Przejdź do komentarzyRozdział 33. Gość z Indii /4
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2022-03-02
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń216

- Kriszna! - krzyczał, biegając po swoim numerze, Wielki Kombinator. - Wisznu! Co to się wyrabia na tym świecie? Gdzie ta siermiężna prawda? A może jestem durniem i nic nie rozumiem, więc życie przeminęło głupio i bez żadnego pojęcia? Patrzcie tylko! Prawdziwy z krwi i kości niefarbowany Hindus wszystko wie o naszym wielkim kraju, a ja jak ten indiański operowy błazen wciąż mielę jedno i to samo: *Nie zliczyć nam diamentów wśród głębin i odmętów!*. Co za paskudztwo!


Tego dnia Ostap zjadł obiad bez wódki i po raz pierwszy zostawił swoją walizę w hotelu. Potem spokojnie siedział na parapecie, z ciekawością przyglądając się zwykłym przechodniom, którzy jak wiewiórki zręcznie wskakiwali do autobusów.


W nocy raptem się przebudził i usiadł na łóżku. Było cicho, jedynie z restauracji, przez dziurkę od klucza sączył się melancholijny boston.


- Jakżem ja mógł o tym zapomnieć! - powiedział gniewnie.


Potem roześmiał się, zapalił światło i szybko napisał telegram:


*czarnomorsk kropka do panny zosi sinickiej kropka związku z pomyłką życia gotów jestem lecieć na skrzydłach miłości przecinek proszę odpowiedź błyskawiczną na adres moskwa grand hotel bender*.


Po czym zadzwonił po posłańca, żeby telegram jako błyskawiczny wysłano natychmiast.


Niestety, Zosia nie odpowiedziała. Nie było również żadnej odpowiedzi na kolejne telegramy, napisane w tym samym rozpaczliwym i lirycznym tonie.




ROZDZIAŁ  34.  PRZYJAŹŃ  Z  MŁODOŚCIĄ



Pociąg jechał do Czarnomorska.


Pierwszy pasażer zdjął marynarkę, powiesił ją na miedzianym haku pod bagażnikiem, potem ściągnął buty, kolejno podnosząc grube nóżki aż do samej twarzy, i wzuł kapcie z języczkami.


- Słyszeliście historię o jednym woroneskim*) mierniczym, który okazał się krewnym samego japońskiego mikado? - zapytał sąsiadów z uśmiechem.


Drugi i trzeci pasażer podsunęli się bliżej. Czwarty już leżał na górnej leżance pod ostrym kolącym malinowym kocem, z niezadowoleniem oglądając swój ilustrowany magazyn.


- Czyżbyście nie słyszeli? Przez jakiś czas było o tym głośno. Był to zwykły mierniczy - wiecie panowie: żona, jeden pokój, 120 rubli pensji. Nazywał się Bigosow. Był to zwyczajny, całkiem niepozorny człowiek, nawet jeśli chcecie wiedzieć całą prawdę, tak między nami mówiąc, po prostu cham. Wraca kiedyś po pracy, a tu w jego pokoju siedzi jakiś Japończyk w takim, między nami mówiąc, wspaniałym kostiumie, w okularach i, jeśli chcecie wiedzieć, w trzewiczkach z wężowej skórki, mówię wam: ostatni krzyk mody! *Pana nazwisko to Bigosow?* - pyta się mierniczego. *Tak.* - na to Bigosow. *A jakie jest pana otciestwo?* - *Takie a takie.* - odpowiada nasz mierniczy. *Wszystko się zgadza. - na to Japończyk. - Będzie pan łaskaw zdjąć swoją tołstojkę. Muszę spojrzeć na pański goły tułów.* *Proszę bardzo.* - gada Bigosow. Tak między nami, gość z Japonii nawet go sobie dobrze nie obejrzał, bo od razu rzucił się ze swoim szkłem powiększającym na czarne znamię na boku Bigosowa. Popatrzył na nie przez lupę, zbladł i powiada: *Gratuluję panu, obywatelu Bigosow, i pozwoli pan przyjąć tę oto przesyłkę i pakiet.*




1931


..............................................................


*) woroneski mierniczy  - mierniczy z Woroneża /piękne przeszło milionowe miasto 500 km na południe od Moskwy/

  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
A bohater specjalnie zjadł obiad bez wódki i wszystko na nic, Zosia Sinicka nie dała znaku życia.
Ciekawe co w przesyłce dla Bigosowa było.
avatar
Niesamowicie intratna perspektywa.
© 2010-2016 by Creative Media
×