Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /5
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-01-16
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń53

Połynin, zmieszany uczuciem, jakie wywołało jej przyjście, odpowiedział, że żadnego niebezpieczeństwa nie ma, i w ogóle nic się nie stało, i niezręcznie zapytał, jakim cudem ją tutaj wpuszczono o tak późnej godzinie.


- A powiedziałam, że koniecznie muszę was widzieć, - odrzekła po prostu. - I, pan widzi, że uwierzyli, i oto jestem. A pan mi wierzy?


Odparł, że tak, wierzy. Lecz, prawdę powiedziawszy, nie chciał odpowiedzieć inaczej.


Następnego dnia odwiedziła go rano, kiedy był przy nim Gricko, zachmurzony i wciąż jeszcze zdołowany tym, że w tamtym locie bojowym jak dzieci zgubili swojego dowódcę. Jednak, chociaż krępując się obecności przyjaciela, nasz pułkownik i tak nie mógł oczu oderwać od tej kobiety przez cały czas, kiedy przy nim siedziała. Pięknie wyglądała w tym białym fartuchu, ze swoją gładko zaczesaną lśniącą czarną fryzurą. Zauważył w niej kilka srebrnych włosów i to, że była uczesana gładko i zwyczajnie, z małą kitką z tyłu.


- Kiedyś miałam warkocze, - powiedziała, spostrzegłszy, że patrzy na jej uczesanie, - do kolan, - i pokazała dotykiem dłoni, dokąd one wtedy sięgały. - A później musiałam je ściąć, bo kiedy nakładałam w teatrze peruki, włosy nie mogły się zmieścić. Sam pan teraz widzi, ile wyrzeczeń kosztuje nasz aktorski zawód, żeby na scenie móc występować.


Powiedziawszy to, uśmiechnęła się, ale jej uśmiech, chociaż serdeczny, nie był wesoły, i, patrząc na jej wąskie szczupłe ramiona, pułkownik ponownie poczuł ucisk żalu nad nią.


Kiedy wyszła, Gricko, jak tylko zamknęły się za nią drzwi, cicho powiedział:


- Wiesz, że ta Cyganeczka na ciebie leci, kochany Nikołaju? Masz u niej szanse!

- Nie ma głupich! - prychnął na to Połynin, chociaż miło mu było to właśnie usłyszeć.


Galina Pietrowna do szpitala przychodziła każdego dnia. I, kiedy lotnik był sam, długo siedziała obok niego, wziąwszy jego rękę w swoje dłonie, i w milczeniu na niego patrzyła. Potem, raptem zrywając się z miejsca, zaczynała wyjmować ze swojej torby polowej jakieś książki i kolorowe pisma i czytać mu wiersze.


- Koniecznie powinien pan znać wszystkie te utwory, - mówiła, chociaż Połynin nie lubił poezji, i nie pojmował, na co mu cała ta literatura.

- Pan wiersze rozumie, - tłumaczyła cała zaaferowana, - Pan tylko do tej pory mało czytał, ale to się czuje, że u pana to dar od samego Boga! Podobają się one panu?


Nie wiedział tego, czy mu się podobają, czy nie, ale lubił, jak mu je czytała, i podobała mu się cała ona, więc dlatego, nie wdając się w szczegóły, odpowiadał: *Tak, są piękne.*


Dwa razy, kiedy siedziała przy nim, przychodzili z innych sal lżej ranni pacjenci i prosili, by poszła poczytać także ich kolegom, i Galina Pietrowna wychodziła na jakiś czas i deklamowała swoje wiersze, jednak potem zawsze wracała do Połynina.



  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Aha, jeszcze czytam :)
© 2010-2016 by Creative Media
×