Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych, rozdz. III - Bilans rodzinny/17
Tekst 158 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-05-10
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń120

- A co? w durnia ze starą babą pograć przyszedłeś? - przywitała go Arina Pietrowna.

- Nie, babciu, ja do was w jednej sprawie.

- No, to opowiadaj, mów.


Pietieńka chwilkę stał w niezdecydowaniu i nagle wypalił:


- Babciu, ja przegrałem rządowe pieniądze.


Staruszce aż w oczach pociemniało od tak nieoczekiwanej nowiny.


- I dużo tego? - spytała przestraszonym głosem, patrząc na niego w istnym szoku.

- Trzy tysiące.


Nastał moment milczenia; Arina Pietrowna niespokojnie rozglądała się w nadziei, że a nuż skądsiś jednak pojawi się choć jakiś ratunek.


- A wiesz, że za to to i na Sybir trafić nietrudno? - w końcu rzekła.

- Wiem.

- Ach, biednyś ty, biedny!

- Babciu, jak chciałem od ciebie pożyczyć... dam dobry procent.


Staruszka całkiem się spłoszyła.


- Coś ty, co ty! - poruszyła się niespokojnie. - Taż ja mam tyle tylko, co na trumnę i pochówek! I syta jestem z łaski sierot, i tego, czym poczęstują mnie tutaj! Nie, nie, nie! Zostaw to! Bądź tak dobry, zostaw! Wiesz co, tatunia poprosiłbyś!

- Nie, szkoda fatygi! od żelaznego popa tylko żelaznego opłatka wyglądać! Ja, babciu, na ciebie liczyłem!

- Coś ty, co ty! ależ z radością, tylko jakie u mnie teraz pieniądze! nawet tyle nie mam! Zwróciłbyś się do tatki, z przymileniem a z szacunkiem! tak a tak, tatuniu: zawiniłem, z braku doświadczenia, jak to młody, żałuję bardzo swego niegodziwego postępku... Z miłą buzią i z uśmiechem pokory, i w rączkę pocałuj, na kolana padnij i popłacz - on to lubi - no, i rozwiąże sakiewkę ojciec dla miłego synka.

- A co, myślicie, że może tak właśnie powinienem zrobić? Czekaj! poczekaj, babciu! a co,  jakbyście to wy mu powiedzieli: jak nie dasz pieniędzy - przeklnę cię? Toż on się tego od dawna boi. Waszej klątwy.

- No, no, po co od razu przeklinać! Poproś tak. Poproś, kochany! Przecież nawet jak się niepotrzebny raz ojcu własnemu pokłonisz, korona ci z głowy nie spadnie: to twój ojciec! A i on ze swej strony zobaczy... zrób tak! mówię ci!


Pietieńka chodzi, wsparłszy się pod boki wte i z powrotem, jakby się namyślając; w końcu staje i mówi:


- Nie. I tak nie da. Co bym nie uczynił, choćbym łeb sobie pokłonami rozbił - wszystko jedno nie da. Chyba żebyście wy przekleństwem mu zagrozili... I co teraz, babciu, robić?

- Nie wiem, boże jedyny... Spróbuj - może zmięknie. Ale jakżeś to jednak sobie taką wolę dał; łatwo to - pieniądze państwowe przegrać? może ciebie ktoś namówił?

- Tak tylko, wziąłem i przegrałem. To jak swoich nie macie, dajcie z kapitału bliźniaczek!

- Coś ty? opamiętaj się! jakżeż to ja mogłabym dać pieniądze wnuczek! Nie, bądź już tak dobry i uwolnij mnie od tego! nie mów ze mną o tym, na miłość boską!

- A zatem nie? Szkoda. Dałbym dobry procent. 5% miesięcznie, chcecie? nie? no, to po roku kapitał za kapitał?

- Nawet mnie nie kuś! - zamachała na niego obiema rękoma, - odejdź ode mnie, na boga! tatunio jeszcze, nie daj boże, usłyszy i powie, żem ciebie buntowała! Ach, matko święta! Ja tu, stara baba, odetchnąć chciałam, nawet całkiem się zdrzemnęłam, a ten, patrzcie tylko, z czym przyszedł!

- Świetnie. Pójdę. A więc nie? Wspaniale-s. Jak w rodzinie. Za byle marne trzy tysiące wnuk na Sybir pójść musi. Nie zapomnijcie tylko nabożeństwo odprawić mi na drogę!


Pietieńka trzasnął drzwiami i poszedł. Jedna z lekkomyślnych jego nadziei, jak ta bańka mydlana, już prysła - co teraz? Pozostaje ostatnie wyjście: o wszystkim powiedzieć ojcu. A może tak dałoby się... Może coś...


*Pójdę zaraz i skończę z tym za jednym razem! - mówił sobie w duchu. - Albo nie! Nie, czemu dzisiaj... Może coś... a zresztą co takiego może być? Nie, lepiej jutro... Mimo wszystko choć dzisiaj dzień... Tak, lepiej jutro. Powiem - i wyjadę.*


Na tym stanęło, że jutro- wszystkiemu koniec...


Po rozmowie z babcią wieczór uczynił się jeszcze bardziej rozlazły. Nawet Arina Pietrowna przycichła, poznawszy prawdziwy powód przyjazdu wnuczka.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×