Przejdź do komentarzyPlastelina
Tekst 11 z 33 ze zbioru: mix tekstowy
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2016-05-07
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1044

PLASTELINA

Bambosza znałem  od ’91. Spotykaliśmy się, odwiedzali.  No i wpadł do nas, gdy Maja miała półtora roku. Gadaliśmy, chyba wypiliśmy jakieś piwo. Żadnemu z nas nigdzie się nie spieszyło.

Było późne, ciepłe lato. Korzystając ze sprzyjającej pory roku – cieeepło! – odkodowywaliśmy Maję z chodzenia w pieluchach. Taki mały człowiek jada takie rzeczy, że nawet jeśli zdarzy się siknięcie tu czy tam, albo nawet jakaś kupka, to te odchody nie śmierdzą tak jak dorosłego. I nie są tak agresywne i toksyczne. Nie ma problemu z ich sprzątaniem.

Poszliśmy z Bamboszem zapalić po papierosie na balkon – żeby nie smrodzić dziecku. Maja przyszła tam do nas  w samych majtasach. W rączce trzymała brązową kulkę. Podała ją Bamboszowi, pytając:

- Co to?

Prosta myśl, proste skojarzenie. I szybka odpowiedź:

- Plastelina.

Maja była jeszcze zbyt mała na takie zabawki. Wyprowadzam go z błędu:

- Nie mamy w domu plasteliny.

Już wiem, że Maja zrobiła gdzieś w domu kupę i właśnie przyszła nam o tym powiedzieć. Ale ta kupa prawie nie śmierdzi, więc nie jest to dramat. Efektem jest tylko konsternacja Bambosza.  I nawet on nie czuje wstrętu.

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Bambosz w konsternacji, bo dzieci z plasteliną widywał tylko na obrazkach.
© 2010-2016 by Creative Media
×