** - nazwa, którą sami określają się Grecy, w języku polskim używana zwłaszcza

w odniesieniu do starożytności


  Spis treści zbioru
Komentarze (9)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Uzurpowanie sobie prawa własności do czegokolwiek poza własnym dowodem osobistym I peselem - to nadużycie.

Wspólnotę Europejską nie za to chwalimy, że jest cudza - a za to, że jest nasza.

Z kim? z czym? ma się utożsamiać Macedończyk, Fin, Szwajcar, Polak, Irlandczyk, Bask czy inny Niemiec, Ukrainiec lub Rosjanin?

Z europejskością? Z Wspólnotą Europejską??
avatar
Świetna - jak zawsze - profesjonalna Publicystyka przez P
avatar
Na tytułowe pytanie, czyj jest Aleksander Wielki, odpowiadamy: nasz.

Chińczycy mają swojego Czyngis Chana, a my nad Wisłą - Aleksandra Macedońskiego
avatar
Bardzo ciekawa i pouczająca opowieść.
avatar
Świetny felieton, przeczytałem z przyjemnością.

Moje, drobne sugestie i wątpliwości:
*Skopju - Skopje (tak zapisujemy po polsku i nazwy nie odmieniamy),
*ro-ku - roku (literówka),
- czy Hellenowie nazywali Macedończyków "barbarzyńcami"? Nie jestem pewien. "Barbarzyńcami" Grecy nazywali ludy, które nie tylko były dzikie, nieokrzesane, ale mówiły też "barbarskim" językiem (tzn. niegreckim, niezrozumiałym). Możliwe jednak, że tak Macedończyków nazywali, chociaż później "poszli z Aleksandrem".
avatar
Emilio, dziękuję za wizytę i obszerny komentarz. Dla Macedończyków Unia jest jeszcze marzeniem. A ten Aleksander jest chyba dla nich ważny. Co kraj, to obyczaj.

Janko, dziękuję Ci za wizytę i pozdrawiam.

Hardy, dziękuję za wizytę i komentarz. Sprawa Skopje (Skopja)nie jest prosta. Dla mnie to też powinno być zawsze Skopje, ale sprawdzałem tu i ówdzie i różni różnie piszą - z tendencją jednak do Skopja.
Dzięki za wyłapanie literówki.
avatar
Nie jest tak, że tylko unijność włącza wszystkie W S Z Y S T K I E nacje Europy do Europy. Z Unią czy bez Macedończycy od zawsze byli/są - i będą - Europejczykami. Tak samo jak Anglicy, Szkoci, Walijczycy, Ormianie, Gruzini, Ukraińcy, Białorusini czy Rosjanie
avatar
Bardzo dobry artykuł. Gratuluję wiedzy „macedońskiej“, że się tak wyrażę. ;) Sporo czytałam kiedyś na ten temat, a Ty teraz uzupełniłeś jeszcze te wiadomości. Dzięki!
W Jugosławii byłam wiele razy. Przed jej rozpadem, w czasie wojny domowej, i po. Tak że trochę się orientuję w sytuacji, jaka tam obecnie w nowopowstałych krajach panuje.
A ten "Wojownik na koniu", to może jednak — w domyśle — Aleksander Wielki na Bucefale. ;)
avatar
Dziękuję Michalszko za wizytę i komentarz. Tamte pojugosławiańskie kraje to taki misz-masz, że głowa boli. Chyba tylko Slowenia jest w miarę normalna. Szkoda, bo to piekne tereny.
A ten koń pod wojownikiem, to raczej Bucefał, bo o innych koniach historia milczy.
© 2010-2016 by Creative Media
×