Przejdź do komentarzyFlaneur
Tekst 15 z 16 ze zbioru: kryl
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2020-09-23
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń63

Tak, zdarza mi się z przyjemnością uczestniczyć w koncertach punk/ metal/ hard core/ grind, gdzie – cytując Ramzesa „gitary jęczą jak kute żelazo/ perkusja dudni jak młot” – i, po paru piwach drzeć mordę, a nawet wleźć w pogo. Tak, robię to od prawie 40 lat. To silne, wyraziste doznania – wiem, że niewielu to kręci, bo widzę ile osób przychodzi na koncerty.

Ale  równie silne i wyraziste doznania, choć innego rodzaju, dostarcza flaneur. W połowie lat 20 XX w. jeden z berlińskich pisarzy tak nazwał uważne spacerowanie. Nie pokonywanie pokaźnych odległości na rowerze. Nie rajdy piesze, w czasie których pokonuje się góry i doliny – te też są fajne ( tak jak wymarsze do rejonu alarmowego, co zdarzało mi się w syfie) – i dystanse kilkunastu, kilkudziesięciu kilometrów w jednej porcji. Te formy aktywności też są fajne, ale mnie chodzi o coś innego. Tego rodzaju  formy aktywności, które uprawiałem od wielu lat i dopiero niedawno dowiedziałem się, że taki uważny spacer to flaneur. Mam fizyczność w pracy i kiedy zdarza mi się wolna sobota, niedziela, nie oddaję się leżeniu na kanapie przed telewizorem, ale nie popadam też w ekstremum w drugą stronę i nie przejeżdżam 50 kilometrów rowerem, ani nie łażę po 15 kilosów po lasach i górach. Wyłażę na kilkugodzinny spacer po najbliższej okolicy – to też jakieś 10 kilometrów, ale spokojnie, bez napinki. To najczęściej spacer połączony z polish walking, co zwiększa natężenie przyjemności z tej formy aktywności.

Ludzi kręcą ekstrema i wolą te 50 kilometrów na rowerze, albo 15 pieszo przez góry i doliny. Tak, ja to rozumiem – to lubicie? No to tak róbcie. Mnie jest trudno usiedzieć w miejscu, kiedy mam wolne, ale nie muszę być wyczynowcem. Spacer, to jest to, co mnie kręci. On jest oczywiście przyjemniejszy, gdy ma się drugiego do siebie, albo odbywa się w większej grupie. Bo jeżeli do flaneur dołączyć polish walking we dwie albo trzy twarze jest jeszcze ciekawiej.

Z wysokości roweru, w gnającym pieszo rajdzie nie dostrzega się wielu rzeczy, wielu detali. Tych ciekawych detali, w codziennym pędzie niezauważanych. Gdzie rosną dostępne dla wszystkich owoce? Morwy, jabłka i orzechy. Idąc znajduję pieniądze i inne przedmioty pogubione przez tych nieuważnych i pędzących – groszy znaleźć można wiele, ale trafiały mi się i banknoty ( ostatnio stówa). Jadąc samochodem nie znajdziesz na ulicy pieniędzy. Idąc – tak.

Wszystkie ciekawe ścieżki poznałem w czasie takich niespiesznych spacerów. A ponieważ jako flaneur nie mam napinki, by gdzieś tam dotrzeć, to zwracam także uwagę na mijanych ludzi, bo oni mnie nie spowalniają. Tu, w ogóle coś takiego niemal nie istnieje. Są za to ciekawi ludzie spotykani w nie mniej ciekawych sytuacjach. I kiedy pachną kwiaty, falują pochylane wiatrem trawy, spotykam ciekawe, charakterne drzewo, nie ma żadnego problemu by się zatrzymać i poczuć tą chwilę w pełni. Jeże, pełno jeży. Sarna, z którą patrzymy na siebie pięć minut.  Jaki to ma smak! Ten widok, gdy gałęzie drzew prześwietlają promienie słońca! Falujące morze traw! Ciekawe i twórcze rozwiązania architektoniczne! Tyle detali, tyle ciekawych widoków! Pędząc tam albo tam ileż rzeczy umyka naszej uwadze. Nie, źle to powiedziałem – one nie mają w ogóle szansy dla nas zaistnieć.


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Aż się rozmarzyłam... Flaneur? Tak, mnie też odpowiada taki sposób spędzania czasu. Częściej jednak wybywam na kijki albo wycieczki rowerowe, ale też zwiedzam okolice, zatrzymując się na dłużej przy ciekawych miejscach.
Szkoda, że mieszkamy tak daleko od siebie. Z pewnością nie raz i nie dwa dałabym się porwać takiej pasji. :)
© 2010-2016 by Creative Media
×