Przejdź do komentarzyDruga żona profesora Ciurlaka
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Arcydzieło
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2022-08-04
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń438

Byłem wtedy młody i jeździłem dużo po świecie. Naprawiałem dachy. Zawód może banalny, w Polsce dość popularny i mało popłatny, ale w niektórych krajach można było zarobić. Dekarz.

Duże wysokości, duże stawki.

Akurat podpisałem większy kontrakt, stawiałem dach, w ogóle dochodziło tam do totalnego remontu, u profesora Szopenhauera, który miał dobre układy z profesorem Ciurlakiem. Większa afera. Bo, żeby postawić dach, trzeba mieć przypory, no wiecie państwo, takie mury dookoła których wlecze się front. A ja musiałęm wszystko rozwalić.

Trudno było winić Szopenhauera że zakupił taki szrot, nie był przecież architektem. Musiałem się sporo nabiegać i to bez zabezpieczenia. Ale dzięki temu ominęły mnie inne przygody, na przykład Stan Wojenny.

Wreszcie wróciłem do kraju.

Najpierw odwiedziłem rodziców. W windzie spuściłem łomot jednemu powiedzmy znajomemu, pseudonim Flaszka, który był nahalny, niemiły, z resztą- mniejsza o szczegóły. Drzwi były zamknięte. Miałem swoje klucze, wszedłem, w środku nie było nikogo. Włączyłem telewizor i obejrzałem program. Prowadziła go moja siostra. O seksie i o muzyce. O dziwo nie występowała nawet w mundurze.

Zadzwoniłem do profesora Ciurlaka. Wcześniej wymieniliśmy się żonami. Jego dwie za moją miłą, co ją poznałem gdy wymieniałem parkiety za kołem podbiegunowym.

Poskarżyłem się na starszą z zon. Że nie potrafiła nigdzie znaleść orzechów.

- Wie pan, kłopoty są przejściowe - przekonywał.

Może to i prawda - pomyślałem. Postanowiłem dać jej jeszcze szansę. Wiedziałem że Ciurlak bardzo nie chce żeby do niego wróciła. A ja przecież musiałem wrócić do pracy. Ciurlak miał niezłe chody w biurze paszportowym. Taka to wymiana, na różnych poziomach.

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Jeżeli dekarze omijają stan wojenny na dobrze płatnych zagranicznych kontraktach, obcując za panbrat z schopenhauerami tego świata

i ich żonami,

to czego chcieć więcej

??
avatar
Napisałam

ZA PAN BRAT
avatar
Stan wojenny dobrze pamiętam. W Warszawie spodziewaliśmy się Rusków z dnia na dzień. To już bezpieczniej było naprawiać te dachy u Schopenhauerów. W RFN można było zarobić co najmniej pięć razy tyle co u nas.
© 2010-2016 by Creative Media
×